Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

Temat: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Pomóżcie mi bo zwariuje! Minęło już 4 miesiące od dnia kiedy odszedł odemnie (nie) mój mężczyzna. Byliśmy ze sobą 8 lat. Obecnie mam 31 lat.  Poznaliśmy się jeszcze w PL. Wszystko potoczyło sie tak szybko. Dla niego (a może i nie) zerwałam z chłopakiem z którym byłam 2 lata. Z tego co się dowiedziałam po latach przeżył to dość ciężko. Ja też się męczyłam bo nie mogłam sobie poradzić z tym że w jakiś sposób go skrzywdziłam mimo tego że nasz związek był jeszcze taki dość dziecinny. Wyjechałam z PL za moim ukochanym szukać szczęścia choć miałam zacząć prace w dobrej firmie. Dodam że oboje nie pochodziliśmy z zamożnych rodzin. Na początku było ciężko (jak to w nowym miejscu) ale po jakimś czasie wszystko zaczęło sie układać. Znależliśmy prace na stałe i snuliśmy plany na przyszłość. Miał to być wyjazd na rok. To był mój pierwszy chłopak z którym mieszkałam. Wszystko było fajnie do momentu jak się dowiedziałam że pali trawke już od dluższego czasu. Uwierzcie mi że nic nie zauważyłam bo nigdy nie miałam do czynienie z żadnymi narkotykami. Oczywiscie przekonywał mnie że to nic takiego, że przecież wszyscy palą ale ja postawiłam na swoim i nie palił(a może dobrze się z tym ukrywał). Postanowiliśmy że będziemy pracować po 12 godz. żeby coś odłożyć i pomóc naszym rodzinom. Tylko że ja przez moją dobroć (pewnie wszyscy nazwą rzecz po imieniu - naiwność) wysyłałam tych pieniędzy coraz częściej i coraz więcej. Uwierzcie mi pomagałam całej rodzinie. Nie mogłąbym patrzeć jak dzieciom (bo robiłam to z myślą o nich - sa niepełnosprawne) czegoś brakuje. Prawda jest taka że nie umiałam niczego odmówić chociaż czułam że mnie wykorzystują. Nigdy mój chłopak nie powiedział mi tego że w jakimś sensie mu to przeszkadza. On przez ten cay czas sie rozwijał, uczył, robił kursy i po pewnym czasie był już na wysokim stanowisku i coraz lepiej zarabiał. Jest bardzo otwartym człowiekiem, uśmiechniętym, wszystko potarfi zrobić(taka złota rączka), we wszystkim mi pomagał
(w najtrudniejszych momentach był ze mna jak nikt inny) lubi sie zabawić i wszyscy go lubią- za to wszystko go pokochałam. Dodam jeszcze że w domu też potrafił wszystko zrobić posprzątać, ugotować, zrobić pranie a do tego jest taki męski i taki przystojny (ze świecą takiego szukać). Za to ja  skromna, spokojna(choć zawsze chciałam być szalona), nie nawiązuje tak szybko kontaktów z ludżmi bo najpierw musze ich troche poznać, nie jestem wylewna w uczuciach ale wiem że jak ktoś już mnie pozna dobrze to wtedy się otwieram i odnajdzie we mnie dobrego przyjaciela bo można mi zaufać. Mimo tych różnic kochaliśmy sie, jeżdziliśmy na wycieczki, spotykaliśmy sie ze znajomymi.  Tak bardzo chciałam wszystkim pomóc że zapomniałam o sobie, o swoim rozwoju i o swoich potrzebach. Rzuciłam się w wir pracy bo przecież chciałam odłożyć też na naszą wspólna przyszłość. Chce zazanaczyć że nie jestem materialistką poprostu chciałam zarobić na coś swojego czego nigdy nie mogłam mieć. Za wszystko sama płaciłam i nie oczekiwałam żadnych prezentów od swojego chłopaka. Byłam juz coraz bardziej zmęczona. Zauważyłam też że mój chłopak zaczął znowu palić trawke. To były dziwne zachowania które chyba były w nim od początku tylko przymykałam na nie oko bo byłam zakochana i zapracowana. Był czasami agresywny i wulgarny. Nie mając żadnego powodu wyzywał się na mnie i obrażał. Nie wiedziałam za co i dlaczego. Owszem pytałam ale mnie zbywał i za 5 min mówił że już wszystko ok, przeprasza i że kocha. Po takich zdarzeniach zamykałam się w sobie a on w jedenj sekundzie o tym zapominał jakby nic się nie stało. Wszystko zaczęło sie nasilać więc coraz mniej czasu spędzaliśmy razem. Bałam sie każdego dnia co mnie czeka. Zaczęliśmy spędzać osobno urlopy. Przestałam nawet mówić kocham(choć bardzo go kochałam),było też coraz mniej czułości z mojej strony. Chciał sie zaręczać ale ja nie chciałam. Musiałam sie zastanowić jakie życie mnie z nim czeka. Wiele razy obrażał mnie przy wspólnych znajomych i coraz bardziej się w sobie zamykałam i tak naprawde powoli traciłam kontakty ze znajomymi. Zaczął wychodzić na spotkania i imprezy sam. Nie zabierał mnie nigdzie. Domyśliłam się że się mnie wstydzi. On nie widział nic złego w swoim zachowaniu.Walczyłam z tym aby przstał palić marihuana(krzyczałam.prosiłam spokojnie, błagałam) i przez to często wychodził z domu i okłamywał dlatego najwięcej kłótni było włąśnie o to. Przegrałam. Palił kiedy chciał. Wyciszał sie jak zapalił.W końcu doszłąm do wniosku że musze zrobić też coś dla siebie więc zapisałam sie do szkoły. Przeprowadziliśmy sie do nowego mieszkania (na starym sąsiedzi nam nie odpowaiadali)i kupilismy całe wyposażenie do domu. Wszystko nowe co do najmniejszych drobiazgów. Układało nam sie naprawde dobrze. Chcieliśmy o wszystkim zapomnieć co złe. Do momentu aż nie pojawiła się w jego pracy pewna dziewczyna. Ładna, szalona, usmiechnięta, zawsze pięknie ubrana i zadbana bez złych doswiadczeń życiowych. Wiem bo ją poznałam. Mówił że to tylko koleżanka choć w to nie wierzyłam. On już nie był mój. Oddalał się odemnie z każdym dniem. Nadszedł ten dzień w którym powiedział mi że to już koniec, że on już dłużej tak nie może, ze coś w nim pękło, że chce być z nią i najgorsze że mnie nie kocha. Nie umiem wyrazić co wtedy poczułam. W jedną sekunde zobaczyłam przed oczami nasze wspólne 8 lat i zrozumialam wszystko. Zatraciłam się cała w pracy, nie dostrzegałam jego, moich i naszych potrzeb. Za mało chwaliłam, za mało przytulałam, za rzadko mówilam że kocham, zbyt mało czasu spędzaliśmy razem. Oddałam sie cała rodzinie i pracy. Rozmawialiśmy długo i postanowiliśmy że zaczniemy wszystko jeszcze raz i to naprawimy. Wyjechałam na 2 tyg.żebyśmy mogli to sobie na nowo poukładać w naszych głowach. Czułam że coś jest nie tak i jak wróciłam to się o tym przekonałam na własne oczy. Mieszkała w naszym mieszkaniu i spał z nia w naszym łożku  i nie tylko.Jak to zabolało. Na koniec usłyszałam że jestem brzydka, nie umiem się ubrać, ze nie mam ładnej bielizny, że mam brzydkie włosy, że nigdy nie byłam dla niego, że nasz dom nigdy nie był domem, że nigdy nie był ze mną szczęśliwy, że nigdy mnie nie kochał, że nie jestem szalona, że za dużo siedze w domu, że miał ze mną prze..bane. Powiedział jeszcze że gdybym mu pozwoliła palić trawke w domu to by mu sie już dawno znudziło i by przestał. Powiedział że jego ukochana akceptuje go takim jaki jest i robi mu drogie prezenty i z nim imprezuje. Najgorsze jest to że on tego nie przeżywał w żaden sposób. Wręcz przeciwnie był taki szczęśliwy. Wiem że sama na to zapracowałam i na to zasłużyłam na ten ból który nie pozwala mi się podnieść i ruszyć do przodu. Moja samoocena spadła do zera. Nie czuje się człowiekiem a co dopiero kobietą. Nawet nie wyprowadził się od razu. Czekał aż ja to zrobie bo jego ukochana chciała tam zamieszkać bo zasługuje na wszystko co najlepsze. Więc odeszłam. Nie wiem dlaczego jeszcze próbowałam coś zminić. Poniżyłam się do końca. Zrozumiałam wiele rzeczy. Ile winy było po mojej stronie. Znalazł w nowej dziewczynie to czego ja mu nie dawałam. Uwierzcie mi ze był najlepszym człowiekiem jakiego spotkałam w życiu. Dlaczego ja to wszystko spieprzyłam. Czsami wydaje mi się że już od dawna miałam depresje a byłam może i nie szaloną ale otwartą, zadbaną dziewczyną. Dziewczyną z ambicjami i marzeniami. Zniszczyłam siebie i nasz związek. Jak ja mam z tym żyć?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Doskonale rozumiem twoje uczucia teraz.Przechodziłam i nadal przechodzę to co ty bardziej lub mniej intensywnie.Nie idealizuj swojego chłopaka bo święty nie był i nie jest.Nakręcasz spiralę bólu takimi przemyśleniami.Wina leży po środku.Nie tylko ty jesteś odpowiedzialna za rozpad związku.Ja powtarzałam sobie,że już nic nie da się zrobić on przestał mnie kochać i już nie chciał ze mną być.A zmuszać kogoś do miłości się nie da.Chciałabyś żeby był z tobą z litości nic do ciebie nie czując?Po prawie 2 miesiącach nadal mi go brakuje ale nie wrociłabym do niego.On tez poznał koleżankę w pracy.Ale do końca wypierał się wszystkiego.Tchórz.Nie wyobrażam sobie życia z kimś takim.Uwież mi że czas uzdrawia szkoda że tak wolno.

3

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Już sobie zadawałam to pytanie czy go idealizuje teraz. Naprawde tak nie jest. Myśle że oddalił się odemnie bo nie miałam dla niego zbyt wiele czsu. Swoimi czynami spowodowałam to że mnie nie szanował, że nie traktował jak kobiety, że nie czuł się przy mnie jak facet. Dlaczego wcześniej nie wykrzyczał mi tego wszystkiego żebym mogła się ocknąć, żebym mogła to wszystko naprawić. Dlaczego właśnie jego musiałam stracić? Dlaczego właśnie dzięki tak wilkiej stracie zrozumiałam jaką byłam kobietą? Wiem że już mnie nie kochał, że byłby ze mną z litości dlatego to tak bardzo boli.

4

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Nie zadręczaj się tak.Teraz cierpisz bo kochałaś to normalne.Umysł ludzki płata nam figle (przynajmniej dla mnie)i przypomina nam same dobre chwile.Ja w takich przypadkach od razu przypominam sobie te złe chwile,w których przez niego płakałam.I zadaj sobie pytanie czy gdyby osoba która kochasz płakała i cierpiała ty patrzyłabyś na to obojętnie?On mnie nie kochał nie wiem czy w  kiedykolwiek naprawde kochał czy był ze mna dla wygody.Staram się nie wnikać.To że obwiniasz siebie to normalne,kolejny etap żałoby po stracie kochanej osoby.Ale nie pozwól sobie tkwić w tym za długo.Powtarzaj że tak musiało się stać,że nic nie dzieje sie bez przyczyny.I ty też będziesz jeszcze szczęsliwa!!!!!

