Długi, nie zawsze udany związek - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Długi, nie zawsze udany związek

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

Temat: Długi, nie zawsze udany związek

Witajcie.

Zacznę od początku. Ja i moja dziewczyna mamy po 23 lata. Jesteśmy ze sobą długo, nawet bardzo długo bo niecałe 8 lat. Z początku nikt nie wierzył, że będziemy ze sobą tak długo, w końcu byliśmy dzieciakami, kiedy zaczynaliśmy związek. Były 2 rozstania, pierwsze jakieś 5 lat temu a drugie 2 lata temu.  Generalnie pierwsze zerwanie to raczej moja wina : spełnianie każdej zachcianki, robiłem co tylko chciała, byłem zazdrosny, kontrolowałem i tak dalej. Koniec końców wróciliśmy do siebie po 2 miesiącach i jakos to szło dalej.

Drugie zerwanie było 2 lata temu. Ciągłe kłótnie o wszystko, pretensje i tak dalej. Decyzja o rozstanie była wspólna, jednak źle się czułem po tym zerwaniu. Brak chęci na cokolwiek, brak apetytu i tak dalej. Moja dziewczyna zupełnie inaczej - ulga, zabawa, dużo lepsze samopoczucie. Po jakimś czasie zacząłem wracać do siebie. Wtedy to u niej zaczęło robić się źle. Smutek, płacz, prośby i błagania o próbę ratowania tego i tak dalej. Mi też szkoda było tego całego czasu bo jakieś sześć lat - po wielu namowach zgodziłem się na próbę to odbudować.

Było w sumie nieźle. W między czasie zaczęliśmy pracować i razem mieszkać. Wspólne wakacje, wyjazdy za granicę i tak dalej. Generalnie był spokój, czasem robiła zaczepki i kłótnie o zaręczyny. '' Wszystkie koleżanki się dziwią, że tyle czasu i niezaręczeni '',  " pewnie nie myśli o Tobie na poważnie '',  '' to taki typ faceta, nigdy się nie oświadczy'' + masę innych które sobie sama dopowiedziała.  Jednak nie. Ja chcę i chciałem się oświadczyć, jednak chciałem trochę czasu odczekać, szczególnie po tych rozstaniach, upewnić się, że nie pójdzie to na marne. Miałem wszystko zaplanowane na wakacje w tym roku.

Od jakieś 3 tygodniu na nowo. Kłótnie, pretensje, potem ciche dni, brak czułości. Ona nie wie, czy to jest miłość na całe życie, czy jest sens być dalej razem, gdybym chciał to bym się oświadczył już dawno, po za tym jest strasznie słabo i źle, ciągle się kłócimy i nie tak powinien wyglądać związek (jej aktualna wersja, wg. mnie wcale nie jest jakoś źle, tymbardziej że miesiąc temu powiedziała, że widzi moją zmiane na lepsze, że się staram i tak dalej).  Zdurniałem przez to wszystko do kwadratu.
Ja rozumiem i zdaje sobie sprawę, że prawie 8 lat to szmat czasu, inni się zaręczają po roku,dwóch,trzech i tak dalej. Ale mamy jednak dopiero po 23 lata, a ja chciałem się upewnić, że to będzie na poważnie i już bez żadnych jazd, rozstań ale się chyba ostro pomyliłem.  Ostatnio zasugerowała przerwę, żeby zastanowić się czy jest sens dalej być razem i czy to jest ta miłość na zawsze. Ona nic o moich planach zaręczonych nie miała i nie ma pojęcia.  Dla mnie to taki wstęp do rozstania się. Powiedziałem o co o tym myślę i zasugerowałem, że jeśli nic do mnie nie czuje i nie chcę dalej być to wystarczy się rozstać i nie marnować więcej tego czasu bo tyle wystarczy jeśli i tak ma zamiar się potem rozstać przez inne pierdoły. Ona oczywiście uważa że mnie kocha, ale musi się zastanowić nad wszystkim czy to ma sens i te całe pierdzielenie w kółko.

Czy to wszystko moja wina, że przedłużałem tyle czasu zaręczyny?  A może to coś z nią jest ?   

Proszę o porady, pozdrawiam

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Może sugerując przerwę, chce zmusić Ciebie, abyś się jej w końcu oświadczył.

chciałem się upewnić, że to będzie na poważnie i już bez żadnych jazd, rozstań - nie ma związków idealnych. Zawsze będą jakieś wzloty i upadki. Ważne aby umieć ze sobą rozmawiać. Macie ładny staż za sobą.. może właśnie jest już czas na kolejny krok..?

3

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Taki miałem też zamiar, ale ostatnie dni mnie zwaliły kompletnie z nóg. Szczególnie takie teksty, że nie jest już pewna czy kocha, czy chce dalej być w związku,  i czy to dalej ma sens. Zasugerowała moją wyprowadzkę, aktualnie nie mieszkamy razem, mamy słabszy kontakt.  Myślę, że oświadczyny w takim nastroju wydarzeń to trochę akt desperacji, po za tym nie tak sobie to wyobrażałem, ten dzień ma być szczęśliwy a aktualna atmosfera jest tragiczna i ciągle idzie w gorszym kierunku. Ona twierdzi że potrzebuje spokoju i czasu od tego wszystkiego.

4

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Witaj,
Moim zdaniem to ta dziewczyna ci słabo ufa, szuka dziury w całym, jest niezdecydowana na to czy faktycznie dalej chcę z tobą być czy nie, a pomimo tego naciska na zareczyny i wywiera na tobie presję.
Nie chcę czarnowidziec, ale oświadczenie się jej tylko pogłębiło by problem. Prawda jest taka, że zwyczajnie się między wami nie układa, a spory o zareczyny to tylko pretekst. Jak się jej oświadczysz to ok.punkt zaczepienia zniknie,ale to nie spowoduje zniknięcia problemów między Wami.
Pozatym ślub "wymuszony" przez presję to naprawdę zły pomysł.
Potem za rok, dwa rozwiedziecie się jeszcze bardziej nie mogąc na siebie patrzeć, a ty będziesz miał poczucie że nie podjales właściwej decyzji oświadczając się jej, gdyż to wymuszenie będzie cię gryzło w środku.
Fajnie, że chcecie walczyć. Natomiast do momentu gdy sytuacja się nie unormuje nie myśl o oświadczynach, bo to będzie bardziej jak "koło ratunkowe" a nie chęć spędzenia z nią reszty życia z miłości.
Do takich spraw podchodzi się szczerze i podejmuje szczere i przemyślane decyzję.
Pozdrawiam.

5

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Dziękuje za odpowiedzi.

Prawda jest taka, że zwyczajnie się między wami nie układa, a spory o zareczyny to tylko pretekst.

Dokladnie tak samo to odebralem. Z tym ze te zaczepki na zareczyny zdarzaly sie co kilka miesiecy, nie klocilismy sie o to specjalne.

Przed tym wszystkim, jakies 3 tyg temu sam sie zdziwilem bo sama od siebie powiedziala ze rzeczywiscie lepiej wstrzymac sie z tym wszystkim, nie brac pochopnie slubu bo to trzeba przemyslec  i tak dalej co juz wtedy wzbudzilo moje podejrzenia.

Teraz juz w ogole nie porusza tematu - krotko dala do zrozumienia ze to odlegly temat nie ma co sie spieszyc
a teraz to najlepiej nie chce miec kontaktu ze mna zeby wszystko sobie przemyslec i zastanowic czy taki zwiazek ma sens.  Ogolnie wiele tego co mowi jest sprzeczne, bo przed chwila powiedziala cos innego i szuka na sile wymowek.

6

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Halo, przecież ty nie jesteś szczęśliwy z tą kobietą!
Chłopaku obudź się! Chciałbyś spędzić z taką kobietą resztę życia? Z taką która robi problemy, szuka dziury w całym i sprawia ze wasz związek jest nieszczęśliwy? Szczególnie że po ślubie najprawdopodobnie by sie to pogorszyło, super życie.... neutral
Czas to nie miernik, niektórzy są ze sobą rok i juz wiedzą ze są sobie przeznaczeni bo to czują. Jak dla mnie wy po prostu do siebie nie pasujecie..
Jak w ogóle można sie obrażać i mówić takie teksty z jej strony o zaręczynach? Przecież to bez sensu, gdzie radość, upojne chwile i miłość?
Nie wolałbyś być z kobietą która Cie rozumie? Śmieje się zamiast walić podtekstami i doszukiwać się problemów?

