Jestem klasycznym przypadkiem miłości w hipermarkecie. Ja - świeżo upieczona Pani ochroniarz z 0 doświadczeniem, On - pracownik działu elektro. Z naszej miłości nic dobrego nie wyszło, taka jest prawda, choć napinam dziwnie dziubek. Czy macie podobne doświadczenia?
Podobne tematy
Wiem, że nic dobrego z tego nie ma. Kiedyś byłam na wolontariacie, zbieraniu darów w hipermarkecie i zarywałam ochroniarza a okazało się, że to mąż mojej nauczycielki. Jak zobaczyłam to uciekałam i się śmiałam:) Z własnej głupoty. Więcej nie chodzę na wolontariat do sklepu.
3 2013-11-24 09:21:03 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-11-24 13:06:28)
usunięte przez moderatora
P.S> Nie znam klasyki opisującej "miłość w hipermarkecie". Może dopiero będzie napisana. Żeby się do czegoś odnieść, konieczny jest jakikolwiek punkt odniesienia.
4 2013-11-24 09:55:36 Ostatnio edytowany przez Summerka (2013-11-24 09:58:00)
P.S> Nie znam klasyki opisującej "miłość w hipermarkecie". Może dopiero będzie napisana. Żeby się do czegoś odnieść, konieczny jest jakikolwiek punkt odniesienia.
Może w hipermarkecie nie, ale w sklepie tak, choćby "Znachor" z filmową wersją "Profesor Wilczur". Ona urocza panna sklepowa, a on szarmancki dziedzic nieodległych włości.
5 2013-11-24 10:54:42 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-11-24 13:07:19)
usunięte przez moderatora
Ja już napisałem co myślę - sprawa jest dla mnie podejrzana. Po pierwsze, praca jest od flirtowania a nie od romansowania. Po drugie, praca ochroniarza polega nie tylko na patrzeniu na ręce klientom hipermarketu, ale również (a czasami przede wszystkim) pracownikom sklepu. Romans na linii ochroniarz-pracownik hipermarketu jest zatem dodatkowo nierozsądny.
Dziewczyna wydaje się naiwna i nieopierzona (no bo kto inny zakładałby quasiromantyczny wątek o "miłości w hipermarkecie"?), zakładam zatem, że istnieje ponadstandardowe ryzyko, że sprzedawca z działu elektronicznego zechce ją kiedyś wykorzystać do robienia przewałków.
6 2013-11-24 12:00:54 Ostatnio edytowany przez Summerka (2013-11-24 12:09:51)
Miłość w supermarkecie, jak w każdym innym miejscu. Wszędzie dopada:) Znam przypadek pewnej pani, której ochroniarz wyznawał miłość w supermarkecie, a ona biedna myślała początkowo, że depcze jej po piętach z powodu podejrzenia o kradzież.
Co to jest klasyczna miłość w hipermarkecie? W pierwszej chwili skojarzyło mi się z uprawianiem seksu na jednej z kas ale to chyba nie to?
Napinam dziubek?
Co to znaczy?
Proszę o merytoryczne i sensowne odpowiedzi, bez osobistych wycieczek, przepychanek i naśmiewania się. Cały ten off-top usuwam i uprzedzam, że od tej chwili temat będzie obserwowany.
A niby czemu milosc w supermarkecie nie jest mozliwa? przeciez ludzie poznaja sie w pracy, nie widze w tym nic dzwinego
Poruszyłam ten wątek bo ogólnie chce porozmawiać z Wami o hierarchii pracowniczej w takich sklepach, o wartościach i zasadach.
Ja nie bardzo rozumiem temat wątku, bo czym rożni się "miłość w hipermarkecie" od "miłości spoza marketu"?
Dwoje wolnych ludzi spotyka się, podobają się sobie, zakochują się...a potem zawsze są dwa wyjścia. Albo związek się udaje, albo się rozpada, co za różnica "gdzie" ma to miejsce?
Chyba, że chodzi o samo miejsce pracy. Jednak znałam sporo osób, które pracowały razem i nie miało to żadnego wpływu na ich relacje.
Czyli sens jest zawsze, bez względu na miejsce. Ważna jest ta druga osoba i to czy również odwzajemnia nasza miłość.
Mogę napisać o moim podejściu do układów w pracy. Zatrudniła się u nas dziewczyna, studentka jeszcze. Nie ma między nami zależności pionowych, ale istnieją poziome i jednokierunkowe - ona jest zależna ode mnie. W granicach obowiązków, mogę przyjąć rozmaite tryby rozwiązywania problemów. Wystarczyło by, bym ją traktował jak faceta (w pracy jestem seksistą i od facetów wymagam zdecydowanie wiecej), co by jej mocno utrudniło funkcjonowanie, ze względu na zerowe doświadczenie.
Przypadkiem dowiedziałem się, że nie ma faceta i, na ile jestem w stanie poznać, wyraźnie dawała mi pozawerbalne sygnały zainteresowania (ale to może być iluzja). Zaproponowałem jej wypad na piwko raz i drugi. W obu wypadkach odmówiła wykrętnie. Mój stosunek służbowy pozostał niezmienny - wciąż miała (i ma do tej pory) u mnie fory. Jednak zaraz po odmowach, zauważyłem, że ona obawia się zwracać do mnie ze swoimi problemami. Kilka tygodni trwało zanim przekonała się, że nasze prywatne sprawy nie mają i nie będą mieć wpływu na pracę. Teraz widzę, że sytuacja wróciła do normy - ona lubi przychodzić do mnie ze swoimi sprawami, a ja niezmiennie ją podrywam, ale w sposób ograniczony - bez wyjazdów z propozycjami - na to liczyć już nie może. (Co nie znaczy, że nie trafi się inna okazja.
)
Uogólniając, wdawanie się w romanse w pracy jest mocno ryzykowne jeśli nie potrafi się oddzielić spraw służbowych od prywatnych. Dla wielu bywa to nie do przeskoczenia. Dlatego zastanów się, co zrobisz w sytuacji, gdy koleś okaże sie dupkiem i będzie chciał wykorzystać prywatne relacje do umycia służbowych przekrętów. Historia zna wiele takich przypadków i nie dotyczą one wyłącznie sklepów (przypadek agenta Tomka, czy jak mu tam). Lepiej więc zagadnienie przemyśleć i ustanowić sobie nieprzekraczalne granice, ktore w przyszłości mogą ocalić tyłek.
Proszę o merytoryczne i sensowne odpowiedzi, bez osobistych wycieczek, przepychanek i naśmiewania się. Cały ten off-top usuwam i uprzedzam, że od tej chwili temat będzie obserwowany.
Jawohl, frau obergruppenfuehrer. ![]()
(Co ja poradzę, że wont ma zajefajne poczucie humoru.)