Jakie macie relacje z teściami, czyli rodzicami Waszego męża/partnera, czy potrafiłyście się z nimi naprawdę zżyć i poczuć jakąś głębszą więź? Jakie on ma relacje z Waszymi rodzicami?
Nie chcę powielać tematów, które wielokrotnie się już na naszym forum przewijały, zależy mi raczej na tym, abyśmy podyskutowały czy w ogóle możliwa jest prawdziwa miłość i zażyłość pomiędzy teściami a synową/zięciem? I jeśli tak, to jaka jest na to recepta?
Podobne tematy
Moim zdaniem taka relacja jest możliwa, tylko aby była udana trzeba nad nią pracować jeszcze przed ślubem. Niby mówi się, że przecież to z ukochaną/ym brałem/am ślub, ale prawda jest taka, że złe relacje na tej linii mogą naprawdę namieszać w związku. No bo z jednej strony wyhodowały się kwasy, z drugiej jednak nie ma możliwości kompletnego odcięcia się od rodziców naszej połówki. Zawsze trafi się coś (urodziny, imieniny, święta) co zmusi nas do spotkania. Ważne jest jednak "układanie" tej relacji od początku. Jeżeli ktoś ma "na pieńku" z teściami, niech nie liczy że ślub czy narodziny dziecka cokolwiek zmienią. Ba, mogą nawet czasem pogorszyć sprawę.
Z teściami mam fatalne, z resztą rodzina męża bardzo dobre ( prócz jednego brata, jest kopią swojego ojca, ale jego żona to fantastyczna kobieta).
Mąż z moją matką dobrze się dogaduje, może dlatego, że rzadko ją widuje.
Uwielbiam rodziców mojego narzeczonego. Zwłaszcza jego mamę. To kochana, ciepła i pomocna osoba. Choć mieszka blisko nas w żaden sposób nie odczuwam tego jako negatyw, wręcz przeciwnie. Wiem, że możemy na nią liczyć, i że ja mogę na nią liczyć. Sama również chętnie jej pomagam, bo po prostu ją lubię. Nie wiem, właściwie jaka jest recepta na takie stosunki z (przyszłymi) teściami - u nas jakoś samo tak wyszło.
Relacje mojego partnera z moim rodzicami są niestety bardzo skomplikowane i trudne, na co niestety moi rodzice sobie zasłużyli.
Nie i nigdy nie chcialam. W moich oczach jestem jedyna rodzina mojego meza.
Bardzo dobre. Z moimi teściami czułam się "swojo" od samego początku, odkąd odwiedziłam ich dom po raz pierwszy- i z czasem nic się nie zmieniło.
Prawdziwa zażyłość jest możliwa, ale zapewne należy do rzadkości.
Z moja ex-teściówką zawsze byłam na dystans. Sama bardzo potrafię się 'otworzyć', więc myślę, że to raczej ona była taka wycofana.
Mój teść zaś- udawał, że mnie lubi, a publicznie powiadał, że jestem kur* i zniszczyłam życie jego synowi (od samego początku, choć w ogóle mnie nie znał, bo nie ma go w Polsce na stałe).
Tylko pozazdrościć udanych relacji.
Z teściową, wówczas jeszcze przyszłą, zdążyłam się tylko zapoznać, naszego ślubu już nie doczekała. Jeśli natomiast chodzi o osobę teścia, to choć czułam jego akceptację i szacunek, nigdy nie udało mi się z nim zżyć i poczuć prawdziwą, rodzinną więź. Naprawdę chciałam, ale nie wyszło. Na początku próbowałam, starałam się, aby nasze wzajemne kontakty były bliskie, ciepłe, aby spotkania były częste i miłe, ale niestety, to nie jest ten typ ludzi (tak samo było z siostrą męża), tam każdy ciągnął w swoją stronę i żył tylko dla siebie, chłodno, dosyć egoistycznie.
Ostatecznie okazało się, że to zawsze była wyłącznie rodzina męża, nie moja, nikt mi w jakiś szczególny sposób bliski. Prawdę mówiąc nawet nie czuję, że poznając ich cokolwiek zyskałam, a nie wiem czy nie straciłam, ale to już zupełnie inna bajka.
