Hej! Lubię to forum, dosyć dawno się tutaj nie udzielałam, postanowiłam opisać swój problem, może coś mi doradzicie obiektywnie. Otóż, mam już 29 lat i jestem niestety panną
Złożyło się na to kilka czynników, zapewne sporo jest w tym mojej winy. Przez bardzo długi czas byłam nieszczęśliwie zakochana w pewnym starszym mężczyźnie, który troszkę się mną pobawił i zakpił. Wszystkich facetów porównywałam (i chyba nadal porównuję) do niego, wydawał mi się niedoścignionym ideałem, każdy chłopak wypadał przy nim blado. Jednocześnie mam bardzo niską samoocenę (stwierdził tak psycholog, do którego chodzę), ja uważam, że mam raczej bardzo chwiejną, przeglądam się w oczach ludzi, jak ktoś prawi mi komplementy to wtedy przez chwilę w siebie wierzę, a jak ktoś choćby lekko mnie skrytykuje moja samoocena spada na łeb, na szyję
Szczególnie bardzo boję się oceny mężczyzn, ogólnie boję się ich, nie mam takiego daru oczarowywania mężczyzn, łatwości w rozmowie z nimi, zazwyczaj bywam spięta i skupiona na tym, czy dobrze wypadam w ich oczach. Mam pewną obsesję na punkcie swojego wyglądu, często jestem z siebie niezadowolona, bardzo dbam o swój wygląd, wizerunek. Jestem szczupła, ponoć zgrabna, lubię się ładnie ubierać, noszę spódniczki, sukienki. Ogólnie mam dużo ładnych ubrań, chociaż nie wydaję na nie mnóstwa pieniędzy, gdyż najczęściej ubieram się w second-handzie. Mimo wszystko często mam wrażenie, że dla mężczyzn jestem taka niewidzialna. Nawet u siebie w firmie. Mam różne koleżanki w firmie i koledzy z pracy bardzo chętnie z nimi rozmawiają, żartują, flirtują, natomiast mnie raczej unikają. Nie wiem, z czego to wynika. Zdarza się, że bywam zaczepiana przez mężczyzn na ulicy, albo w sklepie, ale kończy się jedynie na tym, że powiedzą mi jakiś komplement, uśmiechną się, puszczą oczko i na tym koniec
W międzyczasie spotykałam się z różnymi chłopakami, niestety nic z tego nie wychodziło. Nieraz z winy chłopaków, a nieraz pewnie z mojej winy, ogólnie brakowało tej chemii. Od pewnego czasu zaczęłam popadać w czarną rozpacz z powodu swojej samotności, wiem, że ludzie z firmy często komentują moje staropanieństwo, zadają mi niedyskretne pytania, a nieraz wprost dopytują, dlaczego jestem sama. Zaczęłam wpadać w pewnego rodzaju desperację, jedna z koleżanek z firmy ostatnio nawet stwierdziła, że raczej już nie mam szans na ułożenie życia i sugerowała bym po prostu "dała sobie zrobić dziecko", to wtedy przynajmniej będę miała kogoś... Ostatnio zaczęłam się spotykać z pewnym chłopakiem. Właściwie sytuacja wygląda tak, że to jego ojciec "upatrzył" mnie i zaaranżował nasze spotkanie. Średnio mi się to podobało, ale stwierdziłam, że tonący chwyta się brzytwy. Spotkanie wypadło średnio, chłopak okazał się chorobliwie nieśmiały, unikał kontaktu wzrokowego, prawie nic nie mówił. Odnosiłam nawet wrażenie, że może jest lekko upośledzony. Nie skreśliłam go jednak. Kolejne spotkania nic nie zmieniły. Na randkach niezręczna cisza, w końcu zaczęłam mu zadawać różne pytania. Okazało się, że chłopak jest bardzo słabo wykształcony, ma słabą pracę i słabo zarabia. Wiem, że to ostatnie i tak nie jest najistotniejsze. Chłopak jest w moim wieku, niestety nie czyta żadnych książek, prasy, internetu też nie, bo nie zna obsługi komputera. Robi straszne błędy ortograficzne. Spotykamy się od ponad miesiąca, ale kompletnie nie mamy ze sobą o czym rozmawiać
