Witam:)
Mam nadzieję że znajdą się tu kobiety które są partnerkami kierowców. Możemy tu razem plotkować i wspierać się w czasie gdy nasi faceci są w trasie.
Podobne tematy
Od siebie dodam, że nie jest to łatwe życie, szczególnie gdy w grę wchodzi nie tylko kraj ale i za granica. Zaletą jest to, że miłość się chyba nie wypali jak się rzadziej widuje.
U nas właśnie partner jeździ zagranicę do tego mamy małe dziecko więc jest ciężko ale chyba już się troche do takiego życia przyzwyczaiłam
up ![]()
5 2013-11-24 02:40:37 Ostatnio edytowany przez Laura2112 (2013-11-24 02:41:35)
Zgłaszam się! : )
Mój głównie jeździ po Polsce, ale zdarza sie też zagranica.
Jak sprzyja pogoda, bardzo często jeżdzę razem z nim.
Teraz niestety siedzę w domu i nie wiem, co się dzieje,
generalnie choruję na padaczkę, ale wieczorem dostaję
tak masakrycznych dołów, że płaczę, ja, która nigdy
nie płakałam z byle powodu. Aż mnie czasem głupie myśli nachodzą.
W poniedziałek będę u lekarza, muszę mu o tym powiedzieć.
Myślę że ważne jest nasze nastawienie. I to czy mamy pracę, dzieci, znajomych.
Myślę że ważne jest nasze nastawienie. I to czy mamy pracę, dzieci, znajomych.
Wiadomo - jak się ma zajęcie, to czas szybciej płynie ![]()
Ale i tak jest ciężko. Właśnie od dzisiaj jestem sama 4 tygodnie.
O w końcu się pojawiłyście dziewczyny:)
Laura2112 pewnie Ci ciężko z tą chorobą i bez swojego faceta w domu. Ja mam zajęcie ale wieczorami jest ciężko, no i w nocy nie ma się do kogo przytulić
Witajcie,
chciałabym się Was poradzić, porozmawiać i dowiedzieć jak radzicie sobię z teśknotą za waszym mężczyzną kiedy jest w trasie a wy same w domu. Ja mam 21 lat moj chłopak 22 od roku jeździ tirem a jesteśmy ze sobą juz prawie 2 lata. Kiedy poznaliśmy się coś tam wspominał o tirach, że chce mieć swoją firmę, że może będzie jeździł ale nie brałam tego zbytnio do siebie. Kiedy naprawde zrobił prawko i zaczał jeździć dopiero zrozumiałam, że to nie żarty, że nie będzie go w domu a ja nic z tym nie zrobie bo jak mi kiedys powiedział jeśli go naprawde kocham to wytrzymam. Zawsze mi mówi, że tylko 2 lata będzie jeździł, aż nie nazbiera kasy na swój interes, że w sumie i tak obojętne czy jeździ czy nie bo ja studiuję 100km od domu i tylko na weekendy wracam więc byśmy się tylko i tak w weekendy spotykali a on na weekendy zazwyczaj jest w domu więc nie wie po co ja aferę robie. A ja sobie nie radze z tym już, ponieważ tęsknie, boję się, martwie i czasami to mi odwala z nerwów. Czasami jest tak,że nie moge sie skupic na niczym na nauce itp, ponieważ myśle co robi gdzie jest czy wszystko ok. Pamietam kiedyś mowił mi, że idzie na odprawe i od razu jedzie ja po godz zadzwoniłam czy juz jest po on nie odbierał i tak było przez 3 godz zero kontaktu to od zmysłów odchodziłam, ze coś sie stało( dodam, że teraz coraz częściej jeździ na Rosje). Czasami nie umiemy się dogadać widze i mam porównanie jaki był kiedyś kiedy był wesolym chłopakiem mającym czas dla mnie zeby pogadać, gdzieś pójść, popisać a teraz stał się zdenerwowanym facetem, którego większość rzeczy wkurza nie ma czasu dla mnie- ja wiem i jestem tego świadoma, że nie będziemy rozmawiali pisali ze soba 24h na dobe ale czasami jest mi smutno z myslą ze niby mam chłopaka a tak jakbym go nie miałabo wroci jednego dnia przespi się i nastepnego jedzie. Teraz też własnie czeka na rozładunek na Rosji. Dodam, że często się kłocimy teraz o byle co. Proszę was dziewczyny powiedzcie jak u was jest jak sobie radzicie bo ja juz nie wiem co robic a rozstac się nie chce z nim:/
Hej.
Jeśli chodzi o temat ciężarówek to jestem na początku tej drogi niestety. Z moim chłopakiem jesteśmy już 2 lata. Wiedziałam od samego początku, że jego tata jeździ w Hiszpanii i jest 2-3 razy w roku w domu. Na początku jak o tym rozmawialiśmy mówił, że to praca dla samotnej osoby i że nie ma zamiaru jeździć bo ma mnie. Znalazł pracę w naszym mieście, teraz dostał umowę aż na 2 lata, nagle cała rodzina go zaczęła naciskać na to żeby zrobił prawo jazdy na ciężarówki i jeździł po Hiszpanii z tatą i siostrą lub z chłopakiem jego siostry w Niemczech, Rosji itd. Rozmawialiśmy wiele razy o tym i jeszcze miesiąc temu zapewniał mnie, że beze mnie nigdzie nie wyjedzie, a jedyną opcją, na którą ja mogłabym się zgodzić jest jazda po Polsce bo wtedy miałabym go częściej w domu niż tylko 2-3 razy w roku.
Rodzina naciska go coraz bardziej a ja walczę sama niestety przegrywając. Przedstawiłam mu różne opcje pracy tutaj i zarobienia równie dużych pieniędzy jak na przykład jazda na ciężarówkach w Polsce z naszym znajomym bo postarałby się go wkręcić do firmy albo praca w firmie drugiego naszego znajomego i tam nawet miałby większe pieniądze, a byłby tutaj blisko mnie. Nie wyobrażam sobie tego związku kiedy on będzie w Hiszpanii cały czas, nie wyobrażam sobie założenia rodziny w takich warunkach, ale niestety mimo przedstawienia mu takich opcji on widzi tylko tą jedną. Sam ma przykład jak wygląda jego życie w domu i życie jego rodziców. Zazdroszczę tym kobietom, których mężczyźni jeżdżą w Polsce i mają ich częściej niż te kilka razy w roku.
Kiedys zalozylam podobny watek, ale nie mial powodzenia.
Moj maz od dawna jezdzi tirem i chetnie podzielilabym sie swoimi obawami.
Po swietach tu zajrze, moze bedzie ktos chetny do pogarania.
ja bym chętnie chciała się dowiedzieć. Mój chłopak jeździ tirem a ja sobie z tym nie radze
ja bym chętnie chciała się dowiedzieć. Mój chłopak jeździ tirem a ja sobie z tym nie radze
Czesc.
Co chcialabys wiedziec? Pytaj.
Nie jest to latwa sytuacja dla zon, dziewczyn.
Dla kierowcow to ciezki kawalek chleba. Moj jedzi teraz po kraju, ale zagranica tez byla. Na szczescie nigdy przerzuty. Widujemy sie tylko w weekedy. Nie dziala to na korzysc naszego malzenstwa, ale czasy sa trudne i ciezko jest o prace.
