To mój drugi związek, ale pierwszy trwający tak długo. Jesteśmy ze sobą już ponad dwa lata. Poznaliśmy się na ognisku, on od razu chciał mój numer a ja po prostu go olałam. Jakoś tak się stało, że zaczęliśmy być razem i okazało się, że chodzimy do tej samej szkoły. Zakochałam się w nim bez pamięci, na zabój - urzekł mnie tym, że był na każde moje skinienie, widziałam, że strasznie mu zależy a nigdy żaden chłopak aż tak o mnie nie zabiegał. No ale oszukiwał mnie - palił ciągle marihuanę, powiedziałam, ze ma przestać. Oszukiwał ze nie pali ale palił non stop przez pierwsze trzy miesiące. Cóż, odpłacałam się pięknym za nadobne - miałam nieco gorszy nałóg niż marihuana i również go oszukiwałam. Później jednak stało się tak że zamieszkaliśmy razem.. przestał na jakieś dwa miesiące całkowicie. Ja również. 24/h razem, wszędzie razem, wszystko robiliśmy razem... Byliśmy obydwoje zakochani bez pamięci, odcięci od świata. Żyliśmy jedynie z jego nielegalnych robót nocnych, i nam wystarczało. Mieliśmy siebie. Później zauważyłam, że coś jest nie tak. Pierwsze to jak traktuje matkę - ma za nic to co ona do niego mówi, w nerwach potrafi ją zwyzywać od szmat, itp. W ogóle jego rodzina wydawała mi się tak jakby... patologiczna. Siostra alkoholiczka, brat złodziej i ćpun zupełnie jak mój wybranek... matka wychowuje ich sama, kobita też z problemami po przejściach. Ale akceptowałam to. Potem zaczęło się najgorsze... ogólnie jestem osobą zazdrosną. Wypominałam mu często niektóre rzeczy, zaczynałam ryczeć i krzyczeć. Nigdy do niczego więcej się nie posuwałam. Jednak jemu podczas ostrzejszej kłótni zdarzyło się wycelować mi siarczystego liścia w policzek... a nie powiem, trochę siły ma.. na co dzień ogólnie słyszałam "ty dziwko, szmato, kurwo, prostytutko" etc. ... Przerażało mnie to na początku, czułam się zastraszona, zaszczuta. Nikt mnie nigdy tak nie traktował. Koszmar w ciągu tych dwóch lat przeżyłam przynajmniej z kilka jak nie kilkanaście razy kiedy to potrafił mnie bić i kopać kiedy ja leżałam na ziemi, wylewać na mnie szampon do włosów i smarkać... i mówić przy tym "umyj się Ty brudna dziwko" ... potem przepraszał, później się to powtarzało. Albo jak nie chciałam czegoś zjeść. Widelce lądowały wbite w półkach moich rodziców, parówki na ścianie, buty odbite na suficie a w drzwiach od łazienki dziury po pięściach...
zakazał mi mieć facebooka... i tak go miałam, bo tam miałam jedyny kontakt z kimś. Raz napisał do mnie pewien chłopak, coś zaczął kręcić a że ja akurat byłam w kłótni z chłopakiem trochę mu się pożaliłam... że źle mnie traktuje i nie wiem, czy to miłość czy przyzwyczajenie... (nic konkretnego nie napisałam). Oczywiście mój luby wszedł jakimś cudem na mojego fb, i pech chciał, że byliśmy sami w domu. Wiem, że mógł się poczuć tym zraniony, wiem. Głupio i wstyd mi było. Chciałam mu to wytłumaczyć, nie zdążyłam... Zostałam tak brutalnie pobita i wyrzucona na klatke cała zakrwawiona, ponieważ zaczęła mi lecieć krew z nosa... sąsiedzi się zbiegli i nawet teściowa z przychodni usłyszała moje krzyki i przybiegła.. darła się pomocy, potem kluczem otworzyła drzwi żebym weszła a nie stała w takim stanie na klatce... ogólnie wtedy musiałam okłamać rodzinę że wyjechałam nagle na dwa tygodnie do zakopanego, tak z dnia na dzień, chłopak mi zrobił niespodziankę. Bo jakby mnie wtedy zobaczyli to nie wiem co by się z nim wtedy stało... i tak wykorzystał kilka razy to że nie wychodziłam z jego domu i jeździł z kolegą całymi dniami autem pijąc i wożąc jakieś laski...
Kwestia była też taka, że znikał na noce, lub na kilka dni, szukałam go oczywiście rozpaczałam... niby nikt nie wiedział gdzie jest... ja nie spałam, nie jadłam przez kilka dni żyjąc tylko myślą, że powiedziano mi, że chodził w towarzystwie kilku dziewczyn (akurat największych kurew z miasta) i kolegi... zarabiał, przepijał, stawiał małolatom piwo a ja siedziałam tak naprawdę dwie klatki dalej(niewiedząc) i umierałam z nerwów. Finał tej opowieści był taki że wrócił po trzech dniach... bez prezerwatyw. To był dla mnie mocny cios. Twierdził że dał koledze... odbywały się w tym miejscu regularne melanże z tymi samymi osobami, czasami ktoś się dołączał. I on zawsze tam był. A mnie kłamał że śpi, bierze prysznic.. a ja jak ta głupia siedziałam w domu, płakałam, nie miałam nawet znajomych bo dla niego poświęciłam wszystkich. W końcu sama postanowiłam odnowić znajomości, imprezować i się bawić, mieć go w dupie, tak jak on mnie. Nie powiem, przydało mi się to, ale co z tego, jak zawsze mnie szukał, a jak już znalazł, to mnie bił, czasem zdarzyło mu się uderzyć moją koleżankę za to ze się ze mną napiła, a jak był z nami jakiś koleś to już nie mówię co się z nim działo...
I jakoś to leciało, oczywiście to wszystko co opisałam nie działo się cały czas, bo między tymi zdarzeniami były też dobre rzeczy, mamy wiele miłych i przyjemnych wspomnień, na początku tego związku była zasada "na zawsze razem, na dobre i na złe" ale potem chyba gdzieś to zgubiliśmy...
1 września minęły nam dwa lata. Akurat wtedy zwolniłam się z pracy, no i wtedy poznałam jego kolege z dawnych lat. Od 1 września prawie cały ten miesiąc spędzaliśmy właśnie z tym kolegą i z jeszcze jednym. W czwórke zawsze jeździliśmy autem, zwiedziliśmy chyba całą polskę. No i coś się stało, nie wiem naprawdę jakim cudem. Mimo złych, bardz złych i dobrych chwil kochałam mojego chłopaka nad życie. Jednak z czasem poczułam coś do jego kolegi.... a on do mnie. Raz na imprezie wyznał mi, że szkoda, że jestem z moim obecnym chłopakiem, ale tylko się uśmiechnęłam. Potem gadaliśmy i śmialiśmy się , i hm... dostałam liścia. Jednego. Drugiego. Trzeciego. A potem wpadłam na drzwi od ubikacji cała zakrwawiona. Znowu słyszałam "dziwko, szamato" ... powiedziałam sobie dość. Bił mnie nie raz przy kolegach brutalnie i oni tłumaczyli mi, ze powinnam go zostawić. Wtedy dopiero to do mnie dotarło. Już wiedziałam, że nie chcę z nim być. Z dnia na dzień, tak nagle, przestał mnie interesować. Przestałam być zazdrosna całkowicie, nie interesowało mnie czy wróci na noc czy nie... w sumie lepiej jak nie. Bo w głowie miałam tylko tamtego. Później zaczęły się z początku niewinne sms... ale przerwałam to jednak. Dalej byłam w związku. Niebawem mój chłopak miał się zjawić u mnie rano ale wiedziałam ze jest z kolegami i mieli go przywieźć, no cóż , olał mnie po prostu. Poszłam więc do koleżanki na piwo, jedno, drugie... wieczorem dostaje ok 100 wiad. null od numeru mojego chłopaka, odbieram słysze groźby ... no nic rozłączam się i mam w dupie wszystko. Jednak dzwoni TEN kolega... i mówi, że mój chłopak jedzie i mówił, że mnie pobije. I że to on miał go do mnie zawieźć. Zaproponował, że przyjedzie sam po mnie i odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się...