Te nasze randki to jakaś porażka
W dodatku chłopak sprawia na mnie wrażenie trochę nieobytego, nie wie jak się zachować w niektórych sytuacjach. No i wydaje mi się, że jest trochę skąpy, odnoszę wrażenie, że ogląda się, bym płaciła za siebie na naszych spotkaniach. Chcę zaznaczyć, że nie uważam siebie za jakąś materialistkę, jest równouprawnienie, ale wydaje mi się, że chłopak, któremu zależy na dziewczynie powinien jednak trochę się wykazać, postarać dla niej. Tym bardziej, że to ten chłopak ciągle mnie zaprasza i proponuje spotkania. Ostatnio poszliśmy na kebaba, kiedy je kupił, powiedział mi, że "pieniądze ostatnio rozchodzą mu się jak woda", wtedy wyciągnęłam dziesięć złotych za swojego kebaba i je przyjął. Taka sytuacja miała miejsce ze 3 razy. Jest ponury, nie ma poczucia humoru, jest pesymistycznie nastawiony do życia, przyznał sam, że rzeczywiście tak jest. Próbowałam z nim zerwać, delikatnie dawałam do zrozumienia, że raczej nic z tego nie wyjdzie, ale on nie chce o tym słyszeć, twierdzi, że bardzo mu zależy, że wystarczy, że bliżej się poznamy. Proponował, bym "zbierała kasę" to gdzieś pojedziemy, poznamy się lepiej. Reasumując uważam, że może to jest dobry człowiek, ale sprawia wrażenie niestety nieudacznika życiowego, takiego dużego dziecka, którym trzeba się zaopiekować. Niby bardzo chciałby się ożenić, ale jak sam stwierdził "nie stać go na to". Proponował, że ewentualnie jakbym zgodziła się z nim związać mogłabym sprzedać swój samochód, bo po co utrzymywać dwa. W dodatku kompletnie nie mamy o czym ze sobą rozmawiać
(( Nie uważam się za jakąś wybitną intelektualistkę, ale skończyłam studia, lubię wyjść do kina, do teatru, lubię dobrą muzykę. On nie bardzo orientuje się co się dzieje w kinie, w muzyce. Jak doradzałam się koleżanek, to niemal wszystkie stwierdziły, że wolałaby być same niż z kimś takim jak on. Jeśli chodzi o mnie to niestety nic do niego nie czuję, zmuszam się do tych spotkań, dzieje się tak z potwornego strachu, że już nikt więcej mi się nie trafi, nie znajdzie się chłopak, który mnie zechce, albo może ja sama nie jestem warta nikogo lepszego
(( Co Wy o tym myślicie, czy powinnam mimo wszystko dać mu szansę?
Podobne tematy
2 2013-11-09 18:38:03 Ostatnio edytowany przez Lady09 (2013-11-09 18:39:18)
Jak Ci takie coś odpowiada to daj mu szansę, w sumie spotkania chyba Cię nie zobowiązują do niczego, poznasz go lepiej ale nie wiem jak długo to wytrzymasz?:-) W sumie to chyba jedyny pożytek z tej znajomości to taki, że masz się z kim spotkać?
No a pociąga Cię w ogóle, wyobrazasz sobie z nim całowanie itd? Bo jak nie to chyba nic z tego:-)
No nieee... Ty to serio piszesz? Masochistką jesteś?
Nie dość, że nic z tego nie masz to jeszcze istnieje ryzyko, że ci inny facet przejdzie koło nosa, bo ten go wystraszy ![]()
Olej facetów, ciesz się życiem - do łóżka też na sile będziesz chodzić? ![]()
Uciekaj od niego czym prędzej...Sama sobie tym robisz krzywdę.Szczerze to koleżanki bardzo dobrze Ci powiedziały-lepiej żebyś była sama.Ten koleś to jakiś życiowy nieudacznik.Chcesz resztę życia spędzić przy takim nudnym człowieku? A co to za kretynka dała Ci taka radę żebyś dziecko dała sobie zrobić?-przecież to nie oznacza że będziesz miała cud,malina życie.Szukaj cierpliwie dzień po dniu a może kiedyś znajdziesz tego jedynego
Trzymam kciuki ![]()
Dziewczyna daj sobie spokój ...