Pozdrawiam.
Witam
Mój facet też jest kierowcą ciężarówki. Nie jest mi z tym lekko, ale nie mogę mu zabronić tak zarabiać i kazać wybierać albo ja, albo tiry. Chętnie popiszę o tym " zjawisku "
W kupie raźniej.
Mnie się wydaje, że facet - kierowca tira, nie jest dla każdej dziewczyny, nie każda jest na tyle odporna i da sobie z tym radę.
Trudno też stawiać ultimatum, jeśli on nie widzi innego sposobu na życie - tiry albo ja. Ja się liczę z tym, że być może
bym przegrała. Cieszę się że był na święta aż do dziś, pewnie nie będzie go w Sylwestra, nie wiadomo.
Nie wiem, czego dokładnie się obawiacie, u mnie nie obejdzie się bez wyrzeczeń, na pewno nie będzie dzieci bo sama
z takim majdanem nie dam rady. No ale i tak nie chcę ich mieć ![]()
Jeżdżę razem z nim kiedy jest ciepło i prowadzimy sobie takie półcygańskie życie, mi to pasuje, gorzej jest zimą.
Zgadzam się w 100% facet kierowca nie jest dla każdej dziewczyny. Mi na razie jakoś bardzo to nie przeszkadza, bo pracuję, moja głowa ma co robić i skupia się na robocie, a nie na płaczu i tęsknocie. Owszem, zdarzają się takie momenty, że łezka poleci, ale szybko to wycieram i tłumaczę sobie, że mamy trudne czasy, że marzył o takiej pracy, że tylko patrzeć jak przyjedzie i mnie przytuli. Na szczęście są telefony w razie kryzysu, można zadzwonić i się usłyszeć. Jemu też przecież nie jest lekko, bo wiem, że tęskni za mną. Na święta był, ale wyjechał w drugi dzień świąt, tutaj akurat się wkurzyłam, no ale cóż. Na sylwestra też chyba będzie, więc cieszę się ogromnie. Uwielbiam moment, kiedy wraca...i dzisiaj wieczorem może będzie. Wszystko zależy ile potrwa rozładunek.
ja niestety ze swoim chłopakiem dzisiaj się rozstałam i myslę, że już definitywnie:/
ja niestety ze swoim chłopakiem dzisiaj się rozstałam i myslę, że już definitywnie:/
Czemu się rozstaliście? Przez to, że jeździ?
Ja mam 40+, wiec moj zwiazek jest chyba na innym etapie niz Wasz, tak sadze po wieku. W 2014 bedzie nasza 20 rocznica slubu. Moj maz zawsze byl kierowca, ale udawalo sie znajdowac prace z trasami gora dwudniowymi. Od 2 lat jest gorzej z praca i jezdzil rowniez zagranice na dluzej. Lata spedzone razem powoduja, ze potrafie zyc sama. Poczatkowo strasznie tesknilam, ale teraz podchodze do tego bardziej racjonalnie. Mysle, ze na poczatku zwiazku jest strasznie ciezko. Bardzo sie teskni.
Teraz juz potrafie sobie wytlumaczyc, ze on ma taka prace. Mamy dwoje dzieci, ktorymi sie zajmuje i prace zawodowa. Kilka miesiecy temu kupilismy wlasmy samochod i wszystko robimy, by rozwijac firme.
Jest jednak druga strona tej pracy. Nie bez powodu laczy sie ten zawod z tirowkami.
Ja niestety przezylam zdrade meza z kims z filiii firmy.
Wiadomo, ze w korporacja mowi sie o seksie na lunch, ale nasi panowie sa dlugo sami, z dala od domu i latwymi paniami. Sytuacja podobna do marynarzy, ale czy czesciej zdradzaja niz inne zawody? Jak myslicie?
Wydaje mi się, że nieco częściej niż inne zawody, ponieważ tutaj co kawałek są jakieś panienki, które są czasem bardzo nachalne, mężczyźni są daleko od domu, od swoich żon mają swoje potrzeby seksualne i takie panienki mogą być okazją, mogą ale nie muszą. Właśnie tego też najbardziej się w tym wszystkim boję, że jak mój chłopak zrobi to prawo jazdy będzie jeździł za granicą bo uparł się, ze chce za granicą to będzie korzystał z takich okazji, albo z okazji innych kobiet niekoniecznie tych stojących przy trasie. Niby niektórzy kierowcy piszą i mówią, że na takie rzeczy wcale nie mają czasu, ale ciężko mi w to uwierzyć bo jednak zdrady się zdarzają.
Anegdota, trzymam kciuki za powrót!! : )
Co do tirówek, mój jest zdania, że kiepsko by było z taką stojącą cały dzień
w lesie, podmytą tylko wodą z butelki.
Tak przynajmniej mi mówi. A ja tam kompletnie o tym nie myślę,
bo gdybym miała się zamartwiać, że jak nie odbiera np. przy rozładunku,
że baluje z jakąś panną, szybko dostałabym na głowe.
Po prostu starajcie sie o tym nie myślec.
Zdradzi czy nie zdradzi. W ogóle o tym nie myślę. Zdradzić może każdy, pokusy mogą być wszędzie, nawet zdradzić może z panią, która sprzedaje obok domu w sklepie. Myślę, że na zdrady nie ma się siły w trasie. Kiedyś tak dla żartów zapytałam się go, czy mógłby z taką...co ją każdy....fuj...powiedział, że nie. Z resztą, a nawet gdyby coś tam się przypadkiem wydarzyło, chociaż nie przyjmuję tego do świadomości, to wolałabym się nigdy w życiu o tym nie dowiedzieć.
m-kasjaniuk napisał/a:ja niestety ze swoim chłopakiem dzisiaj się rozstałam i myslę, że już definitywnie:/
Czemu się rozstaliście? Przez to, że jeździ?
Nie tylko przez te jazdy chociaż to też miało duży wpływ na to i teraz nie umiem sobie z tym poradzić:/ dużo się wydarzyło w ostatnich dniach u nas złego bo utrzymywaliśmy kontakt chcąc to poskładać ale nic z tego już nie będzie.
Co za ironia losu ,wy płaczecie że wasi mężowie i chłopaki są za granicą a mój mąż wcale nie chce tam jechać . jestesmy 16 lat po slubie i klepie biedę . Nie chce mysleć o wyjeżdzie . Tu w Polsce nie ma na co liczyć. Na około znajomi ,którzy jeżdżą cos sie dorobili a my w miejscu stoimy. Jak remont czy nowe auto to na kredyty. Mam dość i ostatnio dużo sie o to kłócimy. On myśli że można żyć tylko miłościa a ja po tylu latach chce czegoś wiecej. Szczeniacka miłośc sie skończyła ,teraz sa obowiazki ,dzieci i zobowiązania finansowe. Co z nim zrobić? Myśle o rozstaniu. Biedę to ja mogę sama klepać a nie z tchórzem...Godzić sie na taka sytuację dalej i rezygnować z marzeń . A co z dziećmi ? Chce żeby miały lepiej niż ja. Syn niedługo na studia ,kto za to zapłaci? Sama pracuje ale to ledwie starcza na rachunki i jedzenie . nie ma mowy o przyjemnościach ,ubraniach..Mąż zarzuca mi że teraz tylko zależy mi na pieniądzach ..co robić?