5 Ostatnio edytowany przez niekochana33 (2013-09-26 21:06:06)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Dzięki dziewczyny za dobre słowa. Napewno wiecie co mówicie bo przeszłyście przez to samo. Myślałam że jakoś szybciej się pozbieram. Ale za dużo tych złych myśli na swój temat mam w mojej głowie. Ciągle o nim myśle. Myśle o nich myśle jacy są szczęśliwi. Przecież ona mieszka w moim mieszkaniu otoczona wszystkimi moimi meblami, rzeczami. On o mnie zapomniał jakbym nigdy nie istniała. Zastąpił mnie -ją. Jakby wystawił za drzwi niepotrzbnego śmiecia.

6

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
niekochana33 napisał/a:

Dzięki dziewczyny za dobre słowa. Napewno wiecie co mówicie bo przeszłyście przez to samo. Myślałam że jakoś szybciej się pozbieram. Ale za dużo tych złych myśli na swój temat mam w mojej głowie. Ciągle o nim myśle. Myśle o nich myśle jacy są szczęśliwi. Przecież ona mieszka w moim mieszkaniu otoczona wszystkimi moimi meblami, rzeczami. On o mnie zapomniał jakbym nigdy nie istniała. Zastąpił mnie -ją. Jakby wystawił za drzwi niepotrzbnego śmiecia.

Początki sa bardzo trudne ale uwież z czasem robi się troszke lepiej.Najwazniejsze to nie poddać się poczuciu winy bo to prosta droga do deprechy.Wiesz jak ja się wyprowadzałam on pływał łódeczką z kolezanką nawet sie nie pożegnał po 5 latach.Ona też jest w moim domu,który ja urządzałam,w który ja włożyłam tyle serca.Mi też sie nie mieści że tak łatwo o mnie zapomniał.Ona -ja bez róznicy.Wiesz kiedy tak sobie o tym myśle i czuję ból to powtarzam sobie że ona siedzi na wc na którym ja siedziałam,kapie się w wannie w której wiadomo co moczyłam smile podobno na nieszczęściu innych swojego szczęia nie zbudujesz,czas pokaże czy to się sprawdza

7

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Nie rozumiem jednego. Dlaczego uważasz, że to Ty to spieprzyłaś?
Uważam zupełnie odwrotnie.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

8

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Ja rozumiem towje emocje,kochalas i dlatego to tak boli.Ja jestem ponad rok po rozstaniu mam dwojke dzieci i nadal cierpie ale kazdego dnia jest coraz lepiej.Tylko ze moje zycie z eks to bylo jedno wielkie goowno i moja iluzja i nadal chyba zyja ta iluzja co by bylo gdyby...i bardzo mnie tez boli,ze wlasnie jak wszystko zaczelo sie sypac w naszym zwiazku po narodzinach drugiego dziecka to on zaczal szukac sobie kola ratunkowego i odnowil znajomsc sprzed laty.Do tej pory mnie to boli ze tak ze mna postapil,ze ja bylam w najwiekszyk dolku mojego zycia a on wstawial zdjecia z nia z podpisem moja prawdziwa milosc,nareszcie razem itd.po jakims czasie chcial powrotu bo stweirdzil ze juz sam jej zapach go denerwowal, ze nie mogl patzrec na nia i sluchac bo widzial mnie ale wiesz co...ja temu panu juz podziekowalam za wystep w moim zyciu bo mam szacunek sama do siebie! Zobaczysz bedzie ciezko ale przetrwasz to, od tego sie nie umiera.Trzymaj sie!!

Odizoluj sie od niego calkowicie,zero kontaktu,mniej bedziesz cierpiec.

Tylko głupiec oczekuje innych rezultatów, powielając wciąż te same błędy.

9 Ostatnio edytowany przez angela00 (2013-09-27 00:36:57)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

To nie ty zniszczylas ten zwiazek tylko on..jednym ze skutkow czestego palenia zioła jest zobojetnienie na na uczucia..ja uwazam ze wszystko jest dla ludzi ale na boga nie codziennie..wiem cos o tym uwierz..trzymaj sie

10 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-27 01:23:54)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Jakiś czas temu poznałaś człowieka, któremu - o zgrozo - powierzyłaś swoje życie. Ufałaś mu i wierzyłaś jak chyba nikomu innemu dotąd. To był dla Ciebie - z pozoru - piękny, romantyczny związek dwójki ludzi - może po przejściach. Były piękne chwile, były też problemy a nawet kryzysy, ale wszystko między Wami wydawało się być ? w granicach zwyczajowej normalności, choć Wasze temperamenty trochę podkręcały skalę. Nie widziałaś jednak - poza trawką - powodów do jakichkolwiek obaw.
Zobacz jak to jest...
Jesteś z kimś iz początku wiesz z czym będzie problem, jednak przez wzgląd na piękną resztę przymykasz oko. Związek trwa i rozwija się w najlepsze. A co z problemem, co był na starcie? On również rośnie, nawet dwukrotnie szybciej a Ty dalej go starasz się nie dostrzegać. Bańka fascynacji, idealizacji pęka i na pierwszy plan wychodzi... w/w problem spatynowany kurzem.
U osoby uzależnionej i uwikłanej w toksyczny - nie myląc wstępnie z narkotycznym -związek, to norma. Idealizacja i fascynacja wspaniałomyślnym patentowo partnerem, piorą mózg równo i dokładnie w tempie ekspresowym. Naprawdę.
Stało się jednak coś dziwnego ? na tej prostej drodze Twoja podświadomość zaczęła wysyłać Ci "jakieś" zastraszające sygnały. To były bardzo trudne do wyjaśnienia alarmy, skutek jednak był taki, że zdecydowałaś się jej przysłuchać i... nakryłaś go. Z dużą precyzją i konsekwencją dokonałaś zabiegu, który zaowocował odkryciem pewnego dnia całej (?) prawdy - byłaś bezlitośnie zdradzana i okłamywana - na jego haju/detoksie również - w najbardziej zwyrodniały sposób już od bardzo dawna i niejednokrotnie.
Po tym wszystkim, co odkryłaś czujesz się jako ta najbardziej winna tego, co się między Wami stało, już nawet nie wiesz, czy kiedykolwiek byłaś przez niego kochana czy tylko brałaś udział w jakimś psychologicznym eksperymencie mającym na celu wykazanie, jak wiele jesteś w stanie znieść dla iluzji Twojej miłości do niego i jak długo można było Ciebie notorycznie okłamywać. Na teraz doszłaś do swojej prywatnej granicy w próbie ratowania czegoś, czego - paradoksalnie - nigdy nie było.
Wracając do terminologii toksycznych związków, to psycholog o tym mówi tak

Toksyczne związki - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was od siebie uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadaje Twojemu życiu kierunek.

Ty jesteś na detoksie uczuć od niego, on od narkotyku. Ty potrzebujesz jego jazd w Waszej sprawie, by być "na haju", a on dać sobie po garach, by być w formie... którą serwował uczuciowo Tobie.

Podziel to tak jak tu przedstawiłem - Ty jako uzależniona toksycznym związkiem od niego; On od ziółka. Zobaczysz kto jest winny.
Czujesz się winna, bo kochałaś wyobrażenie jego jako partnera w Twojej zdemolowanej głowie, a teraz stanęłaś z prawdą w oczy, jakiego kochałaś i kochasz faceta. On taki nie jest teraz!!!! On taki był zanim go poznałaś. Czujesz się winna, bo on poszedł w tany... nie tędy droga.
Narkoman dla zaspokojenia głodu nawet na chwilę - jak palacz przy paleniu fajki - nie panując nad sobą pójdzie w jego zamiennik - przygodny seks. Lub co gorsza po daniu po garach w swoim towarzystwie, o skok pod kołderkę jest równie nie daleko.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

11

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
niekochana33 napisał/a:

Mieszkała w naszym mieszkaniu i spał z nia w naszym łożku  i nie tylko.Jak to zabolało. Na koniec usłyszałam że jestem brzydka, nie umiem się ubrać, ze nie mam ładnej bielizny, że mam brzydkie włosy, że nigdy nie byłam dla niego, że nasz dom nigdy nie był domem, że nigdy nie był ze mną szczęśliwy, że nigdy mnie nie kochał, że nie jestem szalona, że za dużo siedze w domu, że miał ze mną prze..bane. Powiedział jeszcze że gdybym mu pozwoliła palić trawke w domu to by mu sie już dawno znudziło i by przestał. Powiedział że jego ukochana akceptuje go takim jaki jest i robi mu drogie prezenty i z nim imprezuje. [...] Zniszczyłam siebie i nasz związek. Jak ja mam z tym żyć?

Po pierwsze: nie znamy oczywiście racji drugiej strony, niemniej jednak ...

Dziewczyno/kobieto! Nie Ty zniszczyłaś ten związek, ale ON go skreślił już ładny szmat czasu temu; tak by wynikało z tego co piszesz. Od pewnego momentu przestał Cię szanować i traktować jak partnera, a był dalej z przyzwyczajenia (wygody?), do czasu aż mógł zmienić konia w biegu, bo zobaczył nowy, lepszy (w jego percepcji) model. O żadnym głębszym pozytywnym uczuciu z jego strony nie może być mowy odkąd zaczął przestał Cię traktować z szacunkiem/akceptować jako partnera.

Czasem nadchodzi taki moment (zwłaszcza w długoterminowych relacjach), że jeden z partnerów powszednieje i przestaje być atrakcyjny dla drugiego. W tym przypadku jego wina, że nie zasygnalizował początków psucia się waszego związku, ani jasno nie zakomunikował jego końca, tylko ciągnął farsę.
A jeśli już do tego dojdzie to nic co byś zrobiła, ani jakkolwiek byś się zmieniła nie może wpłynąć na zmianę jego (być być może nieuświadomionej) decyzji. Może i nawet tak było, że palenie trawki było ważniejsze od kontynuowania relacji. Cóż, ciekawe priorytety, ale każdy chadza własnymi ścieżkami.

Przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że jesteś nieatrakcyjna, albo za mało szalona w zachowaniu (co dwukrotnie wspominasz w wypowiedzi), nie warto na siłę próbować zmieniać swojego charakteru. Być może popełniłaś błąd godząc się na odejście z waszego wspólnego (z tego co piszesz) mieszkania.

