Mała sonda. Czy związek (udany oczywiście), jest czymś, co 'dzieje się samo" czy tez jest to bardziej "wypracowanie"?
A może to coś pośrodku?
Dla mnie dobry związek to taki , w którym większa część dzieje się tak właśnie sama z siebie, ale ze nikt z partnerem nie jest zgodny w 100procentach, więc zdarzają się rozmowy, kompromisy , ustępstwa.
Tylko gdzie przebiega ta granica?Jeżeli kazda rzecz ma być ustępstwem, musi być omawiana, brak jest tego "samosiedzieje", to taka relacja jest na dłuższą metę męcząca.
A jak jest u Was w związkach, tych obecnych i tych już przeszłych?
Podobne tematy
2 2013-09-26 12:55:57 Ostatnio edytowany przez agnik (2013-09-26 12:57:58)
Osobiście uważam, że nawet jeśli jesteśmy świetnie dobrani, pod względem charakterów, wspólnej wizji przyszłości, jest między nami uczucie to nigdy nic nie będzie dobre samo z siebie. Na związek w szczególności z biegiem czasu zawsze trzeba pracować, to, że znamy naszego partnera dzisiaj nie oznacza, że powinniśmy pewne rzeczy przyjąć za pewnik, za 2 czy 5 lat może to być zupełnie inna osoba. Zmienia się partner, my się zmieniamy, zmienia się otaczająca nas rzeczywistość wszystko to wpływa na nasz związek dlatego jest to coś na co zawsze, nawet po 10 latach zgodnego i udanego wspólnego życia musimy pracować, żeby zachowało swoją jakość.
Osobiście uważam, że nawet jeśli jesteśmy świetnie dobrani, pod względem charakterów, wspólnej wizji przyszłości, jest między nami uczucie to nigdy nic nie będzie dobre samo z siebie. Na związek w szczególności z biegiem czasu zawsze trzeba pracować, to, że znamy naszego partnera dzisiaj nie oznacza, że powinniśmy pewne rzeczy przyjąć za pewnik, za 2 czy 5 lat może to być zupełnie inna osoba. Zmienia się partner, my się zmieniamy, zmienia się otaczająca nas rzeczywistość wszystko to wpływa na nasz związek dlatego jest to coś na co zawsze, nawet po 10 latach zgodnego i udanego wspólnego życia musimy pracować, żeby zachowało swoją jakość.
Czyli nie wystarczy po prostu być i jakoś to wszystko samo się ułoży? W sumie pokrywa się to z moimi założeniami.Tylko żeby w druga stronę nie przedobrzyc, nie analizować wszystkiego ,bo to trwanie z kimś będzie takie na sile,wbrew sobie.A swoja droga zawsze mnie zastanawia,jaknte małżeństwa to robią,ze żyją ze sobą 30,40 lat?Nie mowie tu o patologii,gdzie jest zle,ale rozwodu nie biorą,nie wiem,ze strachu przed samotnością albo bo co rodzina powie?
Nie chodzi mi absolutnie o analizowanie wszystkiego to zakrawa na obsesje, raczej o pewną wrażliwość na partnera, zachodzące u niego zmiany.
Widzę u swoich koleżanek pewną naiwność myślenia, że to jest ten jeden jedyny, książę z bajki, teraz jest nam ze sobą dobrze i za 10, 20 lat też tak będzie. Jeśli coś po drodze nie wyjdzie, to nagle okazuję się, że książę nie był tym jednym jedynym, następny proszę.
Moim zdaniem to nie przypadek czyni to, że dana osoba będzie dla nas to "jedną" a nasz wybór i nasza praca nad związkiem. Z jednym malutkim zastrzeżeniem, musi to być obustronne bo do tanga trzeba dwojga.
Widzę u swoich koleżanek pewną naiwność myślenia, że to jest ten jeden jedyny, książę z bajki, teraz jest nam ze sobą dobrze i za 10, 20 lat też tak będzie. Jeśli coś po drodze nie wyjdzie, to nagle okazuję się, że książę nie był tym jednym jedynym, następny proszę.
Moim zdaniem to nie przypadek czyni to, że dana osoba będzie dla nas to "jedną" a nasz wybór i nasza praca nad związkiem. Z jednym malutkim zastrzeżeniem, musi to być obustronne bo do tanga trzeba dwojga.
Wśród moich znajomych małżeństw,powiedzmy z mojego pokolenia, w każdym kiedyś tam zdarzył się kryzys.Jak tak się na nich patrzy,to w życiu nikt by nie powiedział,bo SA to szczęśliwe rodziny z dziećmi.Jak widać każdy ma swojego mola. Ale właśnie obustronna chęć naprawy sprawiła,ze są nadal razem i będą jak na razie. Z reszta jak ma się cos sypnac to lepiej jeszcze przed ślubem.
Zgadzam się z wami, że bez tej chemii i każda praca pójdzie na marne...
