Moja historia , a właściwie mój emocjonalny bełkot chwile po rozstaniu, zakończeniu 3 letniego związku można znaleźć na tym forum...
Od tego czasu minęło już jakieś ponad pół roku, nie liczę już, nie jest to dla mnie istotne.
Moja reakcja na rozstanie była tak gwałtowna, że zaskoczyła nawet mnie samą, dopiero niedawno okazało się, że przeszłam klasyczne załamanie nerwowe, które jest porównywalne do śmierci bliskiej osoby, bo (nie)stety , ale od tego dnia musiałam się pogodzić z tym, że mój ex dla mnie umarł mimo, że wyłam z rozpaczy.
Od tamtego dnia nie odezwał się do mnie ani razu, spotkany przypadkowo udawał, że mnie nie zna. Tak jak się wszyscy spodziewali jego nowa wybranka ( która była pośrednio powodem naszego rozstania) zdążyła uczynić mu wielki zaszczyt i pomogła zostać tatusiem w wieku 20 lat, tzn owoc tej miłości niedługo przyjdzie na świat. I nie mi oceniać czy spieprzył sobie tą wpadką życie czy nie. W skrócie, w przeciągu tych paru miesięcy wciąż docierały do mnie kolejne rewelacje i relacje z ich cudownej sielanki . Bolało ? Jasne, że tak. Bo kochałam jak wariatka. Czy boli dalej? Czasem gdzieś tam jeszcze delikatnie zakłuje, to wszystko. Znacie takie uczucie kiedy czegoś się obawiacie i chcecie żeby jak najszybciej było już po? I jak cudowna ulga przychodzi w tym momencie, a nawet okazuje się, że nie było tak strasznie? Takie są teraz moje emocje. Najbanalniejsze powiedzenie, że 'czas leczy rany' sprawdziło się w pełni. Ale ( no właśnie, zawsze jest jakieś 'ale'
) nie mogłabym tego dzisiaj powiedzieć, jeśli nie zaczęłabym nad sobą pracować. Nic samo się nie zrobi ( tego też nauczyłam się dopiero niedawno) Szukałam antidotum na złamane serce, ale nie znalazłam, za to zaczęłam realizować wszystkie techniki które mogą pomóc mi się z taką sytuacją uporać. Zaczynając od aktywności fizycznej kończąc na prawie przyciągania , którego dopiero powoli się uczę, ale tylko w moim kontekście tzn w kwestii rzeczy , które są dla mnie istotne i TYLKO dla mnie. Odkryłam, że istnieje, że mam potrzeby, muszę o siebie zadbać bo nikt inny nie zrobi tego lepiej niż ja.
Chciałabym powiedzieć wszystkim, którzy są lub byli w podobnej sytuacji, że będzie dobrze, bo będzie ! Jeśli potrzebujecie płakać, płaczcie, ale nie użalajcie się nad sobą. Jeśli potrzebujecie krzyczeć, walić pięściami w poduszkę- śmiało, macie do tego prawo. Ale na wszystko jest czas, bo potem musicie zając się kimś wyjątkowym kto od dawna czeka na Waszą uwagę- samym sobą
Jak to się brzydko mówi 'dupa robi się twardsza', wiem, że drugi raz nie popełnię tych samych błędów. Wiem, że nie jestem sama ani też moja sytuacja nie jest wyjątkowa- zapewne spotkało to wiele ludzi na świecie.
Jestem teraz na etapie czekania co mi przyniesie los, wierzę,a nawet wiem, że będą to tylko i wyłącznie pozytywne doświadczenia. Zresztą mam co robić..sytuacja w moim domu nie należy do najprostszych.
Kiedy złapie Was chwila załamania, pamiętajcie, że jest taki ktoś kto sobie dał z tym radę, a skoro jakaś tam zoltazapalniczka, 22letnia, obca dziewczyna z forum dała rade to Wy nie dacie ? Wierzę w Was !! Już dzisiaj stań przed lustrem i powiedz to sobie prosto w oczy- dam radę !
Mam nadzieję, że choćby jedna osoba poczuje się dzięki temu lepiej, mam nadzieję, że wszystko to co napisałam nie jest dla Was totalnie bez sensu. Ściskam cieplutko !