12

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Jeżeli chodzi o mieszkanie to było tak że za pierwszym razem dosłownie(wziął za oszewke)i chciał mnie z niego usunąć, wręcz wyrzucić ale się nie dałam. Nigdy wcześniej aż tak żle nie postępował.  Mimo iż już wiedziałam że jest z nią w "związku" nie wyprowadzał się bo chyba chciał pod pretekstem ciągłych awantur (za nic) wymusić to na mnie abym to ja z niego zniknęła. W końcu kiedy dalej w nim mieszkałam i nie dawałam za wygraną powiedział po 1,5 mies. że to on się wyprowadzi i tak zrobił. Ale przez długi czas nie zabierał wszystkich swoich rzeczy. Znał mnie i wiedział że w końcu się złamie i sama to zrobie choć sama przed sobą się zapierałam że to nigdy nie nastąpi i będe twarda. Nie mogłam tam żyć. Wszystko najmniejszy szczegół doprowadzał mnie histerii. Więc to ja sama z niego odzeszłam I nie moge mieć do niego pretensji za to że razem teraz tam mieszkają. Tylko poprostu boli że tyle serca w urządzenie go włożyłam. Tłumaczyłam sobie tak że to tylko meble i rzeczy materialne. Chociaż tak jak paprotka85 ciagle myśle o tym ze kąpie się w tej samej wannie co ja, trzyma ubrania w moisz szafach, bielizne w moich komodach, siedzi na moich kanapach itp. tak samo jak się wyprowadzał nawet się nie pożegnał.
Zielony_Domek uważam tak ze to ja to wszytko zniszczyłam bo w momencie kiedy wiedziałam że ma jakiś problem z samym sobą (czy to przez trawke - nie wiem) powinnam mu pomóc a nie się odsuwać od niego. Oprócz tych dziwnych zachowań które powtarzały się co jakiś czas był zupełnie normalnym, fajnym i dobrym facetem. Moge się założyć że gdybyście go poznali to polubillibyście go od razu i nigdy nikt by nie odkrył tego że pali.
Luna33 i angela 00 teraz tak się zastanawiam czy to właśnie nie ja sama stworzyłam sobie w głowie iluzje mojego związku. Przecież na koniec wykrzyczał mi że nigdy się mną nie przejmował i mnie nigdy nie kochał ale z drugiej strony okazywał mi takie uczucia. Nic z tego nie rozumiem.
Bags tak rzeczywiście było że ufałam mu bezgranicznie. Jedyny powód jaki mogłam zauważyć oprócz palenia były nasze właśnie temperamenty. Ale nigdy mi o tym nie powiedział że w jakiś sposób mu to przeszkadza. Jedynie kiedy walczyłam z tym nałogiem tak jak pisałam w różny sposób powiedział mi żebym sobie sama zajarała to przynajmniej się wycisze i zrozumie że to tylko go relaksuje i już więcej nie będe musiała się go czepiać. Spróbowałam ale wcale mnie to nie zrelaksowało tylko miałam jakieś dziwne chalucynacje w głowie i powiedziałam że nigdy więcej. To jest prawda że w momecie kiedy się dowiedziałam że pali i zauważyłam dziwne zachowania mogłam odejść dużo dużo wcześniej. Tylko że ciągle widziałam w nim bardzo dobrego człowieka. Tak jak sam się do tego przyznał nigdy nie byłam przez niego kochana chociaż często mi powtarzał "kocham". Kiedy czasem słowa i czyny nie szły ze sobą w parze powiedziałam mu że te słowa dla mnie nic nie znaczą. Naprawde jak sobie teraz to wszystko analizuje(bo wróciłam do PL) to jakbym przebudziła się z jakiegoś dziwnego snu który trwał 8 lat i tak jak to określiłeś- "brałam udział w jakimś psychologicznym eksperymencie". Po tych dziwnych dla mnie kłótniach tak bardzo chciałam sie do niego przytulić powiedzieć że kocham ale mój rozum mówił NIE i dlatego się tak od siebie oddalaliśmy. Często mu powtarzałam że jest dla mnie jak narkotyk(jego zapach, głos, czułości) i innych używek nie potrzebuje (choc wcześniej uwielbiałam spotykać się ze znajomymi na piwko) albo musze się tak napić lub naćpać żebym mogła normalnie funkcjonować. Nigdy oczywiście tego nie robiłam bo sama na "trzeżwo" umiałam sobie z tym radzić choc było ciężko. Tylko czy uważasz że teraz z nową partnerką będzie miał zdrowe relacje? Skoro mi powiedział że nigdy nie byłam dla niego, że to ona jest miłością jego życia i nawet kiedy będzie akceptowała jego uzależnienie? Chyba że sama pali(tego nie wiem).
USCSS masz racje nie znacie racjii drugiej strony. Zdaje sobie sprawe z tego że wina leży zawsze po obu stronach. Tak jak pisałam nie jestem bez winy. Nie jestem ideałem. Posiadam wady. To ja napisałam że za mało go chwaliłam, że za mało przytulałam, za mało uczuć okazywałam, że za mało czasu mu poświęcałam, że sie zaniedbałam. Nie jestem modelką ale z tego co mi inni mężczyżni mówili jestem dość atrakcyjną dziewczyną a raczej byłam bo tak jak napisałam już się nią nie czuje. Przecież zakochał się (czy nie wiem co miał wtedy w głowie) właśnie w otwartej, uśmiechniętej, zadbanej dziewczynie. Dopiero jak mi to wszystko powiedział na koniec (co było prawdą) spojrzałam na siebie i wszystko zrozumiałam. Dlatego napisałam że zniszczyłam ten związek. Obudziłam się z jakiegoś snu jakbym nie była kobietą a maszyną(bo tak też mnie nazwał). Masz racje że był ze mną z przyzwyczajenie i dopiero zmienił na lepszy model jak ją poznał. Powiedział mi kiedyś że ja nie potrafie być sama a to nie prawda. To on nie potrafił skoro jak już mu się znudziłam, skoro mnie nie sznował i nie kochał to mógł mnie przecież zostawić w każdej chwili. To on z wygody i obawy że będzie sam tego nie zrobił bo przecież nie z litości. Skoro teraz potrafił to zrobić to mógł wcześniej w  każdym innym momencie. Dlaczego nie mówił mi o tym co mu przeszkadza w związku? Nie palenie trawki było ważniejsze tylko jego miłość życia od naszego "zwązku". Powiedział mi że nie wiedział wcześniej jak mi ma to powiedzieć a teraz wiedział? On też mi powtarzał żebym na siłe się dla niego i dla nikogo nie zmieniała. Tylko że jak odchodził mogłabym zaakceptować już w nim wszystko. Wiem że to chore ale tak bardzo nie chciałam żeby odszedł.

13

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Nie wiem co się ze mna dzieje. Nie wiem co się ze mną stało. A to może ja jestem jakaś dziwna. Może to ja bez żadnych powodów niepotrzebnie robiłam awantury zamiast zająć sie sobą i cieszyć życiem. Wiem jedno po tym związku jak po żadnym innym pierwszy raz w życiu się tak załamałam, pierwszy raz straciłam poczucie własnej wartości, pierwszy raz się tak poniżałam. Dzięki niemu spojrzalam na siebie z całkiem innej strony. Dziękuje wszystkim za odpowiedż. Jestem całym sercem ze wszystkimi którzy przeżyli rostanie lub właśnie się rozstają po długoletnich związkach. Już zawsze będe miała go w sercu i będzie zajmował szczególne miejsce bo  to właśnie on oprócz bólu dał mi mimo wszystko tyle szczęścia choc już o mnie nie pamięta i tak szybko zapomniał. No cóż taka już jestem. Mimo wszystko życze im szczęścia choć serce nadal tak boli. Nie mówie że im żle nie życzyłam i obwiniałam ją za rozpad naszego związku dopóki nie zrozumiałam gdzie leży błąd. Taże ją powinnam przeprosić choć nigdy tego nie zrobie bo wyzywałam ją od najgorszych a to przecież nie jej wina. Musze sie sama" oczyścić" z tych złych emocji i odesłać ten nieszczęsny pierścionek zaręczynowy.

14

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Nic nie zmienia faktu że jestem w złym stanie psychicznym i nie moge nadal ruszyć z miejsca. Ze od od pół roku nie śpie, nie jem i płacze. Chyba pora na psychologa!

15

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Acha i jeszcze coś chciałam dodać. Nigdy przez to ze palił nie zaniedbał a ni pracy ani domu ani żadnych obowiązków. Wręcz przeciwnie był bardzo odpowiedzialny. W to  że mnie nigdy nie kochał moge uwierzyć. Między nami wszystko tak szybko się potoczyło. Wyjechaliśmy razem a raczej on mnie ze sobą zabrał. Tzn. że był ze mną od początku z litości, z poczucia odpowiedzialności za mnie? Nigdy nikt by w takim związku nie wytrzymał tyle lat! Przecież to że nie jestem szalona, to że mam poukładane w głowie nie da się ukryć. Powiedział mi że chce być szczęśliwy. Mógł i to wiele lat wcześniej. Po co tkwił w tym dla niego beznadziejnym zwązku? Przecież pewnych cech charakteru poprostu nie da sie ukryć. Może to ja na siłe chciałam go zmienić. Sory że to tak wszystko analizuje ale tak mi go brak.
Paprotka85 z tego co czytam masz choc troszke podobną historie do mojej. Bardzo dobrze sobie radzisz z tym wszystkim i Ty Luna33 mimo ze masz jeszcze 2 dzieci. Chyba wszytko tkwi w tym że macie szcunek do samych siebie i dobrze znacie swoją wartość.

16

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Psycholog to zdecydowanie dobry pomysł. Naprawdę wzięłaś winę na siebie i uwierzyłaś że to Twoja wina..
Twój eks poniżal Cię i nie szanował długo przed tym, jak znalazł sobie nową dziewczynę... a to co powiedział do Ciebie na końcu ...ja jestem oburzona. Zero taktu, zero empatii... zero szacunku do Ciebie jako człowieka.  I jeszcze coś.. jeśli spędził 8 lat z kimś kogo nie kocha, to tylko źle świadczy o nim...

A ty uwierz w to, że nie mogłaś nic innego zrobić.. nie obwiniaj siebie za to, kim jest Twój były partner..
bardzo polecam Ci książkę Toksyczna Miłość Pia Melody.. Myślę, że znajdziesz tam całkiem dobry opis relacji która Cię łączyła z tym człowiekiem. Myślę też, ze Twój były partner mógł mieć  osobowość dyssocjalną.... może za mało podałaś przykładów, ale wygląda to na osobę która ma problemy z empatią i emocjami (wampir emocjonalny, żywił się Twoją krzywdą).
Jeśli po pół roku ciągle masz problemy ze snem to też jest duża szansa że masz depresję... warto skorzystać w takim wypadku z profesjonalnej pomocy!
Trzymam za Ciebie kciuki, za to że uwierzysz w siebie i jeszcze podziękujesz swojemu byłemu że Cię uwolnił od siebie...
Z tego co piszesz jesteś bardzo wartościową dziewczyną...

17

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
niekochana33 napisał/a:

Tylko czy uważasz że teraz z nową partnerką będzie miał zdrowe relacje? Skoro mi powiedział że nigdy nie byłam dla niego, że to ona jest miłością jego życia i nawet kiedy będzie akceptowała jego uzależnienie? Chyba że sama pali(tego nie wiem).

Nadrzędną niejako cechą psychofaga jest niszczenie ludzi ich mocną stroną - pozytywnymi cechami charakteru.
Nie, nie będzie miał zdrowych i poprawnych relacji, bo dla nich to normalna kolej rzeczy. Ot taki niekończący się toksyczny taniec, gdzie tylko partnerki odpadają z parkietu i przyłączają się nowe.
Żeby się z tego wyleczyć - albo przynajmniej chcieć - to musiałby pójść na detoks partnerski i "zielarski", prawdopodobieństwo tego kroku jest bliskie jeśli nie równe 0.
To jest haremowy kurier logistyczny, gdzie ta pozornie stała partnerka nią nie jest, za to prędzej jest kołdrą w Ich związku.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

18

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Dzięki ale to czy jestem wartościową dziewczyną to nie wiem. Napisałam jak było. Wydaje mi się że w dzisiejszych czasach nie liczy sie to że ktoś komuś pomaga. Takie zachowanie nazywa się naiwnością. Nie rozpycham się też łokciami, nie dąże do czegoś po trupach do celu, nie walcze o swoje chociaż wiem że teraz to się bardzo liczy bo inaczej do niczego się nie dojdzie. Tacy ludzie są wyraziści i warci uwagi a nie tam takie szare myszki. Wiem jedno za mało dla siebie robiłam.