Pogadaliśmy, w sumie wyszło, że oby dwoje się bardzo lubimy i może z czasem coś z tego będzie. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom drzwi auta nagle gwałtownie się otworzyły... odjechaliśmy szybko, jednak mój chłopak trzymał się drzwi krzycząc coś i nie chcąc się ich puścić... kiedy się puścił dzwoni do mnie i twierdzi, że połamaliśmy mu nogi. Z nerwów prawie zemdlałam, pojechałam do szpitala, okazało się, że ma tylko stłuczone jedno kolano. Przyjechał na drugi dzień z rana i pobił mnie znów, twierdząc, że się puściłam, że jestem dziwką, że to i tamto... mówiłam mu że nie chce z nim już być, do niego to nie docierało... odpowiedzią było uderzenie w twarz, w głowę... uciekałam trzy razy z własnego domu... mimo wielce, jak on to stwierdził "połamanych" nóg potrafił mnie dogonić roztargać całą bluzkę.. podjechali jego koledzy to mnie jeszcze zwyzywali.. mimo tego że nie chciałam go widzieć przez następne kilka dni przyjeżdżał i tak, jak widział że jestem na niego obojętna i nie reaguje wpadał w szał, płakał, trzaskał talerze... zaraz przepraszał, a to zaraz się nakręcił i znów mnie uderzył, zaraz płakał... potem musiałam w sobote iść do szkoły.. tel nie ustawał, nawet nową szkołę znalazł i wszedł w trakcie lekcji. Od tamtej pory niby z nim jestem... ale zrobiłam to dla świętego spokoju, ograniczam z nim jakoś kontakt, ale ja się naprawdę boję, że on zrobi krzywdę mi albo sobie...
wiem, że się rozpisałam, ale nie mogłam spać całą noc, męczy mnie to strasznie musiałam się gdzieś wygadać...
chciałabym, żeby ktoś spojrzał na to obiektywnie bo ja nie potrafię... czy to jest moja wina? Ja jestem dziwką i szmatą mimo tego że nigdy w życiu się nie puściłam? Gdzie jest mój błąd?
Może jakaś złota rada...
Z góry dziękuję każdemu kto przeczytał za wytrwałość.
1 2013-10-07 05:40:07 Ostatnio edytowany przez Patunia (2013-10-07 05:45:47)
Podobne tematy
Nie jest to Twoja wina.
Nie jesteś dziwką ani szmatą.
Twoje błędy są nieistotne.
Jedyną rozsądną radą jest: UCIEKAJ.
Dziewczyno, zgłoś to na policję, jeśli jeszcze raz Cię pobije zrób obdukcje. A przede wszystkim uciekaj
Dziewczyno weż się ogarnij przecież ty nie jesteś workiem treningowym.
Patunia, przeczytaj swój post. Co byś poradziła dziewczynie w takiej sytuacji? Przez dwa lata byłaś workiem treningowym, na którym odreagowywał wszelkie frustracje, jeszcze ukrywałas przed rodziną, że Cię bije, ubliża. Brak mi słów.
Zacznij siebie szanować, odejdź od faceta, jak nie zrozumie po dobroci, zgłoś sprawę na policję.
....Zacznij siebie szanować, odejdź od faceta, jak nie zrozumie po dobroci, zgłoś sprawę na policję.
Typ jest niebezpieczny. W ten sposób może jej zrobić kuku.
eljola napisał/a:....Zacznij siebie szanować, odejdź od faceta, jak nie zrozumie po dobroci, zgłoś sprawę na policję.
Typ jest niebezpieczny. W ten sposób może jej zrobić kuku.
Kuku, to on jej robi od dawna. Zrobił jej takie że przez dwa tygodnie światu sie bała pokazać.
Zgłoszenie sprawy na policję, powinno faceta przyhamować.
Dzięki że w ogóle ktoś moje wypociny przeczytał. ; )
On ma zawiasy za pobicie, więc jeśli ja zgłoszę to na policje to on pójdzie za to siedzieć. Myślałam już, czy tego nie zrobić ale jednak wolałabym obejść się bez tego. Typ jest naprawdę nieciekawy pod tym względem, już nie raz potrafił zrobić mi bardzo złą opinię wśród znajomych a nawet w mojej rodzinie kiedy np. pokłóciliśmy się i poszłam na jakąś imprez czy do koleżanki i się nie odzywałam. Jakbym go zgłosiła pewnie miała bym wjazdy na chatę jego "gangsta" kolegów.
Naprawdę teraz zrozumiałam w co ja się wpakowałam. Rodzina, znajomi tłumaczyli mi że to chłopak nie dla mnie.. ojciec nie raz mnie prosił żebym go zostawiła. Powiedział, że jeśli z nim będę nigdy w życiu w niczym mi nie pomoże, jeśli będzie taka potrzeba.
Tylko jak go tu teraz zostawić, już nad tym myślałam, najrozsądniejsze będzie zmienić numer i wyjechać tam gdzie mnie nie znajdzie. Jednak wybrałam inną opcję - póki co on się pilnuje bo wie, że ten związek wisi na włosku ale widzę że już czasami go nosi. O to że nie chciałam założyć jego kurtki bo nie było mi zimno zaczął mi machać pięściami przed twarzą, już myślałam że mnie uderzy. Dlatego więc czekam na jego kolejny błąd żeby mieć tzw. "wymówkę" do nie odzywania się i zerwania całkowicie kontaktów.. trochę głupie przyznaje, ale jakbym teraz nagle z nim zerwała pewnie najpierw musiałabym wyłączyć telefon, wtedy dzwonił by do moich rodziców, po południu raczej się u mnie nie pokaże bo wie, że mój ojciec jest bardzo cięty na niego za to że podbił mi oko (myśli, że to było raz) ale z rana zazwyczaj jestem sama i boję się naprawdę, bo on jest nieobliczalny.
Nie wiem czy on jest taki zakochany we mnie czy to jest obsesja, ale boję się, że jeśli mi nic nie zrobi, to sobie coś zrobi. On nie wyobraża sobie życia beze mnie. Planuje przyszłość, już teraz chce mieć ze mną dzieci, itp..
Raz zapytałam dlaczego mnie bije...
Odpowiedział, że zadaję mu ból i krzywdzę go więc on mi robi to samo.. tylko w inny sposób..
