Witam
Nie potrafie sama myslec i ocenic juz realnie sytuacji, nigdy nie czulam takiej pustki, Nie mam wsparcia, nikomu nie moge powiedziec tyle rzeczy co Wam. Od poczatku :
Poznalismy sie tego roku koniec maja, przez internet na kamerkach internetowych. Spotkanie, wielka milosc, pierwszy raz , a mam 26 lat cos poczulam takiego prawdziwego, bylam slepo zakochana, on czulam ze takze. Po 2 miesiacach, zmienilam miejsce zamieszkania na obcy kraj do niego, wynajelimy domek. wszystko pieknie. Postanowilam (teraz wiem bardzo perfidnie, ale musze Wam wszystko powiedziec byscie ocenily to realnie) odstawic na miesiac tabletki anty. Po prostu bylam pewna ze to ten, ze co ma byc to bedzie, a chcialam tylko na miesiac je odstawic by potem zalozyc np spirale.Nie powiedzialam ze odstawiam mojemu facetowi no i stalo sie. Od razu po odstawieniu anty-zaszlam w ciaze. Nie byl zachwycony-zaproponowal ze moze usuniemy- ja ze nigdy i stwierdzil ze damy rade.
I wszytko pieknie do czasu az nie wzial mojego komputera do reki i zaczal sprawdzac cala histrie google- znalazl tam artykuly ktore czytalam na temat wrabiania mezczyzn wiec przyznalam sie ze zrobilam to specjalnie, co wiecej - wiedzial o mnie jak sie poznalismy ze bylam kiedys dziewczyna do towarzystwa - ale powiedzialam e dawno temu - a on wyszukal ze jeszcze w tym roku miala gdzies ogloszenia dotyczace sponsoringu- i zaczelo sie pieklo....
Rozmawialismy caly dzien, sluchalam tekstow, ze kur...zawsze bedzie kur..., ze tak jakby zrobil dziecko lasce prosto z ulicy....i pytal zlosliwie, ilu ich mialam, jak im robilas itp, mialam dosc, Rozmowy takie trwal 4 dni...przegladal mi cae bilingi telefoniczne, wszystkie poczty itp, oczywiscie nic nie znalazl bo od kiedy z nim jestem - przyjechalam po to by odciac sie wlasnie od tego wszystkiego, by zmienic to zycie i zapomniec...
Teraz jest zle. Zaczelam 7 tydzien ciazy i jestem samotna...czasem przechodza mi mysli ze moglo by tego dziecka nie byc, choc nie jestem w stanie chyba nic mu zrobic..chce jego bardzo...juz niekoniecznie faceta...ale caly czas bylam sama, tak barddzo chce kogos bliskiego....
Teraz nie ma juz przytulania prawie w ogole, nie ma buziakow, sms co chwile jak gdziekolwiek jade - po prostu mieszkamy razem i zyjemy jak lokatorzy...on stracil do mnie zaufanie, poblokowal komputery, hasla swoje itp. ja zyje w obcym kraju, choc bliso granicy, ale nie mam rodziny, przyjaciol kogokolwiek, siedze caly czas w domu jak glupia i nic nie robie, dzis wyjechalam do siostry i wlasnie u niej zostaje na noc, bo musze cos zalatwic w pl. On nawet nie napisal przez 4 godziny , ja napisalam, a on mi odpisal ze mam sie nie spieszyc, zebym sobie zostala u siostry, poszla na impreze i wrocila za 3 dni na spokojnie...po prostu ma mnie gdzies....nie wiem czy to sie da naprawic , czy juz calkiem to zniszczylam ? jestem poddana calkiem jemu...przyjechalam do niego likwidujac biznes ktory prowadzilam i jeszcze zabralam do niego 4 swoje psy...ktore tez dla niego sa problemem, bo ostatnio ciagle slysze ze jeszcze wpieprzylas sie tu do mnie z tymi psami..przeszkadzaja mu ze biegaja, ze kopia trawe, wszystko juz zaczyna mu przeszkadzac...jak pytam czy cos sie stalo, czy cos go wkurza - odpowiada Ty....