19

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Każda z nas na początku po rozstaniu przechodzi to samo.Ja też miałam wyrzuty sumienia i obwiniałam sama siebie bo przecież to dobry człowiek był nie bił mnie,nie znęcał się nade mną psychicznie,nie ganiał z nożem po domu.Tez myslałam że znalazł inną bo ja się go czepiałam,chciałam zmienić i pewnie gdyby nie to to bylibyśmy razem.Ale w końcu dotarło do mnie że ja przy nim nie byłam sobą wiesz,ja w tym związku musiałam być i głową i szyją nie czułam że jest ze mną,że stanie w mojej obronie jesli jego mamusia będzie coś do mnie miała.On wolał jej ustepować i sie nie mieszać.A my przecież we dwójkę powinniśmy grać w jednej drużynie.On wolał kupować xboxa,lepszy telewizor niż remontować resztę domu.Jak długo wytrzymałabym z kimś takim?Ja miałam powody się czepiać i uwierz mi ty też.Wolałabyś siedzieć jak mysz pod miotłą i być nieszczęśliwa byle  by on był z tobą?To nie życie i to nie związek to więzienie.

Czy bardzo dobrze sobie radze?średnio :)mam też doły i nadal mi go brakuje.Ale tak jak ktos juz napisał na tym forum ja swojego szczęścia nie będę uzależniać od drugiej osoby.ja muszę być szczęsliwa sama ze sobą.Chce wierzyć że pewnego dnia poznam kogoś kto wywróci mój świat do góry nogami :)ale w ten pozytywny sposób oczywiście.
U ciebie kochana ten dół i wyrzuty sumienia zbyt długo trwają.Miewałam i miewam jeszcze trudności ze snem i wiem jak to diabelnie męczy człowieka i psychicznie i fizycznie.Ale jak ja się cieszę rano kiedy widzę i czuję że przespałam 6 godz.:)mała rzecz a cieszy.
Idz proszę cię do lekarza,terapeuty to nie wstyd że szukasz pomocy.

20

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Tylko widzisz bags znam pary (małżeństwa) gdzie facet pali zioło i kobieta się na to zgadza. Nie widze w nich takich dziwnych zachowań wręcz przeciwnie są wykształconymi i miłymi ludzmi na wysokich stanowiskach którzy szanują swoje partnerki (żony) i tworzą zupełnie normalne szczęśliwe związki (małżeństwa). Tzn. że my poprostu tak zwyczajnie do siebie nie pasowaliśmy. Może to jak on się wobec mnie zachowywał nie było wcale skutkiem palenia tylko żalu że wziął mnie ze sobą choć wcale mnie nie kochał i czuł się w jakimś sensie za mnie odpowiedzialny. Może dusił to w sobie. Czekał tylko ze mną u boku na swoją prawdziwą miłość. Na kobiete z którą odnajdzie szczęście, taką bratnią dusze, przy której będzie sobą i przy której poczuje się jak facet.
Nasz związek był bardzo burzliwi, pełen emocji (również tych złych), padło wiele ostrych słów które bardzo kaleczyły umysł i dusze również z mojej strony wobec niego. Nie jestem aniołem. Tak samo również ja mogłam odejść a tego nie zrobiłam. Na sam koniec powiedział mi że nie potrzebnie to wszystko sobie zrobiliśmy.
To raczej ja byłam inicjatorką tych wszystkich kłótni. To ja swoim zachowaniem spowodowałam to że mnie nie szanował.
Nie przypominam sobie sytuacji w której mogłabym stwierdzić że mnie wcześniej zdradzał. Raczej jestem pewna że był mi wierny i z nikim się nie spotykał. Zauważyłabym to. Miał niewiele kobiet w życiu a stały związek tylko ze mną. Jest również stały w uczuciach. Nie ma reguły czy facet pali czy nie zawsze może zdradzić jak mu coś w związku nie pasuje to dotyczy się również kobiet.
Sądze że było to zwykłe niedopasowanie charakterów a z nią będzie szczęśliwy. On naprawde jest dobrym człowiekiem. We wszystkim mi pomagał. Wiele obowiązków brał na siebie. Poprostu wybrał nieodpowiednia dziewczyne dla siebie. Był ze mną z przyzwyczajenia. Wiem jedno że za dużo pracowałam. Przez to byłam ciągle zmęczona i przestałam dbać o siebie, o niego,  o nas a zasługiwał na wszystko co najlepsze. Poświęciłam się rodzinie a o związek trzeba dbać każdego dnia. Może to wszystko nic by nie zmieniło bo mnie nigdy nie kochał i nie wiem jak bym była zadbana, dobrze ubrana, nie walczyła z nałogiem a mu w tym pomogła, dawała wszystko czego potrzebował od kobiety to i tak w chwili kiedy ona by się pojawiła i tak by mnie zostawił bo to właśnie ona była dla niego. Tylko żałuje że nawet nie spróbowałam nic zrobić żeby było inaczej i odpuściłam. Może to właśnie ona spowoduje to że przestanie palić i bedzie dla niej wspaniałym mężem i ojcem. Wiem też że winy powinnam szukać w sobie a nie w niej czy w nim. Może to ja jestem żałosną osobą która nie potrafi sobie w życiu poradzić i robi z siebie ofiare na tym forum. Zawsze mi powtarzał musisz być twarda. Nic nie zmieni faktu że mi go brak. Był wyjatkową osobą w moim życiu i nigdy o nim nie zapomne i nikt (żaden facet) mi go nie zastąpi. Nie mogę cofnąć czsu. Może wtedy postępowała bym inaczej ale skoro nigdy nie byłam dla niego nic by to nie zmieniło. Szukam odpowiedzi dlaczego tak bardzo zamknęłam się w sobie, na ludzi i na świat.
Mogłabym się zapytać skąd tak dużo wiesz o osobach uzależnionych?

21

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
niekochana33 napisał/a:

Tylko widzisz bags znam pary (małżeństwa) gdzie facet pali zioło i kobieta się na to zgadza. Nie widze w nich takich dziwnych zachowań wręcz przeciwnie są wykształconymi i miłymi ludzmi na wysokich stanowiskach którzy szanują swoje partnerki (żony) i tworzą zupełnie normalne szczęśliwe związki (małżeństwa). Tzn. że my poprostu tak zwyczajnie do siebie nie pasowaliśmy. Może to jak on się wobec mnie zachowywał nie było wcale skutkiem palenia tylko żalu że wziął mnie ze sobą choć wcale mnie nie kochał i czuł się w jakimś sensie za mnie odpowiedzialny. Może dusił to w sobie. Czekał tylko ze mną u boku na swoją prawdziwą miłość. Na kobiete z którą odnajdzie szczęście, taką bratnią dusze, przy której będzie sobą i przy której poczuje się jak facet.
Nasz związek był bardzo burzliwi, pełen emocji (również tych złych), padło wiele ostrych słów które bardzo kaleczyły umysł i dusze również z mojej strony wobec niego. Nie jestem aniołem. Tak samo również ja mogłam odejść a tego nie zrobiłam. Na sam koniec powiedział mi że nie potrzebnie to wszystko sobie zrobiliśmy.
To raczej ja byłam inicjatorką tych wszystkich kłótni. To ja swoim zachowaniem spowodowałam to że mnie nie szanował.
Nie przypominam sobie sytuacji w której mogłabym stwierdzić że mnie wcześniej zdradzał. Raczej jestem pewna że był mi wierny i z nikim się nie spotykał. Zauważyłabym to. Miał niewiele kobiet w życiu a stały związek tylko ze mną. Jest również stały w uczuciach. Nie ma reguły czy facet pali czy nie zawsze może zdradzić jak mu coś w związku nie pasuje to dotyczy się również kobiet.
Sądze że było to zwykłe niedopasowanie charakterów a z nią będzie szczęśliwy. On naprawde jest dobrym człowiekiem. We wszystkim mi pomagał. Wiele obowiązków brał na siebie. Poprostu wybrał nieodpowiednia dziewczyne dla siebie. Był ze mną z przyzwyczajenia. Wiem jedno że za dużo pracowałam. Przez to byłam ciągle zmęczona i przestałam dbać o siebie, o niego,  o nas a zasługiwał na wszystko co najlepsze. Poświęciłam się rodzinie a o związek trzeba dbać każdego dnia. Może to wszystko nic by nie zmieniło bo mnie nigdy nie kochał i nie wiem jak bym była zadbana, dobrze ubrana, nie walczyła z nałogiem a mu w tym pomogła, dawała wszystko czego potrzebował od kobiety to i tak w chwili kiedy ona by się pojawiła i tak by mnie zostawił bo to właśnie ona była dla niego. Tylko żałuje że nawet nie spróbowałam nic zrobić żeby było inaczej i odpuściłam. Może to właśnie ona spowoduje to że przestanie palić i bedzie dla niej wspaniałym mężem i ojcem. Wiem też że winy powinnam szukać w sobie a nie w niej czy w nim. Może to ja jestem żałosną osobą która nie potrafi sobie w życiu poradzić i robi z siebie ofiare na tym forum. Zawsze mi powtarzał musisz być twarda. Nic nie zmieni faktu że mi go brak. Był wyjatkową osobą w moim życiu i nigdy o nim nie zapomne i nikt (żaden facet) mi go nie zastąpi. Nie mogę cofnąć czsu. Może wtedy postępowała bym inaczej ale skoro nigdy nie byłam dla niego nic by to nie zmieniło. Szukam odpowiedzi dlaczego tak bardzo zamknęłam się w sobie, na ludzi i na świat.
Mogłabym się zapytać skąd tak dużo wiesz o osobach uzależnionych?

Każdy jest inny w najgorszym dla ciebie przypadku jego wina wynosi 75% a  jak sądzi bags , ja no i kilku forumowiczów jego wina wynosi około 100% i chyba to jest prawdą.
W każdym razie zdecydowanie więcej winy ma on więc odpuść sobie obwinianie siebie możesz jak chcesz zobaczyć co będzie za 2 lata może się okazać że on już będzie z inną bo skończą się motylki a pojawi szara rzeczywistość...

Jestem wierna tak jak ty mi.

22

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Zazdroszcze Ci paprotka85 6 godz. snu to całkiem nieżle. Na poczatku to nie spałam wcale teraz to może jakieś 2-3 godz. W moim zwiazku było troche inaczej ja zawsze byłam sobą i nikogo nie udawałam to on mi na koniec powiedział że w końcu chce być sobą. Tylko to było dla mnie niezrozumiałe. Nigdy nie chciałam żeby był kimś innym. Niczego mu nigdy nie zabranialam (oprócz palenia) ani w niczym nie ograniczałam. Tak naprawde to robił co chciał. Zawsze wychodziłam z założenia ze nie ma co naciskać. Chciałam żeby sam dojrzał do decyzji małżeństwa i dzieci. Może i dojrzał ale nie ze mną. Nikt do naszego zwiazku się nie wtrącał bo byliśmy daleko od rodziny. To prawda jest że w dobrym zwiazku każde z partnerów powinno stać za sobą murem. Nigdy też nie siedziałam jak mysz pod miotłą gdyby tak było to w naszym związku nie byłoby nigdy kłótni. Nie wstydze się pójść do psychologa. Sama to sobie uświadomiłam że potrzebuje pomocy. Nie chce też uzależniać szczęścia od drugiej osoby ale miło, fajnie i przyjemnie jest tym szczęściem sie dzielić z drugą osobą.
Zycze Ci tego abyś spotkała tą drugą osobę która wywróci Ci Twój świat do gory nogami :-)

23

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Katarzynka82 Nigdy nie dowiem się co u niego bo wróciłam do PL. Nasze rodzinne miasta  bardzo daleko od siebie. Nie zamierzam tam wracać a całe tamte życie przekreśliłam grubą kreską.

