Jestem z chłopakiem od pół roku. Dosyć krótko, ale w tym czasie zdążyliśmy się do siebie mocno przywiązać, a przede wszystkim bardzo sobie zaufać. Było bardzo dobrze, dużo rozmawialiśmy, poznawaliśmy się i dogadywaliśmy.
Mój chłopak nie jest mega pewny siebie, wręcz przeciwnie. Miewa swoje humory, podczas których przychodzą mu do głowy głupie myśli (np. czy nie jestem dla niego za dobra i czy to ma jeszcze sens). Taki typ. Ale wiem, że jest bardzo wyczulony w kwestii zdrady. Sam nigdy by tego nie zrobił i ja właściwie też.
Problem jest taki. Byliśmy w klubie, we dwójkę. Nic nie piliśmy, nic nie braliśmy i dobrze się bawiliśmy. Usiedliśmy na chwilę przed powrotem do domu. Był zmęczony, ja też, ale puścili jedną z nutek do których bardzo lubię tańczyć i tak sobie na siedząco ruszałam trochę ciałkiem. Zauważył to jakiś koleś, uśmiechnął się i zaprosił mnie do tańca, widząc, że jestem z moim chłopakiem. Spytałam się go, czy ma coś przeciwko, odparł "jak chcesz" i ja głupia poszłam. Trzymałam kolesia na dystans, nie tańczyliśmy blisko siebie, żeby nie było, a jak wróciłam, to już widziałam, że mojemu chłopakowi raczej się to nie spodobało. Spytałam czy wszystko w porządku, czy jest zły itd. i oczywiście wszystko niby w porządku. Ale i tak przeprosiłam, obiecałam, że już tak nie zrobię i niby było już dobrze. Był miły, zachowywał się normalnie, umówiliśmy się na następny dzień, ale jak wróciłam do domu, dostałam wiadomość od niego, w której odwołał spotkanie.
W skrócie, moje zachowanie bardzo w niego uderzyło, mówi, że bardzo nadwyrężyłam jego zaufanie, że jak mogłam bardziej chcieć zatańczyć z jakimś pierwszym lepszym facetem i jednocześnie go zostawić. Teraz nasze stosunki są bardzo napięte, on nie jest pewny, czy może jeszcze mi zaufać itp.
Dodam, że to było nasze pierwsze wspólne wyjście na taką imprezę, nigdy go nie zdradziłam i zawsze jeśli pojawił się przy mnie adorator - dawałam jasno do zrozumienia NIE.
Jak to naprawić? Nie uważam, żeby sam taniec był zdradą, ale rzeczywiście mogłam zawieść mojego chłopaka i jego zaufanie. Naprawdę mi na nim zależy.
1 2013-11-11 12:46:52 Ostatnio edytowany przez TheTopCat (2013-11-11 13:10:33)
Podobne tematy
Pierwsze co mi na myśl przyszło to to że jest przewrażliwiony, że to tylko taniec (bez "ocierania" jak rozumiem)... Ale... Jak się tak zastanowić to ja bym nie chciał żeby moja dziewczyna przyjmowała zaproszenia do tańca od obcych facetów. Koledzy, znajomi - niech sobie tańczy... ale obcy facet? raczej nie... wolałbym żeby moja kobieta każdorazowo bez pytania mnie (a tym bardziej kiedy mnie nie ma obok) spławiała facetów, nawet jak mogła by to być faktycznie niewinna prośba kolesia który lubi tańczyć... "głupia męska duma"? może...
Jak to naprawić?
Uznać, że jesteś jego własnością. Że nie masz prawa decydować o sobie. Że taniec, taki jak opisałaś, jest zdradą. Stosownie do tych twierdzeń upaść na kolana przed chłopakiem, błagać go o wybaczenie, całować po stopach, gdy je uzyskasz. Dobry pan, łaskawy - jeszcze raczy z Tobą rozmawiać.
Będąc na Twoim miejscu szybko zastanowiłabym się nad relacjami między wami. Jeśli taniec z innym mężczyzną nadwyrężył jego zaufanie do Ciebie, to znaczy, że bardzo kiepski myśli o Tobie. Szantaż emocjonalny nie jest dobrym budulcem dla partnerskiego związku. Ale może wolisz siedzieć w klatce.
Skoro jest tak "wrażliwym", to zaproponuj mu, by skorzystał z pomocy psychoterapeuty w celu zbudowania poczucia własnej wartości. Bycie terapeutą we własnym związku jest bardzo złym pomysłem.
Chłopak kiepsko myśli o autorce, bo kiepsko myśli o sobie, dlatego rada by zbudował sam swoje poczucie własnej wartości jest jak najbardziej trafiona.
Do tego nie rozumiem dziecinnych zagrywek w stylu "rób jak uważasz", a potem obrażania się, gdy druga osoba rzeczywiście zrobi jak uważa. Mógł przynajmniej powiedzieć wprost, że to mu się nie podoba i autorka mogłaby się jakoś do tego ustosunkować.