Ty sie przejmujesz tym ze jesteś panną ? to już nie modne teraz to się jest " SINGLEM"
i nie jesteś sama ![]()
czytając to co opowiedziałaś , nie marnuj sobie zycia z kimś takim co naparwde nic nie umie , wiem że nie powiino sie tak oceniać ludzi ale no tu to się wypowiem , takie typy jak on mają swój świat zatrzymali sie w wieku 13- 14 lat i nic im nie zrobisz nawet czas tego nie zmieni.
nie pakuj sie w taki chory związek bo ten chłopak raczej nie liczy na to że będzie miał dziewczyne, zone.. tylko MAMUSIE która się nim zaopiekuje i powie co ma robić , i da pieniążki jak mu będa potrzebne ,a on będzie grzeczny i posłuszny , a Ty Kobieto sobie radź ....
Nie przejmuj sie tym że kogoś nie masz jak to mówią miłość i sraczka przychodzą z nienacka ;D
dbaj o siebie , czuj sie atrakcyjna , nie pokazuj tego że słowa koleżanek cie dołują , a powiedz im że bycie singlem to fajna sprawa jest wódka i dobra zabawa , jestes singlem i tak Ci dobrze
nie będziesz wiedzieć kiedy i gdzie kogoś spotkasz dlatego pamiętaj dbaj o siebie , nie dołuj sie tylko głowa do góry pierś do przodu a co do wscibskich koleżanke które mówią coś za plecami podejdź niby przypadkiem i powiedz zeby mówiły głosniej bo takich newsów o sobi eto nie słyszałaś .. naprawde uwierz w siebie ![]()
Dziewczyna daj sobie spokój ...
Ty sie przejmujesz tym ze jesteś panną ? to już nie modne teraz to się jest " SINGLEM"i nie jesteś sama
czytając to co opowiedziałaś , nie marnuj sobie zycia z kimś takim co naparwde nic nie umie , wiem że nie powiino sie tak oceniać ludzi ale no tu to się wypowiem , takie typy jak on mają swój świat zatrzymali sie w wieku 13- 14 lat i nic im nie zrobisz nawet czas tego nie zmieni.
nie pakuj sie w taki chory związek bo ten chłopak raczej nie liczy na to że będzie miał dziewczyne, zone.. tylko MAMUSIE która się nim zaopiekuje i powie co ma robić , i da pieniążki jak mu będa potrzebne ,a on będzie grzeczny i posłuszny , a Ty Kobieto sobie radź ....
Nie przejmuj sie tym że kogoś nie masz jak to mówią miłość i sraczka przychodzą znienacka ;D
dbaj o siebie , czuj sie atrakcyjna , nie pokazuj tego że słowa koleżanek cie dołują , a powiedz im że bycie singlem to fajna sprawa jest wódka i dobra zabawa , jestes singlem i tak Ci dobrze
nie będziesz wiedzieć kiedy i gdzie kogoś spotkasz dlatego pamiętaj dbaj o siebie , nie dołuj sie tylko głowa do góry pierś do przodu a co do wscibskich koleżanke które mówią coś za plecami podejdź niby przypadkiem i powiedz zeby mówiły głosniej bo takich newsów o sobi eto nie słyszałaś .. naprawde uwierz w siebie
Bardzo dobrze powiedziane
Popieram ![]()
Jak przeczytałam Twój post to zwątpiłam i poczułam sie tak jakby najważniejsza sprawa na świecie w życiu kobiety było złapanie jakiegokolwiek faceta i narodzenie mu tłumu dzieci!
Ale co tu dużo chciec, ja mam 27 lat - nie mam faceta - jestem w homoseksualnym zwiazku. Ale jak sie przygladam moim koleżankom to ich życie też wyglada w taki właśnie sposob.
Smutne to takie i bez sensu .
Jeśli chodzi o mnie to niestety nic do niego nie czuję, zmuszam się do tych spotkań, dzieje się tak z potwornego strachu, że już nikt więcej mi się nie trafi, nie znajdzie się chłopak, który mnie zechce, albo może ja sama nie jestem warta nikogo lepszego sad(( Co Wy o tym myślicie, czy powinnam mimo wszystko dać mu szansę?
Nie.
Jak możesz spotykać się z kimś kto Cię nie interesuje, kogo Ty nie interesujesz i nie macie o czym nawet rozmawiać.. marazm i dekadencja ![]()
Wiązanie się na siłę nigdy nie ma sensu, chyba że chcesz się męczyć i robić świństwo drugiej osobie.
