Może to nie całkiem moja historia,ale uważam,że szczególnie ludzie nieszczęśliwi w swoim związku,powinni ją poznać.Otóż to historia małżeństwa mojej cioci Sabiny. Ciocia i wujek od kilku lat już nie żyją,pomarli w podeszłym wieku,dobrze po 80 - stce.Przeżyli ze sobą mnóstwo lat,ponieważ,jak to onegdaj bywało,pobrali się w bardzo młodym wieku.Nie mogli mieć dzieci.Niestety,bo ciocia bardzo chciała mieć dziecko.I w jakimś sensie je miała - wujek
Wujek,był człowiekiem baaaardzo grymaśnym,nastawionym wyłącznie na swoje oczekiwania,a ciocia,jak to dobra żona w tamtych czasach,skakała koło niego jak mogła najlepiej.Ciocia była fantastyczną kucharką i ciastkarką znaną i podziwianą na całą okolicę, ale wujek potrafił wylać ostentacyjnie np zupę,twierdząc,że jest wstrętna i wtedy ciocia pędem gotowała drugą.Wspomnę,że oboje prowadzili pocztę i mieli duże gospodarstwo,którego obrabianiem zajmowała się głównie ciocia,najmując kogo się dało, bo wujek nie był stworzony do gospodarstwa.Wyobrażacie sobie taki układ ?? Dodam,że choć całej rodzinie nie podobało się postępowanie wujka, ciocia nigdy nie skarżyła się na niego i nie pozwalała na niego nic złego mówić.Postawiła mu się tylko raz- zaadoptowała niechciane dziecko z JEGO rodziny.Dziewczynkę,wspaniałą zresztą.Mimo oporu wujka ( wiadomo,teraz dziecko było w centrum ciocinej uwagi ),wychowała córeczkę,wykształciła,wydała szczęśliwie za mąż
I co chcę powiedzieć.Otóż ciocia nigdy w tym całym chaosie z wujkiem,nie zrezygnowała ze swojego życia, ze swoich zainteresowań ( była i poetką i artystką ludową),udzielała się,jak tylko mogła w życiu bardzo dużej wsi,niemal miasteczka.Organizowała ciągle jakieś imprezy,w jej domu przebywały tłumy gości,prawie non stop.Prowadziła tzw. dom otwarty.Zawsze była uśmiechnięta,nigdy nie widziałam jej skwaszonej,czy osowiałej.Nawet,jak Ania opuściła już rodzinny dom ( jej córka ), i ciocia zaczęła już chorować choćby z racji wieku i intensywnego życia,nadal usługiwała wujkowi,zawsze pełna ciepłych słów dla niego i uspokajającego zachowania.Choć kochałam wujka,to dopiero,gdy dorosłam,zdałam sobie sprawę,jaki był z niego tyran.To co opisałam,nawet w części nie oddaje jego postępowania.W godzinę śmierci przeprosił ciocię za całe życie,a ona biedna opiekowała się nim do samego końca.I wszystko mu wybaczała.
Ciocia miała też bardzo wesołe usposobienie i rok po śmierci wujka,siedzimy u drugiej cioci,a ona wyglada przez okno i mówi - o mój były narzeczony stoi pod płotem ( narzeczony jeszcze przed wujkiem
)I mówi,podejdę do niego,pogadamy o naszej starej miłości.I poleciałA, Amy z ciocią omal nie posikałyśmy się ze śmiechu.Stali jak młodzi na pierwszej randce z wypiekami na twarzy
Ale potem ciocia wróciła i stwierdziła,że on to już nie to, co kiedyś
Wyobraźcie to sobie hehe. Zastanawiam się,ile błędów ja popełniłam.W swoim związku i trochę ich jest,może nie usprawiedliwiają do końca postępowania męża,ale wyraźnie widać,że nie całkiem starałam się,aby nasze małżeństwo było ok.Może spójrzmy na to z tej strony,co myślicie o tym wszystkim.?
Podobne tematy
Historia wzruszająca ,tym bardziej że odwzorowana od życia moich dziadków . (za wyjątkiem działalności społecznej)
A co myślę to krótko i zwięźle:
Żadna za słona zupa, żaden foch,żadna za stara sukienka ani nawet brak należytego zainteresowania mężem nie usprawiedliwia zdrady
Dzięki Paweł,masz rację.
Witajcie ![]()
Tak wspaniała Kobieta z Twojej Cioci ... I trzeba podziwiać
ją za cierpliwość do swojego męża...
Teraz jeśli już "dwoje młodych" wstępuje w związek małżeński
trwa on bardzo krótko.Brak cierpliwości,oddania,zrozumienia
i często kompromisu. Bo jak wiadomo podstawą musi być Miłość.
św. Paweł z Tarsu
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
A na marginesie zapytam... ale czy w tym związku była zdrada?