Ja osobiście nie wyobrażam sobie być z kimś na siłę bo byłam z nim długo. Skoro ona mówi Ci wprost takie słowa że nie wie, że coś, to skoro nie jest pewna czy nie jest to oczywiste że wcale tego nie chce? A ty powinieneś mocno sie zastanowić nad sensem waszej realcji..

Serdecznie Ci współczuje, bo widać ze Ci na niej zależy, ale jest mi Cie szkoda ze trwasz w tym smutku i bólu, bo nie widać w tym związku radości, miłości czy zrozumienia.

Życzę szczęścia! smile

7

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.

Próbowałem rozmawiać, dowiedzieć się czy coś zrobiłem źle ale nie dostałem żadnej logicznej odpowiedzi, pewnie dlatego że nic takiego nie zrobiłem, ba ostatnio w końcu sama  widziała moją zmianę na lepsze.  Z jednej strony chciała, żebym dał spokój byśmy razem mogli się zastanowić czy jest sens być dalej razem ( ja w ogóle nie musiałem się nad niczym zastanawiać, w końcu planowałem uklęknąć i się oświadczyć zanim to wszystko się zaczęło). Poprosiła abym na ten czas opuścił mieszkanie - opuściłem kilka dni temu, ale nie widzę żeby coś z tego wynikało.
Z jednej strony chciałaby mieć spokój,  zapewniając, że nie zrobi nic złego a jak ja mówie, że to ewidetnie wygląda na przedłużone rozstanie z jej strony to potrafi się popłakać, '' bo to nie jest wszystko takie oczywiste bo dalej jej na mnie zależy ''.

O ile wcześniej ja nie musiałem się nad niczym zastanawiać to teraz zacząłem na poważnie. Nawet jeśli jak uzna '' że jednak chce być razem, że jednak kocha " i tak dalej to mam kilka wątpliwości. 
Raz - czy to się nie  będzie powtarzać  co X miesięcy, lat - co może skutkować jeszcze gorszymi wydarzeniami  w przyszłości np. rozwód.
Dwa - czy najzwyczajniej na świecie nie robię za koło zapasowe. Może próbuje ułożyć, złapać lepszy kontakt z kimś, i jeśli wypali to '' jednak nic z tego nie będzie między nami '' a jak nie wypali z inną osobą to wtedy '' jednak kocha i będziemy razem ''. Oczywiście zapewnia, przysięga, że nie robi nic złego, nie poznała nikogo i nie zamierza, ale wiadomo że to może nie mieć nic wspólnego z prawdą, a nie mam możliwości tego sprawdzić co się dzieje naprawdę (aktualnie już nie mieszkamy razem, nie widzę z kim kontaktuje się na telefonie, portalach społecznościowych itp.)

Wiadomo rozsądek mówi, że lepiej sobie dać z tym wszystkim święty spokój, odejść. Z drugiej strony sentyment, uczucie prawdziwe (przynajmniej z mojej strony) są nadal przez co ciężko mi podjąć decyzję. 

Proszę o wasze rady, odczucia.

8

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Moim zdaniem jestescie ze soba z przyzwyczajenia.Zaczęliscie sie spotykac jako dzieciaki jak piszesz.Nie byliscie z nikim innym,a jeśli były juz rozstania to ja bym rozstała się już teraz i zostańcie przyjsciółmi.Ja tak to widze

9

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Masz zdrowy osąd. Słuchaj rozsądku.

10

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Bycie w ciągłej niepewności  zmusiło mnie do wykonania telefonu, nie chciałem czekać w nieskończoność. I dowiedziałem się.  Nie chce być ze mną. Jak twierdzi - nie kocha mnie, uczucie wygasło. W szoku  jestem jak wszystko może się zmienić pozornie w kilka dni. Jeszcze jakis czastemu mowila ze jest ze mna szczesliwa, widzi moja pozytywna zmiane. W trakcie tej " przerwy " (nawet wczoraj) powtorzyla  ze mnie kocha, ale ciagle sie klocimy, mamy odmienne stanowiska i mozemy sie nie zgadzac we wszystkim co mogloby sie skonczyc rozwodem. Dzisiaj juz jednak nie kocha. Twierdzi ze nie poznala nikogo. Co ma to oznaczac ze raz kocha a jutro nie i tak na zmiane? Czy to jest normalne czy ona jest niezdecydowana jakas ? Ja juz przynajmniej wiem ze musze zaczac wszystko od zera, ale boli cholernie. Moze byc tak ze za jakis czas sie jej odmieni i jednak " kocha" a rozstanie bylo bledem?

11

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Na Twoim miejscu nie liczył bym na zbyt wiele, nawet jeśli za jakiś czas ona zmieni zdanie to sytuacja się powtórzy za rok/pięć/dwadzieścia tylko wtedy będziesz w o tyle gorszej sytuacji, że będzie wspólny dom być może dzieci..

Z własnego doświadczenia Ci doradzę,żebyś zamknął rozdział ex i szedł przed siebie, jakie efekty są u mnie? Poznałem niedawno kobietę z którą rozmawia mi się rewelacyjnie i mam wrażenie,że nawet lepiej się dogadujemy aniżeli z ex.

Pewnie pomyślisz, że gdyby była do mnie napisała to wrociłbym w podskokach, ale tak nie jest. Zdałem sobie sprawę,że takie sytuacje by się powtórzyły, po co mi to?

Jak już dojdziesz do siebie po rozstaniu to zaczniesz analizować swój związek i dojdziesz do wielu pozytywnych wniosków, zdejmiesz różowe okulary i pójdziesz przed siebie.

...i uwierz mi na słowo, miałem bardzo, ale to bardzo podobną sytuację. Nie licz na nic, niczego nie oczekuj i nie czekaj na nią..

12 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-03-27 19:32:03)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Witam po krótkiej przerwie i wszystkim dziękuje za odpowiedzi.

Dużo myślałem o tym wszystkim, przeanalizowałem ostatnie lata, szczególnie ostatnie dwa - po ostatnim rozstaniu. Doszedłem do wniosku, że nic już nie będzie tak jak wcześniej. Kiedyś zakochałem się w zupełnie innej osobie.  Zacząłem się godzić z tym rozstaniem, zanim jeszcze się z nią spotkałem i mi powiedziała to wprost na żywo.  Z dnia na dzień otwieram oczy coraz bardziej i zaczynam dostrzegać wszystkie detale, wady.

Wczoraj się spotkaliśmy. Powiedziała, że jednak coś na pewno do mnie czuje, bo nie jest łatwo po 8 latach całkowicie się odkochać, ale i tak się nie dogadujemy i związek po prostu nie ma sensu a  od dłuższego czasu planowała się rozstać.  Ja tylko przytakiwałem spokojnie z uśmiechem. Wtedy zarzuciła mi nawet, że to MI nie zależy bo nie walczę. Że winą wszystkiego jest brak moich oświadczyn i ślubu. Że powinienem się starać o szansę.  Wszystko co mówiła nie miało ładu i składu, masa sprzecznych ze sobą faktów. Próbowała obrócić całą winę na mnie, że to ja ją porzucam i że to mi przestało zależeć. Jakie wielkie było jej zdziwienie, gdy zamiast popłakać się czy błagać o szansę przytaknąłem jej, mówiąc że szanuje jej wybór, dodając że życzę więcej szczęścia w kolejnym związku, skoro tutaj nie była naprawdę szczęśliwa. Gdy wypowiadałem ostatnie zdania zaczęła płakać. Zdaję sobie sprawę, że to była gierka,  być może próba sprawdzenia czy się złamie i zmienię zdanie. Ale ja po prostu odszedłem. W nic jej już nie wierze.