Z Twojego postu aż bije brak pewności siebie i kompleksy... Nie wiem, jak Cię potraktował ten facet, w którym byłaś zakochana, ale raczej niezbyt dobrze...
Zapomnij o tym, zerwij z przeszłością! Zadbaj o siebie, o swoje zainteresowania (sama pisałaś, że obycie jest dla Ciebie ważne). Nie skupiaj się tak panicznie na szukaniu męża... Chyba, że niestraszny Ci związek bez miłości, oparty na desperacji...
Jesteś młoda! Czasy się zmieniły (nie mówię, czy to dobrze, czy źle, ale taka jest prawda) - teraz 29letnia panna to coś zupełnie normalnego! Zresztą sama jestem niewiele młodsza od Ciebie, i też jestem panną.
Pamiętaj, że jeśli oczekujesz zmian w swoim życiu, to i w sobie musisz coś zmienić... Powodzenia!!!!
Dziewczyno czy ty...oszalałaś?
I gdzie ty mieszkasz, bo mi się wydawało, że to już nie te czasy, że 29 letnia kobieta bez męża jest piętnowana i uważana za starą pannę...
Spotykasz się z nim ewidentnie na siłę-po co i to? Dodatkowo dajesz mu nadzieję, wiedząc doskonale, że nic z tego nie będzie.
Ja mam 31 lat i dopiero poznałam kogoś z kim wiem, że naprawdę chcę być.
Dwa razy nie przyjęłam pierścionka- wiesz dlaczego?- bo pomimo jakiegoś tam uczucia nie byłam w 100 % pewna czy to jest to. I dziś wiem, że tylko to, co czujesz i czego chcesz naprawdę się liczy. I wiem, że warto było czekać.
A co do koleżanki, która mówi, byś dała sobie zrobić dziecko...cóż- łapanie faceta na brzuch to najgłupsza rzecz, jaka można w życiu zrobić...
Dziękuję Wam za odpowiedzi, widzę, że jesteście delikatnie mówiąc zdziwieni moją desperacją i lękiem przed staropanieństwem. Ale z drugiej strony to chyba nie powinno być dziwne, że tak się tego lękam, skoro w moim środowisku co chwila mi przypominają o tym, że jestem sama! I rzeczywiście tak się składa, że w tym środowisku, również w mojej rodzinie wszyscy dosyć wcześnie brali/biorą ślub. No i naprawdę jedna z koleżanek z pracy sugerowała mi ostatnio, bym po prostu "zrobiła" sobie dziecko. Jak się ciągle słyszy takie dołujące argumenty to jakim cudem mam być pozytywnie nastawiona do swojej przyszłości?
Ja również nie zarabiam dużo, więc nie byłabym w stanie jeszcze utrzymać tego chłopaka. W ogóle oboje finansowo byśmy się nie utrzymali z naszych pensji. On z kolei jest zbyt niezaradny, żeby sobie znaleźć lepszą pracę, albo chociaż dorobić sobie. Spotkałam się z nim dzisiaj, mieliśmy pójść najpierw na pizzę, potem do kina. Okazało się, że zapomniał pieniędzy. Portfel oczywiście miał, ale pieniędzy nie. Powiedział, że pierwszy raz mu się to zdarzyło. Nie wiem, czy to rzeczywiście przypadek, ale powiedzmy, że tak. Na szczęście miał kartę, ale i tak za siebie ja zapłaciłam. On oczywiście chce kontynuować tą znajomość, wypisuje mi smsy, że "bardzo podobają mu się moje nogi" , głównie o takiej treści dostaję smsy od niego. Z tym jego ojcem to była taka historia, że załatwiał jakąś sprawę u nas w firmie i tak jakoś wpadłam mu w oko. Jego ojciec jest jego totalnym przeciwieństwem, jest elokwentny, sypie dowcipami, potrafi totalnie zbajerować kobiety. Aż trudno mi uwierzyć, że ten chłopak jest naprawdę jego synem... Przypuszczam, że to ojciec pewnie na siłę szuka mu żony, myśli, że uda mu się go "wypchnąć" komuś...
Zeby facet wygladal jak mlody bog to jeszcze moglabym zwiazek z rozsadku zrozumiec.
Zeby facet mial fure kasy i chojnie za wszystko dla dziewczyny placil to jeszcze rozumiem.