Wtedy sobie pomyślałam, co z tym człowiekiem jest nie tak... ?
Powiedz mi dziewczyno od kiedy to miłość wyraża się przemocą, agresją wręcz zagrożeniem życia. Mam dla ciebie radę. Zdobądź się na to, żeby iść do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, tam jest psycholog. Może on otworzy ci oczy w jakim jesteś związku, czym to się skończy dla ciebie i dla twojej rodziny i co powinnaś zrobić.
Ja mogę ci napisać prawdę, za która ktos mnie znowu tutaj wyzwie od takich czy innych, ale prawda wygląda tak.
Jesteś jego żywą własnością, on tobą tak naprawdę gardzi, pozbawia cię wszelkich uczuć, rozumu, słuzysz mu i może swoje frustracje i nerwy wyładować na tobie jak na worku treningowym.Za pare lat zaczniesz pić albo ćpać , bo ile można wytrzymać taką poniewierkę. Ale jest coś gorszego co cię czeka. Ludzie mówili ci zostaw go, a ty nie, więc doszli do wniosku, że jestes tak głupia, że po prostu nic innego w zyciu lepszego ci sie nie należy i szkoda ci nawet współczuć. Zostaniesz sama, on jest groźny i agresywny będą bali sie pomóc ci, i nie będą zwracać uwagi na twoje cierpienie, będziesz im obojętna nawet jak cię zabije.
Wiem, że to brzmi okrutnie, ale niestety taka jest prawda o twoim położeniu. Masz jeszcze szansę na wyjście z tego, ale musisz zniknąc z tego miasta. Porozmawiaj z tym psychologiem, postaraj sie porozmawiać z ojcem, ale nie doprowadź do konfrontacji, bo jeśli ojciec z nim zadrze to też nie będzie mógł sie czuć bezpiecznie. Powiedz ojcu, bez wdawania się w szczególy, że zrozumiałaś z kim byłaś i musisz wyjechać, bo inaczej się nie uwolnisz, zapytaj czy zechce ci pomóc. Najlepiej niech nikomu nie mówi gdzie jesteś, bo w twojej sytuacji każdy może tak czy inaczej wydać ciebie. Ostrzeż ojca, żeby z nim nie wchodził w żadnę kłotnie, bo jak nie on to jego koledzy mogą zrobic mu krzywdę. I proszę cię, nie wierz w to, że kto kocha ten bije. Bije tylko ten kto gardzi lub jest psychicznie niezrównoważony, jedno i drugie chore i niebezpieczne.
Hej!
Patunia... proszę Cię, abyś przeczytała mój post i oceniła moją postawę: http://www.netkobiety.pl/t59773.html
Nie wyobrażam sobie, że możesz się godzić na takie coś! Jest wysokie prawdopodobieństwo, że i tak od niego nie odejdziesz, skoro już permanentnie pozwalasz na takie poniżenie.
Kurcze, masz dużo, dużo racji. Ale to o czym ty piszesz to ja, niestety, już wiem. Wiem, że wszyscy dookoła wiedzą, że mnie bije, i próbowali pomagać ale w gruncie rzeczy ja do niego wracałam więc stwierdzali że się nie wtrącają... czasami słyszę nawet głupie uwagi od co niektórych osób .. np. "To że on bije swoją laskę nie znaczy że ... " lub "to musisz mieć twardy ryj " .. no cóż boli mnie to w głębi ale on po takiej akcji jest czuły, kochany, jest taki jak kiedyś. Dopóki nie wypije (ale jak jest pijany to jest dopiero horror, nie patrzy gdzie, co i jak, pluje mnie, wyzywa, bije, raz pobił mnie i rozwalił wynajmowane mieszkanie, pojechał na pogotowie ja sprzątałam o 3 w nocy a na drugi dzień musieliśmy się wyprowadzić... ). Ćpa również nałogowo, tzn. pali marihuanę, jak np. cały dzień nie pali ma swoje "ciśnienia" bez powodu mnie wyzywa lub nagle z byle czego wybuchnie agresją czy coś. Tak to dobry chłopak, opiekuńczy... hm. aż śmiesznie to brzmi.
Do końca nie daję sobie wejść na głowe od momentu kiedy ostatni raz się to stało. Czyli może z miesiąc.. poinformowałam go nie raz już dosadnie, że jeszcze jedno podniesienie ręki na moją osobę i skończy się dzień dziecka, podam go na policje i zostawię go, będzie mi obojętny bo nie będę marnować życia na kogoś kto tak mnie traktuje. Nie jestem brzydką osobą, wiele osób często pyta mnie dlaczego nie pójdę na modelkę albo jakiś casting, bo bym naprawdę się nadała. Hm.. ciekawe czemu. Bo bym dostała parę sztuk i znów bym się ukrywała. Wiele chciałabym zrobić a wiem, że on mnie ogranicza. Póki dziecka nie mamy chcę to przerwać.
Niestety co do tego prawda jest taka że nie mogłabym zrobić mu tego, żeby poszedł siedzieć... ponieważ wtedy automatycznie odwieszą mu się wszystkie wyroki i wyjdzie za jakieś 7-10 lat. Już raz rozmawiałam z nim na ten temat. Powiedział, że jakby wyszedł, zgotowałby mi piekło na ziemi..
No cóż, co do ojca, to ja właśnie jestem głupia, że chłopaka kryje. Mój ojciec się go nie boi, hm, może dlatego, że dla niego mój chłopak jest ścierwem, mój ojciec przez pół życia był kulturystą teraz trenuje boks, dość duży chłop i do tego porządny, raz by go trzasnął i by go zabił... ale właśnie nie chcę, by sobie nim ręce brudził. Potem miałby problemy z policją, sądy, po co mu to, nawet matka to stwierdziła. A "gangsta" koledzy mojego chłopaka są mocni w gębie, kradzieżach, cpaniu i biciu słabszych, dlatego twierdzę, że są "gangsta" ... bo jak widzą z daleka radiowóz uciekają gdzie pieprz rośnie. Ale co prawda kiedy była akcja że niby się "puściłam" ... straszyli mnie "dostaniesz wpie***l" ...
Patunia, nie będę ci się narzucać, ale jestem pewna, że:
- gdyby twój ojciec go tknął, miałby prawo bać się o swoje życie /ojciec/,
- jesteś dla niego nikim, albo inaczej kimś, kto ma mu służyć, o sobie zapomnij,
- jeśli będziesz miała z nim dziecko, stworzysz mu gehennę /dziecku/,
- jesteś od niego uzależniona psychicznie, zatraciłaś instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsądek,
- jesteś zagrożona fizycznie i psychicznie,
- będziesz się staczała, będziesz nikim dla "swojego towarzystwa", w konsekwencji psychicznie tego nie wytrzymasz i popłyniesz,
- to, że ty go nie wsadzisz do więzienia, nie uchroni go od tego.
Reasumując postępujesz tak nieracjonalnie, że aż irytująco, dajesz z siebie zrobić ............ i jeszcze próbujesz ludziom wmówić, że w przerwach pomiędzy piciem, ćpaniem, biciem jest facetem ok, co jest po prostu żałosne.
Konkludując, nikt osobie uzależnionej nie pomoże, ty się do uzależnionych zaliczasz, jak nie poszukasz pomocy u specjalisty marnie widzę twój los, tak samo marny i tragiczny los zgotujesz swoim dzieciom.