13

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
ferzer3 napisał/a:

Próbowała obrócić całą winę na mnie, że to ja ją porzucam i że to mi przestało zależeć. Jakie wielkie było jej zdziwienie, gdy zamiast popłakać się czy błagać o szansę przytaknąłem jej, mówiąc że szanuje jej wybór, dodając że życzę więcej szczęścia w kolejnym związku, skoro tutaj nie była naprawdę szczęśliwa. Gdy wypowiadałem ostatnie zdania zaczęła płakać. Zdaję sobie sprawę, że to była gierka,  być może próba sprawdzenia czy się złamie i zmienię zdanie. Ale ja po prostu odszedłem. W nic jej już nie wierze.

O, jajka zstępują do moszny, proces trzeźwienia postępuje, a stan pacjenta jest stabilny.
Zuch chłopak.
Młodzi jesteście, norma w jej zachowaniu, szczególnie że naciskała na zaręczyny "bo koleżanki...", choć ty też bez winy.

Często jest tak, że związki zawiązane za dzieciaka nie przetrwają próby czasu, gdy już klarują się priorytety życiowe, jak również sposób komunikacji wypracowany w młodych latach nie działa jak się jest starszym wink Poprostu, miałeś pecha.
Uważaj na pułapki typu jej zaczepki na portalach itp. jak również że możesz być teraz zrównany z g... przez wspólnych znajomych, tak by to wyszło że to ty wszystkiemu winny.
Zachowaj sobie fajne chwile, jako coś fajnego i miłego ale coś co było i se nevrati. Żyj, zajmij się hobby, rozwojem, zabawą, otaczaj się dobrymi ludźmi. Młody jesteś, jak się nauczysz być sam (bo jak mówiłeś przy poprzednich zerwaniach źle Ci było) poznasz kogoś komplementarnego do Ciebie.
Powodzonka!

14 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-03-29 18:58:45)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
aksamitny napisał/a:

Młodzi jesteście, norma w jej zachowaniu, szczególnie że naciskała na zaręczyny "bo koleżanki...", choć ty też bez winy.

Co miałeś na myśli stwierdzeniem " choć ty też bez winy'' ? Rozumiem, że chodziło, że ja też nie jestem bez winy z tymi zaręczynami i ślubem?


Jeśli tak to wytłumaczę, że po powrocie do siebie 2 lata temu nie chciałem tego robić od razu, bo bałem się powtórki z rozstania, chciałem odczekać ten czas i zobaczyć jak będzie między nami. Nie jestem typem niezdecydowane faceta, który boi się wychodzić w przyszłość.  Wiem czego chcę i chciałem wspólnie spędzić życie. Ale po powrocie mimo zapewnień wcale nie było rewelacyjnie,  tragicznie też nie, więc w sumie średnio na jeża, raz lepiej a raz gorzej. Koniec końców planowałem to zrobić w tym roku, więc dobrze się stało, że do tego nie doszło bo same oświadczyny nie były powodem rozstania. Jeśli uczucie się wypaliło z jej strony to i tak by nic to nie dało, a gdybym zrobił to pół roku wcześniej, rok wcześniej, czy nawet dwa to koniec końców by się skończyło tak samo jak teraz, tylko że dodatkowo byłyby zerwane zaręczyny. Tymbardziej, że od jakiegoś czasu  sama mówiła, że nie ma co się z zaręczynami i ślubem śpieszyć, że to nie ucieknie, lepiej zebrać więcej pieniędzy na wesele i lepiej to zaplanować a później.

Jeśli chodzi o wspólnych znajomych to krótko powiedzieć można, że nie wcinają się w to, jeśli ktoś sobie zaszkodził to tylko ona, bo nie tylko mi mówiła milion sprzecznych wersji. Ja dalej mam taki sam kontakt ze wszystkimi.

Winę jaką sobie mogę zarzucić to fakt, że zgodziłem się po tamtym rozstaniu spróbować jeszcze raz. Nie krzywdziłem jej  w żaden sposób,  na brak mojego zainteresowania też nie mogła narzekać, we wszystkim starałem się pomóc jak tylko mogłem. A tamten płacz przy rozstaniu to była zwykła gierka,  ja sobie nie dałem wkręcić zerwania z mojej strony. Powiedziałem wprost, że chyba wiadomo z kogo strony się wypaliło i kto chciał przerwy. Nie miała na to argumentów i musiała sama podjąć tą decyzję.

Po wcześniejszych rozstaniach było mi źle, ale nie dlatego, że musze kogoś mieć i już, chodziło o ten stan beznadziejny stan po rozstaniu, uczucie porzucenia gdy nie było jasnego powodu rozstania. Po prostu czułem się jak śmieć, zabawka.

15

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
ferzer3 napisał/a:
aksamitny napisał/a:

Młodzi jesteście, norma w jej zachowaniu, szczególnie że naciskała na zaręczyny "bo koleżanki...", choć ty też bez winy.

Co miałeś na myśli stwierdzeniem " choć ty też bez winy'' ? Rozumiem, że chodziło, że ja też nie jestem bez winy z tymi zaręczynami i ślubem?

To:

ferzer3 napisał/a:

Generalnie pierwsze zerwanie to raczej moja wina : spełnianie każdej zachcianki, robiłem co tylko chciała, byłem zazdrosny, kontrolowałem i tak dalej

Myślisz że o tym zapomniała? Hehehehe wink
+

ferzer3 napisał/a:

Jesteśmy ze sobą długo, nawet bardzo długo bo niecałe 8 lat

Zaczeliście być ze sobą w wieku 15 lat, pamiętasz jakie wtedy miałeś podejście do życia? No właśnie, ona pewnie też nie. To co was połączyło było dobre do pierwszych poważniejszych ruchów w życiu. A teraz pomyśl:

Ma 23 lata, jest w szczytowej formie jeśli chodzi o wygląd i to teraz jest jest prime time, choć fubździu w głowie pewnie. Chce brać od życia, chce czuć, chce poczuć te emocje, chce mieć koło siebie tego zakochanego po uszy i zapatrzonego w nią! Chce czuć że żyje, a ona już pewnie nie pamięta jak to jest. Ja wiem, że po 8 latach to z twojej strony trudne a prawie niemożliwe, co nie znaczy że chce czuć to wszystko wink (Pogadaj sobie z koleżankami intymnie w jej wieku na ten temat - zrozumiesz.)

Pomyśl:

ferzer3 napisał/a:

Tymbardziej, że od jakiegoś czasu  sama mówiła, że nie ma co się z zaręczynami i ślubem śpieszyć, że to nie ucieknie, lepiej zebrać więcej pieniędzy na wesele i lepiej to zaplanować a później.

"No dobra, odpuściła, mam troche spokoju, mogę dalej planować i hajs zbierać, tym bardziej, że tak powiedziała"
Błehehehehe. BZDURA.
To nie to że odpuściła, poprostu witki jej opadły i już jej było to obojętne, choć w środku nadal chciała. Dała kolejną żółtą kartke, do kolekcji na ścianie, kobiety mają ich bardzo dużo aż nagle pewnego ślicznego dnia zamiast tej normalnej żółtej daje czerwoną, a pacjent ździwiony i zamurowany ;D Czasami jest tak że orbiter - "tylko kolega" - pomaga jej w tym ruchu, czasami widzi, że żółte kartki w przyszłości nic już nie dają i się sama ewakuuje, póki jeszcze młoda, ma powodzenie i ma większe szanse.


8 lat kolego to w cholere czasu a tym bardziej w związku. No generalnie takie sprawy jak zaręczyny się czuje lub nie, a tu ruchy jak w polityce, owszem spełnie warunki jeśli A i B i C. Związek w tym wieku to nie polityka, w tym wieku to się "szczęściojebniętozakochanym" jest. Prawa wieku.

