Oj, a nie jest to bardzo subiektywne? Chodzi mi o sformułowanie o równaniu poziomów w kontekście tego, iż dziecko po 9 godzinach zajęć w przedszkolu będzie zbyt zmęczone na zajęcia dodatkowe.
Ja patrzę na to z troszeczkę innego punktu widzenia - bardziej organizacyjnego. I chyba najlepsza wydaje mi się koncepcja wymagania od pracowników placówek należytego wykonywania swoich obowiązków a od osób zarządzających placówkami - odpowiedniego nastawienia i egzekwowania. Bo to najsłuszniejsze chyba. Te osoby kształcą się z różnych przedmiotów po to, by realizować nie funkcję strażnika w sali, a wychowawcy. Pamiętam czasy swojej podstawówki, kiedy koleżanki wybierajace się do studium przedszkolnego wymieniały z jakich przedmiotów mają egzaminy
Wiem też mniej więcej czego i jak uczyła się moja kuzynka. I czego w pracy od niej później wymagano 
Bo nie jestem przeciwna zajęciom dodatkowym. Ale kiedy patrzę, jak to faktycznie wygląda, to widzę, ze często jest to jakimś / czyimś kosztem.
Przede wszystkim - czy to angielski czy taniec - potrzebne jest odpowiednie miejsce na takie zajęcia, jak i odpowiedni prowadzący.
Bo - bądźmy szczerzy - czy to mają być zajęcia "przymusowe"? Jeśli miały by być obowiązkowe, to musiałyby być dla wszystkich, wtedy finansowane przez gminę i odpada problem miejsca (zasadniczo każda grupa ma swoją salkę, a więc skoro wszyscy uczestniczą - to mają gdzie). Tylko jeszcze trzeba wywalczyć środki na to z gmin. Gminy musiały by znaleźć środki - gdyby to wynikało z rozszerzenia tzw. bazy programowej (teraz to tylko chyba rytmika jest w zakresie). W tym roku ograniczono koszt dopłaty godzinowej - może i rzeczywiście w kolejnych latach sukcesywnie można by zwiększać zakres działań wychowawczych w przedszkolach...
Jeśli dobrowolne i ja mam płacić - chcę mieć wybór - zarówno rodzaju zajęć jak i prowadzącego. Osobiście nie mam nic przeciwko nauce angielskiego, ale są być może osoby, któe chciały by aby ich dziecko uczyło się od najmłodszych lat innego języka? Jeśli dobrowolne zajęcia i płatne dodatkowo, nie będzie nigdy "kompletu" chętnych. I domyślam się też, że nawet gdyby koszt był tak niski jak owe 20 zł m-cznie, znajdzie się odpowiedni procent rodziców, którzy się nie zdecydują, z tych czy innych powodów. Dofinansowania MOPS też nie dostaną, bo nie wszyscy są w stanie spełnić kryteria tej pomocy, zresztą MOPS nie dopłaci chyba do zajęć dodatkowych (wydaje mi się że akurat tylko do wyżywienia, ale nie znam tych przepisów)? I te dzieciaczki będą musiały zostać w salce, kiedy pozostałe maluchy rozchachane pobiegną np na taniec? Ale do jakiej innej salki? Gdzie miały by odbywać się te zajęcia dodatkowe, skoro przedszkola także i z powodów "lokalowych" ograniczają liczbę przyjęć dzieci?