Czasami nie umiemy się dogadać widze i mam porównanie jaki był kiedyś kiedy był wesolym chłopakiem mającym czas dla mnie zeby pogadać, gdzieś pójść, popisać a teraz stał się zdenerwowanym facetem, którego większość rzeczy wkurza nie ma czasu dla mnie
Witajcie.
Ja mam podobnie. Mój facet też bardzo dużo jeździ i większą część tygodnia spędza poza domem. Też przez to często się kłócimy, bo jak przychodzi weekend, to zawsze mamy wiele planów, ale niestety niewiele z tego wychodzi, bo nie da się nadrobić zaległości z całego tygodnia, a często i w weekend pracuje.
Mam wrażenie że życie toczy się gdzieś obok, on ciągle w trasie, a ja sama, także zastanawiam się czy takiego życia chciałam... Jest czasami naprawdę ciężko, nic mi się nie chce, tylko usiąść i płakać... Jak już jest, to się często kłócimy, no i wtedy w złości mówię mu żeby już sobie jechał. Rozmawiam z nim, proszę, żeby coś zmienił, ale mówi, że niestety taka praca i nic się nie da z tym zrobić...
Hej kobietki.ja osobiście gdybym miała faceta który miałby jeździć tirami gdzieś daleko nie mogłabym z nim dłużej być... albo musiałabym mieć zarąbiste zaufanie... bo wiecie jak to dziś jest...faceci seks lubią a Panienek takich jest pełno które stoją i czekają na następnego spragnionego... naprawdę nie mogłabym spać po nocach myśląc czy grzecznie jezdzi czy coś tam robi innego. Zazdroszczę tym Panią które nie mają z tym problemu ![]()
Hej kobietki.ja osobiście gdybym miała faceta który miałby jeździć tirami gdzieś daleko nie mogłabym z nim dłużej być... albo musiałabym mieć zarąbiste zaufanie... bo wiecie jak to dziś jest...faceci seks lubią a Panienek takich jest pełno które stoją i czekają na następnego spragnionego... naprawdę nie mogłabym spać po nocach myśląc czy grzecznie jezdzi czy coś tam robi innego. Zazdroszczę tym Panią które nie mają z tym problemu
Mój mąż jest właśnie kierowcą Tira i wiem doskonale o czym piszesz, bo aktualnie jestem na tym etapie - ale nie wzięło to się z brakiem zaufania z mojej strony, ale z jego zachowania, które było nie było ten brak zrodziło...
Jedno mogę stwierdzić - gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym wszystko, aby podjął inną pracę - ta praca jest destrukcyjna dla związku, dla rodziny i nie jest warta żadnych pieniędzy...są nawet takie chwile, że żałuję, że się z nim związałam, bo decydując się na związek z nim jeździł już "tirami" - tylko wtedy nie wyglądało to tak jak dziś - czyli mąż weekendowy, a on zakładał, że to tylko na chwilę...jaka byłam naiwna, że mu wierzyłam...ale najgorsze w życiu, to żałować czego się nie zrobiło, więc staram się nie żałować, a znaleźć roziązanie, a w zasadzie to mam nadzieję, że jakoś to się poukłada, ale nadzieja matką głupich jak mawiają...
witam, od niedawna mój facet jeździ, wcale nie jestem zadowolona, tym bardziej biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne jakie teraz panują.. strasznie to przeżywam, poza tym jestem choleryczką, furiatką, teraz sie jeszcze bardziej denerwuje gdy nieraz nie wiem co się z nim dzieje.
Podziwiam wszystkie kobiety, które maja dzieci a mąż w delegacji... mam cichą nadzieje ze kiedy pojawia sie na naszej drodze dzieci, ukochany nie bedzie pracował w delegacji..
Kobietki głowy do góry , nie jest żadna z Nas sama :*
witam, od niedawna mój facet jeździ, wcale nie jestem zadowolona, tym bardziej biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne jakie teraz panują.. strasznie to przeżywam, poza tym jestem choleryczką, furiatką, teraz sie jeszcze bardziej denerwuje gdy nieraz nie wiem co się z nim dzieje.
Podziwiam wszystkie kobiety, które maja dzieci a mąż w delegacji... mam cichą nadzieje ze kiedy pojawia sie na naszej drodze dzieci, ukochany nie bedzie pracował w delegacji..
Kobietki głowy do góry , nie jest żadna z Nas sama :*
Oby miał możliwość zrezygnowania z tej pracy jak będą dzieci- bo nie jest to dobre dla rodziny i w sumie nie znam dobrej rodziny, w której mąż zarabia w ten sposób...a znam mnóstwo przykładów niestety, bo mąż pracuje w dość dużej firmie...
myślę że możliwość zrezygnowania zawsze jest , ponieważ na siłę nie będą kogoś trzymać a wiadomo że zarabiając w taki sposób można zarobić więcej dlatego tak wiele ludzi pisze się na to. trzeba mieć nadzieje i wierzyć
Może was pociesze kobietki
Jest masa żon/dziewczyn które na partnerów czeka jeszcze dłużej i tak jak u was tirowki są zagrożeniem tak u innych takim zagrożeniem jest samotna polka lub pijana polka.
Mowa o mezach pracujących za granicą.
Ja swego męża pozegnalam tydzień temu. Razem z dziećmi będziemy czekać do świat aby znów być wszyscy razem.
Czesc
nie wiem czy ten watek jeszcze idzie ale ... jestem zona od 3lat i 4miesiecy , a maz na tirach jest juz ok.6lat ... Dawniej bylo tak ze jezdzilam z nim w trasy,widzialam co i jak .... a gdy siedzialam w donlmu a on byl w trasie to wiedzialam ze tydzien zleci i w weekend bedziemy razem . Teraz jestesmy rodzicami od 6miesiecy..czas niesamowicie leci , synek rosnie a tatus widzi go teraz co miesiac
poniewaz jest na przezutach
okropnie mi sie to niepodobalo
ale jestesmy w trakcie budowy i w tym roku jeszcze przezuty a w przyszlym juz bedzie po kraju jazda, z czego ciesze sie baaardzo.tesknimy za soba ale teraz jest mega wygodnie jak mozemy codziennie dzwonic do siebie (super rxtra taryfa operatora sieci ) Pozatym ... ja mezowi ufam
i wiem ze jest wporzadku co do mnie , a gdyby cos zrobil to mysle ze jakos bym to wyczula poprzez jego zachowanie .Niestety o prace ciezko a dobre zarobki to tir lub praca za granica gdzie faceci nawet na 6msc wyjezdzaja ...eeeeh !:(
Tak jest.
Grunt to zaufanie, zawsze sobie myślę że nam czekającym kobietom równie dobrze może przytrafić się zdrada więc uważam że jedna i druga strona musi mieć się a baczności i pilnować siebie a nie ciągle podejrzewać druga osobę o z zdradę bo skoro ja daje rady to dla czego on miałby nie dac?
Póki czuje się więź miedźy sobą to widzi się sens czekania i miłość wciąż trwa.