Powrót sprzed 2 lat był błędem, bardziej chyba z braku laku, by się nie czuć samotnym. Żaden z was nie był chyba gotów by w pełni przebrnąć żałobę po związku i stanąć na nogi na nowo, wybrał łatwiejszą opcje - powrót by nie czuć negatywnych emocji. Po ówczesnych 6 latach chemia się wypaliła, normalne, pytanie czy przyjaźń była taka zwykła, podobne zainteresowania i spędzanie czasu a przedewszystkim zaakceptowanie wad partnera, po wcześniejszej wojnie o te wady - normalny rozwój w związku. Możliwe że ktoś z was nie był gotów na to. Możliwe że ktoś miał inne wyobrażenie o związku, jako ciągle o tych 3 pierwszych latach gdy chemia pompuje się w tętnicach. Możliwych jest sporo opcji, tylko po co rozmyślać jak można świetnie czas inaczej wykorzystać!

A teraz dobra rada od Saphire88:

Saphire88 napisał/a:

Na Twoim miejscu nie liczył bym na zbyt wiele, nawet jeśli za jakiś czas ona zmieni zdanie to sytuacja się powtórzy za rok/pięć/dwadzieścia tylko wtedy będziesz w o tyle gorszej sytuacji, że będzie wspólny dom być może dzieci..

A ponieważ już wiesz jak reaguje na zerwanie relacji - najpierw bajabongo i zabawa, a później rozpacz i deprecha, przygotuj się za jakieś 2 do 6 miechów na jej dziwny ruch, choć pewno teraz jesteś tym najgorszym.

16 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-03-29 20:56:51)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
aksamitny napisał/a:

To:

ferzer3 napisał/a:

Generalnie pierwsze zerwanie to raczej moja wina : spełnianie każdej zachcianki, robiłem co tylko chciała, byłem zazdrosny, kontrolowałem i tak dalej

Myślisz że o tym zapomniała? Hehehehe wink

Myślę, że to miało mniejsze znaczenie, jeśli nie zerowe w ostatnich latach, a już na pewno tych dwóch.  Pierwsze zerwanie było ponad 5 lat temu, od tamtego czasu problem zazdrości, kontroli i innych tych rzeczy został  całkowicie rozwiązany już wtedy i nie było żadnej kłótni z tego powodu.

Co do reszty trzeba się zgodzić.  Krótko mówiąc odkochała się, bywa widocznie to nie było to.

Tak wiem, że mogę się spodziewać dziwnych ruchów z jej strony po jej zerwaniu. Najgorszym to (jeszcze big_smile ) dla niej nie jestem. Stały schemat, zaproponowała przyjaźń, chce utrzymywać kontakt - właśnie pewnie po to, żeby później mieć łatwiejszą próbę powrotu gdyby coś nie wypaliło po jej myśli, ale jakoś średnio mam ochotę rozmawiać więc tego nie robię.

aksamitny napisał/a:

Ma 23 lata, jest w szczytowej formie jeśli chodzi o wygląd i to teraz jest jest prime time, choć fubździu w głowie pewnie. Chce brać od życia, chce czuć, chce poczuć te emocje, chce mieć koło siebie tego zakochanego po uszy i zapatrzonego w nią! Chce czuć że żyje, a ona już pewnie nie pamięta jak to jest.

No jest w szczytowej formie. Tak jak wspominałem robiłem wszystko, żeby jej niczego nie brakowało. Tylko, że być może już nieskutecznie skoro jej uczucia przemijały, ale przynajmniej nie mam poczucia, że nie robiłem kompletnie NIC albo że ją olewałem/zaniedbywałem.

aksamitny napisał/a:

"No dobra, odpuściła, mam troche spokoju, mogę dalej planować i hajs zbierać, tym bardziej, że tak powiedziała"
Błehehehehe. BZDURA.
To nie to że odpuściła, poprostu witki jej opadły i już jej było to obojętne, choć w środku nadal chciała. Dała kolejną żółtą kartke, do kolekcji na ścianie, kobiety mają ich bardzo dużo aż nagle pewnego ślicznego dnia zamiast tej normalnej żółtej daje czerwoną, a pacjent ździwiony i zamurowany ;D Czasami jest tak że orbiter - "tylko kolega" - pomaga jej w tym ruchu, czasami widzi, że żółte kartki w przyszłości nic już nie dają i się sama ewakuuje, póki jeszcze młoda, ma powodzenie i ma większe szanse.

Powiedziała to w ostatnim czasie, jak już było źle. Wiedziałem  o co chodzi, że ma już to wszystko w dupie. Nie było na co już nawet zbierać. Tak jak już wcześniej wspominałem, oświadczyny i ślub były jednym z pretekstów, które nie miały żadnego znaczenia bo skończyłoby się tak samo jak skończyło. Taka była jej decyzja żeby odejść, ja chcąc nie chcąc muszę się z tym i tak pogodzić i zacząć wszystko od początku.  Powoli zdejmuję różowe okulary, widząc coraz więcej wad z jej strony, z obecnej perspektywy powrót 2 lata temu był pomyłką. Widzę, że wiele kobiet działa bardzo podobnym schematem. Dzięki za opinię aksamitny.

17 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-03-31 11:59:49)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Jeszcze jedna sprawa chcialbym wyjasnic - chyba jednak staje sie dla niej tym najgorszym heh big_smile - prosze o Waszą opinię.

Podczas rozstania mówiła takie rzeczy jakby chciała mnie złamać. Ale ja zachowałem nerwy i emocje na wodzy, i spokojnie powiedziałem, że  szanuje jej decyzję. Wtedy się rozpłakała.

Zastanawia mnie zachowanie z jej strony. Nawet jak osoba sama z kimś zrywa bo przestała kochać to nie jest to powód, żeby wszystkim się chwalić, jest jakaś cząstka smutku.  Mieliśmy fajną, zgraną paczkę wspólnych znajomych/przyjaciół.  Od rozstania minęło dopiero kilka dni, a ona zachowuje się radośnie jak skowronek. Praktycznie każdą wolną chwilę próbuje spotykać się z kimś z  wspólnej paczki. Wszyscy to zauważyli. Wśród naszych wspólnych znajomych, którzy wiedzą, że rozstanie nastąpiło z jej strony naokoło rozpowiada jak to teraz jej dobrze, jak fajnie, że nic jej nie ogranicza i masę innych „ korzyści’’.
Ona zachowuje się jakby uciekła od jakiegoś tyrana, który ją poniżał, bił i nie wiem co jeszcze, mimo że do niedawna mówiła że jest ze mną szczęśliwa, była rozmowa o planach wspólnej przyszłości i tak dalej. Ale ja nie byłem żadnym tyranem. Nie trzymałem jej w klatce, pomagałem w czym tylko mogłem, okazywałem miłość, poświęcałem uwagę, planowalismy przyszłość.
Mam nawet wrażenie, że teraz chciałaby mnie odseparować od reszty wspólnych znajomych. Wydaje Próbuje ułożyć jakieś wyjścia, spotkania tak aby zabrakło mojej osoby.  Ale mizernie jej to wychodzi, na szczęście oni mają swój rozum i dobrze wiedzą, że nie traktowałem jej źle, nie zrobiłem nikomu nic złego, a rozstanie było jej pomysłem i decyzją, a w tym wszystkim to raczej ja mam status ‘’ pokrzywdzonego’’. Nie rozumieją też jej decyzji o rozstaniu.  Ciężko jest im wszystkim w związku z tą sytuacją, ale powiedzieli, że nie utną kontaktu z żadnym z nas.
Czy te całe zachowanie wśród wspólnych znajomych i pokazywanie jaka to teraz jest wielce szczęśliwa, zadowolona, że korzysta z życia i jest super jest specjalnym zamierzonym działaniem, żeby zagrać mi na nosie? Skąd ta złość, jad z jej strony? Nie są to typowe obrazy mnie, ale pokazywanie faktu, że beze mnie dużo lepiej.
Jeden kumpel, który zna nas już kilka lat twierdzi, że to trochę śmierdzi zachowaniem na pokaz, nigdy nie widział u niej takiego zachowania ani radości, nawet jak znalazła dobrą pracę czy z innych powodów, gdzie należało się cieszyć.