24 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-28 20:48:43)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
Katarzynka82 napisał/a:
niekochana33 napisał/a:

Tylko widzisz bags znam pary (małżeństwa) gdzie facet pali zioło i kobieta się na to zgadza. Nie widze w nich takich dziwnych zachowań wręcz przeciwnie są wykształconymi i miłymi ludzmi na wysokich stanowiskach którzy szanują swoje partnerki (żony) i tworzą zupełnie normalne szczęśliwe związki (małżeństwa). Tzn. że my poprostu tak zwyczajnie do siebie nie pasowaliśmy. Może to jak on się wobec mnie zachowywał nie było wcale skutkiem palenia tylko żalu że wziął mnie ze sobą choć wcale mnie nie kochał i czuł się w jakimś sensie za mnie odpowiedzialny. Może dusił to w sobie. Czekał tylko ze mną u boku na swoją prawdziwą miłość. Na kobiete z którą odnajdzie szczęście, taką bratnią dusze, przy której będzie sobą i przy której poczuje się jak facet.
Nasz związek był bardzo burzliwi, pełen emocji (również tych złych), padło wiele ostrych słów które bardzo kaleczyły umysł i dusze również z mojej strony wobec niego. Nie jestem aniołem. Tak samo również ja mogłam odejść a tego nie zrobiłam. Na sam koniec powiedział mi że nie potrzebnie to wszystko sobie zrobiliśmy.
To raczej ja byłam inicjatorką tych wszystkich kłótni. To ja swoim zachowaniem spowodowałam to że mnie nie szanował.
Nie przypominam sobie sytuacji w której mogłabym stwierdzić że mnie wcześniej zdradzał. Raczej jestem pewna że był mi wierny i z nikim się nie spotykał. Zauważyłabym to. Miał niewiele kobiet w życiu a stały związek tylko ze mną. Jest również stały w uczuciach. Nie ma reguły czy facet pali czy nie zawsze może zdradzić jak mu coś w związku nie pasuje to dotyczy się również kobiet.
Sądze że było to zwykłe niedopasowanie charakterów a z nią będzie szczęśliwy. On naprawde jest dobrym człowiekiem. We wszystkim mi pomagał. Wiele obowiązków brał na siebie. Poprostu wybrał nieodpowiednia dziewczyne dla siebie. Był ze mną z przyzwyczajenia. Wiem jedno że za dużo pracowałam. Przez to byłam ciągle zmęczona i przestałam dbać o siebie, o niego,  o nas a zasługiwał na wszystko co najlepsze. Poświęciłam się rodzinie a o związek trzeba dbać każdego dnia. Może to wszystko nic by nie zmieniło bo mnie nigdy nie kochał i nie wiem jak bym była zadbana, dobrze ubrana, nie walczyła z nałogiem a mu w tym pomogła, dawała wszystko czego potrzebował od kobiety to i tak w chwili kiedy ona by się pojawiła i tak by mnie zostawił bo to właśnie ona była dla niego. Tylko żałuje że nawet nie spróbowałam nic zrobić żeby było inaczej i odpuściłam. Może to właśnie ona spowoduje to że przestanie palić i bedzie dla niej wspaniałym mężem i ojcem. Wiem też że winy powinnam szukać w sobie a nie w niej czy w nim. Może to ja jestem żałosną osobą która nie potrafi sobie w życiu poradzić i robi z siebie ofiare na tym forum. Zawsze mi powtarzał musisz być twarda. Nic nie zmieni faktu że mi go brak. Był wyjatkową osobą w moim życiu i nigdy o nim nie zapomne i nikt (żaden facet) mi go nie zastąpi. Nie mogę cofnąć czsu. Może wtedy postępowała bym inaczej ale skoro nigdy nie byłam dla niego nic by to nie zmieniło. Szukam odpowiedzi dlaczego tak bardzo zamknęłam się w sobie, na ludzi i na świat.

Mogłabym się zapytać skąd tak dużo wiesz o osobach uzależnionych?
Każdy jest inny w najgorszym dla ciebie przypadku jego wina wynosi 75% a jak sądzi bags , ja no i kilku forumowiczów jego wina wynosi około 100% i chyba to jest prawdą.

Ja Ciebie bardzo przepraszam Niekochana33, ale jedziesz po nim zwalając wszystko na siebie. Metoda wyparcia jaką stosujesz zwie się permisywizmem społecznym, czyli przyzwoleniem na rozbestwienie i rozwydrzenie takich osobników jak Twój ex facet. Przyzwoleniem i zarazem pochyleniem się nad nimi, bo oni są zagubieni, biedni i zakręceni jak płyty winylowe. W związku z powyższym w przypadku takich osób z tymi cechami o ogólnie mówiąc zaburzonej osobowości - toksycznej i w najwyższym tego stadium zwanym psychofagowym, czerpią oni satysfakcję i świetną zabawę z fajerwerkami wszelkiej maści z tego, że mogą i poniekąd rozczulone społeczeństwo znalazło dla nich usprawiedliwiający wykręt nazywając takich "pacjentów" chorymi na cokolwiek.
Apropo związków, to przemilczę Twój wywód o tym, a w to miejsce powołam się na siebie i swój - opisany i przedyskutowany od deski do deski - wątek na tym forum z udziałem takich bratnich dusz jak Ty czy ja.
Ja też byłem rozczulony, nawet z pozycji partnera sakramentalnego bardzo współczujący zarazem jako mąż i zięć (dla teściowej), empatycznie i  tolerancyjnie współczujący bo mieliśmy pewne tematy wspólne, w których początkowo - jak się okazało na koniec - rozumieliśmy się nie tyle w pół słowa, co w lot; dostający w tym wszystkim gigantycznej szajby delikatnie mówiąc, by zatrybić o co w tym wszystkim moim dwóm dziewczynom chodzi.
Znalazłem pojęcie nieodciętej pepowiny od nadopiekuńczej matki - pasowało jak ulał; znalazłem pojęcie toksycznego trójkąta jako definicji mojego - o zgrozo - związku małżeńskiego - qwa strzał w 10 jak w trzy szóstki w totka na ślepo i za pierwszym kuponem "chybił-trafił.
Znalazłem - po długich dupogodzinach na necie i telefonach do ludzi o wielkim sercu antidotum na to; znalazłem batalion fachowców, by wyrwać z tego "burdelu" żonę i pójść na terapię małżeńską dla takich przetrąconych osób. Paradoksalnie za friko, nawet z pominięciem NFZ-tu, bo dla tych ludzi był ewenementem mój związkowy przypadek i tak zawzięcie walczący o małżeństwo partner.
Skończyło się to tym, że z miejsca dostałem od partnerki i "matki" cały arsenał wojskowy jak przysłowiową kulkę w łeb, a rozpiernicz jak był tak dalej rósł w siłę i dalej coś mi nie pasowało.
Wpadłem tu w jednym z wątków na debatę o zdradzie fizycznej, dotarłem do pojęcia zdrady emocjonalnej; skleciłem to w całość i wyszedł szantaż emocjonalny. Od słowa do słowa tadam - psychopaci(psychofagi), socjopaci i cała tego typu śmietanka w jednej osobie, co druga to lepsza.
Powiedzmy sobie wprost, gdybym był regularnie katowany po pysku i żebrach w małżeństwie pięścią, to mógłbym otwarcie powiedzieć, że dostawałem sowity łomot choćby za to, że żyję, związałem się sakramentalnie i śmiem zwracać żonie uwagę i pienić się do "matki", że związek z jakiś uzasadnionych - zaznaczam uzasadnionych - dla mnie powodów kuleje. Pójść na pogotowie, zrobić obdukcję i sprawę mam w kieszeni - rozwód z winy żony i/lub teściowej za brutalne pobicie.
A tu co??? Jak nie stanąć, to odwłok z tyłu, zero dowodów i fioletowo siny makijaż na całym ciele, pod oczami tudzież wokół nich włącznie jak był tak jest.

Zapierdzielasz po równi pochyłej, ale bardzo pionowej jak odrzutowy meserszmit w dół, wypierając i na wszelki sposób usprawiedliwiając partnera,a winę bierzesz na siebie. Miotasz się w swoich "zeznaniach" jak wirujący kot, ale prawda jest tylko jedna, którą tu ewidentnie zauważyła Katarzyna.
Pora się temu przyjrzeć uważniej kochana, a jeśli dalej nie wiesz od czego zacząć, to polecam blog "moje dwie głowy" na necie; nawet w wersji papierowej. Klękniesz z wrażenia i będziesz się zwijając z płaczu i wqrwienia na siebie wyjąc z bólu do księżyca i zaciskając w zębach pięść, by Cię czasem sąsiedzi nie usłyszeli. Z wrażenia jakie to wszystko jest banalne, pełnione w białych rękawiczkach i praktycznie bezdotykowo bardzo brutalnie .
Jako ofiara takiego tandemowego związku i mająca na poparcie tego stwierdzenia w zanadrzu na forum dowodowe podobne przypadki, czego jak czego, ale tego jednego Ci mogę zagwarantować.
Facet leje Cię po pysku aż chuczy ujarany i uchachany od ucha do ucha drwi sobie z Ciebie, a Ty uparcie twierdzisz za każdym razem, że to tylko deszcz pada.
O tempora o mores... o qwa!

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

25

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Wcale się nie gniewam bags. Wyraziłeś swoją opinie na ten temat. Nie oczekiwałam tylko pocieszenia. Dużo czytałam na ten temat i analizowałam. Możesz mnie uznać za chorą (może tak właśnie jest) ale to wszystko nie zgadza się z tym jakim jest człowiekiem. Nie mogłam opisać na forum 8 lat życia i naszych relacjii. Masz racje jade po nim a powinnam zacząć przede wszystkim od siebie. A to że mnie nie kochał tylko był ze mną dla wygody to już inna sprawa. Ja też nie zrobiłam nic z mojej strony żeby było inaczej. Zresztą zaczęłam się zastanawiać co to znaczy kochać i czym jest ta miłość dla której ludzie tak wariują. Mam sobie za złe że sama doprowadziłam się do takiego stanu. Wiem jedno mogłam korzystać z życia a tego nie robiłam i odejść sama jak mi coś nie pasowało. A teraz użalam się nad tym czego już nie ma.