Zeby facet ciebie na rekach nosil i calowal ziemie po ktorej stapasz to moge zrozumiec danie mu kolejnej szansy.
Zeby facet mial jakas nieziemska inteligencje i diabelskie oblatanie to jeszcze jak cie moge....
A tak to podsumujmy... niewyksztalcony, nieobyty, glupek bez wyksztalcenie, kasy i perspektyw na nia ktoremu zapobiegliwy tatus wyczail zonke....
Taaak, no pewnie!! ![]()
Daj mu kolejna szanse, zwiaz sie z nim ![]()
Ciekawam jak sobie z seksem poradzisz? ![]()
Skoro tatuś taki ogarnięty, to może za nim się zakręć??
Skoro tatuś taki ogarnięty, to może za nim się zakręć??
Ale tatuś płodzi upośledzone dzieci niestety.
Cześć Korrrbo (Dobry Duszku Forum), rozumiem Cię i rozumiem twoje obawy itd. Z tego co piszesz to próbujesz się utrzymać w pracy. Bardzo Ci zależy na tej pracy. Wyobraziłam sobie że pracujesz w jakieś korporacji i zależy Ci, żeby utrzymać to stanowisko. Ja mam podobną sytuację, jestem starsza i też jestem jakby stara panną i wiem co czujesz. Moim zdaniem nie powinnaś się spotykać z tym gościem na siłe. Ten jego ojciec, podsunął Ci synusia frajera i teraz się śmieje ! By się wstydził! Chyba że czujesz że gościu ma potencjał w innej kwestii niż ortografia ale to tez czasem bywa syzyfowa praca. Ogólnie ogarnij się i nie dołuj.
Teo napisał/a:Skoro tatuś taki ogarnięty, to może za nim się zakręć??
Ale tatuś płodzi upośledzone dzieci niestety.
Moze ten nie jego? adoptowany? albo wdał sie w mamusie?
wont napisał/a:Teo napisał/a:Skoro tatuś taki ogarnięty, to może za nim się zakręć??
Ale tatuś płodzi upośledzone dzieci niestety.
Moze ten nie jego? adoptowany? albo wdał sie w mamusie?
Może, może, może... Za dużo pobożnych życzeń jak na TAKIE ryzyko.
Co masz na myśli pisząc TAKIE ryzyko? Może jestem przewrażliwiona, ale chyba macie trochę ubaw z tych moich rozterek...
Co masz na myśli pisząc TAKIE ryzyko? Może jestem przewrażliwiona, ale chyba macie trochę ubaw z tych moich rozterek...
Chodzi o to, żebyś w swoim owczym pędzie do macierzyństwa, nie korzystała z tej puli genowej.
Przeczytałam sporo Twych postów, nie tylko w tym wątku. Od kilku lat rozpaczliwie, jak sama przyznałaś - obsesyjnie, szukasz partnera, z którym chcesz stworzyć dom, mieć dzieci. On właśnie i stworzona rodzina mają być lekarstwem dla Twej niskiej samooceny, kiepskiego mniemania o sobie.
Obrałaś, moim zdaniem, złą drogę. Niemal każdy wyczuje/wyczuwa Twą desperację, chęć podreperowania własnego poczucia wartości jego kosztem. Niemal każdy od pierwszych chwil "widzi" w Twych oczach dom z ogródkiem, pelargonie w oknach i gromadkę dzieci. Taka perspektywa na poczatku relacji, gdy jeszcze nic między wami się nie wydarzyło, odstrasza.
Może rozwiąż swe podstawowe problemy?
Chorego na zapalenie płuc nie wyleczysz podając mu syrop przeciwkaszlowy, zmniejszysz tylko objawy choroby.
Wielokropek ma racje.
26 lat i stara panna?
Mojego męża poznałam w 30-te urodziny, a w Twoim wieku to kompletnie się do założenia rodziny nie nadawałam, byłam pogubiona i miałam inne problemy. Poukładałam wszystko, choć łatwo nie było, polubiłam siebie i swoje towarzystwo.
I wtedy pojawił się on.
Po roku ślub, nasz synek ma 3 miesiące.
korrrba napisał/a:Co masz na myśli pisząc TAKIE ryzyko? Może jestem przewrażliwiona, ale chyba macie trochę ubaw z tych moich rozterek...
Chodzi o to, żebyś w swoim owczym pędzie do macierzyństwa, nie korzystała z tej puli genowej.