18

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

No dobra, masz parę nauk o życiu:
1. Kobieta po długim związku nie rzuca dlatego, że przestaje kochać, tylko dlatego, że ma dość zachowania i światopoglądu tej 2 osoby i widzi, że nie będzie potrafiła tych przywar i wad zaakceptować na dłuższą metę, bądź w ogóle nie akceptuje. Zapamiętaj to sobie, przetraw i wkuj w banie.
2. Nie ma nic gorszego dla młodej dziewczyny i bardziej niszczącego własne poczucie wartości niż koleś z którym się tyle przeżyło i było a po którym spływa na wieść o zerwaniu i jest spokojny i pewny siebie. Włącza się wtedy u tej osoby gniew i złość (to kim ja dla niego byłam? Czyżby miał mnie w dupie?) i chęć przytarcia noska. TO on ma biegać wokół niej i płakać a nie na odwrót. Trza tak namieszać by zaczął biegać z łzawymi oczkami wokół mnie, bym mogła swoje ego troche odbudować (jego kosztem, ale j*#ć to.)
3. Fazy rozstania u porzucającego (gdy nie porzuca się dla nowego obiektu):
  a) Faza ekscytacji - wkońcu mam czas na to co chce ja robić i z nikim nie musze tego konsultować, jestem wolna, Jupi! (1-2 miechy)
  b) Faza opadnięcia z różowego balonika - Nie no fajno jest, tylko brakuje mi tu jakiejś głębszej rozmowy z kimś zaufanym, pozatym kac 3 dzień męczy... (1-3 miechy)
  c) Faza smutku - Mam już dość imprez, nie mam z kim pogadać i nikt mnie nie rozumie, koleżanki nie mają czasu bo mają dosyć mojego pieprzenia o byłym/są w związkach, aaaa 25 wiosna mija a ja niczyja, niech mnie ktoś przytuli... < tu nastąpują próby kontaktu z byłym (2-6 miechów).
  d) Faza ugruntowania i akceptacji - jest dobrze, rozumiem czemu nie jestem z nim, on jest w porządku i ja jestem w porządku, było nam ze sobą nie po drodze poprostu, a teraz na spokojnie trzeba się rozejrzeć za nowym.

Porady -> Izi, lay back, co prawda by to zrozumieć potrzebny CI będzie dystans, który przyjdzie z czasem. Co do znajomych, na jakiś czas przygaś relacje z ludźmi z którymi ona najbardziej próbuje Cię skłócić. Wszelkie takie właśnie jej ruchy mają spowodować, byś zaczął się gotować i zastanawiać i mimowolnie dzięki temu pokazać że Ci jeszcze na niej zależy, by nie czuła się tak źle ze sobą.
Wszelkie ruchy typu "jest zajebiście, jestem najszczęśliwsza i uwolniłam się od tyrana" to typowe psychologiczne mechanizmy obronne u zdrowego (!) człowieka zwane "wyparciem" i "zaprzeczeniem" mające na celu zmniejszyć strach i lęk przed nowym oraz ból po zaprzepaszczonych nadziejach. Za miech, dwa przestanie to działać i zaczną kolejne fazy opisane w punkcie 3.

19

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
ferzer3 napisał/a:

Zastanawia mnie zachowanie z jej strony. Nawet jak osoba sama z kimś zrywa bo przestała kochać to nie jest to powód, żeby wszystkim się chwalić, jest jakaś cząstka smutku.  Mieliśmy fajną, zgraną paczkę wspólnych znajomych/przyjaciół.  Od rozstania minęło dopiero kilka dni, a ona zachowuje się radośnie jak skowronek. Praktycznie każdą wolną chwilę próbuje spotykać się z kimś z  wspólnej paczki. Wszyscy to zauważyli. Wśród naszych wspólnych znajomych, którzy wiedzą, że rozstanie nastąpiło z jej strony naokoło rozpowiada jak to teraz jej dobrze, jak fajnie, że nic jej nie ogranicza i masę innych „ korzyści’’.

radość na pokaz.

20 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2017-03-31 15:48:41)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
ferzer3 napisał/a:

Czy te całe zachowanie wśród wspólnych znajomych i pokazywanie jaka to teraz jest wielce szczęśliwa, zadowolona, że korzysta z życia i jest super jest specjalnym zamierzonym działaniem, żeby zagrać mi na nosie? Skąd ta złość, jad z jej strony? Nie są to typowe obrazy mnie, ale pokazywanie faktu, że beze mnie dużo lepiej.
Jeden kumpel, który zna nas już kilka lat twierdzi, że to trochę śmierdzi zachowaniem na pokaz, nigdy nie widział u niej takiego zachowania ani radości, nawet jak znalazła dobrą pracę czy z innych powodów, gdzie należało się cieszyć.

Różne mogą być motywy zachowań, a może nie być żadnych.  Sprzeczne emocję, potok myśli. W trudnych momentach różnie ludzie reagują. Z jednej może świadomie starać się zajmować swój czas, aby nie za dużo myśleć. Może też samooszukiwać się, jako jakaś wewnętrzna obrona, może też poczuć autentyczną ulgę. Nie ma co zgadywać. Nie drąż tego. Wypaliło się i tyle. Przeżyłeś z nią tyle lat, że pewnie było i dużo dobrych chwil. I zachowaj te dobre dla siebie. Jesteś młody z doświadczeniem długiego związku. Wiele mniejszych lub mniej większych relacji przed tobą. Szkoda czasu. Zachować klasę i iść dalej to najlepsze co Ci zostało smile

21 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-04-15 18:02:15)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Witam ponownie.
Dałem sobie spokój, zacząłem się z tym wszystkim godzić, nie inicjowałem kontaktu. Moja była sama podjęła próby kontaktu. Na początku wypisywanie sms, na FB. Z początku to ignorowałem, jednak później zaczęła mnie nachodzić (jesteśmy na tej samej uczelni i roku) wypytując co słychać, proponując spotkania i tak dalej. Odpowiadałem zdawko, odmawiając na propozycje. Po jakims czasie chyba nie wytrzymała i przyleciała z tekstem, że wszystko przemyślała, że jednak jej zależy, chce to wszystko naprawić, że tak dalej nie może żyć.  Przypomniałem jej, że to była jej decyzja, tymbardziej że '' wszystko u niej przeminęło i to nie ma już sensu''. W pewnym momencie zaczęła nawet naskakiwać że każdy inny,prawdziwy facet po tak długim czasie związku po rozstaniu od razu zacząłby się starać, próbować naprawić, odzyskać a ja guzik zrobiłem i miałem wszystko gdzieś. Że tak naprawdę to mi nie zależy, każdy inny by się zachował inaczej, kończąc swoje przemowy ,że będę tego żałować.  Na nic moje argumenty że już trzecie rozstanie, kolejne z jej strony i  to jej znowu ostatnimi czasy nic nie pasowało i się odmieniło, że sama mówiła że to bez sensu i przestała kochać. Ja jestem teraz ten zły, któremu nie zależy, oczywiście informując o tym swoje koleżanki, z jakim złym człowiekiem była, który ma to wszystko gdzieś po takim czasie.  Szczerze wisi mi to co uważają jej koleżanki których nie znam, wspólni znajomi już nie chcą tego słuchać, znudzili się tymi opowieściami więc tutaj mam spokój ale i tak mnie to irytuje, że naokoło to wszystkim rozpowiada choćby rodzinie. Żadne argumenty, że to był TYLKO jej wybór o rozstaniu, że nie chciała podjąc próby naprawy i walczyć o to wcześniej tylko dopiero teraz się obudziła. W tym wszystkim to ona jest ofiarą, a wszystko co się teraz dzieje to moja wina - znowu.  O ile wcześniej kontakt był zerowy lub minimalny to sobie jakoś radziłem, teraz na nowo zaczął się robić mętlik, tysiące myśli w głowie i powrót do tego gorszego stanu, myśli '' może tym razem uda się to naprawić i będzie dobrze ? '' mam nadzieję że to tylko chwilowe. Niestety, całkowicie się nie oderwę, jesteśmy na jednym roku studiów więc dopóki nie ukończę uczelni to jestem na to skazany i co jakiś czas będzie to do mnie wracać. Co doradzicie ?  Olewać / spławiać do oporu ?

