Jesteśmy ze soba 2.5 roku.znaliśmy sie na długo przed tym jak stalismy sie parą,chyba z 6 lat.
Najlepsze jest to, że wiedziałam o tym ,że jest alkoholikiem, jak zresztą wiekszośc forumowiczek ktore opisywały podobny problem.
Miałam wtedy nasrane do głowy i w sumie nasz związek zaczął sie od ciągłych wspolnych imprez, trwało to mniej więcej całe wakacje, kiedy zorientowałam sie w co na prawde sie wpakowałam.A wspomne ,że to moj pierwszy zwiazek poważny..
Kiedy zdecydowałam sie na to żeby z nim byc, miałam w głowie wizje , że mu pomogę, chciałam byc matka teresą.Taki juz mam charakter.Ale po dłuzszym czasie zorientowałam sie ze jest to niewykonalne i ,że moja "misja" jest tak niemożliwa co głupia.Zwłaszcza, że z nim na początku piłam..
Pozniej porzestało mi sie podobac ze on nie ma nad soba kontroli gdy chleje, że mnie obraża od najgorszych, ale jak to u alkoholika, miał etapy trzeźwienia i etapy picia.Ja juz sama tak sie w to zamotałam,że nie wiedziałam jaka jest prawda.A alkoholik ma bardzo dobrze opracowany mechanizm samozaprzeczenia i iluzji.Tak więc łatwo mu było mnie nabrać że juz nie bedzie pił, ze to ja stosuje nadkontrole, że ja stworzyłam problem, ktorego tak na prawde nie ma, ze moi znajomi pija wiecej niz on bla bla bla
Trwało to 2 lata-całe dwa lata męki, niespełnionych nadzei,rozczarowań, cierpienia, bólu, samotności i rosnącej frustracji,
przebytej terapii dla osob współuzaleznionych.Dużo dała mi taka terapia, poczułam sie o wiele silniejsza i bardziej niezależna,miałam okazje rozmawiac z osobami duzo starszymi ode mnie na temat alkoholizmu,wspomne tu że byłam najmłodsza w grupie bo mam 22 lata, a moj chłopak 23.Wszystkie osoby z ktorymi do tej pory rozmawiałam mowiły mi zebym go zostawiła, ze alkoholik dopiero, kiedy w jego zyciu nastąpi jakis kryzys, potrafi sie otrzasnąć.
Tak tez zrobiłam, i nie miałam wcale zamiaru do niego wracać.Kosztowała mnie BARDZO wiele taka decyzja.
Było to jakos poł roku temu, od tamtej pory on przeszedł pozorną "przemianę".
Nagle uswiadomił sobie jak bardzo żałosnie sie zachowywał, ile w jego zyciu zniszczyło chlanie.
Ze alkohol to straszny depresant, i ze pijac sam sobie szkodzi i pogłebia swoje zaburzenia psychiczne, nerwice, depresje...
Tak bardzo sie starał, nie pił 3 miesiące wcale..wróciłam do niego poniewaz nigdy nie widziałam zeby tak sie otrzasnął.
Niestety nie potrwało to długo bo już po 3/4 miesiącach znów zaczął podpijac i mnie oszukiwać.
Te kłamstwa trwały mniej więcej pół roku.powiedzmy do sierpnia tego roku.Od tej pory zyjemy od jego picia do picia.
Zdarzy mu sie dwa razy na miesiąc-nastepuje schemat, ja sie odcinam na kilka dni, potem spotykamy się, nastepuje tyrada, ustalanie nowych planów, nawet poszedł na terapie w sierpniu, jednak i tak cały czas podpija.
Ostatnio zdarza mu sie coraz częsciej bo juz co tydzień, schemat sie powtarza.
Ja daje wszystko z siebie , chodze z nim na terapie, dostosowywuje sie do niego, towarzysze mu w kazdej cięzkiej chwili, zeby tylko ułatwić mu walke z chorobą, mimo to, on i tak podpija, a poźniej jest juz tylko gorzej.
Bardzo sie zawiodłam, bo nie to mi obiecywał kiedy do niego wracałam, mało tego, brał leki na nerwice i jeszcze do nich pił, co jest totalnie nieodpowiedzialne, bo mogł sobie zaszkodzic.
Ja juz nie mam siły tak życ...
Jestem bardzo młoda, a czuję sie bardzo doświadczona przez zycie.
Czuję że nie moge wyzwolić sie z tego toksycznego związku.
Najgorsze jest to ,że duzo zmieniło sie na lepsze przez te 2.5 roku, bo w porównaniu do tego w jakim stanie go zastałam, a co jest teraz- to niebo a ziemia.
Gdybym miała go teraz zostawic, żal by mi było tych lat, tej pracy włozonej w naprawe sytuacji.
On ma wiele dobrych pomysłów co zrobic ze sobą, i ma chwile kiedy mówi bardzo madrze i dojrzale,ale sa tez chwile kiedy kompletnie sie zatraca, a ja wtedy cierpie ![]()
Nie wiem czy dac mu kolejną szansę, czy po prostu od niego odejśc?
On mnie na prawde kocha i ja jego także, ale to jest takie trudne..zwłaszcza,że moj ojciec tez był alkusem i wiem co mama przezywała.
Bardzo sie boję i nie wiem co robic, poradźcie cos