Witajcie!
Jestem tu nowy, także wybaczcie za wszelkie uchybienia. Poznałem moją żonę podczas szkolenia w nowym miejscu pracy. Ona również się szkoliła. Szybko postanowiliśmy zamieszkać razem. Już po roku wzięliśmy ślub cywilny. Kupiliśmy mieszkanie. Rok temu postanowiliśmy wziąć ślub kościelny. Dzieci nie mamy. Około 2 miesięcy temu coś pękło w mojej żonie. Wcześniej w pracy często pisała z kolega z pracy, którego ja znałem, ale wiedziała, że nie tolerowałem (stare sprawy). Mimo to mówiła mi , że z nim pisze bo nie ma z kim pogadać. Nie ma znajomych itp. Owy przełom stanowił wieczór po pracy, podczas którego żona wcześniej ze mną pokłócona powiedziała, że chce do domu wracać sama, a nie ze mną samochodem. Okazało się, że wracała autobusem ze swoim znajomym. Od tego czasu między nami się zaczęło totalnie psuć. Ona wyniosła się do drugiego pokoju. Śpimy już tak 2 miesiące z krótkimi przerwami. Żona mi oświadczyła, że czuje się oszukana, że po 5 latach inaczej wyobrażała sobie nasze życie. Że jej nie pomagam, ze jej wiele spraw obiecywałem , że się zmienię. Mówi, że się wypaliła i nie wie co dalej. Początkowo konfrontowałem wszelkie zarzuty, bo uważałem je za bezpodstawne i często przesadzone. Żona często w dni wolne od pracy wybuchała i prowadziła krzykiem monolog, że jestem taki i siaki po czym po czasie sama do mnie przychodziła i oświadczała jak ja mogę z nią wytrzymać. Czułem, że chce mnie zmienić, jest bardzo pedantyczna i obrotna, ja z kolei jestem troszkę powolny i stonowany. Często brakuje mi innowacyjności, nowych pomysłów, co zona często mi zarzucała i nadal zarzuca. Z drugiej strony moje pomysły bardzo często był i są nadal ignorowane i zastępowane jej pomysłami a ja często ulegam i na to się zgadzam szukając dobrego kompromisu. Obecnie od 2 miesięcy nie śpimy razem, dowiedziałem się, że z tym kolegą pisze od pewnego czasu i naopowiadał mu na mój temat same złe rzeczy. Co więcej mówiła mu że chce się rozwieść, że nie chce się ze mną kochać, że wszystko zaniedbuje. Rozmawiałem z tym facetem i po przedstawieniu mu całej sytuacji jak faktycznie wygląda był mocno zdziwiony jej wersją. Postanowił , że nie będzie się do niej odzywał. Żona dowiedziała się w końcu o tym , ze nim rozmawiałem i również straciła do niego zaufanie, ale próbowała po chwili nawiązać z nim ponownie kontakt, z tego co wiem bezskutecznie. Podejrzewała mnie że nagadałem mu rożnych niestworzonych rzeczy na jej temat i dlatego nie chce z nią rozmawiać. Wcześniej jeszcze okłamała mnie że z nim już nie piszę i nie rozmawia jednak raz podsłuchałem jej rozmowę przez telefon podczas której mówiła rzeczy, które w tej sytuacji dały mi do myślenia. Obecnie z tego co wiem nie utrzymuje z nim kontaktu. Ze mna natomiast utrzymuje kontakty na tle mam wrażenie obowiązkowym. Zniknęło gdzieś uczucie. To znaczy mam wrażenie że nadal jest szczególnie w sytuacjach kryzysowych, niepokojących *martwienie się itp, ale na co dzień objawia się to głównie rozmowami na temat pracy, problemów itd. Ja przez ten długi czas również zacząłem pracować nad sobą. Zacząłem sprzątać więcej wiedząc ze lubi porządek idealny, gotować z nią na zmianę, prasować itd. Jednak ona mi mówi, że to nie wszystko. Że ona jest zmęczona, że może musi za mną zatęsknić Było już kilka poważnych rozmów o rozwodzie, ale wszystkie się ucinają w momencie analizowania spraw mieszkaniowych po tym fakcie. Mam wrażenie że jesteśmy ze sobą ze względu na lęk przed koniecznością sprzedaży mieszkania, spłaty kredytów i wynajęcia czegoś osobno. Próbuję jakoś stwarzać nastrój ale mamy wspólnie taką samą pracę, jest męcząca i często nie ma możliwości albo chęci aby budować zaufanie na nowo. Nie wiem za bardzo jak to się skończy. Chodzi mi ciągle myśl o rozwodzie. Był taki moment, że jak pokazałem żonie że chce się rozwieść to nagle zaczęła ze mną normalnie rozmawiać jak kiedyś. Uśmiechnięta, pełna perspektyw. Już chciała dzielić to i tamto, co ja bym zabrał, a co ona, byłem w szoku takim bezdusznym podejściem do sytuacji. Powiedziałem jej o tym to znowu jest okres nieporozumień. Teraz mam wrażenie że to ciągniemy trochę na siłę. Jak chce z nią rozmawiać to nie potrafi mi powiedzieć nic konkretnego (nie wie, jest zmęczona, sama nie wie co dalej). Ja oczkuję jakiejś deklaracji z jej strony. Jesteśmy dorośli i jeżeli chcemy coś tworzyć dalej to róbmy to wspólnie.
Chciałbym się Was poradzić jak Wy to widzicie stojąc obok. Ona mi ciągle wypomina, że ja nic nie rozumiem, że nie chcę zrozumieć, na co jej odpowiadam, że staram się, ale ona mi na to nie pozwala. A poza tym jeżeli ja widzę, że ktoś czegoś nie rozumie to staram się mu to wytłumaczyć, a nie informować go o tym.
Żyjemy razem a jednak obok siebie. Ma do mnie pretensje że co to za życie że śpimy osobno, ale po jej zachowaniu nie widzę, żeby chciała zbliżenia - w sensie emocjonalnym.
Jestem osobą, która ma problem z podejmowaniem decyzji. Lubię pewne sprawy brać na cierpliwość, ale nie wszystko się da. Zdecydowanie jest potrzebne w każdej sytuacji. Jestem tu miedzy innymi dlatego, że pogubiłem się już w tym wszystkim To trwa już dla mnie za długo (ta sytuacja). Nie wiem teraz jak postąpić, Czy decydować się na rozwód czy też dać jeszcze czasu.