Życzę wszystkim SPOKOJNYCH, zdrowych i wesołych świąt smile

22

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Dziewczyna pokazuje swój charakter. W sumie sprawa Ci się sama wyjaśniła.
Wesołych Świąt

23 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-04-17 16:00:54)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Dalsze marudzenia i prośby powrotu i zapewnienia z jej strony stale narastały, jednak mimo samego jej gadania niewiele sie dzialo. Pozostawalem niewzruszony a ona cala czas zarzucala mi obojetnosc,  i generalnie ze mam wszystko w dupie. Zarzucila nawet ze poznala kogos innego, i ten ktos inny bardziej sie stara odemnie a to ja powinienem. ( inny gosc z uczelni, typowy zazdrosny  pantofel bez wlasnego zdania, spelnia kazda zachcianke, prosbe i kaprys + robi za prywatnego szofera - moim zdaniem to raczej relacja  dla niej do odreagowania, byc moze proby zazdrosci,korzysci). Sam jej powiedzialem ze poza jej gadaniem niewiele sie dzieje wiec niby jak mam w to wszystko uwierzyc co mowi, ona probowala dalej mnie przekonac. I wiecie co? Powiedzialem ok, to sprobujmy naprawic. (Nie, nie dlatego ze nie moge wytrzymac i chcialem wszystko przywrocic. Za wiele sie stalo, chodz przyznam ze przez te 8 lat zostaly jakies resztki uczuc, ale chcialem zobaczyc jej reakcje bo strasznie watpilem w puste gadanie i chcialem zobaczyc czy zacznie jak kolwiek dzialac). I wiecie co? Od razu zaczela marudzic, ze to pewnie znowu nie wypali, ze ja jestem obojetny taki sraki i owaki i pewnie sie skonczy i tak rozstaniem. Ze ma kontrast z kims kto sie "bardzo stara". ( pomijajac fakt ze jesli to ona zerwala i chcialaby to naprawic to ona powinna sie postarac o to, ale mniejsza o to, poznaliscie jej zdanie na ten temat w moim wczesniejszym poscie). Ja bez wzruszenia przytaknalem, no ok, jak uwazasz w takim razie nie ma o czym gadac, a ja sie w sumie spiesze i musze isc. Ona tylko odparla ze to nie takie proste, ze nie moze zapomniec o mnie i woli urwac definitywnie kontakt bo inaczej nie zbuduje z innym szczesliwego zwiazku jak bede jej siedzial w glowie. Ja oczywiscie przytaknalem - jesli Ci to pomoze to wszystko zrozumiem, szczescia z tym innym nowym chlopakiem. Na co ona w płacz niczym bóbr i tak sie rozeszlismy. Ale na tym koniec, nie wyrzucila mnie z FB czy innych portali. Czy z nia wszystko jest wporzadku ? O co chodzi ciagle z tymi wszystkimi wahaniami nastroju i zmiennymi decyzjami? Kolezanka ktora byla swiadkiem tych ostatnich wydarzen stwierdzila ze moja byla dziewczyna powariowała do konca.

24 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-05-04 23:16:47)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Witajcie po przerwie.  W pewnym momencie wszystko sie uspokoilo a czas sobie lecial spokojnie dalej, ja nie inicjowalem kontaktu. Mimo wszystko dalej wracaly mysli, wspomnienia. Moja byla jako ze nie ma wiekszego problemu nawiazac  ze mna kontaktu (wspomniana uczelnia) ktoregos dnia poprosila o rozmowe. Stwierdzila ze przeanalizowala wszystko, zrozumiala swoje wady, zachowania, wskazala moje bledy. Stwierdzila ze mimo wszystko dalej cos do mnie czuje i chcialaby sprobowac raz jeszcze. Duzo plakala poruszajac ten temat.
Wszelkie jej slowa traktowalem z duzym dystansem, wypominajac jej zachowanie. Ona jednak probowala pokazywac mi ze sie zmienila, lecz nie desperacko. Rzeczywiscie, atmosfera miedzy nami sie oczyszczala powoli z dnia na dzien, powoli mielismy coraz to lepszy kontakt.  Nie zachowywalismy sie jak para, nie spedzalismy wspolnie duzo czasu,  traktowalem to bardzo z dystansem zeby sie przekonac, ale nie moglem jej wtedy  zarzucic nic zlego, widzialem jej duza, pozytywna zmiane. Powoli w glowie zaczela wracac jakas wizja powrotu i naprawy tego wszystkiego, mimo wszystko nie wszystkie uczucia wygasly a szkoda bylotyh wspolnych 8 lat.  I tak podczas ktorejs rozmowy przyznala sie ze jakis miesiac temu zaczela sie spotykac sie z kims (czyli jakies 2 tyg po rozstaniu). Trwalo to bardzo krotko. Doszlo do zblizenia miedzy nimi - sexu. Ale zakonczyla to, bo nie mogla sie zaangazowac emocjonalnie jak to stwierdzila, bo dalej czula cos do mnie. Na dowod  ze to nie ona dostala kopa od niego w tylek pokazala mi rozmowy gdzie ten facet desperacko prosil o szanse i pytal sie co zrobil zle i swoje zale wylewal. Jednak w tym momencie cos we mnie pękło. Zawsze bylismy dla siebie koniec koncow tymi pierwszymi i jedynymi (23 lata z czego 8 razem w zwiazku). Ona prosila o kolejna szanse, prosila bym zostal i nie wychodzil ale powiedzialem ze za wiele rzeczy sie zmienilo, pewnych rzeczy nie moge sobie wyobrazic i musze sobie to wszystko poukladac w glowie, ze juz nic nie bedzie take same. Wiedziala co zabolalo mnie najbardziej. I wyszedlem, przy czym ona płakała.Nie wiem czego sie spodziewalem po tym wszystkim. Niewiem kompletnie co mam dalej robic, mam w glowie totalny balagan,burdel, miliony sprzecznych mysli, nie moge sie na niczym skupic. Prosze Was o pomoc, jakie kolwiek rady typu ze to nic nadzwyczajnego sie nie stalo i zeby walczyc  o to, po zlinczowanie mnie i urazenie mojego ego,dumy zeby wybudzic sie z tego amoku, powrocic do porządku...  Nie mam kogo sie poradzic w tej sytuacji jak nie Was. Wsrod znajomych i mimo mojego mlodego wieku nie znam innych par z podobnym stazem i doswiadczeniem, rodziny (a w sumie dwoch rodzin, bo z jej strony tez) ktore chcialyby zebysmy doszli do porozumienia i to naprawili  tymbardziej nie chce w to mieszac.

25 Ostatnio edytowany przez starr (2017-05-04 23:23:24)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

W poście #21 piszesz, że poinformowała Ciebie, że nie już kocha. Posypało się, bo pojawił się ktoś inny.
A to tylko potwierdza jej słowa:

ferzer3 napisał/a:

/.../ Gdy dowiedzialem sie ze doszlo do ich zblizenia./.../

Teraz Masz mętlik w głowie, bo pewnie byliście dla siebie pierwszymi jedynymi partnerami. Ona spróbowała jak jest z innym, a Ty nadal nie...

ferzer3 napisał/a:

Prosze Was o pomoc, jakie kolwiek rady typu ze to nic nadzwyczajnego sie nie stalo i zeby walczyc  o to, po zlinczowanie mnie i urazenie mojego ego,dumy zeby wybudzic sie z tego amoku, powrocic do porządku...

Skoro Ciebie nie kocha, to już nie ma co tego związku łatać.
- To co się stało będzie Ci przeszkadzało w pełnym zaangażowaniu, do czasu aż nie nadrobisz doświadczenia.
- Ona tak czy inaczej, już ponownie Ciebie nie pokocha. Będzie to męczarnia Was obojga. Nie próbuj kochać za dwoje, bo to nigdy nie wychodzi.
- Potraktuj te osiem lat, jako doświadczenie, którego bez niej nie miałbyś możliwości zdobyć.
-Teraz czas zacząć pracę nad sobą, by szybko uporać się z syndromem porzucenia. Jak to zrobić? Czytaj ze zrozumieniem i od początku: http://www.netkobiety.pl/t67911.html
rób notatki, układaj plan dla siebie i go zacznij realizować. Zwracaj szczególną uwagę na posty atora, elle88, thepass, życzliwego...
EDIT:
- Postaraj się nie rozmawiać o zaistniałej sytuacji z jej rodziną, jej przyjaciókami i jej koleżankami. Będą trzymały jej stronę. Swojej rodziny też nie ma co informować, przynajmniej na razie...