Pozdrawiam
musimy być silne żeby było dobrze nam w przyszłości w końcu poświęcamy się razem ... i mąż i ja ( wy i wasi partnerzy ) niestety chcący coś osiągnąć trzeba się poświęcić .... ale kiedyś na pewno życie nam się odwdzięczy ![]()
36 2014-02-10 13:13:39 Ostatnio edytowany przez onazona (2014-02-10 13:14:11)
musimy być silne żeby było dobrze nam w przyszłości w końcu poświęcamy się razem ... i mąż i ja ( wy i wasi partnerzy ) niestety chcący coś osiągnąć trzeba się poświęcić .... ale kiedyś na pewno życie nam się odwdzięczy
Zgadzam się z Tobą - tylko, że do tanga trezba dwojga...a co zrobić gdy ta druga połowa stała się nie do zniesienia- uważam, że mój mąż myśli to samo...a ja - on niby też - nie chcę mimo tego kończyć naszgo związku, ale chyba tylko ja rozumiem, że trzeba się postarać i nie tylko chcieć go naprawić, ale w końcu zacząć to robić...
Tobie życie się odwdzięczyło- co masz na myśli tak pisząc?
hej dziewczyny
ja też już jestem bardziej doświadczoną żoną tirowca, po ślubie 15 razem 18lat, i już jak bylismy szczeniakami on mówił mi że będzie jeździł, nie wierzyłam mu, ale to jest ambitny typ dąży do celu i cel osiągnął....zaletą mojego m. jest to że lubi spędzac czas w domu, mówi że on nie pies i w budzie nie będzie cały miesiac mieszkał, poza tym podchodzi racjonalnie do ofert pracy, potrafi przeliczyc godziny faktycznie spędzone w pracy do zarobku, dlatego o przerzutach nigdy nawet nei myślał
jak pracowal w ciągu minionych lat
1. woził pustaki po okolicy, wiecznie nie wyspany bo kolejka za pustakami potem 100km trasy rozładunek i spowrotem....marny zarobek a zamiast jeździc głównie siedział w kabinie jednak codziennie był w domu, to nie były nasze dobre lata, ja studiowałam, nie pracowałam, małe dziecko, wynajęte mieszkanie
2. zagranica, belgia-polska - fajna robota, wyjeźdzał w niedzielę w środę wpadł do domu (czasami) a w piątek był zawsze....przez 4 lata pracy w tej firmie kilka weekendow poza domem....zarobek też przyjemny, ale oczekiwania też mieliśmy mniejsze....to były nasze tłuste lata, male własne mieszkanko, jedno dziecko, tanie autko, on dobrze zarabiający i ja też
3. własny biznes. prawie 5 lat, teraz jeździ polska czechy, nie ma go od poniedziałku do piątku ale jest zawsze we wtorki na noc, niestety dochodzi w soboty mechanika aut, cały dzien i w niedzielę sprawy papierkowe, zarobek podobny jak w sytuacji 2 ale nasze potrzeby sa inne, mamy dwójkę dzieci i dom na kredyt wiec jest cięzej ale daję radę wygospodarowac tymi pieniążkami
o czyms takim co nazywacie tęsknotą nie pamiętam...faktycznie na początku zdarzało się łezke uronic, zatęsknic...najbardziej jak jeździł pl-belgia, było między nami fajnie a rozląka tylko podkręcala atmosferę między nami..... dzis nie jest kolorowo, bo jest trudniej finansowo i to odbija sie na nas, on za te same pieniądze ma więcej pracy, ale nie zmieni jej, powiedział, że firmy nie zamknie...wiec sie zaharowuje a ja ciągle czegoś od niego chcę....on nie daje rady potrzeb domu zaspokoic i warczymy na siebie, więc nie tęsknimy za tym....
chciałabym znów zatęsknic .....
mam nadzieję, że kiedys się to uda
delice
włąśnie ja jestem na tym etapie- tylko mój sie zaharowuje, bo ja siedze w domu z dzieckiem - malym - a on non stop narzeka, że nie zarbiam...choć na życie nam starcza- tylko problem polega na tym, że przed dzieckiem miałam nawet dobrze płatna pracę i nauczylismy się zyć na jakimś tam poziomie- nic szczególnego, ale nie musiałam się zastanawiać nad każdym wydanym groszem i starczało na rozrywkę, a teraz jedyną rozrywką dla mnie jest prysznic, bo starcza tylko na bieżące potrezby- mi to nie przeszkadza - jemu tak- i tu wielki zgrzyt...do tego cała ta afera o podejrzenia - co też on robi w tym wolnym czasie...a przede wszystkim siedzi online- i niestety - wchodzi na strony z porno zbyt namiętnie...nie wiem czy mój to odizolowany przypadek, czy to zmora tego typu związków- jak wchodzę na ten wątek- to tu wręcz sielanką pachnie...więc nawet się nie czepiam tego "tirostwa"- bo ten nasz kryzys chyba się nie z tego bierze, choć wiem, że gdyby miał "normalną" pracę byłoby inaczej...
cześć mam męża tirowca i jest mi bardzo ciężko tym bardziej że kilko krotnie mnie oszukał znalazłam rożne numery tele rożne sieci porno zrobiłam dwa razy awanturę za trzecim zażądałam rozwodu ale stwierdził że sie zmieni że więcej to się nie powtórzy na dzień dzisiejszy jest tak że kolejny tydzien nie gadamy ze sobą wiem że coś jest nie tak że mnie okłamuję odalilismy się włużku jest tak albo ciągle zmęczony albo zrobi to na odczepnego chciałabym czegoś nowego w współżyciu ale mąż twierdzi ze nie chce że jestem głupia proszę powiecie mi co mam robić
oj niestety życie z facetem tirowcem jest trudne...i na pewno nie pachnie sielanką...myślę, że gdybym miała jakiekolwiek podejrzenia co do wierności mojego M. byłoby mi jeszcze ciężej, ale ja tych podejrzen nie mam...nie wiem dlaczego, jestem świadoma ryzyka, jestem świadoma pokus, ale jest we mnie nawet nie wiara a pewnośc że moj M. w tym kierunku nie pójdzie....u nas ostatnio pojawił się inny problem, mój M. zaczął podejrzewac mnie i robic mi sceny , ze chce go zastąpic innym facetem....a dlaczego bo dowiedział się, że mam konto na sympatii....kilka lat temu moi znajomi poznali sie a później pobrali dzięki temu portalowi, chciałm zobaczyc o co tam chodzi, załozyłam fikcyjne konto, dane zmyślone, popatrzyłam i ok, długo nie wchodziłam, aż dowiedziałm się ze mój znajomy ma tam konto, jest to śmieszny człowiek chciałam zobaczyc jak się przedstawił i faktycznie śmiesznie i mówie do mojego M. a wiesz co K. napisal na sympatii...a mój M. gdzie? ty masz tam konto? i zaczęły się jazdy, wypominanie, chcialam mu pokazac to moje konto, ale on honorowo że nie...po czym sam sobie założył by mnie wyśledzic co oczywiście mu się nie udało bo konto było fikcjne....żeby nie było niedomówien konto usunęłam bo i tak mi ono do niczego...ale podejrzenia zostały
także widzicie dziewczęta to może i isc w dwie strony a ta druga może byc niewinna jak ja.....tylko jak udowodnic że sie nie jest wielbłądem
Ja po prostu nie ufam męzowi złapałam go na kilku kłamstwach i widziałam jak oglądał porno czekał kiedy zasnę a teraz jest w swym żywiole jest tirowcem i nadal są ogromne podejrzenia nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze
już pisałam w innym wątku - ale wiem, że nie wszyscy z łatwością poruszają się po forum (nie piszę złośliwie;) - więc się powtórzę:)
- z racji że mamy ten sam problem- męża tirowca - a trudno w sieci znaleźć fajne miejsce dla takich jak My - założyłam, tu na forum - net kafejkę - zapraszam:)
nie wiem czy zaglądacie do tej kawiarnianej części forum więc - w razie co- podaję linka:)
http://www.netkobiety.pl/t65840.html
do napisania:)
cześć mam męża tirowca i jest mi bardzo ciężko tym bardziej że kilko krotnie mnie oszukał znalazłam rożne numery tele rożne sieci porno zrobiłam dwa razy awanturę za trzecim zażądałam rozwodu ale stwierdził że sie zmieni że więcej to się nie powtórzy na dzień dzisiejszy jest tak że kolejny tydzien nie gadamy ze sobą wiem że coś jest nie tak że mnie okłamuję odalilismy się włużku jest tak albo ciągle zmęczony albo zrobi to na odczepnego chciałabym czegoś nowego w współżyciu ale mąż twierdzi ze nie chce że jestem głupia proszę powiecie mi co mam robić Ja po prostu nie ufam męzowi złapałam go na kilku kłamstwach i widziałam jak oglądał porno czekał kiedy zasnę a teraz jest w swym żywiole jest tirowcem i nadal są ogromne podejrzenia nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze
Cześć cześć
reaktywacja jestem przyszłą żoną kierowy Tira. Nigdy nie miałam z jego pracą problemu, nigdy mu tego nie zabraniałam, zresztą sama to uwielbiam i daje mi to mnóstwo frajdy. Czasami jest ciężko, tęsknota, nie jesteśmy na 'wyciągnięcie ręki'.