Zajęcia dodatkowe po 9 godzinach poza domem? Masz rację Vinngo, czasem może być ciężko, aby dziecko miało tyle sił, jeśli np. musi wstawać o 6.30 a takowe zajęcia są np. o 16.30. Ale to też zależy i od wieku dziecka i czy te dodatkowe zajęcia są dla dziecka interesujące (a nie są jakimś niezbyt lubianym obowiązkiem) - oczywiście to akurat spostrzeżenie wynika z mojego "domowego podwórka"
. Moja starsza córka za dawnych czasów miała taniec jako zajęcia dodatkowe podczas pobytu w przedszkolu. Był to wg mnie jedynie opłacany zapełniacz czasu - bez przełożenia na cokolwiek - niestety, nawet córcia zadowolona nie była. Później zapisałam córcie na zajęcia dla maluchów do formacji tanecznej, bo bardzo lubiła tańczyć i bardzo chciała - koszt był niewiele większy niż w przedszkolu. Po roku zajęć, jej radość i umiejętności zgoła odmienne
A nawet nie zgoła - bo bardzo 
To mnie prowadzanie dziecka w wieku przedszkolnym na dodatkowe zajęcia znacząco ograniczało czas - nie mojemu dziecku... To ja musiałam nauczyć się dobrej organizacji czasu i radzenia sobie z obowiązkami, skoro córcia uczęszczała od 4 do 10-ego roku życia na taniec, trzy razy w tygodniu po 1,5h przez ostatnie 3 lata
Ja musiałam pamiętać, że to się wiąże z uczestnictwem w zawodach, kofrontacjach i innych wyjazdach, czy nawet akcjach szycia stroju
I nie chodziła na te zajęcia z obowiązku, tylko z chęci, więc nie było problemów z siłą... W końcu kiedy doszła do wniosku, że nie bardzo chce angażować się w wyczynowe tańczenie, zrezygnowała, znalazła sobie coś innego. Co nie oznacza, że rodzic już nie stara się wspomóc organizacji i logistyki tych aktywności
I że czasem córcia tej decyzji nie żałuje odrobinkę, a nawet chciała wrócić do ostatniej formacji
Ale ma co robić, więc mam nadzieję, że to miłe dla niej wspomnienia.
I dlatego, jeśli będę chciała, aby młodsze dzieci miały dostęp do dodatkowych zajęć - będę je im dobierać zgodnie z możliwościami sama. Bo np. już wiem, że gdyby maluchy w tym roku poszły na taniec, to radość była by większa niż zmęczenie
Jeśli będę uważała za stosowne zapłacić za naukę języka - to są zajęcia weekendowe itp - żeby dzieciaki nie były znudzone czy zmęczone i niezbyt skore nawet do nauki przez zabawę. Jeśli wpadnie mi np. do głowy spróbowac karate - to najpierw sprawdzę, czy w ogóle moim dzieciom to odpowiada. Bo napewno nie będzie ich cieszyć coś, co nie leży w ich zainteresowaniach.
A w przedszkolu chciałabym, aby wychowawcy wykorzystywali, to czego ich uczono - podczas organizowania różnych zajęć dzieciom, różnych form aktywności, planowania prac plastycznych w różnych technikach, uczenia i piosenek i wierszyków i organizowania własnych teatrzyków i wszystkiego, co naprawdę można w czasie tych kilku godzin z dziećmi zrobić. Żeby dzieci wychodziły choć na krótkie spacerki w ciągu dnia - ale jak najczęściej. Żeby informowano rodziców o pomysłach, bo zawsze ktoś z dorosłych z danej grupy może wspomóc jakąś inicjatywę, czy pomysł. I żeby szanowano ew. propozycje rodziców (z uwzględnieniem, że warto, żeby to nie było tylko rzucenie przez rodzica wytycznych do realizacji, ale wraz z pomysłem zaangażowanie w jego realizację). Żeby organizowano dzieciom wyjazdy np. do gospodarstw agroturystycznych, bo zazwyczaj dzieci to bardzo lubią. Czy coś innego. Na razie nie mam zastrzeżeń w obecnym przedszkolu.
Vinngo - w klasie mojej starszej córki też zawsze wszyscy wyjeżdżają na wycieczki... Ale są tych wycieczek słownie jedna - w całym roku i to jednodniowa... Nie wiem naprawdę, czy podobnie by było, gdyby wycieczka miała być kilkudniowa. Mają dwa wyjścia do filharmonii i ze dwa do kina. Ze dwie dyskoteki. Naprawdę wszyscy uczestniczą. Ale mało jest młodzieży, która ma jeszcze jakiekolwiek inne zajęcia popołudniowe - tak na 26-osobową klasę może z 8. Nie, nie pytałam rodziców, czy chodzi o finanse, czy o to że dziecko nie chce.