Może ktoś jeszcze próbuje dotrzeć do ciebie, ja sobie z przykrością i smutkiem odpuszczam, bo to jest głos wołającego na puszczy. Pozdrawiam cie i współczuję.
(...)Wtedy sobie pomyślałam, co z tym człowiekiem jest nie tak... ?
Z nim? Tylko z nim?
Odpowiedz sobie na proste pytanie :Chcesz żyć ??
Spakuj dyskretnie walizkę i uciekaj chociażby na koniec świata.Zachowaj to w tajemnicy .Rodzina Ci pomoże .
Pati...
Jesteś współuzależniona...dlatego uważam, że trudno będzie Ci odejść. Moja Mama ocknęła się po 30 latach tortur. Ciężko było mi wybaczyć jej, że przez tyle lat nie podjęła żadnej decyzji! Dopiero, gdy dorosłyśmy i uświadomiłyśmy jej, że to co robi Ojciec jest złe złożyła sprawę o znęcanie. Wtedy, co on wyprawiał!!!! Boże ...brrr jak ja mogłam to znosić? Chciał ją zabić... A teraz spokoj, dostał wyrok i uciekł za granicę...
No i teraz ważna kwestia dla Ciebie. Bardzo go kocham, jest cudownym ojcem...
Widzisz jaka tu jest sprzeczność? Po prostu nie potafię sama tego zrozumieć, dlaczego ma wiele przeciwstawnych cech.. Ale nic nie usprawiedliwi tak podlego zachowania. Dobre uczynki kontra złe... Nie możesz usprawiedliwiać go w ten sposób, bo to nic nie zmienia. Wciąż będzie się znęcać i zapamiętaj! To się NIGDY nie zmieni. Chyba, że na gorsze. Uwierz mi proszę...masz czas, aby podjąć decyzję, bo gdy się z nim zwiążesz, np.poprzez dziecko, zapomnij o rozstaniu.
Ale w głębi i tak uważam, że już z nim będziesz na zawsze...współczuję...:(
No i właśnie dzięki waszym tak krytycznym wypowiedziom zaczyna do mnie więcej docierać..
Powiem Wam tak. Jak byłam młodsza świat taki jak jego bardzo mnie fascynował. Nie chodzi mi o bicie i znęcanie się (bo nigdy do głowy by mi nie przyszło, że mnie to spotka.. ) tylko o to, że ja jestem z dobrego domu, nic nam nie brakuje jednak w kasie też nie pływamy, zazwyczaj miałam co chciałam (odkąd z nim jestem nie mam nic od rodziców praktycznie już), ten poniekąd kryminalny a chory świat z jakiejś strony mnie pociągał, wiedziałam że to nie jest dobry pomysł. Nigdy nie miałam do czynienia z policją (z niektórymi nielegalnymi używkami tak, ale to mało znaczące). Poznałam dzięki niemu środowisko narkotyków, kradzieży, nienawiści, zepsucia, upodlenia i wszystkiego co najgorsze. Najpierw mnie to kręciło jako iż byłam gówniarom, dopiero osiągnęłam pełnoletność i wydawało mi się, że mogę wszystko. Jednak po jakimś czasie przestało mi się to podobać, bo to było takie inne, takie.. patologiczne. Chciałam go zmienić, żeby zerwał ze wszystkimi kontakt. To się niestety nie udało, jak się udawało to na kilka dni, potem i tak kończyło się na kłamstwach itp.
Szczerze tu napiszę, boję się przyznać tego głośno, ale ja go nie kocham. Wiem, że byłabym szczęśliwsza bez niego. Chciałabym założyć normalnie funkcjonującą rodzinę i wiem, że z nim się to nie uda. Wiele rzeczy chciałabym w życiu spróbować, na które on by mi nie pozwolił. Moim problemem jest to, że boję się go, i przyznam szczerze, jeszcze nikt nie napędzał mi tyle strachu co on. Jak widzę jak wpada w szał i to jego spojrzenie.. przeraża mnie, jest takie.. niby puste, nieobliczalne, nie wiem co on może zrobić za kilka sekund..
Jednak nie osądzajcie mnie z góry, że już z nim zostanę. Ja wierzę w siebie, że to zrobię i wiem, że jestem coraz bliżej tego, by zakończyć to raz na zawsze. To trudne co prawda bo wszystko w moim życiu wiążę się z nim i wyrzucenie go z niego to wyrzucenie prawie wszystkiego z mojego życia co mam. Ale wiem że to konieczne i zrobię to, bo gdzieś w głębi duszy czuję, że to nie jest ten. Czułam to już od bardzo dawna, ale zawsze wyśmiewałam samą siebie w duchu..
Moja wina też tu jest, i to duża, bo pozwalałam na takie traktowanie mnie... "w imię miłości" ? sama nie wiem.. heh.. wiem, że jestem żałosna i możecie mi to śmiało tu napisać. Nie obrażę się. Po to opisuję to tu wszystko by tylko utwierdziło mnie to wszystko jeszcze bardziej w tym przekonaniu. Żeby ktoś obiektywnie wyraził swoje zdanie na ten temat... bo ja co noc biję się z myślami..
Po prostu przestaje móc to czytać.
Sorry ,ale Twój przypadek nadaje się do psychiatry.Nie obrażam Ci teraz . Tylko lekarz może Ci pomoc.
Do Ciebie nic nie dotrze a za chwile możesz zostać kaleką.Współczuje CI.
Patunia przede wszystkim byłaś wtedy bardzo młoda, wychowana w normalnej rodzinie, sądzę że z nie najgorszymi zasadami, prawdopodobnie mając ograniczenia, zakazy, ty się zachłysnęłaś pełnoletnością, poczułaś się jak pies spuszczony z łańcucha. Nawet nie zauważyłaś że to poczucie wolności było bardzo złudne, bo pozwoliłaś się zniewolić i tresować.
Dla wielu z was pełnoletność to COŚ na co czekacie, na te samodzielne podejmowanie decyzji, często wbrew woli i na przekór rodzicom, bo przecież wam wolno. Dostałaś od życie nauczkę już na starcie, już wyciągasz wnioski.
Dobrze, że w końcu zrozumiałaś że środowisko w którym się obracasz, to nie Twój świat.
Pozostaje Ci się z niego wyrwać.
Jeśli z nim zostaniesz dziecko nie będzie normalne jeśli to chłopak to jest wysoce prawdopodobne że pójdzie w ślady ojca, jeśli dziewczynka to zafundujesz jej swój los więc lepiej się zastanów, tu nie kieruj się sercem a zdrowym rozsądkiem ponieważ nie szkodzisz tylko sobie ale i dziecku.
Nie rozumiem jak ludzie mogą uzależniać się od drani a zdradzać porządnych partnerów/ki...
Nie rozumiem jak ludzie mogą uzależniać się od drani a zdradzać porządnych partnerów/ki...
Mam nadzieję, że nie odnosiło się to do mnie ?
Dziś zadzwonił żeby się spotkać, jednak powiedziałam że nie mam ochoty go oglądać. Coś tam się pultał że i tak przyjedzie i tak... wyłączyłam telefon, jak na razie spokój.