26

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
bags napisał/a:

Jakiś czas temu poznałaś człowieka, któremu - o zgrozo - powierzyłaś swoje życie. Ufałaś mu i wierzyłaś jak chyba nikomu innemu dotąd. To był dla Ciebie - z pozoru - piękny, romantyczny związek dwójki ludzi - może po przejściach. Były piękne chwile, były też problemy a nawet kryzysy, ale wszystko między Wami wydawało się być ? w granicach zwyczajowej normalności, choć Wasze temperamenty trochę podkręcały skalę. Nie widziałaś jednak - poza trawką - powodów do jakichkolwiek obaw.
Zobacz jak to jest...
Jesteś z kimś iz początku wiesz z czym będzie problem, jednak przez wzgląd na piękną resztę przymykasz oko. Związek trwa i rozwija się w najlepsze. A co z problemem, co był na starcie? On również rośnie, nawet dwukrotnie szybciej a Ty dalej go starasz się nie dostrzegać. Bańka fascynacji, idealizacji pęka i na pierwszy plan wychodzi... w/w problem spatynowany kurzem.
U osoby uzależnionej i uwikłanej w toksyczny - nie myląc wstępnie z narkotycznym -związek, to norma. Idealizacja i fascynacja wspaniałomyślnym patentowo partnerem, piorą mózg równo i dokładnie w tempie ekspresowym. Naprawdę.
Stało się jednak coś dziwnego ? na tej prostej drodze Twoja podświadomość zaczęła wysyłać Ci "jakieś" zastraszające sygnały. To były bardzo trudne do wyjaśnienia alarmy, skutek jednak był taki, że zdecydowałaś się jej przysłuchać i... nakryłaś go. Z dużą precyzją i konsekwencją dokonałaś zabiegu, który zaowocował odkryciem pewnego dnia całej (?) prawdy - byłaś bezlitośnie zdradzana i okłamywana - na jego haju/detoksie również - w najbardziej zwyrodniały sposób już od bardzo dawna i niejednokrotnie.
Po tym wszystkim, co odkryłaś czujesz się jako ta najbardziej winna tego, co się między Wami stało, już nawet nie wiesz, czy kiedykolwiek byłaś przez niego kochana czy tylko brałaś udział w jakimś psychologicznym eksperymencie mającym na celu wykazanie, jak wiele jesteś w stanie znieść dla iluzji Twojej miłości do niego i jak długo można było Ciebie notorycznie okłamywać. Na teraz doszłaś do swojej prywatnej granicy w próbie ratowania czegoś, czego - paradoksalnie - nigdy nie było.
Wracając do terminologii toksycznych związków, to psycholog o tym mówi tak

Toksyczne związki - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was od siebie uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadaje Twojemu życiu kierunek.

Ty jesteś na detoksie uczuć od niego, on od narkotyku. Ty potrzebujesz jego jazd w Waszej sprawie, by być "na haju", a on dać sobie po garach, by być w formie... którą serwował uczuciowo Tobie.

Podziel to tak jak tu przedstawiłem - Ty jako uzależniona toksycznym związkiem od niego; On od ziółka. Zobaczysz kto jest winny.
Czujesz się winna, bo kochałaś wyobrażenie jego jako partnera w Twojej zdemolowanej głowie, a teraz stanęłaś z prawdą w oczy, jakiego kochałaś i kochasz faceta. On taki nie jest teraz!!!! On taki był zanim go poznałaś. Czujesz się winna, bo on poszedł w tany... nie tędy droga.
Narkoman dla zaspokojenia głodu nawet na chwilę - jak palacz przy paleniu fajki - nie panując nad sobą pójdzie w jego zamiennik - przygodny seks. Lub co gorsza po daniu po garach w swoim towarzystwie, o skok pod kołderkę jest równie nie daleko.

Twoje słowa zwierają tyle prawdy. sad

27

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!
smutna9:-( napisał/a:

Wcale się nie gniewam bags. Wyraziłeś swoją opinie na ten temat. Nie oczekiwałam tylko pocieszenia. Dużo czytałam na ten temat i analizowałam. Możesz mnie uznać za chorą (może tak właśnie jest) ale to wszystko nie zgadza się z tym jakim jest człowiekiem. Nie mogłam opisać na forum 8 lat życia i naszych relacjii. Masz racje jade po nim a powinnam zacząć przede wszystkim od siebie. A to że mnie nie kochał tylko był ze mną dla wygody to już inna sprawa. Ja też nie zrobiłam nic z mojej strony żeby było inaczej. Zresztą zaczęłam się zastanawiać co to znaczy kochać i czym jest ta miłość dla której ludzie tak wariują. Mam sobie za złe że sama doprowadziłam się do takiego stanu. Wiem jedno mogłam korzystać z życia a tego nie robiłam i odejść sama jak mi coś nie pasowało. A teraz użalam się nad tym czego już nie ma.

ontheroad napisał/a:

Do niczego na początku nie doszło, za to od razu złapaliśmy wspaniały kontakt, śmialiśmy się z siebie, że jesteśmy dla siebie jak odbicia lustrzane.

Jak to bywa w takich toksycznych związkach, na początku było cudownie, dogadywaliśmy się, w przypadku nieporozumień stawialiśmy na rozmowę. Do tej pory nie wiem, co takiego się stało, co w tego człowieka wstąpiło, albo jak to ja bardzo byłam ślepa.
Kilka 'aktywności' wampira emocjonalnego:
- deprecjonowanie waszych pasji, zainteresowań, dokonań, na początku w żartach, które z czasem stają się natarczywe
- próba zrzucenia win wynikających z jego strony na was - odwrócenie 'kota ogonem'
- dotkliwe, notoryczne uwagi na temat waszego wyglądu, stylu ubierania się, tzw. 'małe szpilki'
- nieumiejętność rozmowy, trzaskanie drzwami, a tym bardziej brak poczucia winy z jego strony
- ignorowanie, próby sił przy znajomych
- wieczne fochy i obrażanie się, nawet przy spokojnej rozmowie, którą on prowadzi do karczemnej awantury
- kompletny brak szacunku pod przykrywką 'nie umiem wyrażać uczuć'
- próby odciągnięcia od nabliższych
- granie na waszych emocjach, czasie i pieniądzach
- pozowanie na kochającego, dobrego partnera, który rzuca wszystko dla was, dopóki grozicie mu odejściem
- wszelkie pozostałe próby przemocy psychicznej, prowadzące do znacznego obniżenia pewności siebie, rezygnowania ze swoich zainteresowań, przyjaciół, prowadzące do przejęcia całkowitej kontroli nad waszymi emocjami

Jak wy czujecie się w związku z wampirem emocjonalnym?
- wykończone, śpiące, niekochane, nieakceptowane
- zaczynacie zwracać uwagę na bzdury i drobnostki w swoim wyglądzie, co często prowadzi do niskiej samooceny
- odcinacie się od ludzi wokół, gdyż zazwyczaj jemu osoby z waszego towarzystwa 'nie pasują'
- rezygnujecie z siebie kompletnie

Co zrobić:
Mówiąc brzydko sp...rzać od takiego człowieka, bo to tylko szkoda czasu, im szybciej tym mniejsze szkody wam wyrządzi. Nie bawcie się w Matkę Teresę, gdyż ona była tylko jedna, tacy ludzie NIGDY, PRZENIGDY się nie zmieniają, żerują na waszych negatywnych emocjach.
Zapewne łatwo jest mówić, ale wierzcie - sama przeżyłam taką sytuację i jedyne, co można zrobić to całkowicie urwać kontakt. Nie jest to łatwe, w szczególności gdy w grę wchodzą dzieci, czy małżeństwo... Ale jedno jest życie i błagam was, nie marnujcie go na kogoś, kto was kompletnie zniszczy! Będzie to trudne, gdyż takie osoby często po rozstaniu próbują nawiązać kontakt i kuszą obietnicami zmian, nie nabierajcie się na to! Nie dajcie się zgnoić tak jak ja, że z sympatycznej, pełnej energii kobiety stałam się wrakiem...
Trzymajcie się ciepło,

Zwróć uwagę na Jego porównanie Ciebie do nowej partnerki, o którym piszesz w 1 poście!

Obawiam się jednego, że zdecydowanie powinnaś sięgnąć do papierowej pozycji jaką jest książka Mai Friedrich "moje dwie głowy". To jest Jej autobiograficzna analiza związku z przemocowcem, który będąc tam tłem - na już - ma wiele wspólnego z Twoim partnerem. Nie mówię tego w ciemno, bo sam jestem po wtórnej lekturze tej książki.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

28

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Chyba już zaczęłam wszystko rozumieć. Wiedziałam że jak tylko wspomne o tym że mój ex pali trawke to wszystko zacznie kręcić się wokół tego. To że palił wcale nie oznaczało że mmnie zdradzał, nie oznaczało że nie umiał wyrażać swoich uczuć, nie oznaczało też że nie miał energii, że mnie uderzył wręcz było odwrotnie. Owszem był zły kiedy nie mógł zapalić przy mnie bo mu na to nie pozwalałam dlatego się ukrywał i musiał wymyśleć różnie kłamstwa. Odwrócę troche tą sytuacje. Paliłam przez jakiś czas papierosy i on nie zabraniał mi tego, mogłam palić przy nim, w domu(na balkonie) i nie musiałam się ukrywać. Postanowiłam że rzuce(sama dla siebie nikt mnie do tego nie zmuszał) i tak się stało z dnia na dzień przestałam. Wiadomo rzucenie jakiegokolwiek nałogu wiąże się  z różnego typu konsekwencjami emocjonalnymi ( w tym agresjii). Przyznaje się że przez długi czas występowały u mnie tego typu emocje w tym agresja. Znosił to dzielnie i nie odwrócił się odemnie wręcz wspierał. W żadnym wypadku nie moge wiązać palenia marihuany z jego niby zaburzoną osobowością, toksyczną czy psychofagową. Żadne z w/w argumentów nie moge wiązać z nim. On taki nie był. Wręcz moge stwierdzić że te cechy występowały u mnie. Może to ja jestem chora i to on nie mógł już ze mną wytrzymać. Byłam zamknięta w sobie, siedziałam cały czas w domu, nie wychodziłam do ludzi (praca,dom jak maszyna) to ja nie akceptowałam jego towarzystwa, trzaskałam drzwiami, ignorowałam, obrażałam się i miałam wiecznie fochy. To ja ciągle mu wyrzucałam to że dla niego i miłości zostawiłam wszystko w PL (moje dotychczasowe życie), byłam nieczuła i oziębła. Poprostu nie byłam dla niego a on się zakochał. Wiem że będzie szczęśliwy i stworzy normalny związek. Znudził się mną bo ile można patrzeć na taka "kobietę" która chodzi cały dzień w szlafroku ze skwaszoną miną i niczego nie chce od życia. Powiedział mi tylko prawde a ją zrozumiałam. Spotkał kobiete która da mu wszystko to czego ja nie potrafiłam.

29

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Dlatego tak szybko zapomniał i dlatego nie utrzymuje ze mną jakiegokolwiek kontaktu. To ja się poniżałam prosząc o to żeby dał nam szanse.