No właśnie - w razie co, pomożemy. ![]()
N4VV mów za siebie ![]()
No to jak się boisz, to nie kończ definitywnie tego ale rozglądaj się za kimś innym, rób to co lubisz, umawiaj się z ludźmi, może wciągną Cię jakieś zainteresowania, a nawet już spacer czy wyjście samemu na jakiś sport jest lepsze niż męczyć się na spotkaniu które jeszcze Ty lada chwila będziesz sponsorować.
Co Wy o tym myślicie, czy powinnam mimo wszystko dać mu szansę?
moim skromnym zdaniem: nie!
z twojego opisu to wygląda wręcz koszmarnie, przedłużanie takiej relacji nic dobrego nie przyniesie,
niedopasowania intelektualnego i temperamentalnego niczm nie zasypiesz i nijak nie przeskoczysz,
im wcześniej powiesz "nara", tym lepiej dla Ciebie i dla niego również, coby sobie nie zaczął snuć wizji przyszłości z Tobą na poważnie, bo im wyżej wleziesz na spróchniałą i właśnie trzaskającą drabinę, tym upadek bardziej boli,
on już się znacząco nie zmieni, a napewno nie stanie się gejzerem inteligencji, elokwencji, humoru i polotu, więc Ty raczej się nie poczujesz przy nim dobrze,
szkoda czasu i nerwów
Gosh... rozwala mnie to, że ludzie są tak zdesperowani, że wolą być z kimkolwiek niż sami. Faceci, ktorzy są prawiczkami i decydują iść do prostytutki na pierwszy raz, bo im to na pewno zmieni życie na lepsze, bo jak się traci dziewictwo to wiadomo od razu inteligencja, obycie i atrakcyjność +20 i kobitki, które czepiają się faceta, z którym nie mają o czym rozmawiać i nic do niego nie czują, bo chcą mieć rodzinę. To jest podejście z cyklu recepta na depresję.
I nie to żebym była szcześliwie zakochaną osobą, która nie rozumie tych problemów: też czasem jestem zdesperowana i czuję, że będę sama do końca życia, ale wolę być sama niż wiązać się z losową osobą, do której nic nie czuję i się męczyć we dwójkę. Samotności to na pewno nie rozwiąże. Poza tym ludzie w związkach też często bywają samotni.
korrrba proszę, jeśli nie możesz urwać kontaktu, zrób coś dla mnie : przestań płacić za niego i za siebie, gdy się spotykacie.
Tylko to jedno. Zero, null - od dziś nie płać nawet złotówki. Gdy się spotykacie zanim cokolwiek zamówicie- pytaj czy wziął tym razem portfel i czy go stać .. jeśli nie - nic nie kupuj.. proste.
Uwierz - normalny facet płaci za siebie i partnerkę.
Owszem zdarza mi się czasem płacić - ale po gorącej wojnie z uprzedzeniami facetów do takiej formy..
Co masz na myśli pisząc TAKIE ryzyko? Może jestem przewrażliwiona, ale chyba macie trochę ubaw z tych moich rozterek...
Nikt nie ma ubawu, po prostu czasem ludzie śmieją się z problemów, żeby je zneutralizować, wiesz? To kolejny dowód na to, jak śmiertelnie poważnie podchodzisz do tej sprawy...
Rozumiem, że środowisko na Ciebie naciska, ale jesteś już dużą dziewczynką, i powinnaś sama wybierać to, czego chcesz (a nie co powinnaś).
Może poczułabyś się lepiej, pewniej, bardziej świadomie gdybyś poszła do psychologa? Tylko nie traktuj tego proszę jakbym insynuowała, że masz chorobę psychiczną. Chodzi mi tylko o to, że terapia podreperowałaby Twoje poczucie własnej wartości i pomogła zdecydować, które z Twoich planów/celów/marzeń są faktycznie Twoje, a które wynikają z presji rodziny i środowiska.
wont napisał/a:korrrba napisał/a:Co masz na myśli pisząc TAKIE ryzyko? Może jestem przewrażliwiona, ale chyba macie trochę ubaw z tych moich rozterek...
Chodzi o to, żebyś w swoim owczym pędzie do macierzyństwa, nie korzystała z tej puli genowej.
No właśnie - w razie co, pomożemy.
