Witam, postaram się jak najlepiej naświetlić moją obecną sytuację. Szczerze z kilku powodów jest to dla mnie coś zupełnie nowego, dlatego liczę na pomoc w ułożeniu tego wszystkiego, bo mam totalny mętlik w głowie.
W tym roku zdecydowałem się na rozpoczęcie studiów, zaocznych. Kierunek dość liczny, bo na roku mam +100 osób, co za tym idzie, poznałem wielu nowych ludzi. I tu pojawia się mój problem czyli ona.
P. poznałem jakoś przypadkowo, jak i wszystkich znajomych z roku, z jej inicjatywy. Ogólnie, jestem osobą dość...dziwną w kontaktach międzyludzkich - szczerze nigdy mnie do ludzi nie ciągnęło, by nawiązywać znajomości ale z drugiej strony podobno przyciągam ludzi, także była jedną z wielu osób które chciały mnie poznać, nawiązać jakąś relację. Od początku mi się spodobała, dziewczyna urocza i bardzo w moim typie, po prostu śliczna. Ale śliczna to za mało, by zawrócić mi w głowie, bo po ulicach krąży wiele pięknych kobiet. To co w niej mnie uderzyło to jej intelekt i to, jaką ciepłą, dobrą osobą jest (albo wydaje się być).
Znajomość rozwijała się powoli, ale na wspólnych zajęciach zauważyłem jej spojrzenia, kręciła się obok, zagadywała. Przełom z mojej strony nastąpił gdy widząc brak mojego partnera z którym zazwyczaj pracuję, zapytała czy skoro go nie ma może ze mną. Oczywiście się zgodziłem, to świetna dziewczyna, kumata także chociażby z pragmatycznego punktu widzenia było warto (mimo, że każdy działał na własny rachunek w tym wypadku). Chcąc nie chcąc, byliśmy blisko, fizycznie. I wtedy to się zaczęło, rozmowy, jej zapach, jej głos. I oczy, w życiu tak zielonych oczu nie widziałem. Rozmowa wychodziła jakoś tak naturalnie, bez sztucznego podtrzymywania i szczerze, wtedy zdałem sobie sprawę jak ona mi się podoba.
Nie jest to oczywiście żadne uczucie, na to za wcześnie, a za stary wilk jestem by dać się omamić hormonom tak, by zaburzyły moją percepcję i zdolność osądu. Ale myślę o niej i, cóż, mało która dziewczyna trafia w mój gust, a ona wstrzeliła się perfekcyjnie.
I tu pojawia się problem. Wydaje mi się, że może być zajęta. Zrobiłem mały risercz, popytałem, nikt nie jest tego pewien. Z tego co mi mówili, nie ma statusu związku na FB (zgrozo, że też w akcie desperacji biorę nawet takie portale za wyznacznik;)), ma za to zdjęcia z jakimś facetem, wieloznaczne. Także powiedzmy, że może być zajęta, ale nie musi.
Nigdy nie interesowałem się zajętymi dziewczynami. Były dla mnie może nie aseksualne, ale zdecydowanie poza flirtem pewnych granic nie przekraczałem. To raz. Dwa, staram się być dobrym człowiekiem, nie żyje w zgodzie z zasadami wiary, bo bliżej mi do ateisty, ale uważam, że warto kierować się myślą "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe". Jeśli okazałaby się zajęta, a ja bym ją "odbił", najmniej jedna osoba by na tym ucierpiała, a ja nie chce krzywdzić innych bez wyraźnego powodu (bo czasem warto pomyśleć o sobie ale czy to taka sytuacja?). Nieprzyjemności się nie obawiam, mimo mojego braku agresji powątpiewam by odrzucony facet stanowił dla mnie zagrożenie, odstraszam samym wyglądem, a gdyby doszło do konfrontacji - cóż, czuje się bardzo pewnie.
I jedno, bardzo istotne : ona naprawdę wg. mnie jest dobrą osobą. Czy więc jeśli by mi uległa nie zrobiłbym czegoś strasznego? Nie zabił w niej właśnie tego dobra? Nie sprawił, że przekroczyłaby pewne granice, otworzyła drzwi których nie powinna? Bardzo cenię dobrych ludzi, życzliwych, miłych i uważam, że jeśli można należy "chronić" ich charakter. Bezinwazyjnie oczywiście. Z drugiej strony, tu chodzi o moje szczęście, może warto wypiąć się na innych i próbować? Pełno mam takich dylematów.
A z osobą, taką jak ona i ja mógłbym być lepszym człowiekiem. Wiem o tym z doświadczenia. Obecnie nie uważam się za dobrą osobę, ale byłem kiedyś z podobną kobietą, dobrą, moralną. Widzę różnice w dawnym mnie i obecnym. Chciałem ówczesną wtedy chronić na swój sposób i przede wszystkim - móc być z nią całkiem szczerym. Wobec czego starałem się żyć jak najlepiej.
Gdy ostatnio na zajęciach współpracowałem z P również starałem się dać z siebie wszystko - mimo, że przedmiot nie jest z tych "moich". I dałem, wyniki były świetne.
Jeszcze jedno. Oczywiście jest szansa, że nad interpretuje jej zachowanie. Nigdy nie potrafiłem odczytywać tych kobiecych sygnałów.
Ponadto, nawet gdybym zdecydował się działać szansę powodzenia są różne. Nigdy nie miałem problemu z "podrywaniem" kobiet, ale przy niej potrafię się plątać, mimo, że rozmawiamy swobodnie - onieśmiela mnie. A to, cóż, imponujące z mojego punktu widzenia.
Trochę chaosu wdarło się w moją wypowiedź, więc drogie forum, co robić? Może ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się swoimi doświadczeniami (niezależnie od płci oczywiście)?
Dziękuje i pozdrawiam, gratuluje jeśli ktoś przebrnął przez ten tekst ![]()