30

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Ciekawa jestem, czego ty możesz jeszcze wymagać od siebie, do czego jesteś zdolna się zmusisz i ile potrzebujesz znieść, żeby otrzeźwieć i spojrzeć prawdzie prosto w oczy. Zyłaś z psychicznym pasożytem, byłaś wygodna, mało wymagająca, kiedy on sam sie budował. Zabezpieczałaś mu wszystkie potrzeby, a kiedy tylko podniósł mu sie nieco status, od razu zaczął mieć do ciebie pretensje o to, że jesteś obok. Ty byłaś dobra na ten pierwszy czas, kiedy nie miał czym szpanować takiej wesołej, rozbrykanej cizi, która ma swoje wymagania i byle czym jej przy sobie nie utrzyma . Nie wystarczy jej sama jego obecność, jak tobie, ona potrzebuje inwestycji w ten związek, a on czuje, że może już sobie na nią pozwolić. Ty i on, to zupełnie  inne mentalności, jeśli chcesz mieć do siebie pretensje to możesz /ale nie musisz/, o to, że byłaś za mało ostrożna. Jedno co ci zostaje, to spokojnie obserwować, ale z daleka, co dalej bedzie się działo. A ja jestem pewna, że pobaluje z nią i też ją w  tyłek kopnie, bo tacy jak on, gdzie indziej szukają żon. On ma ambicje i plany i bedzie je realizował stopniowo, ale systematycznie, zajdzie wysoko kosztem innych, którzy są dla niego tylko zabawkami.
Nie żałuj, tylko ciesz się, że mu w miarę szybko poszło po myśli /czyli, w miarę szybko realizuje swoje plany/,  i nie zmarnował ci więcej lat. Jest zwykłą , cwaną świnią i tyle. Kiedyś to zrozumiesz sama, a na razie uwierz starszym i doświadczonym życiem, którzy takie związki mają sami za sobą.

31 Ostatnio edytowany przez czlowiek_znikad (2013-10-02 01:24:10)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Mam wrazenie ze nie wszystkim chce sie czytac uwaznie to co napisala Autorka watku.

Idac od poczatku, z trawka on ma moim zdaniem wiecej racji: zaakceptowac i poczekac az sie znudzi. Jesli zbyt smierdzi, poprosic o palenie na balkonie. A na pierwszy raz nie pali sie calej porcji!

Ale trawka to w tej historii jeden z wielu detali.

Przeczytalem ja dwukrotnie.

Niekochana/Smutna. Niestety moim zdaniem masz duzo racji. Nie widze zadnego sensu wszczynania awantur. One powoli zabijaja zwiazek. Natomiast jedna rzecz nie podoba mi sie w Twoim ex: koncówka. Zachowal sie troche bez klasy, ale moze tak go juz wkur...las?

Jest mi smutno z Toba, ale widze dwa swiatla w tunelu.

1) On Cie nie zapomni (nie mylic z sensem wchodzenia ponownie do tej samej rzeki). Wkrótce dopamina spadnie i niejedna noc spedzi na wspominaniu Ciebie, nawet jesli nigdy sie o tym nie dowiesz od niego.

2) Odebralas mocna zyciowa lekcje, która spowoduje ze Twój nastepny zwiazek bedzie lepszy.

Jednak wydajesz mi sie fajna babka, moze zbyt emocjonalna i to Was czesciowo zgubilo, ale ta cala pomoc rodzinie, pracowitosc, stanowia o Twojej wartosci. I do tego jakos tak fajnie, uczciwie piszesz, polubilem Cie za to. Ale do pelni zwiazku potrzebna jest tez czesc 'do tanca', zeby spuscic cisnienie, które kazdy z nas w sobie gromadzi. Mam wrazenie, jakbys za wczesnie zaczela zyc jak 50-latka, nie jak mloda osoba. To jak wyobrazasz sobie swoje zycie kiedy beda dzieci i 5x tyle obowiazków? Kurde, znam przeciez 50-latków, którzy dbajac o wlasna rodzine potrafia sie tez swietnie bawic.

Tego ogólnie zreszta brakuje w polskiej kulturze. Moja zona uzywa 'dobrze sie bawisz' jako epitetu. A co zlego jest w dobrej zabawie?

P.S. Jestem przekonany na 99.9% ze jego ostatnie slowa o nie kochaniu Cie byly jedynie wynikiem zlych emocji, które sie nagromadzily, a wiec nie sa prawda.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

32

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Witam serdecznie forumowiczów..od roku odwiedzam te forum (gratuluje formy), ale dopiero dzisiaj zdecydowałem się zalogować. Do Autorki: byliście ze sobą bardzo długo, ludzie wtedy myślą że nie trzeba dbac o szczegóły bo związek będzie trwał. dopiero kiedy się wszystko psuje zauważamy swoje błędy. Osobiście też tak miałem jestem w 6 letnim związku 2 lata narzeczeństwa i gdyby nie to forum( za co chce podziękować smile nie zdawałbym sobie sprawy że tak łatwo można stracic cos co budowało się przez lata. zacząłem się bardziej angażować w związek. ale gdybym usłyszał po takim czasie ze moja kobieta nie chce zaręczyn, uznałbym że związek nie ma przyszłości (poczułbym się odrzucony wręcz)...można mówić że autorka została zamieniona na lepszy model, ale czy nie każdy z nas zachowałby się w ten sposób nie czując się kochanym??dotyczy to obu płci...każdy z nas ma w sobie pierwiastek egoizmu! jestem też w stanie także zrozumieć frustracje chłopaka związaną z ograniczeniami jakie autorka stosowała. Już dawno związek sie psuł o czym mogą świadczyć oddzielnie spędzane urlopy. Droga Autorko czas naprawde leczy rany... mniej świadomość że uczucia bliskich nam ludzi mogą zawsze ulec zmianie, trzeba je pielęgnować. wyciągnij wnioski na przyszłość pozdrawiam

p.s.
jesli chodzi o palenie, to według mnie chłopak źle robił że kłamał, ale to że czasem sobie zapalił ( za zapracowane pieniądze) nie jest dla mnie czymś haniebnym.

33

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Dziękuje Wam:czlowiek_znikąd i Osiris. Właśnie dlatego napisałam że zniszczyłam swój związek. Rozumiem że nikt nie jest idealny i że wina leży często po obu stronach ale to ja swoim zachowaniem i nieakceptowaniem niektórych wad swojego partnera o których przecież wiedziałm może nie na początku ale z biegiem dni, miesięcy, lat zniszczyłam wszystko. Nie byłam z nim (za nim), nie pomagałam tylko się wkur...łam jak mnie potrzebował jak partnerka jak jego kobieta. Właśnie tym zabiłam swój związek. Za mało czasu mu poświęcałam a za dużo pomagałam rodzinie. Na boga przecież każdy jest dorosły i wybiera sobie droge jaką idzie i odpowiada za swoją rodzine. Byłam za bardzo naiwna w tym co robiłam" bo nie sztuką jest dać wędkarzowi rybe tylko wędke którą tą rybe złowi". W nawiasie też się na tym pomaganiu rodzinie przejechałam. Masz racje czlowiek_znikąd może nie zachował się na koniec z klasą ale chyba już nie mógł inaczej i ja to teraz rozumiem choć na początku bolało i dalej boli. Też mi powtarzał ze jestem zbyt emocjonalna i powinnam korzystać z życia bo mamy je tylko jedno a ja co jak dupa wołowa siedziałam w domu a za moim ukochanym oglądały się inne. Jest naprawde inteligentnym, wartościowym człowiekiem którego wszyscy lubią. Masz racje za wcześnie zaczęłam żyć jak dużo starsza kobieta ale to też wpłynęło na to moje wcześniejsze życie(że musiałam szybciej dojrzeć i być odpowiedzialną osobą) ale to inna historiia. To właśnie on chciał mi pokazać to życie z innej strony że jak są smutki to trzba sie troche posmucić ale też zaszaleć i uśmiechnąć się jak są do tego powody. Cieszyć sie dniem dzisiejszym co jest tu i teraz. Tylko ja naprawde nie zabraniałam mu się wyszaleć z kumplami jak chciał gdzieś wyjść to wychodził i  życzyłam mu udanej zabawy. Osiris tak naprawde on mi się nigdy nie oświadczył to tylko w naszej rozmowie o zaręczynach zaznaczałam że nie jest teraz na to pora jeszcze ale to w sumie na jedno wychodzi. Masz racje też zj...łam. Dlatego jak on mi to wszystko wykrzyczał to dotarło do mnie jakby ktoś mnie o ściane rzucił ale na wszystko było już za póżno niestety. Dlatego Osiris pielęgnuj  i dbaj o swój związek każdego. Jeżeli chodzi o palenie to próbował mi to wszystko wyjaśnić ale bałam się każdego nałogu w zwiazku bo u mnie w rodzinie dawno temu wystąpił problem z alkoholem i wiem co oznacza żyć z taką osobą i być współuzależnioną. Tylko że w jego przypadku to że palił w żaden sposób nie odbijało sie na zwiazku ani tego że był nie czuły czy się znęcał fizycznie. Nie zaniedbywal też pracy ani żadnych obowiązków wręcz przeciwnie jak juz to wcześniej podkreślałam. Chyba poprostu byłam przeczulona wspomnieniami z dawnych lat i to samo jakoś zostało mi w głowie. To ze mnie nie szanował to chyba sama sobie na to zapracowałam. Do Kurcze: tak on ma ambicje i plany ale to chyba dobrze ze nie stał w miejscu tak jak ja. Nie zabraniał mi się dalej kształcić czy zrobić coś dla siebie żebym mogła iść do przodu. Nie jest takim człowiekiem "po trupach do celu". Jeżeli jesteś odemnie starsza i znasz życie to nie wykluczam tego że może coś lub ktoś spowoduje to że się zmieni. Może kiedyś się dowiem ale to nie będzie takie łatwe bo jesteśmy daleko od siebie. Wiem że nauczyłam się dużo w tym zwiazku i wyciągnęłam wnioski ale nie życze nikomu żeby wyciągnął tak póżno te wnioski bo to tak boli że straciłam najlepszego człowieka, faceta, przyjaciela jakiego spotkałam w swoim życiu i tak mi jest go brak. Załuje ze nie ocknęłam się wcześniej zebym miała szanse to wszytko naprawić. Boli mnie to że nie dałam mu tego co dostał od innej kobiety a zasługiwał na wszystko co najlepsze. Wiem że bedzie szczęśliwy w tym związku. Dopiero teraz wie co to akceptacja, miłość, i dom. Ciężko jest żyć z tą świadomością że już nigdy nie będe z nim bo nie chciałam nikogo innego. Jak budować nowy związek? Chyba już zawsze będe porównywać innych do niego. Na zawsze pozostanie w moim sercu. Dlatego tak trudno mi się ponieśc z tego i iść do przodu. Od czego mam zacząć. Jak z ty żyć? Nawet teraz jak to pisze to łzy lecą mi jak oszalałe. Dziękuje wszystkim.

34

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Jesteś rozchwiana emocjonalnie, powinnaś poszukać pomocy. Przydałyby ci się leki na uspokojenie, bo pogrążasz się sama. To nie jest tak, że to jest tylko i wyłącznie twoja wina i wszyscy ci to piszą nie z litości tylko widzą to w tym co sama opisałaś.
Zaden uczciwy facet nie żyje z kobieta tyle lat, a potem patrzy na nią krzywym okiem i wyszukuje jej wady. A jemu tych lat, zaangażowania nie było szkoda. A on nie pomyślał co tobie robi. Nawet jeśli coś nie było z twojej strony w porzadku, to o tym się mówi i nie czeka się na zerwanie z dziewczyną, aż sobie  nową  znajdzie. Najpierw się wychodzi z jednego związku, potem się szuka kogoś nowego. Myślę , że go gloryfikujesz i robisz sobie jeszcze większą krzywdę. Pozostawił cię sponiewieraną, w poczuciu winy i nie próbuje ci pomóc, choćby tylko dla tego, że przeżyliście tyle lat? To tak się kończy związki, że zostawia się kogoś w lesie czy jak na pustyni? Ostatecznie to on cię zdradził, to on znalazł sobie inną będąc jeszcze w związku z tobą. Jeśli nawet przyczyniłaś się do rozwalenia was, to dawał ci sygnały, że ci to zrobi, powiedział, że chce skończyć. To, że gadał że jesteś taka czy inna to znaczyło, że daję ci szansę na zmianę i zależy mu na tobie, a nie zbrzydłaś  i nie chcę cię. Postąpił z toba nieuczciwie, a ty go jeszcze wybielasz. W ten sposób ani nie wyciągniesz wniosków na przyszłość, ani nie zrozumiesz, co na prawdę było przyczyną rozpadu. Proszę cię, daj sobie czas na przemyślenie tego. Wypłacz się , ale nie pogrążaj i nie oskarżaj, bo to jest groźne i nie daje ci szans.