Z kolei relacje męża z moimi rodzicami od samego początku były zdecydowanie inne, bardzo ciepłe, serdeczne, ale to może dlatego, że moi rodzice są/byli (tata niestety już nie żyje) zupełnie innymi ludźmi - rodzinnymi, zaanagażowanymi w nasze sprawy. Mój tata co prawda miał dosyć trudny charakter, ale kochał męża jak syna, mama kocha go tak do dzisiaj
. Mało tego, zapytana kilka lat temu, co byłoby w sytuacjach konfliktowych, gdybyśmy mieszkali razem, czyli po której (na zimno kalkulując) stawałaby stronie, odpowiedziała, że chyba miałaby z tym spory problem
.
9 2013-11-27 14:34:33 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-11-27 14:43:55)
Nie czuję żadnej więzi.Jesli już to jest więź wymuszona z powodu,że są dziadkami mojej córki i z tego też powodu zachowuję się poprawnie choć nieraz chętnie zabiłabym wzrokiem:)
Moi teściowie nie potrafią z nikim z rodziny poczuć jakiejkolwiek więzi: ani z dziećmi ani ze swoim rodzeństwem.Jestem żoną od 15 lat a nawet nie wiedziałam,że moja teściowa ma siostrę bliźnaczkę a teść brata młodszego mieszkającego w tej samej wsi.Nigdy ich nie widziałam.Bo teściowie nie widzą powodu by się z nimi spotykać.Jakieś tam zaszłości sprzed czterdziestu lat pamiętają do teraz.
Tu trudny gatunek ludzi traktujący bliskich jak zwierzęta gospodarskie- bez szacunku i zrozumienia- mają im służyć jak przyjdzie potrzeba.
Z takimi ludźmi nie chcę tworzyć żadnych relacji.
Jeśli ludzie są mądrzy i empatyczni to dobre relacje jak najbardziej da się stworzyć.
Ja chciałam stworzyć dobre relacje z teściową (mimo ogromnej różnicy wieku). Ale to trudny człowiek, zimny emocjonalnie. Starałam się z całych sił 4 lata, aż mi się... odechciało.
11 2013-11-27 14:50:39 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2013-11-27 14:54:41)
Dobra relacja jest możliwa, nie dajmy się uprzedzeniom. Moja przyjaciółka ma bliższy kontakt i jest bardziej związana z teściową niż z własną matką i nie jest to odosobniony przypadek.
Moja mama jest zakochana w moim mężu od pierwszego wejrzenia, wszystkie ciotki i mamine przyjaciółki też, umie się diabeł sprzedać
Mój mąż nawet częściej rozmawia z moją mamą niż ja i potrafi zadzwonić do niej tak po prostu pogadać, co dla mnie jest raczej trudne. Tato toleruje, nawet można powiedzieć że lubi, choć radość że zięciuniu jest dobry dla jego córeczki niszczy trochę fakt, że ojczulek przestał być główną męską gwiazdą w rodzinie.
Rodzina mojego męża jest bardzo rodzinna w tym sensie, że dla teściów, każdy kto jest lub staje się członkiem rodziny, staje się automatycznie "tym dobrym", o kogo trzeba dbać i chronić (przed czymkolwiek), poza tym są bardzo ciepli i życzliwi więc mogę powiedzieć że bardzo ich kocham, uwielbiam przebywać w ich towarzystwie. Niemniej jednak cenię sobie fakt, że mieszkamy daleko, więc nie daje im to szansy zagłaskania mnie na śmierć, a mi szansy wyjścia z siebie
Podziwiam drugą synową i zięcia, którzy mieszkają blisko i czasem mają dość.
Nie mam też wątpliwości, ze gdyby moje małżeństwo trafił szlak, to dla teściowej z kochanej synowej stałabym się najgorszym potworem, który skrzywdził jej synka ![]()
Moim zdaniem to zależy, na kogo się trafi po drugiej stronie.
