Opisze tak w skrócie moja sytuację.
Otóż jak kiedyś pisałam mieszkałam przez pewien czas z moim już obecnym narzeczonym w jego rodzinnym domu.Sytuacja nie była zbyt ciekawa bo jego ojciec zawsze był nawalony.Coraz w domu była jakaś awantura(raz spokojna a raz ostra jak się da) Matka mojego faceta wiele zdziałać nie mogła i nie może ale mam żal że nigdy nie starała się opanować sytuacji. Zakupy robiliśmy my tzn ja i mój J. Tak samo jak i różnego rodzaju opłaty.Matka miała i ma niewielką rentę a ojciec dosłownie nic bo nawet mu się dupy nie chce ruszyć do lekarza po to by stwierdził,że jest kompletnym alkoholikiem niezdatnym do pracy.-chodzi o to by dostał jakaś rentę w związku z tym ale po co przecież lepiej zerowac na pieniądzach dzieci i żony. Dzień Sylwestra nie był dla nas dniem do witania Nowego Roku:(od samego rana na dworze coś z chłopakiem robiliśmy,drzewo i takie tam.Ojciec mojego J.oczywiście chodził napruty i o wszystko się czepial.Tego dnia bliżej wieczoru wrócił autem pijany ze sklepu i oczywiście zaczął się drzec na mnie,że odkurzam moje auto jego odkurzaczem i czerpie światło.Ja swoje zaczęłam,że ja z J. opłacan rachunki i robię zakupy a on aby się czepia o byle co.że On jest na naszym utrzymaniu a nie My na jego. Mój J.zobaczył co się dzieje i od razu przybiegł. Zaczęła się szarpanina wyzwiska i wogóle.Matka też na nas że nie zabiore mu syna i że ślub nie jest potrzebny.
Powiedziała,że nic nie robiłam tam i możemy być na kocią łapę a w dupie mają nas i nasz ślub!:(
Tamtej nocy pozbieraliśmy swoje rzeczy i wyprowadziliśmy się.Matce tylko chodziło o to żeby jej syn a mój chłopak ich utrzymywał i nic więcej. Nie zapomnimy tamtego dnia i wszystkich sytuacji ale tu jest moje pytanie??
Zbliżają się święta.Jeśli mój J.będzie chciał o tak na chwilę pojechać do nich w święta choć na obecną chwilę o tym nie rozmawiamy-to czy WY BYŚCIE WYBACZYLI?czy jak byście się zachowali?