35

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Naprawde nie chce się nad sobą użalać bo wiem że doceniłam to co miałam jak to straciłam tylko ta myśl nie daje mi spokoju dlaczego tak póżno i dlaczego byłam taka ślepa. Wiem że w życiu różnie bywa ale nawet same myśli że ona mieszka tam gdzie ja wcześniej otoczona rzeczami które sama wybierałam, że sypia z nią w moim łóżku, że mówi jej ze ją kocha, przytula, poznał ją z rodziną itp. doprowadzają mnie szału. Kiedy to się skończy. Niektórzy mówią że mi minie po połowie czasu jaki byliśmy razem. O nie to ja tego nie zniose!

36 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-10-03 12:53:59)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Niekochana33 - szacunek za umiejętność przyznania się "głośno" do popełnionych błędów, umiejętność spojrzenia na siebie krytycznym okiem. Nie każdy to potrafi - przyznać się przed samym sobą ( i nie tylko) do tego, że nawaliło się - to nie lada sztuka. SZACUNEK!!

Szkoda, że dopiero teraz. Ale jeszcze życie przed Tobą. Wiesz co robić. Ja też popełniłam podobne błędy, mąż dopuścił się zdrady, ale dostałam szansę na to by wyciągnąć wnioski i żebyśmy mogli naprawić relacje między sobą. Miałaś o tyle dobrze, że ... że Tobie o błędach powiedziano, ja sama musiałam je znaleźć i zrozumieć i... zmienić trwale, a to przychodziło najtrudniej, bo najtrudniej walczy się samej ze sobą. Ale i temu sprostałam smile.

Jesteś pomimo klęski - WIELKA smile

37

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Kurcze ja już uświadomiłam sobie co było przyczyną rozpadu tego związku. Zapytałam sie go kiedyś czy nie żal Ci tego wszystkiego, tylu lat w związku, że przecież da się to wszystko naprawić to mi odpowiedział że nie bo mnie juz nie kocha i ONA jest warta tego wszystkiego i już nic nie mogłam zrobić. Prosilam go o to żeby się wyprowadził bo przecież to on chciał życie zacząć od nowa, skoro się kochają to mogą być ze sobą już razem. Zapytałam wprost dlaczego do niej nie idziesz. To mi odpowiedział że narazie nie mają gdzie i ma zapłacone do końca miesiąca. Nierozumiałam tego. Skoro tak bardzo się kochają  i ona jest miłością jego życia a on jej to ja na JEJ miejscu nigdy nie pozwoliłabym żeby jeszcze z własnego wyboru mieszkał ze mną po jednym dachem(jej miłość). Przecież to chore było. Czułam że chce żebym to ja się wyprowadziła bo on miał już dosyć przeprowadzek i chciał razem z nią tam mieszkać. Tylko się też zastanawiałam dlaczego na starym mieszkaniu nie przyszło mu do głowy żeby mi powiedzieć że to koniec. Oni już wtedy sie znali jakiś czas. I tak mieszkaliśmy jeszcze 1,5 mies. Jaki to był ból jak traktował mnie jak powietrze, jak chował się z laptopem żeby z nią na Skype porozmawiać jak wychodził do niej i wracał do "domu". Przez te 1,5 mies. nabawiłam najgorszej depresji. Kiedy wyjechałam na 2 tyg. bo już nie mogłam to cały czas czułam że ona tam jest. Brałam tabletki, rozmawiałam z psychologiem ale to nic mi nie dało i tak nie spałam. Kiedy wróciłam to zapytał się mnie dlaczego jestem taka dziwna i wyciszona to mu powiedziałam prawde ze jestem na tab. uspok. to się zaczął smiać.

38

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Smallangel szacunek należy sie Tobie ze właśnie sama w odpowiednim momencie kiedy jeszcze dało się coś naprawić odkryłaś te swoje błędy. Nie wiem co się ze mną stało. Mieć takie klapki na oczach to już przesada. Wiem że życie przedemną i nie moge cofnąć czasu ale to nie zmienia faktu że ja już NIGDY  nie będe właśnie z NIM. Co za ból. Nie chce nikogo innego. Zapytaj siebie samej dlaczego tak walczyłaś o swój zwiazek. Właśnie dlatego że nie wyobrażałaś sobie życia z nikim innym. Też patrze na to w kategorii życiowej klęski. O matko jaka ja głupia jestem.

39

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Smallangel szacunek należy się raczej Tobie za to że sama zauważyłaś swoje błędy i mogłaś jeszcze wszytko naprawić. Nie wiem co mi się stało. Takie klepki na oczach to już przesada. Wiem że mam życie przed sobą (choć wiek mi tego nie gwarantuje) i nie moge cofnąć czasu ale już nigdy nie będe właśnie z NIM. Zadaj sobie sama pytanie dlaczego właśnie tak bardzo walczyłaś o ten związek bo nie wyobrażałaś sobie życia z NIKIM INNYM. Też to traktuje w kategorii życiowej klęski. O matko jaka ja głupia!

40

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Niekochana, mysle (tak jak inni) ze czas juz konczyc z ta pokuta. Przyczynilas sie do rozpadu zwiazku, no zdarza sie, nie Tobie jednej. Jestesmy tylko ludzmi. A teraz napisz sobie na lustrze w lazience ze facetów jest 3 miliardy. Trzy miliardy. A Ty jestes madrzejsza niz 10 lat temu. Od teraz moze byc juz tylko lepiej. Czas dziala na Twoja korzysc. Zmus sie do wyjscia, do rozmów z ludzmi. Pilnuj zeby miec czas wypelniony. Dzialanie daje satysfakcje, nawet jesli to jest po prostu staranne odkurzenie dywanu.

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej tego potrzebują.

41

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Właśnie chciałam zakończyć ten wątek bo już niczego nie zmienie. Zniszczyłam wszystko. Nikt mi w tym nie pomoże dopóki sama nie dam sobie z tym rady. Musze sama sobie wybaczyć.
Do K.: Żegnaj na zawsze. Bądż szczęśliwy.

42

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Niekochana33 - to nie było takie proste. Zdrada Męża mi pozwoliła to dostrzec i to wcale nie tak od razu (potrzebowałam ponad rok czasu - bardzo długo). Miałam to szczęście, że Mąż kochał i prosił o szansę mimo iż ja wyrzucałam Go własnego (naszego) życia. Jego walka o Nas, kazała mi spojrzeć głębiej w to co się stało. A potem ... cóż ciężko mi było przyznać się przed samą sobą, że nawaliłam, ale inaczej nie mogłam zrobić jak przyjąć to "na klatę" i działać. Nie mniej cierpienie jakie zadał mi Mąż zdradą - długo mnie paraliżował do działań. Na szczęście w porę się obudziłam. I to nie tak, że mi Mąż nic nie mówił, co chciałby żeby zmieniła w sobie - mówił, tylko ja głucha byłam, a potem przestał mówić, bo już po co i do kogo... Dziś jest inaczej. Wiem, że rozumie (jak kiedyś) to zbyt mało, dziś działanie ma sens.

Życzę powodzenia!

Tak tak takiego kwiatu to pół światu smile.

43

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Witam wszystkich.
Musze napisać ten ostatni post. Minęło już 5 mies. od mojego rozstania. Ciągle jest mi mi ciężko i nadal czuje się żle psychicznie i fizycznie ale zaczynam normalnie myśleć. Teraz już wiem że on mnie nigdy nie kochał. To była jakaś gra z jego strony dlatego mój rozum mówił już od początku NIEEEEEEEEEEEEEEE! Nigdy nie wiedziałam co jest prawdą a co kłamstwem. Niszczył mnie psychicznie(od samego początku małymi kroczkami) i ja sama się zniszczyłam bo od niego nie odeszłam. Dla niego satysfakcją było tylko to że odbił mnie innemu i dla niego póżniej już nic nie znaczyłam i nigdy mnie nie akceptował. Sama sobie to zrobiłam. Zdałam sobie sprawe z tego że wszystko co zrobimy złego drugiej osobie do nas wróci. Owszem i do mnie wróciło i to jaaaaaaaaaaaaaaaak (banalne ale prawdziwe).

44

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Nareszcie przestałaś obwiniać siebie smile
I nie musi być ostatni. Dobrze by było jakbyś szepnęła czasem słowo - co u ciebie.

45 Ostatnio edytowany przez niekochana33 (2013-10-21 16:22:22)

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Z tego co wiem (choć bardzo nie chciałam) mój ex odżył z nową kobietą i są bardzo szczęśliwi. Zapoznał już ją ze swoją rodziną i chyba niedługo będą zaręczyny. Czyli to jego pierwsza prawdziwa miłość na którą czekał przy mnie. Cóż musze im życzyć wszystkiego dobrego. Żałuje że na sam koniec tak bardzo się poniżyłam(pierwszy i ostatni raz). Pewnie mieli niezły ubaw.

46

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Uczucie odbiera rozum. Dla mnie w zachowaniu walczącej o związek osoby niema nic śmiesznego. Po jakimś czasie, gdy mamy już bardziej trzeźwą ocenę swojego postępowania, czasami chcielibyśmy schować się ze wstydu pod ziemię. Nie przejmuj się tym.

47

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Dobrze że nie mam z nim kontaktu bo bym się pod ziemie zapadła.
Jak to boli że będąc ze mną 8 lat nie znaczyłam dla niego tyle co ona po paru miesiącach. Tak szybko zapomniał. Nawet nie przeszkadza mu mieszkanie z nią w "naszym" wspólnym mieszkaniu. Jakie to dziwne wszystko jest że jesteśmy dla siebie obcymi ludzmi jakbyśmy się nigdy nie znali, że teraz ona jest w jego rodzinie, że jest dla niego najważniejsza. Poprostu dziwne.

48

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Dobrze, że nie masz kontaktu i powinnaś jak najmniej się nimi interesować, bo tym bardziej będzie Cię to bolało. Czas leczy rany - mawiają, jest w tym prawda, ale w takich przypadkach chciałoby się, żeby płynął szybciej, albo działał natychmiast.
Czytałam na bieżąco Twój watek. Ty bardzo o wszystko się obwiniałaś, a mnie się wydaje, że nie wszystko było Twoją winą.
Dziś szczęsliwy jest Twój ex, jutro będziesz Ty. Im prędzej się z tym ułożysz, tym jutro nadejdzie szybciej.

49

Odp: Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

eljola tylko że ja wyszłam na desperatke albo co gorzej psychicznie chorą. Psycholog też mi nic nie pomógł- żeby mogła zobaczyć gdzie leżała przyczyna musiałaby wysłuchać nas oboje. Zresztą jakie to ma teraz znaczenie. Mogłam poprostu nie robić scen. Utwierdził się tylko w przekonaniu że dobrze zrobił. A miałam być twarda.

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczłam swój związek-jak mam dalej z tym żyć!!!!!!!!!!!!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018