Witajcie
Jako kilkuletnie dziecko zawsze byłam grzeczna i lubiłam się wspinać. Wszystko mnie interesowało. Mój brat starszy o pieć lat uwielbiał się kłócić z ojcem. Jak poszłam do szkoły zaczeły się problemy. Ludzie robili wszystko żeby mnie rodzielić z siostrą bliźniaczką za którą czułam się odpowiedzialna. Karano mnie za to że nie pozwoliłam zrobić jej lub sobie krzywdy. Lata mijały ja dalej byłam upartą optymistką która chciała wszystkich bronić. Znalazłam przyjaciół którzy czesto mi dokuczali ale zawsze to ignorowałam. Miała wtedy jedenaście lat, mój brat miał szesnaście i dalej sprawiał kłopoty. Nierozumiał że ojciec się martwi i wracał o której chciał. A ja budział się codziennie w środku nocy przez ich krzyki. W domu zawsze brakowało kasy mimo że oboje rodzice pracowali. Mama była po mojej stronie zazwyczaj ale ona nie powinna się denerwować wiec o nie których rzeczach jej nie mówiłam. Zawsze pomagałam rodzicom jak tylko mogłam. Koszmar zacząl jak poszłam do w gimnazjum. Drugiego dnia szkoły moja siostra pokłóciła się z klasą a ja stanełam w jej obronie. Następnego dnia cała klasa się mnie czepiała. Mineło kilka tygodnie a przyjaciele odeszli. Mój brat znecał się nade mną psychicznie dopóki nie wybiegłam z płaczem z domu. W szkole również mi dokuczali, wyzywali, rzucali różnymi rzeczami we mnie albo popychali. Ja się nie zmieniłam dalej broniłam słabszych, pomagałam rodzicom i wogóle nie wychodziłam z domu chyba że do szkoły albo do sklepu. Byłam najbardziej poinformowaną osobą w domu i zawsze robiłam wszystko żeby uniknąć kłótni nawet jeżeli mi się obrywało. W pewnym momencie miałam dość ale nie poddałam się. W szkole nie pozwoliłam się z prowokować dopiero jak zostawał sama siedałam na betonie albo na dachu i płakałam albo analizowałam każdą sytuacje. Nie miałam kogoś z kim bym mogła pogadać. Siostra często pakowała się w kłopoty bo była słąbsza psychicznie a ja ją powstrzymywałam i broniłam. Wyżywała się wtedy na mnie ale trudno. Mam pokój z rodzeństwem więc nigdy nie jestem sama i niemam się gdzie ukryć. Mam gdzieś wygląd i zawsze liczył się dla mnie charakter danej osoby a nie wygląd. Za to że nie chciałam jak idiotka podążać za kimś obrywałam. Byłam silna i sobie poradziłam. Poszłam do technikum i na początku pierwszej klasy wewnątrz mnie szalały emocje ale nie było tego za bardzo widać. Nowy wychowawca który nie potrafił wygrać z moim bratem stwierdził że to moja wina że nie dogaduje się z klasą i się ilozuje. Ja poprostu nie chiałam pić alkocholu na okrągło. Życie mojej klasy zaczynało się jak każdej osoby w moim wieku wieczorem przy wódce. Mijały miesiące a sytuacja raz była lepsza raz gorsza jednak nigdy nie było dobrze. Słyszłam po raz kolejny głupie komentarze ale nie było tak źle. Nienawidziłam narzekać dlatego nie robiłam tego. Jedna osoba później była w porządku względem mnie ale była to koleżanka żeby porzyczyć notatki a nie pogadać. Teraz jestem w trzeciej klasie technikum i mam osiemnaście lat ale czuje że jestem dużo słabsza niż kiedyś. Coraz częściej wracają wspomienia ale nie żałuje swoich decyzji. Od początku września czuje że mam wielkiego doła i jestem już zmeczona tym życiem. Zawsze byłam samotnikiem trochę z wyboru a trochę z charakteru. Często płacze jak wracam ze szkoły i nie potrafie sobie z tym poradzić. Nikt mnie nie rozumie i pomału zaczynam wierzyć że to ja jestem zła a nie oni. Przyjaciel mojej siostry uświadomił mi że rodzice mnie nie doceniają. Chodze do sklepy, przypominam o wszystkim, wiem gdzie co leży, mój brat i siostra nie wiedząc nic. Rodzeństwo zazwyczaj mnie irytuje chociaż mam lepsze relacje z bratem niż kiedyś. Oboje są strasznie nie odpowiedzialni i mam wrażenie że nigdy nie dorosną. Ojciec jest trochę nad opiekuńczy ale był tak wychowany przez babcie i myśli że tak jest ciągle. Proszę powiedzcie co robie źle, dlaczego teraz potrzebuje pomocy skoro zawsze rodziłam sobie sama z problemami. Chce również wiedzieć jak odzyskać siłe i pewność siebie które straciłam po drodze.
Pozdrawiam i z góry dziękuje za odpowiedzi