Jak sie twoja zona/partnerka odnosi do takiej pomocy? ![]()
Nie, nie i jeszcze raz nie. Byłam kiedyś w podobnym związku. Nigdy więcej.
Rozwala mnie Twoje myślenie. Dorosła kobieta, w XXI wieku, a zachowuje się jak panna z czasów Konopnickiej... Poza tym zgadzam się z Wielokropkiem; żadne małżeństwo nie zastąpi Ci poczucia wartości, szczególnie z mężczyzną z którym masz nico wspólnego.
N4VV napisał/a:wont napisał/a:Chodzi o to, żebyś w swoim owczym pędzie do macierzyństwa, nie korzystała z tej puli genowej.
No właśnie - w razie co, pomożemy.
Jak sie twoja zona/partnerka odnosi do takiej pomocy?
A Ty już jesteś któraś z kolei, co twierdzi, że mam żonę/partnerkę.
Może wiecie coś, czego nie wiem ja? ![]()
Gdzież ona jest? - do kina bym jutro wyciągnął.
Autorko, moja odpowiedź na twoje pytanie w temacie brzmi: nie, absolutnie nie powinnaś wiązać się na siłę.
Według mnie głównym problemem w całej tej historii jest twój stan i nastawienie. Z twojego opisu bije taki pesymizm, zdołowanie i brak wiary w siebie, że to aż boli. I wierz mi, to że wyjdziesz za mąż nic tu nie zmieni. Moja rada - popróbuj pomóc samej sobie, usłyszeć siebie i swoje pragnienia, zaakceptować i polubić siebie. Wiem, że ludzie Cię zdołowali tymi komentarzami, o których pisałaś, ale oni nie są żadną wyrocznią ani autorytetem, więc nie ma najmniejszego sensu iść ich tokiem myślenia i dobijać się, że masz tyle lat i już wszystkie szanse za Tobą i nikogo nie spotkasz. Na każdym etapie życia i w każdym wieku można kogoś spotkać. Tylko że takim zdołowaniem nikogo nie przyciągniesz. Dlatego poświęć trochę czasu sobie, podbuduj się wewnętrznie, jeśli trzeba poszukaj pomocy.
Wierz mi, kiedyś byłam rasową pesymistką, przykładem człowieka, który był wiecznie przybity, niezadowolony, bojący się czegoś. Nie wierzyłam, że życie rzeczywiście jest w moich rękach i ja je kreuję swoimi wyborami, według tego czego chcę i pragnę. Poziom radości życia - na minusie. Jak to moja przyjaciółka stwierdziła nawet gdyby sam Obama przyjechał mi uścisnąć rękę i stwierdził "Not bad", to i tak nie poprawiłoby mi to zbytnio samopoczucia. Wniosek - żeby cokolwiek zmienić naprawdę najlepiej zacząć od siebie. Nawet nie najlepiej, powiedziałabym, że to jedyna skuteczna droga. Nie będę dokładnie rozwodzić się nad tym co i jak było u mnie, ale byłam podręcznikowym przykładem niskiej samooceny i totalnego braku radości życia. Jak się przekonałam wszystko zaczyna się w głowie, od myśli i przekonań, zrób porządek w swojej głowie a reszta zacznie się układać.
Ktoś tu napisał, że widać, że strasznie śmiertelnie podchodzę do tego tematu, skoro nawet nie potrafię śmiać się z tego. No niestety widocznie jest to prawda. Podchodzę do tego bardzo poważnie. Może rolę odgrywają tutaj też moi rodzice, którzy wywierają na mnie ogromną presję, zwłaszcza mój ojciec, on ma wręcz jakąś obsesję na tym tle, że "jego dzieci jeszcze nie założyły rodzin", wstydzi się tego przed rodziną i znajomymi, on wielką wagę przywiązuje do tego, co ludzie powiedzą. Także mój ojciec wyznaje zasadę "choćby o jednym byle tego roku", niby temu zaprzecza i oburza się jak mu to wypominam, ale jestem pewna, że tak jest. Moja przyjaciółka była niedawno nad morzem u swojego faceta, z którym zaczęła być od niedawna i powiedziała mi, że nigdy nie było takiej sytuacji, żeby za cokolwiek zapłaciła, gdziekolwiek byli, cokolwiek jedli, wszędzie płacił za nich jej facet, albo dawał jej swój portfel, żeby zapłaciła za jakieś zakupy itp. Jeden, jedyny raz zdarzyło się, że ona zapłaciła, ale dlatego, że bardzo się przy tym upierała. A jej facet też nie jest jakimś arabskim szejkiem, nie śpi na pieniądzach. Generalnie była w pewnym szoku po tym, co jej opowiedziałam. Ktoś mnie spytał jak mnie potraktował ten starszy mężczyzna, w którym byłam zakochana. Potraktował mnie źle, po prostu jak zabawkę, przedmiot...
