Witam ![]()
Od jakiegoś czasu przeglądam netkobiety i postanowiłem podzielić się z Wami pewną historią. Potrzebuję się troszkę wygadać ale przede wszystkim, jak w temacie, chciałbym żeby ktoś obiektywnym okiem ocenił to wszystko i dał mi jakieś rady co zrobić, bo nie ukrywam, że jestem w kropce.
Mniej więcej rok temu, z ciekawości założyłem profil na jednym z portali randkowych. W sumie powymieniałem tam troszkę wiadomości z kilkoma kobietami ale te rozmowy szybko się urywały. Miałem już usunąć konto ale wtedy przypadkowo trafiłem na profil kobiety z sąsiedniego miasta. Od razu zainteresowała mnie ze względu na podobne zainteresowania i klimaty. No i zaczęliśmy do siebie pisać, szybko przeszliśmy poza portal. Właściwie już po pierwszej naszej takiej rozmowie jej osoba strasznie mnie zafascynowała. Wiem, że to tylko net, a net to nie realne spotkanie i rozmowa ale mimo wszystko jeśli rozmowa się naprawdę klei i jest jakaś chemia, to nie ma większego znaczenia gdzie i jak przebiega. Pisaliśmy ze sobą codziennie, w ciągu dnia wymienialiśmy sms-y, maile, a wieczorami długo gadaliśmy na komunikatorze. W realu, podczas pierwszego spotkania okazała się tak samo fajna.
Właściwie nie było powodu, żeby ta znajomość nie mogła przerodzić się w coś więcej ale fakt, że tak się nie stało, że znajomość toczyła się głównie w internecie, widywaliśmy się bardzo rzadko i ogólnie wyszło fatalnie, to moja wina. Wpływ na to miały głównie dwie rzeczy, w sumie ze sobą powiązane.
Po pierwsze widzę teraz dobrze, że mimo swojego wieku (25+) jestem niedojrzały, nie tylko jeśli chodzi o kontakty z kobietami ale tak ogólnie. To jest pierwsza i najwazniejsza rzecz, którą postanowiłem zmienić. Wystarczająco długo w domu napatrzyłem się na Piotrusia Pana, który teoretycznie miał być głową rodziny i wiem, że nie chcę taki być.
Natomiast druga sprawa jest taka, że w tamtym okresie, choć naprawdę mi na niej zależało, nie byłem w stanie się zaangażować. To nie dział psychologia i nie będę się nad tym rozwodził ale to był czas, w którym zamknąłem się w sobie, czy raczej w czterech ścianach, jakiś czas wcześniej straciłem pracę i niezbyt energicznie starałem się poszukać nowej. Tak naprawdę nie miałem energii ani ochoty by skupić się na innej osobie, zamiast rozczulać się nad sobą. Napisałem, że te dwie sprawy są ze sobą powiązane bo gdybym miał więcej jaj, to zamiast liczyć, że moje własne problemy jakoś same się rozwiążą, to ruszyłbym cztery litery i sam coś z tym zrobił.
W każdym razie zraniłem ją. Naprawdę nie trudno było zauważyć, że mocno się zaangażowała w naszą znajomość i dawała jasne sygnały, ale w zamian dostała kretyńskie zachowanie z mojej strony. Mimo wszystko naprawdę dosyć długo jej zależało i wiem, że dostałem sporo szans na zmianę tego zachowania, no ale w końcu też miała dosyć. Powiedziała, że nic z tego nie będzie, standardowe - ?nie pasujemy do siebie?, jednak stwierdziła też, że nie chce całkiem zrywać znajomości. Uznałem, że wykorzystam to by powalczyć o ?drugą szansę? ale zrobiłem to w tak dziecinny sposób i za każdym razem pogarszając tylko sprawę, że nie dziwię się, że w końcu miała mnie naprawdę dosyć. Przez jakiś czas próbowałem jeszcze się z nią skontaktować ale już się więcej nie odezwała, tylko raz odpisała żebym już więcej do niej nie pisał.
Uznałem, że to rzeczywiście nie ma sensu i muszę dać jej spokój. Usunąłem numer i postanowiłem po prostu zapomnieć. W sumie dobrze, że stało się jak się stało. Dostałem kopa w tyłek i to mi pomogło. Zacząłem się zastanawiać dlaczego to wszystko tak się skończyło i przede wszystkim pierwszy raz w życiu zacząłem zastanawiać się nad sobą. Wcześniej usłyszałem od niej sporo złych słów na swój temat i najpierw się nimi nie przejąłem ale potem dotarło do mnie, że miała sporo racji. Uznałem, że muszę coś zmienić i zacząć wreszcie nad sobą pracować. Nie mówię, że od tego czasu jestem innym, lepszym człowiekiem ale powoli nad sobą pracuję, za co jestem jej wdzięczny, bo tak w sumie gdybym jej nie poznał i gdyby nie te wszystkie wydarzenia, to pewnie nic by się u mnie nie zmieniło. Szkoda tylko, że przy okazji przy tym ucierpiała.
W każdym razie wracając do tematu ? minęło kilka miesięcy i zacząłem za nią tęsknić. Długo się zastanawiałem czy spróbować się do niej odezwać aż w końcu miesiąc temu postanowiłem to zrobić. Minęło ponad pół roku, najgorsze emocje już dawno opadły i uznałem, że warto spróbować. Nie chciałem znów pisać maili tylko pogadać twarzą w twarz. Miałem akurat dzień wolnego, więc pojechałem do jej pracy, niestety nie udało mi się jej spotkać. Więc następnego dnia napisałem z propozycją spotkania. I tego samego dnia odpisała. Zgodziła się, co prawda napisała też, żebym sobie nie robił jakichś nadziei bo się z kimś spotyka ale to akurat nie miało żadnego znaczenia dla mnie. Nawet jej mail kończył się uśmiechem, więc naprawdę się ucieszyłem i wydawało mi się, że jest szansa by jakoś uratować tą znajomość. Akurat miała w najbliższym czasie wyjechać służbowo na krótko za granicę więc umówiliśmy się, że za jakiś czas się odezwę i umówimy dokładnie spotkanie. No więc odezwałem się po tym czasie i nastała cisza. Dopiero po ponad tygodniu dostałem odpowiedź : że przemyślała to podczas wyjazdu i jednak nie chce się spotkać. Perspektywa spotkania ze mną zupełnie jej nie cieszy i nie chce się do tego zmuszać. I żebym przestał w końcu do niej pisać...
Nie wiem co się stało w międzyczasie i nie mam pojęcia dlaczego wyglądało to tak jakby w przeciągu krótkiego czasu napisały do mnie dwie zupełnie inne osoby ale poczułem się jakbym dostał wirtualnego plaskacza w pysk.
Jestem w kropce. Wiem, że może się komuś wydawać dziwne, że ciężko mi się pogodzić z tą sytuacją. Prawda, że nasza znajomość to nie był związek ale przez te codzienne rozmowy bardzo się do siebie zbliżyliśmy i na tyle na ile udało mi się ją poznać, to mogę z całą pewnością powiedzieć, że to świetna dziewczyna, która na dodatek miała na mnie bardzo pozytywny wpływ. Naprawdę mi jej brakuje, źle się czuję z tym, że ją zraniłem ale gdyby chodziło o same wyrzuty sumienia to nawet by mi przez myśl nie przeszło żeby tylko dlatego próbować naprawić relacje.
Gdybym miał na to szansę, to jestem gotowy walczyć by odzyskać jej zaufanie ale patrząc na jej słowa z tego drugiego maila, obawiam się że takiej szansy już nie ma.
Bardzo Was proszę o jakąś radę ![]()