26 Ostatnio edytowany przez ferzer3 (2017-05-04 23:31:42)

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Na samym początku mówiła, że się wypaliło i tak dalej. To że "nie kocha" bylo moją opinią, od niej akurat tych słów nie otrzymałem.

W takim razie po co teraz to wszystko? Dlaczego od ponad 2 tygodni probuje wszystko naprawic, mowi ze kocha mnie dalej i jej zalezy na tym zwiazku, widzi w innych facet mnie przez co nie moze sie zaangazowac w inna, stala relację.

Tak wiem, być może tonąc teraz łapie się brzytwy,  ale w takim razie po co to cale zachowanie z jej strony, jej proba naprawy i zmiany.

27

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
ferzer3 napisał/a:

Na samym początku mówiła, że się wypaliło i tak dalej. To że "nie kocha" bylo moją opinią, od niej akurat tych słów nie otrzymałem.

Ok, może za szybko czytałem...

ferzer3 napisał/a:

W takim razie po co teraz to wszystko? Dlaczego od ponad 2 tygodni probuje wszystko naprawic, mowi ze kocha mnie dalej i jej zalezy na tym wniosku, widzi w innych facet mnie przez co nie moze sie zaangazowac w inna, stala relację.

Dotarło do niej, co naprawdę się stało, co zrobiła i przestraszyła się. Postawiła na szali osiem lat i chwilowe zauroczenie - na razie bierze górę to pierwsze... Ciekawość jednak przeważy, tak jest w większości przypadków i chęć zdobywania nowego doświadczenia docelowo wygra. Były dwa rozstania, teraz jest trzecie. Z każdym temperatura uczuć spadała. Nie ma co wierzyć, że teraz wzrośnie.

ferzer3 napisał/a:

Tak wiem, być może tonąc teraz łapie się brzytwy,  ale w takim razie po co to cale zachowanie z jej strony, jej proba naprawy i zmiany.

Jeżeli naprawdę Masz ochotę eksperymentować na swoich emocjach, to pozwól jej na próbę naprawy. Nie wiem tylko czy poradzisz sobie ze świadomością, że jest jeszcze ktoś, kto pewnie łatwo nie odpuści i będzie stale mieszał jej w głowie.

28

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Witajcie ponownie, po sporej przerwie..

Cóż mogę powiedzieć.. Sytuacją się powtarza kolejny raz..
Tak, macie racje, powiecie że sam sobie to zafundowałem, że na własną prośbę. Tak, przyznaje, ale teraz znowu potrzebuję Waszej pomocy, mam nadzieje że ostatni raz.

Otóż przez te miesiące jakoś to wszystko trwało. Ostatnio nakryłem ją na istotnych kłamstwach, które bardzo mnie zraniły (nie będę dokładnie opisywał, ale nie były to drobnostki).

Kiedy wyniknęła z tego powodu kłótnia to cała wcześniejsza historia zaczęła się zataczać kołem. Podczas tej kłótni była zachowywała się tak jakby się nic nie stało, później zasugerowała, że możemy się pogodzić, ale jeśli wyjdę z mieszkania to będzie definitywny koniec i żebym tego nie żałował. Byłem w amoku ( nie klnąłem, nie wyzywałem), powiedziałem, że skoro tak to okej, zabrałem rzeczy i wyszedłem, byłem bardzo urażony tymi kłamstwami.

Posmutała 2-3 dni po czym stwierdziła, że ja bardzo ją zraniłem tą kłótnią i dalszy związek nie ma sensu. Myślałem, że padnę, wydały się jej kłamstwa, które bardzo mnie zraniły, a ona mówi, że to ona została źle potraktowana przeze mnie.  Zaczęły się te same wymówki i teksty co pół roku wcześniej. Okej, przyznała się, że postąpiła źle z tymi kłamstwami, ale w całokształcie związku to ja jej nie szanuję, nie staram się, nie zasługuje na nią. Generalnie dalszy związek nie ma dla niej sensu, bo gdybym w ciągu tych dni przyszedł i ją przeprosił, to byśmy się dogadali, a tak to już za późno.

Odgraża się, że tym razem to rozstanie na zawsze, chociaż zapewnia że '' kocha i jej zależy'', ale  nie chce być ze mną dalej, ponieważ  w całokształcie związku jej nie doceniam, nie dbam, nie staram się, nie zależy mi i wogole nie zasługuje na nią a dodatkowo bardzo zraniła ją ta ostatnia kłótnia. Mówi, że teraz urwie nasz kontakt całkowicie,  nie będzie odpowiadać na telefon i portale społecznościowe, nie będziemy się widywać nawet ze wspólnymi znajomymi bo inaczej znowu będzie za jakiś czas chciała wrócić, a tak to przeczeka, odkocha i będzie szczęśliwa beze mnie.

Z drugiej strony wywiera na mnie presję. Mówi że to definitywny koniec, a zaraz mi zarzuca, że nie walczę o nią, że się nie staram jej przekonać do siebie. Przypomina mi jakieś stare kłótnie, od których minęło już trochę czasu i zachowania jak ją potraktowałem.  Że teraz każdy prawdziwy facet by walczył, tym bardziej po rozstaniu, gdzie jeszcze dodatkowo grozi utrata kontaktu. Że widać, że mi nie zależy skoro właśnie po rozstaniu nie walczę jak należy. Że dobrze zrobiła, że nie chce być dalej razem bo nie walczę, a tak naprawdę  każda moja próba rozmowy jest odbierana jako atak i o wszystko się czepia.

Powiedziałem, że naprawia się wspólnie, wracając do siebie i razem rozwiązując problem, a nie na zasadzie, że jest zerwanie, tkwimy w jakieś próżni, gdzie każdy robi sobie co chce, ale jednocześnie mam za nią biegać, starać się i próbować odzyskać przez niewiadomy okres czasu. Ona wie lepiej, powinienem teraz zrobić wszystko by przekonać ją do siebie, niezależnie od czasu i koniec, bo musi to poukładać i sprawdzić czy naprawdę mi zależy.


Prawda jest taka, że ona jest cwaną kombinatorką, która układa zawsze wersje pod siebie, bo nie umie się przyznać do swoich błędów, a widzi winę tylko innych. Nawet swojej rodzinie i znajomym nie opowiadała całej sytuacji, a wybrane fragmenty . W jej mniemaniu jak powiedziała, że jak wyjdę to będzie definitywny koniec a ja wyszedłem, to tak było. Dlatego jej rodzina myśli, że to ja definitywnie zerwałem, o jakąś kłótnię, przez co pewnie teraz mają mnie za buraka, ale oni nawet nie znajdą całej prawdy. Być może będę próbował im to wytłumaczyć, ale nie wiem czy jest sens, bo ona im i tak wszystko zaprzeczy.

Prawda jest taka, że starałem się poświęcać jej czas, pomagać w czym mogłem, również materialnie. Wozić samochodem na zachcianke, załatwić wczasy i mase innych rzeczy. Rodzina i znajomi uważają, że miała ze mną dobrze i nie docenia tego.

Dałbym się pokroić za nią, chodź wiem że nie warto bo ona nic z tego nie docenia,  ale ona wie lepiej ode mnie , że się nie staram i koniec, chociaż w głębi duszy zawsze była i chyba jest dalej nadzieja, że ona kiedyś dorośnie i się zmieni ale to chyba nigdy nie nastanie.

Jestem tym wszystkim już wymęczony po tylu latach. Wiem, że niektórym może będzie ciężko w to uwierzyć ale chciałbym się od tego wszystkiego uwolnić, bo wątpie że ona się kiedyś zmieni. Dałem pół roku temu kolejną szansę za co teraz płacę. Znowu się czuje beznadziejnie, stare problemy powróciły, ona znowu ma powody do rozstań.