Myślę, że kryzys jest czymś co czeka ludzi w każdym związku, nie ważne jak świetną są parą.
Znam małżeństwo, w gronie znajomych odbierane jako "wzór" udanego związku, a i tu pojawił się kryzys w postaci zdrady żony, jednak jakoś wszystko wróciło do normy, przynajmniej tyle mogę powiedzieć z perspektywy obserwatora.
Myślę, że kryzys jest czymś co czeka ludzi w każdym związku, nie ważne jak świetną są parą.
Znam małżeństwo, w gronie znajomych odbierane jako "wzór" udanego związku, a i tu pojawił się kryzys w postaci zdrady żony, jednak jakoś wszystko wróciło do normy, przynajmniej tyle mogę powiedzieć z perspektywy obserwatora.
No i widzisz,obydwoje chcieli naprawy,to się udalo.A często tak jest ,ze jedna strona się stara,a druga ma gdzieś.Albo sobie myśli,ze jakoś to będzie,ze samo się naprawi. Pocieszajace,ze wielu się udaje.
Osobiście uważam, że nawet jeśli jesteśmy świetnie dobrani, pod względem charakterów, wspólnej wizji przyszłości, jest między nami uczucie to nigdy nic nie będzie dobre samo z siebie. Na związek w szczególności z biegiem czasu zawsze trzeba pracować, to, że znamy naszego partnera dzisiaj nie oznacza, że powinniśmy pewne rzeczy przyjąć za pewnik, za 2 czy 5 lat może to być zupełnie inna osoba. (...)
Dokładnie - zupełnie inną mentalność ma się w wieku lat 20, i w wieku lat 40. Inaczej interpretuje się życie, ma się zupełnie inne oczekiwania, zmienia się piramida priorytetów, i w większości stąd też wywodzą się kryzysy. Pary zgodne ze sobą 20 lat temu, dziś stoją po przeciwległych stronach barykady. Muszą wypracować punkt pośredni - jeśli im się uda, pokonają tą destabilizację. Jeśli nie - znów zaczynają szukać kogoś podobnego do siebie. Dlatego też nigdy nie mamy gwarancji, że nasz związek będzie związkiem do grobowej deski.
Dobrze dobrani partnerzy potrafią się we wszystkim tak porozumieć, że ma się wrażenie że to tak samo z siebie się dobrze układa
Mi się wydaje, że wysiłek musi być z obu stron. Inicjatywa, chęci. Bo nawet jeżeli dwoje ludzi do siebie pasuje, ale jednak jedna ze stron nie daje z siebie wszystkiegoj to związek na tym cierpi. Z kolei, gdy mamy dwójkę ludzi którzy bardzo chcą ale definitywnie nie są dopasowani, to raczej będzie to męczarnia i toksyczny związek.
Mała sonda. Czy związek (udany oczywiście), jest czymś, co 'dzieje się samo" czy tez jest to bardziej "wypracowanie"?
Nic sie nie dzieje samo.
Udany zwiazek to wypadkowa zaangazowania, uczuc i checi objawianych w codziennych czynnosciach i wsparciu.
rossanka napisał/a:Mała sonda. Czy związek (udany oczywiście), jest czymś, co 'dzieje się samo" czy tez jest to bardziej "wypracowanie"?
Nic sie nie dzieje samo.
Udany zwiazek to wypadkowa zaangazowania, uczuc i checi objawianych w codziennych czynnosciach i wsparciu.
Bez komunikacji, zrozumienia, uwspólnienia punktow odniesienia, zangażowanie, uczucia i chęci można sobie powiesić na ścianie w charakterze obrazka.
No tak.
Wiesz, ja naiwnie wyszlam z zalozenia ze jak sie kocha (uczucia) to sie potrafi komunikowac z kochana osoba i potrafi sie ja mniej wiecej zrozumiec a jesli nie potrafi sie w pelni zrozumiec to mozna dac przestrzen do dzialania i wsparcie (znowu wynikaloby to z uczuc).
Komunikacje, zrozumienie i uwspolnienie punktow odniesienia BEZ UCZUC GLEBSZYCH to ja codziennie uprawiam w pracy. ![]()
A mysmy tu o zwiazkach damsko-meskich (?) dyskutowali... ![]()
No tak.
Wiesz, ja naiwnie wyszlam z zalozenia ze jak sie kocha (uczucia) to sie potrafi komunikowac z kochana osoba i potrafi sie ja mniej wiecej zrozumiec a jesli nie potrafi sie w pelni zrozumiec to mozna dac przestrzen do dzialania i wsparcie (znowu wynikaloby to z uczuc).Komunikacje, zrozumienie i uwspolnienie punktow odniesienia BEZ UCZUC GLEBSZYCH to ja codziennie uprawiam w pracy.
A mysmy tu o zwiazkach damsko-meskich (?) dyskutowali...
Uczucia to fundament ![]()