Witam, jestem nowa na forum. Nigdy nie kozystalam z porad internautów ale juz nie wiem co mam robic
Mam 26 lat i od pol roku jestem w zwiazku malzenskim. Nasz zwiazek zaczal sie i rozwinal dosc szybko. Gdy sie poznalismy moj obecny maz mieszkal ze swoja byla dziewczyna i 3 letnim synem. Na poczatku bylismy dobrymi przyjaciółmi, opowiadal mi jakie to ma problemy w domu, ze byla dziewczyna uprzyksza mu zycie. Rodzice nie akceptuja tego ze sie rozeszli a swiat wokol niego jest brzydki i niedobry. Sluchalamtych wszystkich zali i myslalam sobie ze facet ma naprawde przerabane. Po okolo pol rocznej przyjazni cos zaczelo po mniedzy nami iskrzyc. A wtedy zaczelo sie pieklo. Byla dziewczyna meza obwiniala mnie ze to moja wina i ze przeze mnie ucierpi dziecko. Maz caly czas tlumaczyl mi ze to bujda bo miedzy nimi juz dawno dawno nic nie ma a "byla" robi to tylko po to zeby On juz nigdy nie ulozyl sobie zycia. Przez trzy mesiace klotni i bojow wszystko sie jakos ulozylo. Myslelismy wtedy ze dosieglismy nieba. Przynajmniej ja tak myslalam.......ppoczatek zwiazku byl naprawde fajny. Przeprowadzilismy sie do nowego domu ktory wspolnie urzadzilismy. Jednymslowem mowiac sielanka....pare miesiecy pozniej zaszlam w ciaze. Strasznie sie ucieszylismy. Nigdy w zyciu nie bylam taka szczęśliwa. Postanowilismy wziasc slub... i wtedy zaczely sie problemy...bylam juz wtedy w 3miesiacu ciazy. Mieszkamy w Irlandii polnocnej a slub odbyl sie w Polsce. Po powrocie do domu maz stal sie strasznie samolubny. Moja ciaza z miesiaca na miesiac byla coraz bardziej zaawansowana a mi bylo coraz ciezej. Maz nie pomagal mi w pracach domowych. Rano wstawalam sprzatalam gotowalam i pralam a na 15:30 szlam do pracy i tak do 8miesiaca ciazy. Teraz jestem na kilka dni przed terminem i jestem wykonczona. Wysprzatalam caly dom przygotowalam cala wyprawke dla maluszka. Dodam ze większość rzeczy musialam zakupic przez internet poniewaz maz byl zbyt zmeczony by pojechac ze mna na zakupy. Nie pomaga mi w niczym nie wykonuje zadnych prac domowych.. po ostatniej mojej interwencji w sprawie naprawy sylikonu w laziencepowiedzial tylko: "wulgaryzm lajzo" i wyszedl.... stwierdzil bowiem ze zbyt donosnym tonem zwrocilam mu uwage.( chociaz wcale tak nie bylo.. nie krzyczalam nie obrazalam go a On tak na mnie naskoczyl
a ja sie pytam dlaczego? Czy ja nie mam prawa wymagac takiego czegos od meza.? Dodam jeszcze ze maz od jakiegos czasu wogole przestal o siebie dbac musze mu zwracac uwage zeby poszedl pod prysznic ogolil sie czy przebral ubrania.... wszystko czego tylko dotknie poprostu zostawia po sobie.. a ja chodze i po nim sprzatam... ja niechce tak zyc ale On nie reaguje na moje prosby
mam do wyboru albo zyc w brudzie.. albo chkdzic i sprzatac za nim caly dom albo sie rozwiezc i wrocic do Polski... jestem zalamana i zmeczona...ehhh co dalej???
Na forum nie używamy wulgaryzmów. Proszę się zapoznać z regulaminem. Moderatorka Agatka