Pomóżcie mi, proszę, bo z takim nastrojem nie ma się ochoty żyć. Potrzebuje jakiegoś kopa na rozpęd, motywacji, być może wjechania na ambicję, co kolwiek. I tak dałem sobie dostatecznie wejść na głowę, wystarczy.

29

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

A więc i trzeci raz smile
No no...i Ty potrzebujesz kopa od takich zwykłych userów?
Nie poczujesz.
Twoja luba zasadza Tobie takie bomby,a Ty dalej dyspozycyjny i chętny.
Może znowu ma ochotę się z kimś przespać?
Czy poprzednia pauza nie była tym spowodowana?
Co my możemy(mimo szczerych chęci) zrobić?
Przecież i tak ona zagwiżdze a Ty pobiegniesz.
Skoro najgorsze upokorzenia nie są w stanie Ciebie obudzić-nikt tego tutaj za Ciebie nie zrobi.
ZROZUM- MASZ TO NA CO GODZISZ SIĘ!
Coś jednak Autorze kieruje Twoim zachowaniem.Masz coś tak w sobie"zaprogramowanego" że wracasz do punktu wyjścia.
Wiem,że może to trochę bezsensowne pytanie dla Ciebie,ale... jakie relacje panują między Twoimi rodzicami?
Jak uczciwie wg Ciebie wygląda ich relacja?

30

Odp: Długi, nie zawsze udany związek

Witaj. Witajcie. No cóż historia jakich wiele ale i tak zadziwia mnie fakt, gdy ludzie tworzą związki na długie lata nie podejmując żadnych konkretnych kroków. Taka próżnia gdzie w wielu przypadkach budzimy się z niczym w poczuciu beznadziei. Ale do rzeczy. Wiem na swoim też przykładzie jak kończą się takie związki gdzie żadna bądź jedna ze stron nie umie przepraszać. Przyznać do błędu. Mówiąc po ludzku wybaczać i nie pamiętać złego. Decydując się na próbę ratowania związku nie ma prawa być mowy o wypominaniu i wytykaniu błędów z przeszłości. W końcu gdy postanawiamy naprawę relacji, z automatu decydujemy się na wymazanie starych ran. Jeśli nie jesteście w stanie sobie nawzajem wybaczyć, nie powinno się ponownie podejmować naprawy. To logiczne i bardzo życiowe. Druga sprawa, w związku nie powinny mieć miejsca tzw ciche dni. Nie ma nic gorszego od braku kontaktu. Najlepszy sposób na oddalenie dwojga ludzi od siebie. I naprawdę wiem co piszę. Obecnie jestem w nowym związku już około roku i powiem Ci ze nie było dnia abyśmy nie mieli kontaktu. Duża tu zasługa mego partnera który za wszelką cenę podczas jakiejkolwiek sprzeczki stara się na bieżąco rozwiązać problem. Nie było to z początku dla mnie łatwe bo jak już wspomniałam wcześniej byłam w takich związkach i się już do tego siła rzeczy szło przyzwyczaić. Ale widzę i jednocześnie uczę się od swego partnera pokory i widzę jakie to daje cudowne efekty. Złota zasada o której mówił papież Franciszek. Gdy rano rzucacie talerzami, to obowiązkowo tego samego dnia kładąc się do łóżka macie być już w zgodzie. To jest takie proste a zarazem bardzo trudne bo bardzo trudno jest nam przyznać się do błędu. Bardzo często dostrzega się ten problem u kobiet. Da się zauważyć że to od mężczyzn jest wymagane staranie się, okazywanie uczuć i zabieganie o kobietę. Nic bardziej mylnego niestety drogie Panie. My też powinnyśmy niejednokrotnie schować swoją dumę do kieszeni i nawet jeśli mamy rację starać się łagodzić sytuację. Tak samo idzie to w drugą stronę jeśli chodzi o mężczyzn. Jeśli jednej stronie lub co gorsza obu tego brak sytuacja jest jasna. Dobrem żegnac zło. To moja zasada która owocuje w przyszłości. smile a Tobie autorze cóż mogę  napisać. Myślę że się poprostu nie dopasowaliscie. I trzeba w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. Może nawet nie o dopasowanie tu chodzi ale o umiejętność rozmowy. Nie ma ludzi pasujących do siebie to bzdura. Dopasowanie trzeba sobie wypracować. Jeśli ona oczekuje przeprosin tylko od Ciebie a sama w sobie nie widzi błędów to jak to rzutuje  na przyszłość? Nie będzie Cie to męczyć na dłuższą metę? Pomyśl o tym proszę. Pozdrawiam

31

Odp: Długi, nie zawsze udany związek
sorella napisał/a:

Witaj. Witajcie. No cóż historia jakich wiele ale i tak zadziwia mnie fakt, gdy ludzie tworzą związki na długie lata nie podejmując żadnych konkretnych kroków. Taka próżnia gdzie w wielu przypadkach budzimy się z niczym w poczuciu beznadziei. Ale do rzeczy. Wiem na swoim też przykładzie jak kończą się takie związki gdzie żadna bądź jedna ze stron nie umie przepraszać. Przyznać do błędu. Mówiąc po ludzku wybaczać i nie pamiętać złego. Decydując się na próbę ratowania związku nie ma prawa być mowy o wypominaniu i wytykaniu błędów z przeszłości. W końcu gdy postanawiamy naprawę relacji, z automatu decydujemy się na wymazanie starych ran. Jeśli nie jesteście w stanie sobie nawzajem wybaczyć, nie powinno się ponownie podejmować naprawy. To logiczne i bardzo życiowe. Druga sprawa, w związku nie powinny mieć miejsca tzw ciche dni. Nie ma nic gorszego od braku kontaktu. Najlepszy sposób na oddalenie dwojga ludzi od siebie. I naprawdę wiem co piszę. Obecnie jestem w nowym związku już około roku i powiem Ci ze nie było dnia abyśmy nie mieli kontaktu. Duża tu zasługa mego partnera który za wszelką cenę podczas jakiejkolwiek sprzeczki stara się na bieżąco rozwiązać problem. Nie było to z początku dla mnie łatwe bo jak już wspomniałam wcześniej byłam w takich związkach i się już do tego siła rzeczy szło przyzwyczaić. Ale widzę i jednocześnie uczę się od swego partnera pokory i widzę jakie to daje cudowne efekty. Złota zasada o której mówił papież Franciszek. Gdy rano rzucacie talerzami, to obowiązkowo tego samego dnia kładąc się do łóżka macie być już w zgodzie. To jest takie proste a zarazem bardzo trudne bo bardzo trudno jest nam przyznać się do błędu. Bardzo często dostrzega się ten problem u kobiet. Da się zauważyć że to od mężczyzn jest wymagane staranie się, okazywanie uczuć i zabieganie o kobietę. Nic bardziej mylnego niestety drogie Panie. My też powinnyśmy niejednokrotnie schować swoją dumę do kieszeni i nawet jeśli mamy rację starać się łagodzić sytuację. Tak samo idzie to w drugą stronę jeśli chodzi o mężczyzn. Jeśli jednej stronie lub co gorsza obu tego brak sytuacja jest jasna. Dobrem żegnac zło. To moja zasada która owocuje w przyszłości. smile a Tobie autorze cóż mogę  napisać. Myślę że się poprostu nie dopasowaliscie. I trzeba w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. Może nawet nie o dopasowanie tu chodzi ale o umiejętność rozmowy. Nie ma ludzi pasujących do siebie to bzdura. Dopasowanie trzeba sobie wypracować. Jeśli ona oczekuje przeprosin tylko od Ciebie a sama w sobie nie widzi błędów to jak to rzutuje  na przyszłość? Nie będzie Cie to męczyć na dłuższą metę? Pomyśl o tym proszę. Pozdrawiam

Piękne i mądre słowa Sorella. Bardzo się wzruszyłam czytając Twoją wypowiedź, dziękuję Ci za to. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się stworzyć taki związek o jakim piszesz. Autorowi tego wątku również tego życzę.

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Długi, nie zawsze udany związek

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024