Bo ja nie wyczytałam tego,no chyba że .... coś ominęłam ...
5 2013-09-21 16:53:23 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-21 16:55:13)
Historia wzruszająca ,tym bardziej że odwzorowana od życia moich dziadków . (za wyjątkiem działalności społecznej)
A co myślę to krótko i zwięźle:
Żadna za słona zupa, żaden foch,żadna za stara sukienka ani nawet brak należytego zainteresowania mężem nie usprawiedliwia zdrady
Usprawiedliwia usprawiedliwia cham zasługuje na ból, bo cham nie kocha, to działa też w drugą stronę że by nie było.
Dzięki Paweł,masz rację.
W tym przypadku nie ma racji, obojętne czy to kobieta czy facet ząłużył/a by na to ![]()
Piękna historia, a jednak prawdziwa miłość to nie mit.
Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.
zbytdelikatna, historia jest ciekawa i ciocia zasluguje na szacunek, to niewatpliwie.
Ale przyznam Ci szczerze, nie chcialabym powielic takiego wzorca malzenstwa. Posluszenstwo i oddanie pomimo wszystko? Cicha zgoda na wszystko? Niekoniecznie sie z tym zgadzam. Widzisz, to historia z minionej epoki, ta generacja kobiet juz odchodzi. One mialy inny swiat, mniej wyborow, mniej mozliwosci. Czy to milosc i oddanie czy raczej koniecznosc nimi czesto kierowala, ze byly z mezami tyranami do konca zycia?
Ten swiat juz odszedl. Ale czy zalujemy tego? Ja nie. I nie chcialabym takiego zycia ani powrotu do tamtych lat, usluznosci kobiet wobec mezczyzn, dla swojej corki.
8 2013-09-25 16:03:19 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-09-25 16:04:17)
Historia przerażająca raczej...
Moim zdaniem nie ma czego podziwiać....chyba raczej współczuć biednej cioci....
Milionek
Cytat z hymnu o miłości..nietrafiony.
Pokaż mi w którym miejscu w tym małżeństwie była miłość...dla mnie to jakiś układ poddany-władca.
Ciocia była kobietą kochającą za bardzo..
Wujek...mężczyzną nie kochającym wcale...
Myślę, że ciocia przyjęła i pokochała wujka takim jakim był.I nie robiła z siebie męczennicy,po prostu żyła z facetem, którego wybrała, bez względu na wszystko.I to w niej podziwiam i zazdroszczę, dla mnie to niezwykła siła, ale dla niej to było normalne życie.Podejrzewam,że nigdy nie zastanawiała się czy cierpi czy nie.Niestety,tak jak mężczyzn,tak kobiet " z jajami" jest dzisiaj jak na lekarstwo.Tamci ludzie byli bardziej konsekwentni, nie wyrzucali do kosza tego, co się psuło, tylko próbowali to naprawić.Znakiem naszych czasów jest brak konsekwencji,szukanie łatwizny w życiu i konsumpcja.Zasady poszły w niepamięć.To chyba byłoby na tyle z mojej strony.
Jeśli nawet zdarza się, że żona traktuje męża jak przedmiot, to pocieszające jest, iż zwykle na tyle cenny, że woli go nie stracić.
POZDRAWIAM;)
Ta historia dała mi samej dużo do myślenia.I zrobiłam niesamowity krok - przebaczyłam mężowi wszystko co złego wniósł do naszego związku.Postaram się też wymazać to z pamięci.Porzucenie i tkwienie tyle lat w tym związku , spowodowało,że to co miało mnie zabić, uczyniło mnie silniejszą. Za mocno na nim polegałam.Teraz już nie zrobię tego błędu.Wydaje mi się, że mąż również wiele rzeczy zrozumiał.Cóż najmłodsi nie jesteśmy, mamy wspaniałych synów,mieszkamy na odległość i jest ok.Życie pokaże co będzie dalej.Zaczynam więc budowanie siebie od nowa
I co ciekawe, ulżyło mi samej, gdy postanowiłam mu wybaczyć.Nie trzymam już tej zadry w sercu,jest uwolnione ![]()
Mnie ta hissttoria raczej przeraziła.
Cieszę się, że żyjemy w czasach kiedy mamy wybór a nie sednem życia jest obowiązek małżeński.
Na pewno nie chciałabym być na miejscu tej kobiety...
Historia urocza. Taka pełna...ciepła. ![]()
Twoja ciocia musiała być wspaniała. I na pewno była.
Jednak myślę, że ja nie dałabym rady...Brak mi cierpliwości, niestety.
Goście, hobby, praca w gospodarstwie- ok, zniosłabym ale humory i chamstwo ze strony męża? Nigdy w życiu. ![]()
Także podziwiam ciocię Sabinkę.