Miałam styczność z życiem w puszce, myciem się z bańki i korzystania z toalety "na małysza" czy na łonie natury. Oczekiwała sama godzinami w upale, aż wreszcie nas rozładują/załadują. Nasłuchałam się rozmów na CB radiu, wygłodzonych nie raz mężczyzn (często mężów). A gdy sama tam swój głos zostawiałam, w odpowiedzi często "koleżanko, a czym jedziesz" ?
Mój tata powtarza,że jak byłam małą dziewczynką to mówiłam 'będę miała męża kierowcę tira' i chyba się marzenia z dzieciństwa spełnią za dwa lata:)
jestem z Nim bardzo szczęśliwa, czasami jest bardzo ciężko jak się dłużej nie widzimy, to tęsknota doskwiera bardzo, ale dajemy radę.
Hej
wpadłam na forum bo poprostu jestem juz u granic wytrzymałośći nerwowej ![]()
moj maz od okolo 5 lat jezdzi na tirach wiekszosc miedzynarodowka oczywiscie oddalenie przechodzilismy w chwili obecnej jezdzi po kraju i bywa codziennie w domu teraz ma dluga przerwe zmiana pracy duzo by opowiadac ale wszystko sie rozchodzi o tekst JAK MNIE NIE BYLO TO SOBIE RADZIŁAS ... i nasze zycie wyglada tak ze on przy lapku, badz ma skwaszona mine jesli prosze by zrobil cos w domu (mamy dwoje dzieci 10 lat zwiazku 3 po slubie
mało rozmawiamy a jesli juz dojdzie do konkretow to za chwile on sie zachowuje jak by nie bylo rozmowy i znow to samo zastanawiam sie czy jest sens dalej to ciagnac czy to poprostu wina pracy?
Witajcie kobietki ![]()
No, zoną kierowcy Tira nie jestem
ale wypowiedzieć się na ten temat trochę mogę ![]()
Mój mąż jest właścicielem firmy transportowej. Właśnie takiej z Tirami
teraz jest w domu codziennie, bo firma się rozwinęła, mamy kilkadziesiąt samochodów, wiec zajmuje się tylko spedycja i papierkami. Ale nie zawsze tak było. Jak zaczynał nie było tak kolorowo. Gdy go poznałam miał dopiero 2 samochody ciężarowe i żeby się czegoś dorobić to jednym sam jeździł, żeby nie tracić na wypłatę dla kolejnego kierowcy. No a co za tym idzie były takie okresy kiedy w ogóle nie miał czasu na spotkania, albo wisiał non stop na telefonie i załatwiał jakieś kursy. Ogólnie mamy tiry z łódkami (zainteresowani wiedzą o co chodzi
) więc żadnych zagranicznych kursów nie było, raczej takie jak to on mówi wkoło komina
ale co z tego jak np. zaczął się sezon na warzywa - szpinak, groszek, fasolka - to jakieś 3 miesiące wyjęte z życia osobistego... no bo kombajn nie stanie, bo Ty chcesz się z dziewczyną spotkać
Także wiem z praktyki, że bycie dziewczyną/żoną kierowcy tira nie jest łatwe
On non stop w pracy, a jak wróci to odpoczywa.
Cześć dziewczyny ![]()
Mój mąż kierowcą tira nie jest; jest spawaczem
Pracuje na kontraktach zagranicznych; od 9 lat. Od 8 lat jesteśmy razem. Mamy dwoje małych dzieci (4 lata i 3 lata); ja jestem w 9 msc ciąży, a mój P pojechał dziś na 3 miesiące na kontrakt do Azji
Tzn prawdopodobnie trzymiesięczny ![]()
Jego praca wygląda tak, ze nigdy do końca nie wiemy kiedy poleci, kiedy wróci, jak długo kontrakt potrwa. Takie życie z zegarkiem, bo w każdej chwili mogą zadzwonić. Ciężko cokolwiek zaplanować. Wczoraj w nocy dowiedział się, że dziś o 15:00 ma samolot.
Mój P pracuje tak odkąd go znam. Na początku bardzo mi to przeszkadzało, teraz doceniam zalety takiego funkcjonowania. Fakt, jak wraca do domu, to przez chwilkę mamy próbę sił, ale szybko jakoś to uspokajamy. Mąż, jak jest w domu, może poświęcić nam 100% swojego czasu. Np po 3 msc na kontrakcie tydzień ładuje akumulatory, a potem jest już cały dla nas. Gdyby pracował w kraju, pewnie miałby dużo mniej siły i ochoty na zabawy z dziećmi, pomoc w domu itd.
Co do zaufania. P lata do takich krajów, gdzie prostytutki są tańsze niż paczka papierosów.... Gdybym miała o tym myśleć, chybabym zwariowała..... Wierzę w to, że jeśli będzie chciał, to zdradzi mnie czy w Nigerii, czy w Polsce. Jeśli nie będzie, to filmy porno czy masturbacja wystarczą mu nawet na pół roku, a potem wróci do domu i to sobie wspólnie odbijemy
Natomiast absolutnie nie wierze, że wytrzyma choćby miesiąc bez jakiejkolwiek formy seksu (właśnie filmów, czy "robótek ręcznych") ![]()
Czy któraś z Pań tu jeszcze jest ?
