Witam wszystkie NetKobietki, jak wszystkie zdążyłyście zauważyć mam dopiero 19 lat, opisuję te historię nie po to aby zdefiniować skutki moich problemów bo wydaje mi sie ze je znam ale po to aby może dać niektórym do myslenia...zapewne wiele postów typu mąż pije, mąż bije, mąż tamto siamto sie juz pojawilo...dlatego przedstawie to z innej strony...
Zacznę od tego, że odkąd pamietam moj ojciec naduzywal alkoholu, jak byłam małym dzieckiem nieraz widziałam afery, które kręcił, po pijaku chodził po mieście, pobicia, policja w domu, nieraz dostawałam od niego lanie...ale nie tak duże jak mama, zawsze to jej zbieralo sie najwiecej poniewaz ja z moim bratem bylismy jeszcze mali.. nieraz widzialam jak mama placze albo chodzi z siniakami...kiedy podroslam ojcu musialo cos przeskoczyc w glowie, uswiadomil sobie ze jestem juz duza i na mnie tez moze wyladowywac swoja energie...zawsze kiedy popil w domu byly awantury, doslownie caly blok sie trzasl i slyszal...o byle co o to ze talerz nie jest w zlewie tylko na stole o to ze jedzenie jest zimne o to ze jest 19 a ja siedze na komputerze (pomijając to że w celach szkolnych ) a powinnam juz spac...zaczynalo sie od malych gierek slownych i na takich sie konczylo do czasu...nieraz dostałam od niego po twarzy ale ostatnich pare razy przeholował...otóz kilka dni przed moimi 18 urodzinami przyszedl do domu kompletnie nawalony i o cos sie przyczepil...ja zareagowalam poniewaz powoli mialam juz dosc sluchania jego psioczenia pokazywania swojej sily i wyzszosci tylko wtedy kiedy jest pijany bo tylko wtedy ma tyle odwagi...i tak sie zaczelo, zaczely leciec slowa typu ty ku**o, suk*o, dziw*, wypier*alaj z domu nikt cie tu nie chce nie wytrzymalam i zaczelam sie z nim klocic... dostalam raz drugi trzeci w twarz ale to nie wszystko on mnie pobil...doslownie...wezwalam policje lecz ci nic nie zrobili. autentycznie nic! nie odzywalam sie z ojcem przez 5 miesięcy...mieszkalam z nim pod jednym dachem, caly czas mając w myslach to jak mnie upokorzyl i tak jak patrzyl na mnie tym wzrokiem ktory mowil a widzisz jestem bezkarny...samo tak jakos wyszlo ze zaczelismy sie odzywac postanowilam dac mu szanse.
Pare miesiecy pozniej dowiedzialam sie ze on zdradza mame. dopiero wtedy pieklo rozpetalo sie na amen.... powiedzialam jej to, zalamala sie kompletnie... niby zrobila mu awanture postraszyla ze juz nie chce z nim byc, ale wiecie co? postanowila byc z nim dalej i jeszce sie plaszczyla zeby od niej nie odszedl za wszelka cene chciala go zatrzymac...calkowicie sie zmienila nigdy nie slyszalalm zeby mowila takim zalosnym tonem, uprawiala z nim seks po tym jak zrobil jej awanture po pijaku i ja pobil... robila doslownie wszystko co on chcial! nie rozumialam tego i nie rozumiem do tej pory... w swieta wielkanocne przed sniadaniem ojciec wyszedl i wrocil dopiero po sniadaniu (tak wlasnie ma w interesie rodzine) mama plakala, nafaszerowala sie tabletami i nie kontaktowala cale swieta byly do du*y... wrocil pijany i zaczal sie awanturowac z mama, stanelam w jej obronie i dostalam taki niesamowity wpiernicz ze az nie moglam sie pozbierac biarac tez fakt ze bylam dzien po operacji (wyciecie migdalkow)...nie wiedzialam co z soba zrobic pojechalam na policje ale powiedzieli ze nie moga mi pomoc...mama na drugi dzien zapytala co sie wczoraj stalo. rozumiecie ze nic nie pamietala?? powiedzialam jej a ona nic z tym nie zrobila nic nawet