Ja niestety nie miałam szczęścia, moja teściowa całe swoje życie podporządkowała swoim rodzicom, dwa krótkie małżeństwa skończyły się pogonieniem mężów przez mamusię mojej teściowej... a moja teściowa całe życie żyła jako służąca dziadków, całe jej życie wokół nich się kręciło. Kilka lat pielęgnowała najpierw jedno, potem drugie zanim umarli, a jak już zmarli to w wieku 50kilku lat zdała sobie sprawę, że jest sama. I bęc - uznała przez aklamację, że to my staniemy się (ja i mąż, który - nota bene- ma jeszcze siostrę) nowymi obiektami opieki, że będziemy z nią siedzieć i oglądać telewizję, że będzie nam gotować, sprzątać i życie znów stanie się piękne. Kiedy gdzieś wychodzimy - płacze, obraża się, podobnie jak od mojej mamy coś dostaniemy do jedzenia i nie zjemy a ona akurat nagotuje i w wielu podobnych sytuacjach ...
Choć w moim odczuciu jeszcze to nie jest największy problem w stworzeniu jakieś więzi między nami. Wg mnie problem leży w tym, że nie mam kompletnie z teściową wspólnych tematów. Ja pracuję z ludźmi, lubię się spełniać artystycznie
(szyję, wyszywam, zdobię różnymi technikami), kocham gotować i piec, a moja teściowa nie ma w życiu żadnej pasji. Ona w wolnym czasie tylko ogląda telewizję (bardzo rzadko spotyka się z ludźmi bo ma bardzo niewielu znajomych, jeśli ją koleżanki z pracy zapraszają to zawsze zbywa i nie korzysta).
Moja teściowa żyje więc telewizją i tym co słychać u córki, a rozmowa z nią to wymienianie takich oczywistych oczywistości (np. no dzwoniła córcia, a byli z zięciem na targowicy, kupiła dzieciom czapki i szaliki. No i wydała po 40 złotych za taki komplet. No i za co to tyle dać. No ale musiała im kupić, no musiała. itepe itede).
Bardolka to już któryś wątek z kolei, gdzie wylewasz żale na teściową- a to znaczy, że siedzi to w Tobie.
Czy nie lepiej, jesli nie z teściową (bo nie zawsze to możliwe jest) to w swojej głowie zamknąć temat?
Moi teściowie nie są ludźmi, którzy mieliby jakąś wielką pasję, czy dopingowali swoje dzieci od małego do osiągania sukcesu Rockefellera. Ale kocham ich i doceniam to, że wychowali mi takiego męża,a mnie zaakceptowali ze wszystkimi moimi dziwactwami (a naprawdę było ich sporo!) bez mrugnięcia okiem. ![]()
Bardolka to już któryś wątek z kolei, gdzie wylewasz żale na teściową- a to znaczy, że siedzi to w Tobie.
Czy nie lepiej, jesli nie z teściową (bo nie zawsze to możliwe jest) to w swojej głowie zamknąć temat?a mnie zaakceptowali ze wszystkimi moimi dziwactwami (a naprawdę było ich sporo!) bez mrugnięcia okiem.
A kto powiedział, że moja teściowa mnie zaakceptowała?
ona, przy każdej sytuacji jakieś sprzeczki zakłada złość, przy czym dotyczy ona tylko mnie. Z moim mężem rozmawia jakby nigdy nic, podczas gdy ja oczywiście jestem winna kto wie czego (np tego, że w sobotę wieczorem poszliśmy do znajomych a ona siedziała sama, mój mąż to biedne niewiniątko a ja jestem potworem).
Nie wiem jak mam zamknąć temat w swojej głowie jak radzisz. Nie wiem jak mam to zdanie rozumieć. Mam się przyzwyczaić do upupienia, traktowania jak małe dziecko, szantażu emocjonalnego na każdym kroku? Bo naprawdę nie wiem co masz na myśli poprzez zamknięcie tematu.
Tematu nie da się zamknąc, dopóki mieszka się z teściową, ma ją w pobliżu. Tu akurat Bardolkę rozumiem. To siedzi w głowie do końca (zamieszkiwania albo śmierci).
Tylko wyprowadzka, nie ma innego i lepszego lekarstwa.