Dziwię się obecnym tutaj Paniom, dziewczynom/żonom tirowców. Na prawdę nie wiedziałyście z jakim człowiekiem się wiążecie? Co jest jego pasją i zawodem? Nie wiedziałyście, że więcej może być w trasie niż z wami? Na pocieszenie powiem wam, że nie macie tak najgorzej. Pomyślcie o żonach policjantów czy wojskowych. Nigdy nie wiadomo czy taki wróci z akcji cały, zdrowy i w ogóle żywy. Nigdy nie związałbym się z TIR-owcem będąc kobietą. Już sam dystans i brak obecności partnera by mnie dobił. Tak samo jak będąc mężczyzną nie związałbym się w modelką. Od modelki wymaga się pewnych postaw i czynów a ona chcąc nie chcąc musi te oczekiwania spełnić. Z tego powodu z modelką albo się nie wiążę, albo liczę się z prawdopodobieństwem zdrady wyższym niż normalnie ![]()
Hej, jesteście jeszcze tutaj? ![]()
I zapadła cisza?
ja nie jestem żoną a dziewczyną tirowca:P przyznam, że to teudne czesto jestem przez cały dzień smutna, nie mogę się skupic bo tesknie
poza tym tak jak mowicie jest strach ze zdradzi mimo ze ufam
teraz jestem spokojniejsza bo duzo rozmawiamy, ale byl czas ze codziennie lykalam nervomix control bo nie moglam sobie poradzic z nerwami
moja jedyna rada dla NAS wszystkich duzo rozmawiajmy i badzmy w kontakcie jak tlko sie da:)
bylsm kiedys z chlopakiem, ktory chcial zostac kierowca tira. 2 lata bylismy razem, jak sie poznalismy to byl ns etapie snucia marzen o zostaniu kierowca. Chyba nie spotkalam nigdy nikogo kto by tak namietnie mowil o tym zawodzie... i w koncu zdecydowal sie na ta prace, i to na wyjazdy zagraniczne, wiec w Polsce byłby co kilka tygodni. Dlugo myslalam nad tym czy jestem w stanie to wytrzymać, czy chce takiego zycia... ciaglej tesknoty... i doszlam do wniosku, ze nie dalabym rady, psychicznie bym tego nie wytrzymala, dzieci wychowujacych sie praktycznie bez ojca. A on by raczej nie popuscil, to nie byłaby praca na 2-3 lata z tego co widzialam w jaki sposob o tym mowi. Bylo to dla mnie bardzo przykre, bo "o nas" nie mowil nigdy z takim westchnieniem. No i rozstalismy sie.... Potem jeszcze przez jakis czas mielismy kontakt ze soba, dosyc szybko sie zareczyl z inna dziewczyna i wziął ślub. Nie mam juz z nim kontaktu, ale pewnie do tej pory jeździ tirami
hey dziewczyny ja tez mam podobny problem tyle ze mamy 3 małych dzieci. tyle że 2 jest z mojego wcześniejszego związku gdzie mój mąż niestety ale umarł teraz jestem w nowym związku od 2 lat mój partner bardzo chciał jeżdzić tirem zrobił prawko na tira zaczął jeżdzic ja wiem ze w tych czasach pieniądze sa bardzo potrzebne ale czy za wszelką cene ciągle osobno on tam gdzies na swicie a ja ciągle w domu z dziećmi. samotność mnie dołuje czasami sie zastanawiam czy nie dać ultimatum ja albo tir ale wiem ze zadne z nas wtedy nie bedzie szcześliwe czy sie rozstać ... czy nasza miłość to wytrzyma? dziewczyny pomóżcie co wy byście zrobiły?
Pozdrawiam
hey dziewczyny ja tez mam podobny problem tyle ze mamy 3 małych dzieci. tyle że 2 jest z mojego wcześniejszego związku gdzie mój mąż niestety ale umarł teraz jestem w nowym związku od 2 lat mój partner bardzo chciał jeżdzić tirem zrobił prawko na tira zaczął jeżdzic ja wiem ze w tych czasach pieniądze sa bardzo potrzebne ale czy za wszelką cene ciągle osobno on tam gdzies na swicie a ja ciągle w domu z dziećmi. samotność mnie dołuje czasami sie zastanawiam czy nie dać ultimatum ja albo tir ale wiem ze zadne z nas wtedy nie bedzie szcześliwe czy sie rozstać ... czy nasza miłość to wytrzyma? dziewczyny pomóżcie co wy byście zrobiły?
Pozdrawiam
A jaki tryb pracy ma Twój partner? U nas były to 2 tygodnie w trasie: weekend w domu i zawsze mi było męża mało
No ale co zrobisz, wiem, że czasami jest ciężko. Ale pomyśl, ze jemu też wcale nie jest łatwo- my jesteśmy w domach, śpimy w swoich łóżkach, zawsze mamy ten ciepły obiad, a oni? Chciałabyś spać tyle w ciasnej kabinie i jeść jedzenie ze słoików? Ja starałam się robić różnorakie jedzenie dla męża, ale z drugiej strony on świeżych warzyw i owoców, czy chleba często nie ma możliwości kupić. Mąż zaczął rolki brać w trasę, żeby sobie jeździć, bo co ma robić przez tyle czasu w kabinie? Filmy oglądał, audiobooki słuchał i spał
No i rozmawialiśmy często przez telefon. Bardzo często.
Co do ultimatum- nie szantażuj. Najgorsze, co można zrobić, to kazać wybierać człowiekowi między tym, co kocha. To jego pasja i praca, jeżdżąc zarabia, więc jak można dodatkowo go dobijać? On ma wracać do uśmiechniętej kobiety, która rozumie jego pasję, nie do niezadowolonej babki z pretensjami. Słowem- ma do domu wracać z przyjemnością, a nie z lękiem, w jakim humorze żonę zastanie. Im lepiej go przyjmiesz, tym chętniej będzie chciał wracać do domu. Mniejsze prawdopodobieństwo zdrady, lepsze samopoczucie partnera. Ja wybrałam to życie świadomie, wiedziałam, z czym to się wiąże. Co nie oznacza, że dla nas- kobiet, to życie jest kolorowe. No nie jest. Warto rozmawiać z partnerem o swoich lękach, troskach, samopoczuciu, ale tak, aby on nie czuł się winny. Bo-powtarzam- im też nie jest łatwo. Są oczywiście faceci, dla których rodzina to sprawa któraś w kolejce, kierowcy, którzy zachowują się jak psy spuszczone ze smyczy. Ale ja bym nie była w stanie być z facetem, którego męczy rozmowa ze mną, który dom traktuje jak hotel, a partnerkę jak służącą, wyjeżdża i nawet nie da sygnału, gdzie jest, czy dokąd zmierza. Pasja jest ważna, ale ja również mam taka być.
Powiem Ci, jak my to rozwiązaliśmy, bo po czasie mojemu mężowi też zaczęło mocno ciążyć takie życie- po prostu poszukałam dla niego pracy w innym trybie. Oczywiście po rozmowie z nim i za jego zgodą, wszystkie oferty z nim konsultując, bo on za granicą często po prostu nie miał możliwości siedzieć w Internecie. W efekcie ma teraz pracę nocną, codziennie jest w domu, z 2 dniami wolnymi w tygodniu. Na Irlandii co prawda, więc się tam przeprowadzamy, ale dla nas język nie jest barierą, więc to akurat nie ma znaczenia. Najważniejsze, że będziemy siebie mieć codziennie.