na niego nie nakrzyczala !!! tylko dalej z nim byla... po tym wszystkim znienawidzilam moja mame...kocham ja ogromnie ale i jednoczesnie nienawidzilam... jak to mozliwe? a jednak... nagle zaczela myslec o rozwodzie... zbieralam pieniadze na to aby zabrac ja do prawnika zeby wytlumaczyl jej z punktu prawnego ze da sobie rade sama robilam wszystko zeby tylko nie odeszla od tej mysli... ale ona dalej z nim byla...miala w dupie to ze mnie tak traktuje...zapytalam sie jej dlaczego tak postepuje a ona powiedziala ze my zaniedlugo sie wyprowadzimy i ona zostanie sama... nie moglam zniesc jej egoizmu przeciez to moja matka! znowu musialam mieszkac z nim pod jednym dachem... po tym wszystkim zaczelam sie bac za kazdym razem jak otwieraly sie drzwi do domu...nie moglam sluchac jak w drugim pokoju uprawiaja seks...wszystko w tym domu zaczelo byc cholernie dziwne...moj brat jest bezstronny w tym wszystkim... babcia i najblizsi ktorym o tym powiedzialam nie chcieli sie wtracac w nasze sprawy ... ZOSTALAM SAMA...(nie tak do konca jedyna osobą z jaka moglam porozmawiac to moja przyjaciolka ale...) nie moglam liczyc na babcie brata a co najbardziej bolesne mame... ojca nie nawidze nie odzywam sie z nim do tej pory chocaz nadalaj jestem zmuszona z nimi mieszkac bo jeszce sie ucze...pracuje na weekendy zeby miec wlasnie pieniadze... ale najwazniejsze do czego zmiezam... to moj stan- mam dopiero 19 lat a ja nie czerpie juz zadnej radosci z zycia... chodze do szkoly bo chodze rano wstaje i odrazu czuje sie zmeczona, szkola-praca-szkola-praca... nie mam ochoty wychdzic ze znajomymi powli kontakty urywaja mi sie... stalam sie bardzo malo komunikatywna...bardziej niesmiala i caly czas mysle o sobie w bardzo niskim stopniu takie tam myslenie nie jestes niczego warta bla bla bla... wiem ze to zle ale i tak to robie mimowolnie...wszystko co robie to robie dlatego ze sobie nakazuje po to zeby nie stracic kontaktu z rzeczywistoscia. wstan z lozka, idz sie umyc, idz do szkoly, naucz sie, zjedz. najchetniej to bym siedziala na kanapie i patrzyla sie tepym wzrokiem w sciane bo tylko to jest teraz dla mnie najprzyjemniejsze... zero chceci do zycia autentycznie. nie mowiac juz o kompletnie zlej kondycji poniewaz przestalam sie ruszac, teraz byle co zrobie odrazu jestem zmeczona dostaje zadyszki...codziennie chce mi sie plakac w szkole ledwo co sie powstrzymuje...zaczelam calkiem inaczej myslec i patrzyc na swiat.. czuje sie inna mam wrazenie ze jestem umyslowo bardziej rozwinieta od innych bo widze rzeczy ktorych inni nie widza... i to mnie tak strasznie wkurza.... przed znajomymi zachowuje sie tak jak dawniej zeby im nie pokazywac co sie ze mna dzieje bo sie wstydze...wiec nawet nie zauwazaja ze cos jest nie tak...ale tak naprawde to juz mam dosc udawania tego wszystkie tego jak sie czuje i jakie mam mysli tego kim sie stalam i tego ze nie umiem tego zmienic...
to tak w skrocie...
mamy i zony takich ludzi jak moj ojciec popatrzcie tez drugiej strony i nie myslcie tylk o sobie bo rodzac dziecko zobowiązalyscie się dawac mu wsparcie i robic dla niego to co najlepsze... a jezeli u niektorych dopiero sie zaczyna ze maz popija psioczy itd uwierzcie ze to sie zmieni z biegem czasu... dlatego dzialajcie i nie pozwolcie sie stoczyc swoim mężom ani nie pozwolcie nigdy w zyicu poczuc sie swoim dzieciom tak wlasnie...
NetKobietki co o tym wszystkim myslicie, mialyscie takie sytuacje?