Moja historia w dużym skrócie poniżej. Może ktoś (Pan/Pani) jest w podobnej sytuacji, może ktoś potrafi odmienić moje życie.
Jestem w 23-letnim nieformalnym związku. Przez 2 lata byłam szczęśliwa. Później to jest jakiś żart nie życie. Nie wiem czemu dotrwałam do momentu, w którym jestem. Mam 10 letnią córeczkę i faceta, dla którego jestem wyposażeniem, który ma swoje życie. Na pozór wszystko wygląda przepięknie. Niestety wewnątrz jest zupełnie inaczej. Podobno jestem atrakcyjna zgrabna kobitką(170cm wzrostu) - wg opinii kolegów w pracy, a jednak nie ułożyło mi się. Od 20 lat sama sobie wmawiam, ze jest dobrze, najważniejsze, ze dziecko zdrowe, zawsze znajdę jakiś pretekst żeby zostawić tak jak jest. Jestem w związku ale nie mam z kim porozmawiać, nikt się nie pyta jak się czuje, jak było w pracy, a na moje łzy kiedyś usłyszalam "nie jestem czuły na łzy". Facet po prostu mnie okłamywał wiele razy. Zapewne ma kogoś, seksu nie ma od trzech lat. A wcześniej był sporadyczny i wyłącznie z mojej strony inicjowany. Ostatnio moja gorycz wykipiała. Mój facet miał wylew. Opiekowałam się nim 50 dni. Stracilam przez stres kolejnych pare lat. Byłam na etapie nienawidzenia go, ale mówiłam sobie jest ojcem mojego dziecka. A więc doszedł do siebie. Nawet przez miesiąc był miły. Potem znów zaczął się odsuwać i w zasadzie wszystko wróciło do normy po 2 m-cach. Znów byłam sama. Do tego dodatkowy pech. Tym razem ja wylądowałam w szpitalu. Nawet nie miał mnie kto zawieźć. Nie usłyszałam od niego jak się czujesz. Nie mogę odejść, córka jest bardzo z nim zżyta. Ponadto kiedyś popełniłam kolejny z wielu błedów - przepisałam połowe domu na niego. A wiec nawet gdybym chciała się wyprowadzić nie mam gdzie, nie mam żadnych oszczędności, nie mogę zacząć od początku. Pracuje w korporacji, przez tyle lat nie miałam kiedy znaleźć przyjaciół w pracy, takich, z którymi po pracy utrzymuje się kontakt. Każdy po tzw wyścigu szczurów jest tak zmęczony, że ucieka do domu. Jestem sama.
Podobne tematy
O jej ... współczuje Pani bardzo, wiem co Pani czuje i jak jest to trudne. Sama przeszłam sporo. Nie wiem co bym zrobiła na Pani miejscu... najlepiej to się wygadać kiedy sytuacji nie da się zmienić.. Rozumiem Panią
Pozdrawiam ciepło ![]()
(a ja zamiast pisać list motywacyjny przeglądam forum.)
to przygnębiające gdy będąc w związku żyją tylko obok siebie.
Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu.
Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne,
tracimy radość i sens tego, co przed nami.