A u nas było tak :
Od kiedy mąż jezdzi po całej Europie posypało się totalnie. Zaangażowany w prace na tyle ze zapomniał o żonie i dzieciach. W domu jest okolo 2 dni w miesiacu. Seks go nie interesuje. Przeszkadzają mu moje telefony. Sam nie ma potrzeby odzywania sie tygodniami. Motto życiowe to kasa.
57 2016-06-17 13:08:15 Ostatnio edytowany przez McMiodek (2016-06-17 13:13:39)
A u nas było tak :
Od kiedy mąż jezdzi po całej Europie posypało się totalnie. Zaangażowany w prace na tyle ze zapomniał o żonie i dzieciach. W domu jest okolo 2 dni w miesiacu. Seks go nie interesuje. Przeszkadzają mu moje telefony. Sam nie ma potrzeby odzywania sie tygodniami. Motto życiowe to kasa.
A wcześniej było dobrze, że dopiero po jego wyjazdach się wam posypało? Ja myślę, że takie odległości weryfikują związek.
EDIT: czytałam właśnie Twój temat, dopiero skojarzyłam. To, że wam się nie układa, to nie jest wina tylko jego trybu pracy. I potwierdza to, co napisałam wyżej.
kajamaj1991 napisał/a:A u nas było tak :
Od kiedy mąż jezdzi po całej Europie posypało się totalnie. Zaangażowany w prace na tyle ze zapomniał o żonie i dzieciach. W domu jest okolo 2 dni w miesiacu. Seks go nie interesuje. Przeszkadzają mu moje telefony. Sam nie ma potrzeby odzywania sie tygodniami. Motto życiowe to kasa.A wcześniej było dobrze, że dopiero po jego wyjazdach się wam posypało? Ja myślę, że takie odległości weryfikują związek.
EDIT: czytałam właśnie Twój temat, dopiero skojarzyłam. To, że wam się nie układa, to nie jest wina tylko jego trybu pracy. I potwierdza to, co napisałam wyżej.
Oczywiście że nie jest to jedyny powód przez który jest jak jest. Ale takowa praca przyczyniła się do tego i to bardzo. Kierowca jest od zawsze, jednak wczesniej była praca na miejscu. Odkąd jeździ w międzynarodowce zaczęły się parkingowe popijawy, brak zainteresowania rodzina oraz kilka rzeczy wskazujących na zdradę ( czego nie jestem w stanie udowodnić ). Większe pieniądze również uderzyły do głowy niestety. Faktem jest ze moze nigdy nie było idealnie, ale pozwolę sobie "zwalic" duza czesc winy na pracę tego typu.
59 2016-07-01 11:42:56 Ostatnio edytowany przez cslady (2016-07-01 15:33:15)
Witam wszystkie Panie. Ja również można powiedzieć, że jestem doświadczoną żoną kierowcy tira. A w zasadzie to byłego kierowcy, ale o tym później. Jesteśmy po ślubie już 15 lat. Przez większość tego czasu mój mąż pracował jako kierowca tira. Jeździł po całej Europie ( głównie Niemcy, Holandia, Anglia i Skandynawia). Podchodził to swojego zawodu bardzo profesjonalnie, umiał przygotować się na wszelkie niespodzianki w podróży. Podczas gdy on zarabiał na naszą rodzinę i mieszkanie, ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Odliczała tylko dni kiedy się zobaczymy. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie i tu z pomocą przyszedł mi sport i Cross Fitness który uprawiam do dzisiaj
Pamiętam, że pierwsze jego wyjazdy bardzo mnie bolały, później też nie było lekko ale potrafiłam się zebrać w sobie i to przeboleć. Kiedy pojawiły się dzieci, jego wyjazdy bardzo mi się nie podobały. Nie wyobrażałam sobie, że nasze dzieci będą widzieć ojca tylko raz w miesiącu. Z tego powodu było wiele kłótni, i gorzkich słów, ale jakoś razem to przetrwaliśmy. Mąż zmienił nieco sposób pracy, ustawiał tak przerzuty ( oczywiście nie zawsze) że przerwy nie były tak strasznie długie. Przez te wszystkie lata udało nam się przyoszczędzić trochę grosza i postanowiliśmy, że koniec tego jeżdżenia i otwieramy coś swojego. Pomysł pad oczywiście na branżę związaną z tirami a mianowicie na serwis samochodów ciężarowych. Jeżdżąc przez tyle lat mąż nabył doświadczenie, wiadomo, że kierowca musi znaź swój samochód na wylot, a , że w ciągu tego okresu poznał chyba wszystkie marki od podszewki + jego wykształcenie ( mechanik) pomysł z tą branżą był dość sensowny. Teraz razem prowadzimy ten warsztat, widzimy się codziennie ( może czasami za często
) i jest świetnie. Tak przy okazji zapraszmy, każdego z okolic Szczecina do odwiedzenia naszego warsztatu [spam]
. Życzę Wszystkim Paniom, aby mogły spędzać razem ze swoimi mężami więcej czasu niż do tej pory i pozbądźcie się tych głupich myśli, że coś złego w trasie może się wydarzyć ![]()
kasia181111 napisał/a:hey dziewczyny ja tez mam podobny problem tyle ze mamy 3 małych dzieci. tyle że 2 jest z mojego wcześniejszego związku gdzie mój mąż niestety ale umarł teraz jestem w nowym związku od 2 lat mój partner bardzo chciał jeżdzić tirem zrobił prawko na tira zaczął jeżdzic ja wiem ze w tych czasach pieniądze sa bardzo potrzebne ale czy za wszelką cene ciągle osobno on tam gdzies na swicie a ja ciągle w domu z dziećmi. samotność mnie dołuje czasami sie zastanawiam czy nie dać ultimatum ja albo tir ale wiem ze zadne z nas wtedy nie bedzie szcześliwe czy sie rozstać ... czy nasza miłość to wytrzyma? dziewczyny pomóżcie co wy byście zrobiły?
PozdrawiamA jaki tryb pracy ma Twój partner? U nas były to 2 tygodnie w trasie: weekend w domu i zawsze mi było męża mało
No ale co zrobisz, wiem, że czasami jest ciężko. Ale pomyśl, ze jemu też wcale nie jest łatwo- my jesteśmy w domach, śpimy w swoich łóżkach, zawsze mamy ten ciepły obiad, a oni? Chciałabyś spać tyle w ciasnej kabinie i jeść jedzenie ze słoików? Ja starałam się robić różnorakie jedzenie dla męża, ale z drugiej strony on świeżych warzyw i owoców, czy chleba często nie ma możliwości kupić. Mąż zaczął rolki brać w trasę, żeby sobie jeździć, bo co ma robić przez tyle czasu w kabinie? Filmy oglądał, audiobooki słuchał i spał
No i rozmawialiśmy często przez telefon. Bardzo często.