Katarzynka82 napisał/a:Nie rozumiem jak ludzie mogą uzależniać się od drani a zdradzać porządnych partnerów/ki...
Mam nadzieję, że nie odnosiło się to do mnie ?
Dziś zadzwonił żeby się spotkać, jednak powiedziałam że nie mam ochoty go oglądać. Coś tam się pultał że i tak przyjedzie i tak... wyłączyłam telefon, jak na razie spokój.
Brawo!!! Dzielna Babka! Oby było tak jak najdłużej. Musisz poznać kogoś nowego ...
bela4444, powiem Ci że ktoś już trochę zamotał mi w główce, i wstydzę się przyznać przed sobą, że mogłam dopuścić się tego że będąc w związku zainteresowałam się kimś innym... chodzi mi o tego chłopaka o którym pisałam w pierwszym tu poście. Niestety mój obecny skutecznie go ode mnie wykurzył tak, że tamten się wystraszył i zmienił numer a ja nie mam z nim kontaktu. Chłopak tak mi w głowie namieszał, że kilka razy ostatnio w nocy mi się śnił. Trochę mam do niego już żal że się nie odezwał, ale może stracił mu się mój numer. Wiem, że on by mnie wyleczył z tego wszystkiego, nawet jeśli miałoby na dłuższą metę się nie udać to chociaż koszmar minionych dwóch lat jakoś by odszedł w zapomnienie..
Dwa razy go widziałam jak przejeżdżał koło przystanku... on jednak mnie nie zauważył. A szkoda, jestem ciekawa, czy po tym jak miał wjazd na chate i obitą twarzyczkę po tym jak odwiózł mnie tylko do domu (bo sytuacja z przeciągnięciem autem dla mnie jest jasna... nikt normalny nie łapię się rozpędzonego auta.) odstraszyło go skutecznie? Po tym całym zajściu pisał jeszcze , że chciałby być ze mną ale to musi się uspokoić...
bela4444, powiem Ci że ktoś już trochę zamotał mi w główce, i wstydzę się przyznać przed sobą, że mogłam dopuścić się tego że będąc w związku zainteresowałam się kimś innym... chodzi mi o tego chłopaka o którym pisałam w pierwszym tu poście. Niestety mój obecny skutecznie go ode mnie wykurzył tak, że tamten się wystraszył i zmienił numer a ja nie mam z nim kontaktu. Chłopak tak mi w głowie namieszał, że kilka razy ostatnio w nocy mi się śnił. Trochę mam do niego już żal że się nie odezwał, ale może stracił mu się mój numer. Wiem, że on by mnie wyleczył z tego wszystkiego, nawet jeśli miałoby na dłuższą metę się nie udać to chociaż koszmar minionych dwóch lat jakoś by odszedł w zapomnienie..
Dwa razy go widziałam jak przejeżdżał koło przystanku... on jednak mnie nie zauważył. A szkoda, jestem ciekawa, czy po tym jak miał wjazd na chate i obitą twarzyczkę po tym jak odwiózł mnie tylko do domu (bo sytuacja z przeciągnięciem autem dla mnie jest jasna... nikt normalny nie łapię się rozpędzonego auta.) odstraszyło go skutecznie? Po tym całym zajściu pisał jeszcze , że chciałby być ze mną ale to musi się uspokoić...
To nie jest czas na wchodzenie w nowe związki. KOBIETA MOŻE Z POWODZENIEM ŻYĆ SAMA po co tak kurczowo trzymasz się myśli, że inny facet ma Cię z tego wyleczyć? To czego teraz potrzebujesz to doprowadzić swoją psychikę do porządku, wrócić do normalnego życia. Poszukaj w swoim mieście terapii dla osób doznających przemocy. Np tu:
Poradnia Telefoniczna "Niebieskiej Linii"
22 668-70-00
Poradnia działa w dni powszednie w godzinach 12.00 - 18.00; dyżury pełnią przeszkoleni specjaliści: psycholodzy i prawnicy.
Infolinia przeznaczona jest dla wszystkich osób pokrzywdzonych przestępstwem, w tym ze szczególnym uwzględnieniem osób doświadczających przemocy w rodzinie oraz jej świadków.
Przestań szukać wymówek tylko ZMIEŃ W KOŃCU SWOJE ŻYCIE
Patunia, rozumiem, że sie boisz na Twoim miejscu też pewnie bym się bała. Przykro mi, że takie cos Cie spotyka.
Mam koleżankę, która również jest w związku przemocowym. Po pobiciu gdzie musiała mieć tomograf głowy, dusił ją i inne straszne rzeczy. Oczywiscie na początku był skruszony a potem się pogodzili ....i z tej zgody wyszła ciąża...
Kiedys się jej zapytałam żeby mi powiedziała jak to jest, że on bije, pije itp. a ona nadal z nim jest to jest jednak jakis fenomen... sama nie potrafiła mi odpowiedzieć na to pytanie.
Rozumiem, że nie będzie Ci łatwo odejsc. Natomiast znając cykle przemocowe (po pobiciu miesiąc, tydzien, dzień miodowy) będzie się to powtarzać z duża częstotliwoscią.
Jesli rzeczywiscie zależy Ci na tej relacji to warto to zgłosić na policję żeby partner poniósł konsekwencje. W innym przypadku czuje się bezkarny.
Piszesz, że jesli jeszcze raz to zrobi to odejdziesz, ale może też być, że przesuniesz tą granicę jak pobije mocniej, słabiej itp;
Patunia życzę Ci dużo siły żebys znalazła najlepsze rozwiązanie dla siebie samej!!!
Nie rozumiem co Ciebie obchodzi, że on sobie coś zrobi. Skąd ta obawa? Według mnie było by to najlepsze wyjście, bo w przeciwnym wypadku zrobi coś komuś. z punktu widzenia osoby trzeciej, również bylo by niegłupie zapuszkowanie gościa, bo dlaczego ktokolwiek ma przypadkiem obrywać przez zły humor dupka? No ale ok - to Twoja decyzja i Ty jesteś najbardziej zagrożona.
Zniknij. Po prostu zniknij.
Ten drugi koleś też nie bardzo ciekawy. Nie podoba mi się jego bierność. Prędzej czy później cała grupka pospołu trafi do pudła. Po co Ci się wikłać w podobne powiązania?
Nie mogę pojąć, jakim cudem inteligentna i rozgarnięta (co widać) dziewczyna pakuje się w takie sytuacje. Uwolnij się od tego. W taki czy inny sposób - uwolnij się. Na pewno coś wymyślisz.
27 2013-10-08 10:50:15 Ostatnio edytowany przez micke82 (2013-10-08 10:51:04)
Niestety, zazwyczaj tak jest że sposób traktowania rodziny przedkłada się później na sposób traktowania partnera w związku, szkoda że nie zwróciłaś na to uwagi na samym początku, to bardzo istotny sygnał ostrzegawczy.
Nie będę pisać że źle zrobiłaś w ogóle wiążąc się z nim bo to oczywiste, ale już po pierwszym akcie przemocy pod Twoim adresem trzeba było typa zostawić, a nawet zgłosić sprawę na policję.
Wyrzuć go ze swojego serca bo nie jest Ciebie wart dziewczyno, właściwie to nie jest wart żadnej kobiety, bo można z góry założyć jak każdą będzie traktował. Jedyne na co zasłużył to żeby wsadzić go za kratki :]
No i właśnie dzięki waszym tak krytycznym wypowiedziom zaczyna do mnie więcej docierać..
