Witam wszystkie użytkowniczki i użytkowników! Śledzę Was od dłuższego czasu, ale dziś zdecydowałam się założyć konto tutaj i opisać swoją sytuację. Miło mi Was poznać ![]()
Od dwóch lat jestem w związku na odległość, jednak nie to jest problemem. Uważam, że radzimy sobie całkiem dobrze chociaż wiadomo, tęsknota jest, ale to ona sprawia, że nuda w związku jak na razie nam nie grozi.
Problemem jest fakt, że mój chłopak nie bardzo potrafi poradzić sobie z tym, że jestem bardziej doświadczona od niego. Doświadczenie to polega na tym, że jestem jego pierwszą dziewczyną, a ja mam za sobą dwa związki. Poza tym jak wiadomo, w związkach dochodzi do zbliżeń, choć seksu nigdy nie uprawiałam. Mówi się, że chłopakowi nie powinno się mówić o swojej przeszłości, jednak nie wyobrażam sobie, że go zbywam lub okłamuję. Stwierdziłam, że powiem mu prawdę, również ze względu na to, że moje związki nie były szczęśliwe (byłam wykorzystywana) i nabrałam bagażu, którego próbuję się pozbyć. Któregoś wieczoru zdecydowałam, że pogadamy o tym. Zapewniał, że mnie wysłucha, że chce mi pomóc. Jednak podczas rozmowy mogłam sobie wyobrazić jak jego mina rzednie. Na sam koniec stało się tak, że to ja musiałam mu pomóc. Rzmowa trwała do białego rana. To było jakieś 1,5 roku temu. Dodam, że moja historia nie jest jakaś zaś tragiczna... znam gorsze. U mnie można powiedzieć, że wszystko skończyło się szczęśliwie.
Co jakiś czas wracamy do tematu. Próbuje wypytywać mnie o szczegóły i widzę, że szuka zapewnienia, że nie jest gorszy od moich byłych. Naczytał się w książce bodajże Freuda jak to mężczyźnie trudno poradzić sobie, gdy jego dziewczyna ma więcej doświadczenia. I się zaczęło. Wczoraj przeszedł samego siebie wypytując mnie o to, czy więcej zbliżeń miałam ze swoimi byłymi czy z nim. Czy było mi lepiej z nimi, czy z nim. Przyznaje się, że jest zazdrosny o nich, boi się, że go porównam z nimi lub że będzie gorszy. Cały czas go zapewniam, że jestem z nim szczęśliwa i z nim jest mi najlepiej, ale to pomaga tylko na chwilę. Według mnie nabrał pewnej obsesji.
Gdy się widzieliśmy ostatnio, spędziliśmy ze sobą równy miesiąc. W tym czasie na jakiś czas straciłam ochotę na jakiekolwiek zbliżenia, nie wiem czemu. Miałam zły humor, trochę problemów i kompletny brak ochoty. Wczoraj też wypytywał mnie o to, czy miałam tak z byłymi czy tylko z nim. Jest niemalże przekonany, że jest mu ze mną źle, że jest gorszy i oni byli lepsi i ogromnie go to dołuje.
Mam do niego ogromny żal, bo pomimo długich rozmów nie przynoszą one efektów. Już od razu uprzedzam, że wszystko to, co powiedziałam tutaj powiedziałam też i jemu, mamy za sobą mnóóóóstwo rozmów.
Jest kochanym chłopakiem, nie natrafiłam na nikogo, kto byłby wrażliwy i tak dbający jak on. Wczoraj przed tą rozmową wypisaliśmy sobie nasze zalety i wady i zauważyłam, jak dobrym jest człowiekiem. Widzę, że nasza miłość i ja jesteśmy dla niego wartościami najwyższymi, jednak niejednokrotnie przyznaje, że jest przewrażliwiony na wszystko, co ze mną związane. Każdy ma wady, my również mamy, jednak ta jedna jego wada sprawia, że czasami zastanawiam się czy nie jest to jakiś niepokojący sygnał. Nie chcę niszczyć tego związku, myślałabym raczej o jakiejś wspólnej terapii (obu nas życie kopnęło w tyłek), ale ze względu na naszą sytuację jest ona na chwilę obecną niemożliwa. Zastanawiam się co mogę jeszcze zrobić?
Ściskam! ![]()