No to każdy wybiera takie życie jak chce. Na siłę nikt Ci nie zabroni z nim się wiązać.
Z nim doskonale wiesz jakie czeka Cię życie a z czasem uważam, że coraz gorzej jak już teraz on się nie stara za wiele. To już chyba lepiej być niezależnym singlem niż brać na utrzymanie faceta, który Cię nie kręci w ogóle.
Może rolę odgrywają tutaj też moi rodzice, którzy wywierają na mnie ogromną presję, zwłaszcza mój ojciec, on ma wręcz jakąś obsesję na tym tle, że "jego dzieci jeszcze nie założyły rodzin", wstydzi się tego przed rodziną i znajomymi, on wielką wagę przywiązuje do tego, co ludzie powiedzą.
Zaprawdę "wspaniały" pomysł, aby spieprzyć sobie swoje życie dla ojca oraz tego, co powiedzą ludzie.
Ludzie pewnie nic nie powiedzą, bo mają to w d..pie, a od ojca, na łożu śmierci po nie przeżytym życiu raczej nie oczekiwałabym "dziękuję"...
Ktoś tu napisał, że widać, że strasznie śmiertelnie podchodzę do tego tematu, skoro nawet nie potrafię śmiać się z tego. No niestety widocznie jest to prawda. Podchodzę do tego bardzo poważnie. Może rolę odgrywają tutaj też moi rodzice, którzy wywierają na mnie ogromną presję, zwłaszcza mój ojciec, on ma wręcz jakąś obsesję na tym tle, że "jego dzieci jeszcze nie założyły rodzin", wstydzi się tego przed rodziną i znajomymi, on wielką wagę przywiązuje do tego, co ludzie powiedzą. Także mój ojciec wyznaje zasadę "choćby o jednym byle tego roku", niby temu zaprzecza i oburza się jak mu to wypominam, ale jestem pewna, że tak jest. Moja przyjaciółka była niedawno nad morzem u swojego faceta, z którym zaczęła być od niedawna i powiedziała mi, że nigdy nie było takiej sytuacji, żeby za cokolwiek zapłaciła, gdziekolwiek byli, cokolwiek jedli, wszędzie płacił za nich jej facet, albo dawał jej swój portfel, żeby zapłaciła za jakieś zakupy itp. Jeden, jedyny raz zdarzyło się, że ona zapłaciła, ale dlatego, że bardzo się przy tym upierała. A jej facet też nie jest jakimś arabskim szejkiem, nie śpi na pieniądzach. Generalnie była w pewnym szoku po tym, co jej opowiedziałam. Ktoś mnie spytał jak mnie potraktował ten starszy mężczyzna, w którym byłam zakochana. Potraktował mnie źle, po prostu jak zabawkę, przedmiot...
Obie te rzeczy ja napisałam.
Poważne podejście do sprawy jak najbardziej jest ok, ale odrobina dystansu pozwoliłaby Ci odetchnąć od tego czasem, spojrzeć na sprawę z innej perspektywy! Zastanów się nad tym.
Co do rodziców... Ty nie jesteś ich narzędziem do realizowania ich własnych celów i marzeń, jesteś osobnym bytem! I tak jak możesz oczywiście wysłuchać tego, co mają do powiedzenia, tak powinnaś mieć jednak swoje zdanie, zwłaszcza w sprawach, które bezpośrednio Cię dotyczą, a o takiej tu rozmawiamy... Umówmy się - nie masz 15 lat, a jesteś jak widać mocno związania z rodzicami. Nie chcę tu psychologizować, ale na pierwszy rzut oka widać, że Twoje relacje z rodzicami i z pierwszym facetem zdeterminowały Twoje podejście do związków i do swojej w nim roli.
Wątpię, żebyś była w stanie sama to zmienić, bo to są raczej sprawy silnie zakorzenione. Dlatego ja na Twoim miejscu wybrałabym się do psychologa.