Powiem Wam tak. Jak byłam młodsza świat taki jak jego bardzo mnie fascynował. Nie chodzi mi o bicie i znęcanie się (bo nigdy do głowy by mi nie przyszło, że mnie to spotka.. ) tylko o to, że ja jestem z dobrego domu, nic nam nie brakuje jednak w kasie też nie pływamy, zazwyczaj miałam co chciałam (odkąd z nim jestem nie mam nic od rodziców praktycznie już), ten poniekąd kryminalny a chory świat z jakiejś strony mnie pociągał, wiedziałam że to nie jest dobry pomysł. Nigdy nie miałam do czynienia z policją (z niektórymi nielegalnymi używkami tak, ale to mało znaczące). Poznałam dzięki niemu środowisko narkotyków, kradzieży, nienawiści, zepsucia, upodlenia i wszystkiego co najgorsze. Najpierw mnie to kręciło jako iż byłam gówniarom, dopiero osiągnęłam pełnoletność i wydawało mi się, że mogę wszystko. Jednak po jakimś czasie przestało mi się to podobać, bo to było takie inne, takie.. patologiczne. Chciałam go zmienić, żeby zerwał ze wszystkimi kontakt. To się niestety nie udało, jak się udawało to na kilka dni, potem i tak kończyło się na kłamstwach itp.
Szczerze tu napiszę, boję się przyznać tego głośno, ale ja go nie kocham. Wiem, że byłabym szczęśliwsza bez niego. Chciałabym założyć normalnie funkcjonującą rodzinę i wiem, że z nim się to nie uda. Wiele rzeczy chciałabym w życiu spróbować, na które on by mi nie pozwolił. Moim problemem jest to, że boję się go, i przyznam szczerze, jeszcze nikt nie napędzał mi tyle strachu co on. Jak widzę jak wpada w szał i to jego spojrzenie.. przeraża mnie, jest takie.. niby puste, nieobliczalne, nie wiem co on może zrobić za kilka sekund..
Jednak nie osądzajcie mnie z góry, że już z nim zostanę. Ja wierzę w siebie, że to zrobię i wiem, że jestem coraz bliżej tego, by zakończyć to raz na zawsze. To trudne co prawda bo wszystko w moim życiu wiążę się z nim i wyrzucenie go z niego to wyrzucenie prawie wszystkiego z mojego życia co mam. Ale wiem że to konieczne i zrobię to, bo gdzieś w głębi duszy czuję, że to nie jest ten. Czułam to już od bardzo dawna, ale zawsze wyśmiewałam samą siebie w duchu..
Moja wina też tu jest, i to duża, bo pozwalałam na takie traktowanie mnie... "w imię miłości" ? sama nie wiem.. heh.. wiem, że jestem żałosna i możecie mi to śmiało tu napisać. Nie obrażę się. Po to opisuję to tu wszystko by tylko utwierdziło mnie to wszystko jeszcze bardziej w tym przekonaniu. Żeby ktoś obiektywnie wyraził swoje zdanie na ten temat... bo ja co noc biję się z myślami..
Patunia, jak mozesz napisac, ze wszystko w Twoim zyciu wiaze sie z nim i odrzucenia Tego jest dla Ciebie trudne? Z tego co piszesz to z nim wiaze sie agresja, przemoc, brak szacunku, przestepstwa, odrzucenie przez rodzine, znajomych, wizyty w szpitalu i wszystko co najgorsze. Naprawde tak ciezko jest to odrzucic? Dlaczego nie podajesz go na policje? Dlaczego nie wystapisz o zakaz zblizania sie do Ciebie? Twoim postepowaniem dajesz mu przyzwolenie na wszystko co Ci robi. To czy on pojdzie do wiezienia nie powinno byc Twoim zmartwieniem, on na to zasluzyl, a Ty z swoja checia ochrony go, dazeniem do tego by go zmienic pomagasz mu w wszystkim co zle i niszczysz siebie. A na dodatek jeszcze wiklasz sie w jakies nowe uczucie do jego kolegi? A na jak cholere Ci to? Bogu dziekuj, ze tamten sie odcial. I nie utrzymuje kontaktu z Toba, potrzebujesz wiecej problemow?
I nie, nie jestes zalosna. Tak absolutnie nie wolno Ci myslec. Jestes fantastyczna mloda kobieta, ktora zaslugujer na milosc i szacunek, i na poczucie bezpieczenstwa.. Zacznij od tego, ze zaczniesz ta milosc i szacunek okazywac sobie sama.
To mój drugi związek, ale pierwszy trwający tak długo. Jesteśmy ze sobą już ponad dwa lata. Poznaliśmy się na ognisku, on od razu chciał mój numer a ja po prostu go olałam. Jakoś tak się stało, że zaczęliśmy być razem i okazało się, że chodzimy do tej samej szkoły. Zakochałam się w nim bez pamięci, na zabój - urzekł mnie tym, że był na każde moje skinienie, widziałam, że strasznie mu zależy a nigdy żaden chłopak aż tak o mnie nie zabiegał. No ale oszukiwał mnie - palił ciągle marihuanę, powiedziałam, ze ma przestać. Oszukiwał ze nie pali ale palił non stop przez pierwsze trzy miesiące. Cóż, odpłacałam się pięknym za nadobne - miałam nieco gorszy nałóg niż marihuana i również go oszukiwałam. Później jednak stało się tak że zamieszkaliśmy razem.. przestał na jakieś dwa miesiące całkowicie. Ja również. 24/h razem, wszędzie razem, wszystko robiliśmy razem... Byliśmy obydwoje zakochani bez pamięci, odcięci od świata. Żyliśmy jedynie z jego nielegalnych robót nocnych, i nam wystarczało. Mieliśmy siebie. Później zauważyłam, że coś jest nie tak. Pierwsze to jak traktuje matkę - ma za nic to co ona do niego mówi, w nerwach potrafi ją zwyzywać od szmat, itp. W ogóle jego rodzina wydawała mi się tak jakby... patologiczna. Siostra alkoholiczka, brat złodziej i ćpun zupełnie jak mój wybranek... matka wychowuje ich sama, kobita też z problemami po przejściach. Ale akceptowałam to. Potem zaczęło się najgorsze... ogólnie jestem osobą zazdrosną. Wypominałam mu często niektóre rzeczy, zaczynałam ryczeć i krzyczeć. Nigdy do niczego więcej się nie posuwałam. Jednak jemu podczas ostrzejszej kłótni zdarzyło się wycelować mi siarczystego liścia w policzek... a nie powiem, trochę siły ma.. na co dzień ogólnie słyszałam "ty dziwko, szmato, kurwo, prostytutko" etc. ... Przerażało mnie to na początku, czułam się zastraszona, zaszczuta. Nikt mnie nigdy tak nie traktował. Koszmar w ciągu tych dwóch lat przeżyłam przynajmniej z kilka jak nie kilkanaście razy kiedy to potrafił mnie bić i kopać kiedy ja leżałam na ziemi, wylewać na mnie szampon do włosów i smarkać... i mówić przy tym "umyj się Ty brudna dziwko" ... potem przepraszał, później się to powtarzało. Albo jak nie chciałam czegoś zjeść. Widelce lądowały wbite w półkach moich rodziców, parówki na ścianie, buty odbite na suficie a w drzwiach od łazienki dziury po pięściach...