Co do ultimatum- nie szantażuj. Najgorsze, co można zrobić, to kazać wybierać człowiekowi między tym, co kocha. To jego pasja i praca, jeżdżąc zarabia, więc jak można dodatkowo go dobijać? On ma wracać do uśmiechniętej kobiety, która rozumie jego pasję, nie do niezadowolonej babki z pretensjami. Słowem- ma do domu wracać z przyjemnością, a nie z lękiem, w jakim humorze żonę zastanie. Im lepiej go przyjmiesz, tym chętniej będzie chciał wracać do domu. Mniejsze prawdopodobieństwo zdrady, lepsze samopoczucie partnera. Ja wybrałam to życie świadomie, wiedziałam, z czym to się wiąże. Co nie oznacza, że dla nas- kobiet, to życie jest kolorowe. No nie jest. Warto rozmawiać z partnerem o swoich lękach, troskach, samopoczuciu, ale tak, aby on nie czuł się winny. Bo-powtarzam- im też nie jest łatwo. Są oczywiście faceci, dla których rodzina to sprawa któraś w kolejce, kierowcy, którzy zachowują się jak psy spuszczone ze smyczy. Ale ja bym nie była w stanie być z facetem, którego męczy rozmowa ze mną, który dom traktuje jak hotel, a partnerkę jak służącą, wyjeżdża i nawet nie da sygnału, gdzie jest, czy dokąd zmierza. Pasja jest ważna, ale ja również mam taka być.
Powiem Ci, jak my to rozwiązaliśmy, bo po czasie mojemu mężowi też zaczęło mocno ciążyć takie życie- po prostu poszukałam dla niego pracy w innym trybie. Oczywiście po rozmowie z nim i za jego zgodą, wszystkie oferty z nim konsultując, bo on za granicą często po prostu nie miał możliwości siedzieć w Internecie. W efekcie ma teraz pracę nocną, codziennie jest w domu, z 2 dniami wolnymi w tygodniu. Na Irlandii co prawda, więc się tam przeprowadzamy, ale dla nas język nie jest barierą, więc to akurat nie ma znaczenia. Najważniejsze, że będziemy siebie mieć codziennie.
no ja wiem ze mu ciężko że jest tam sam ze spi w tirze i na jakiś parkingach... jeżdzi 2 tygodnie przyjedzie na weekend i znowu wyjezdza. brakuje nam go w domu dzieci rosną i strasznie za nim tęsknią ostatnio jak był na weekend to córka nie zwracała sie do niego TATA tylko już wujek strasznie przykro nam się zrobiło niby codziennie rozmawiamy przez telefon ale dla nich to mało i dla mnie.... najgorsze jest to że ja mam wszystko na głowie z 3 dzieci i to małych nie jest łatwo ale jak ja słysze ze ,, ty i tak nic nie robisz tylko siedzisz w domu'' to mnie szlak trafia.. wolałabym zeby jezdził koło komina zeby czesciej był w domu z nami...
Niestety zycie z kierowca tira nie jest latwe gdyz ciagle nie ma naszej polowki w domu. Jestem ze swoim partnerem dlugi czas oczywiście on jest kierowca tira. Jezdzi po calej europie. Zadko kiedy sie widujemy. Mamy ze soba kontakt telefoniczny lub rozmawiamy przez kamerke ale dla mnie to za malo. Ciagle go nie ma i nie ma a to jest bardzo denerwujace. Bardzo za nim tesknie czesto placze brakuje mi go i nie wiem czy taki zwiazek w ogóle ma jakas przyszłość
Mariola wyslalas mi maila a jak odpisuje to wywala mi ze nie ma takiego adresu.
Wiec odpowiem tutaj.
Rozmawialas o tym z Twoim facetem?
Bycie z kims takim to Wasz wybor. Najpierw wybieracie a potem myslicie o konsekwencjach? To trzeba myslec przed wejsciem w relacje o tym, czy ja w takiej relacji wytrzymam. Jak nie to dac sobie na wstrzymanie i juz.
Witajcie,
chciałabym się Was poradzić, porozmawiać i dowiedzieć jak radzicie sobię z teśknotą za waszym mężczyzną kiedy jest w trasie a wy same w domu. Ja mam 21 lat moj chłopak 22 od roku jeździ tirem a jesteśmy ze sobą juz prawie 2 lata. Kiedy poznaliśmy się coś tam wspominał o tirach, że chce mieć swoją firmę, że może będzie jeździł ale nie brałam tego zbytnio do siebie. Kiedy naprawde zrobił prawko i zaczał jeździć dopiero zrozumiałam, że to nie żarty, że nie będzie go w domu a ja nic z tym nie zrobie bo jak mi kiedys powiedział jeśli go naprawde kocham to wytrzymam. Zawsze mi mówi, że tylko 2 lata będzie jeździł, aż nie nazbiera kasy na swój interes, że w sumie i tak obojętne czy jeździ czy nie bo ja studiuję 100km od domu i tylko na weekendy wracam więc byśmy się tylko i tak w weekendy spotykali a on na weekendy zazwyczaj jest w domu więc nie wie po co ja aferę robie. A ja sobie nie radze z tym już, ponieważ tęsknie, boję się, martwie i czasami to mi odwala z nerwów. Czasami jest tak,że nie moge sie skupic na niczym na nauce itp, ponieważ myśle co robi gdzie jest czy wszystko ok. Pamietam kiedyś mowił mi, że idzie na odprawe i od razu jedzie ja po godz zadzwoniłam czy juz jest po on nie odbierał i tak było przez 3 godz zero kontaktu to od zmysłów odchodziłam, ze coś sie stało( dodam, że teraz coraz częściej jeździ na Rosje). Czasami nie umiemy się dogadać widze i mam porównanie jaki był kiedyś kiedy był wesolym chłopakiem mającym czas dla mnie zeby pogadać, gdzieś pójść, popisać a teraz stał się zdenerwowanym facetem, którego większość rzeczy wkurza nie ma czasu dla mnie- ja wiem i jestem tego świadoma, że nie będziemy rozmawiali pisali ze soba 24h na dobe ale czasami jest mi smutno z myslą ze niby mam chłopaka a tak jakbym go nie miałabo wroci jednego dnia przespi się i nastepnego jedzie. Teraz też własnie czeka na rozładunek na Rosji. Dodam, że często się kłocimy teraz o byle co. Proszę was dziewczyny powiedzcie jak u was jest jak sobie radzicie bo ja juz nie wiem co robic a rozstac się nie chce z nim:/
Cześć! Tak dawno nie zaglądałam na forum. Tyle się pomieniało. Mój mąż też jeździ ciężarkami. I mimo tych tęsknot i innych niedogodności to staram się patrzeć na to wszystko pozytywnie. On jest szczęśliwy, bo robi to co kocha i nie śmiałabym mu tego bronić, po prostu się dostosowałam. A te ciągle rozstania sprawiają, że jak już jesteśmy razem to nie marnujemy ani chwili razem. Myślę, że bardziej doceniamy czas razem i nie marnujemy go na kłótnie i inne drobiazgi.
65 2019-09-22 18:47:19 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-09-22 19:42:02)
Mój mąż od 4 lat wykonuje ten zawód. Nie mam aż tyle czasu na ploteczki bo on pracuje 2/2, więc często jest w domu
także nie zdążymy nawet za sobą zastęsknić a już wraca
no i w sumie to nie wiem dlaczego inni tak narzekaja dla mnie to bardzo dobry sposob na zarobienie godnych pieniedzy. wzielismy kredyt na mieszkanie i gdyby kazde z nas zarabialo po 2 tys. to bysmy tego nigdy nie splacili. a gdzie pracuja wasi faceci? mój u SPAM i powiem wam że zarabia naprawde dobrze.
Bzdura. Akurat u niego nie ma dobrych warunków - ani pracy, ani finansowych.