zakazał mi mieć facebooka... i tak go miałam, bo tam miałam jedyny kontakt z kimś. Raz napisał do mnie pewien chłopak, coś zaczął kręcić a że ja akurat byłam w kłótni z chłopakiem trochę mu się pożaliłam... że źle mnie traktuje i nie wiem, czy to miłość czy przyzwyczajenie... (nic konkretnego nie napisałam). Oczywiście mój luby wszedł jakimś cudem na mojego fb, i pech chciał, że byliśmy sami w domu. Wiem, że mógł się poczuć tym zraniony, wiem. Głupio i wstyd mi było. Chciałam mu to wytłumaczyć, nie zdążyłam... Zostałam tak brutalnie pobita i wyrzucona na klatke cała zakrwawiona, ponieważ zaczęła mi lecieć krew z nosa... sąsiedzi się zbiegli i nawet teściowa z przychodni usłyszała moje krzyki i przybiegła.. darła się pomocy, potem kluczem otworzyła drzwi żebym weszła a nie stała w takim stanie na klatce... ogólnie wtedy musiałam okłamać rodzinę że wyjechałam nagle na dwa tygodnie do zakopanego, tak z dnia na dzień, chłopak mi zrobił niespodziankę. Bo jakby mnie wtedy zobaczyli to nie wiem co by się z nim wtedy stało... i tak wykorzystał kilka razy to że nie wychodziłam z jego domu i jeździł z kolegą całymi dniami autem pijąc i wożąc jakieś laski...
Kwestia była też taka, że znikał na noce, lub na kilka dni, szukałam go oczywiście rozpaczałam... niby nikt nie wiedział gdzie jest... ja nie spałam, nie jadłam przez kilka dni żyjąc tylko myślą, że powiedziano mi, że chodził w towarzystwie kilku dziewczyn (akurat największych kurew z miasta) i kolegi... zarabiał, przepijał, stawiał małolatom piwo a ja siedziałam tak naprawdę dwie klatki dalej(niewiedząc) i umierałam z nerwów. Finał tej opowieści był taki że wrócił po trzech dniach... bez prezerwatyw. To był dla mnie mocny cios. Twierdził że dał koledze... odbywały się w tym miejscu regularne melanże z tymi samymi osobami, czasami ktoś się dołączał. I on zawsze tam był. A mnie kłamał że śpi, bierze prysznic.. a ja jak ta głupia siedziałam w domu, płakałam, nie miałam nawet znajomych bo dla niego poświęciłam wszystkich. W końcu sama postanowiłam odnowić znajomości, imprezować i się bawić, mieć go w dupie, tak jak on mnie. Nie powiem, przydało mi się to, ale co z tego, jak zawsze mnie szukał, a jak już znalazł, to mnie bił, czasem zdarzyło mu się uderzyć moją koleżankę za to ze się ze mną napiła, a jak był z nami jakiś koleś to już nie mówię co się z nim działo...
I jakoś to leciało, oczywiście to wszystko co opisałam nie działo się cały czas, bo między tymi zdarzeniami były też dobre rzeczy, mamy wiele miłych i przyjemnych wspomnień, na początku tego związku była zasada "na zawsze razem, na dobre i na złe" ale potem chyba gdzieś to zgubiliśmy...
1 września minęły nam dwa lata. Akurat wtedy zwolniłam się z pracy, no i wtedy poznałam jego kolege z dawnych lat. Od 1 września prawie cały ten miesiąc spędzaliśmy właśnie z tym kolegą i z jeszcze jednym. W czwórke zawsze jeździliśmy autem, zwiedziliśmy chyba całą polskę. No i coś się stało, nie wiem naprawdę jakim cudem. Mimo złych, bardz złych i dobrych chwil kochałam mojego chłopaka nad życie. Jednak z czasem poczułam coś do jego kolegi.... a on do mnie. Raz na imprezie wyznał mi, że szkoda, że jestem z moim obecnym chłopakiem, ale tylko się uśmiechnęłam. Potem gadaliśmy i śmialiśmy się , i hm... dostałam liścia. Jednego. Drugiego. Trzeciego. A potem wpadłam na drzwi od ubikacji cała zakrwawiona. Znowu słyszałam "dziwko, szamato" ... powiedziałam sobie dość. Bił mnie nie raz przy kolegach brutalnie i oni tłumaczyli mi, ze powinnam go zostawić. Wtedy dopiero to do mnie dotarło. Już wiedziałam, że nie chcę z nim być. Z dnia na dzień, tak nagle, przestał mnie interesować. Przestałam być zazdrosna całkowicie, nie interesowało mnie czy wróci na noc czy nie... w sumie lepiej jak nie. Bo w głowie miałam tylko tamtego. Później zaczęły się z początku niewinne sms... ale przerwałam to jednak. Dalej byłam w związku. Niebawem mój chłopak miał się zjawić u mnie rano ale wiedziałam ze jest z kolegami i mieli go przywieźć, no cóż , olał mnie po prostu. Poszłam więc do koleżanki na piwo, jedno, drugie... wieczorem dostaje ok 100 wiad. null od numeru mojego chłopaka, odbieram słysze groźby ... no nic rozłączam się i mam w dupie wszystko. Jednak dzwoni TEN kolega... i mówi, że mój chłopak jedzie i mówił, że mnie pobije. I że to on miał go do mnie zawieźć. Zaproponował, że przyjedzie sam po mnie i odwiezie mnie do domu. Zgodziłam się...
Pogadaliśmy, w sumie wyszło, że oby dwoje się bardzo lubimy i może z czasem coś z tego będzie. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom drzwi auta nagle gwałtownie się otworzyły... odjechaliśmy szybko, jednak mój chłopak trzymał się drzwi krzycząc coś i nie chcąc się ich puścić... kiedy się puścił dzwoni do mnie i twierdzi, że połamaliśmy mu nogi. Z nerwów prawie zemdlałam, pojechałam do szpitala, okazało się, że ma tylko stłuczone jedno kolano. Przyjechał na drugi dzień z rana i pobił mnie znów, twierdząc, że się puściłam, że jestem dziwką, że to i tamto... mówiłam mu że nie chce z nim już być, do niego to nie docierało... odpowiedzią było uderzenie w twarz, w głowę... uciekałam trzy razy z własnego domu... mimo wielce, jak on to stwierdził "połamanych" nóg potrafił mnie dogonić roztargać całą bluzkę.. podjechali jego koledzy to mnie jeszcze zwyzywali.. mimo tego że nie chciałam go widzieć przez następne kilka dni przyjeżdżał i tak, jak widział że jestem na niego obojętna i nie reaguje wpadał w szał, płakał, trzaskał talerze... zaraz przepraszał, a to zaraz się nakręcił i znów mnie uderzył, zaraz płakał... potem musiałam w sobote iść do szkoły.. tel nie ustawał, nawet nową szkołę znalazł i wszedł w trakcie lekcji. Od tamtej pory niby z nim jestem... ale zrobiłam to dla świętego spokoju, ograniczam z nim jakoś kontakt, ale ja się naprawdę boję, że on zrobi krzywdę mi albo sobie...
wiem, że się rozpisałam, ale nie mogłam spać całą noc, męczy mnie to strasznie musiałam się gdzieś wygadać...
chciałabym, żeby ktoś spojrzał na to obiektywnie bo ja nie potrafię... czy to jest moja wina? Ja jestem dziwką i szmatą mimo tego że nigdy w życiu się nie puściłam? Gdzie jest mój błąd?
Może jakaś złota rada...
Z góry dziękuję każdemu kto przeczytał za wytrwałość.
Jezus Maria!!!
Ktoś napisał, że nie warto pakować się w nowy związek, że źle radzę...
Nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ przyjdzie taki moment po rozstaniu, że Pati poczuje tęstknotę, samotność i zacznie w głowie kalkulować, że może jednak warto dać mu szansę.
I on tą szansę otrzyma.
Oczywiście nie mozna pakować się w podobny związek! Ale w taki, gdzie doświadczyłabyś wsparcia, miłości i szacunku. I zaczęłabyś z tej perspektywy oceniać swoje zachowanie w sposób: Jak ja mogłam się na to godzić?!
Tylko z racji tego, że to jest psychol, będzie każdego skutecznie odstraszać.
Wydaje mi się, że ja wezwałabym policję przy najbliższej okazji, gdy Cię uderzy.
Musisz coś zrobić, bo nic się nie zmieni.
Zostaw go i zgłaszaj na policję każde nachodzenie i groźby z jego strony, w koncu się uspokoi i będziesz mogła zacząć normalnie żyć...Ja bym tak zrobiła....ale Twoje życie jest w Twoich rękach.
Teraz decydujesz o swojej przyszlosci i przyszlosci Twoich dzieci. Pozniej juz nic nie zmienisz...
31 2013-10-08 14:23:10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-10-08 14:25:05)
Obiecałam sobie, że jeśli jeszcze raz podniesie na mnie rękę lub w jakiś sposób zachowa się do mnie agresywnie z miejsca odwracam się i idę w inną stronę przyrzekając sobie, że ten człowiek już dla mnie nie istnieje. W zależności od sytuacji pójdę od razu prosto na komisariat, bo tak jak ktoś napisał, sam sobie na to zasłużył. Na razie unikam kontaktu z nim i jakoś dobrze to idzie, niestety są sprawy które musimy załatwić razem jeszcze w tym tygodniu więc całkiem kontaktu teraz urwać nie mogę.
Z drugiej strony trochę się boję bo jeśli pójdzie siedzieć to jego nienormalny brat i wulgaryzm koledzy nie dadzą mi żyć, boję się, że mnie okradną albo coś gorszego. Natomiast już nie raz mówiłam mu, że pójdę na policje z tym, to stwierdził, że jak wyjdzie to mnie znajdzie i zabije.
Obiecałam sobie, że jeśli jeszcze raz podniesie na mnie rękę...
Tzn. że chcesz mu dać kolejną szansę na to żeby mógł cię poniżyć? Myślę że Twój limit na kolejne razy zadawane przez Niego wyczerpał się w momencie kiedy ich liczba wyniosła 1 - o jeden za dużo. Nie licz że się zmieni, uciekaj od niego jak najdalej bo zrobi z Ciebie wrak człowieka aż w końcu sama do siebie stracisz szacunek - a to już będzie dno.
Z drugiej strony trochę się boję bo jeśli pójdzie siedzieć to jego nienormalny brat i wulgaryzm koledzy nie dadzą mi żyć, boję się, że mnie okradną albo coś gorszego. Natomiast już nie raz mówiłam mu, że pójdę na policje z tym, to stwierdził, że jak wyjdzie to mnie znajdzie i zabije.
Pati, masz rację, że się obawiasz, ale ! I TAK KAŻDY CIĘ PONIŻA, WIEC CO ZA RÓŻNICA. Nie wiem no...skoro miałaś cały czas odwagę siedzieć i czekać, kiedy to on znowu Ci nie przyłoży, to teraz też ją znajdz i idz przy najblizszej okazji.
Dziewczyno idź do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, pomóż światu sie uratować, lecisz po równi pochyłej, prosto do piachu. Nawet w takiej sytuacji jak jesteś, jest możliwość ratunku, trzeba tylko zrobić pierwszy krok. Albo chcesz, albo nie chcesz i nic i nikt nie jest ci w stanie otworzyć oczu. Ja bym ze strachu po nogach ............, gdybym sobie np. wyobraziła, że mnie oszpeci, albo zrobi kaleką. A ty zachowujesz sie jakbyś dążyła, jak w hipnozie do jakiegoś nieszczęścia. Tak reagują właśnie uzależnione, pozbawione wszelkich ludzkich uczuć do siebie ofiary. Moja piękna niedługo cie podrzuci jakiemuś innemu oprychowi, a sam weźmie młodszą, radośniejszą, świeższą ofiarę. I co wtedy, poczujesz sie wtedy wolna, może od niego, ale nie od brudu w którym cię zostawi. Nie odzyskasz już nigdy równowagi psychicznej, on zrobi z ciebie żywego trupa, jesli nie uciekniesz za pomoca innych ludzi od tego psychola. Sam nie poradzisz, za późno. Pchanie się w szeroko otwarte ramiona innego chłopaka z takim bagażem, z taką opinią to jest wejście z deszczu pod rynnę. Ty potrzebujesz czasu, do otrzeźwienia po takim praniu mózgu i po tym wszystkim czego doświadczyłaś od chłopaka i jego otoczenia. Boże jakimi słowami ci powiedzieć, że jak masochistka, zrobiłaś z siebie zabawkę dla tego wykolejeńca i jego otoczenia. Nie szkoda ci życia, nie szkoda ci ojca, matki, jak ty i im szkodzisz. Na prawdę nie możesz zrozumiec ile krzywdy i cierpienia jest wokól ciebie za twoim przyzwoleniem. Kiedy będziesz miała tego dość? jak bedzie za późno?
Jedyna dobra rada- UCIEKAJ.
Co za masakra. Ja rozumiem, że dla miłości można wiele poświęcić, ale bez przesady!
Szkoda, żebyś zmarnowała sobie życie...
Jedyna dobra rada- UCIEKAJ.
Co za masakra. Ja rozumiem, że dla miłości można wiele poświęcić, ale bez przesady!
Szkoda, żebyś zmarnowała sobie życie...
Gorzej, że on zmarnuje jej psychikę i potem taka skrzywiona będzie musiała iść do końca swego zycia. A to długo i pusto. Trzeba , rzucić dziada, iść do lekarza, uciekać z miasta i jeszcze zgłosić na policję wszystko co sie da, dla własnej przyszłości. Swiat się nie zaczyna ani nie kończy na nim . I znów jest dla mnie zagadką, czemu ona nic innego od życia nie chce? Jeśli nie ma siły ani wyobraźni pozwól to zrobic innym za siebie, niech cie pokierują a ty tylko wykonuj, choćby automatycznie. Ani rodzice, ani my , ani psycholog cię nie skrzywdzi. My chchemy ci pomóc, nie dla siebie tylko dla ciebie. Nam na tobie i twoim zyciu zależy, a ani jemu ani tobie już nie. Nie utożsamiaj się z nim i nie schodź do jego piekła na samo dno.