Zacznę od tego że byłam z chłopakiem przez krótki okres. (Głównie będę pisać pan nr 1 i nr 2.) Na samym początku z panem nr 1 wszystko było mocne, potem zaczęło się psuć z jego strony. Niestety kiedy było 'najlepiej' musiałam wyjechać na 10 dni po za miasto. Mieliśmy tylko kontakt telefoniczny. Bardzo chciałam wracać ale sytuacja mi nie pozwalała. Po powrocie (około 3-4 dni) zaczął rozmowę od tego że nie ma teraz dla mnie czasu, dużo obowiązków itp. Oczywiście zrozumiałam o co chodzi. Chciał skończyć nasz związek. Duma mi nie pozwalała pokazać jakąkolwiek skruchę w tam tym momencie. Jestem z natury osobą bardzo wrażliwą, strasznie to przeżyłam. Wręcz nie mogłam się pozbierać przez 3 tygodnie po tej sytuacji. Minęły około 3-4 miesiące i pojawił się chłopak który był mną zainteresowany.. Rożnica wiekowa nie była bardzo wielka. Zakochałam się w nim po jakimś czasie. Przeżyłam to o czym marzyłam. Ale zaczął sobie na wiele pozwalać. Traktował mnie jak bym była jego własnością. Na początku się starał, komplementował mnie, pod koniec związku było coraz gorzej. Zależało mi na nim więc wiele rzeczy brałam do siebie.. Gdy powiedział mi że mam celulit, kupiłam tabletki na odchudzanie, wzięłam się za siebie - dieta i te sprawy. Oczywiście on nic o tym nie wiedział. Niestety z moimi rodzicami nie jest najlepiej, często się kłócą co bardzo wpływa na moje samopoczucie. On tego chyba nie rozumiał. Czasem byłam przybita, nie układało mi się wiele rzeczy. Wiedział też że miałam w przeszłości problemy z panowaniem nad sobą. Cięłam się. Miałam myśli samobójcze. Czasem obracał to w żart. Mówił że on się mną 'zajmie'. Nadeszły wakacje i kolejny raz miałam wyjechać z rodziną za granice. Jakiś czas się nie widzieliśmy więc zależało mi na tym spotkaniu. Sama siebie zadziwiłam jaka byłam oschła w stosunku do niego po kilkunastu dniach nie widzenia się. Widział że coś jest nie tak. Siedzieliśmy na przystanku i czekaliśmy na autobus. Zadałam mu pytanie czemu widzimy się tak rzadko. Odpowiedział że nie ma teraz czasu dla mnie. (Powiedział dokładnie tak samo jak mój były) Kiedy to usłyszałam zaniemówiłam. Od razu przypomniał mi się mój poprzedni związek. To było jak wielki piorun w czasie deszczu. Ponieważ uczucie było tak wielkie do chłopaka nr 1 bałam się że z tym będzie podobnie i znowu się nie będę dała rady pozbierać. Myślałam w tamtym momencie że za tymi słowami pociągnie się koniec bycia ze sobą. Odeszłam od niego krzycząc że mam dość, że powiedział mi dokładnie to samo co tam ten idiota. Jechał właśnie autobus. Z jednej strony miałam nadzieje że pobiegnie za mną, powie przepraszam, spojrzy w oczy i wszystko będzie jak dawniej.. Ale nie.. Odjechał autobusem.. Przez te kilka dni kiedy się z nim nie widziałam myślałam o tym (przed zerwaniem), przyswajałam do siebie wiadomość że to może być koniec, więc nie czułam się tak strasznie jak po ostatnim związku. Dopiero po kilku dniach poczułam odrobinę smutku, ale przeszło tak szybko jak przyszło.
To historia znajomości. A teraz o co chodzi dokładnie - Kiedy byłam z tym drugim chłopakiem, czasem widywałam się z tym pierwszym. Często przypadkiem, ale było kilka sytuacji kiedy się umawialiśmy w damym miejscu o danej porze. Wiedziałam że robie źle. Wyrzuty sumienia wygrały ze mną na ostatnim spotkaniu z panem nr 1 (byłam wtedy w związku z nr 2). To miał być ten dzień kiedy mówię mu że musze się do niego odizolować. Ponieważ nadal go kocham rozmowa w tamtym momencie nie rozpoczęła się tymi słowami. Siedzieliśmy w jednym pięknym, cichym miejscu, tam gdzie się wszystko zaczęło, gdzie się spotykaliśmy często żeby pobyć ze sobą i odpocząć. Mówił mi że tak strasznie podobają mu się moje oczy. Dokładnie to samo słyszałam kiedy byliśmy ze sobą. Trzymaliśmy jakiś dystans więc nie przejmowałam się tą rozmową. Ale zaczął się przybliżać. Tak strasznie chciałam go wtedy pocałować... Wiedział jak na mnie działa. Może też to troszeczkę wykorzystywał, ale to inna sprawa. Po jakiejś godzinie doszedł do nas jego kumpel. Gadaliśmy. Myślałam że troche przystopuje z tym 'przysuwaniem się'. Ale on się zachowywał jak zawsze na luzie przy kumplu. Zaczął mnie gilgotać. Mam duże łaskotki więc prosiłam żeby przestał. 'Przestań, haha, prosze.. Tomek przestań'. W tym momencie cała nasza trójka zaniemówiła, włącznie ze mną. Przecież on się nazywa inaczej. (Tomek to chłopak nr 2. Z którym byłam wtedy kiedy spotkałam się z nr 1. Tłumacze sobie to tak że cały czas miałam go w głowie..) Usłyszałam od jego kumpla 'jaki kurwa Tomek?' , nie minęła sekunda a ja wstałam, powiedziałam że musze iść i odbiegłam. Popłakałam się. Pomyślałam CO JA DO CHOLERY ROBIE. Jestem z Tomkiem a pozwalam na coś takiego innemu chłopakowi. Stanęłam w takiej odległości żeby mnie nie widzieli, podszedł do mnie nr 1. Powiedziałam mu że go kocham, ale nie moge wybierać między nimi, nie chce być kolejny raz zraniona, musimy urwać kontakt całkowicie. Widziałam że mu to nie pasowało, ale zgodził się. 5 minut po skończeniu tej rozmowy zadzwoniłam do Tomka żeby przyjechał. No i faktycznie zobaczyłam się z nim. Stwierdziłam że nie powiem mu o tym że widywałam się z innym. Za bardzo by to zniszczyło nasz związek. Bardzo bolało mnie to że wybrałam jego, a nie nr 1. Wszystko mówiło 'wróć do byłego' ! Ale się powstrzymałam. Teraz wiem że nie mogę żyć przeciwko sobie. Bo związek z Tomkiem i tak się skończył.
Ostatnio czuje się bardzo samotna. Mam przez to zepsuty humor, wszystkie problemy zawaliły mnie.. Do tego myśle cały czas o nr 1. Widzimy się od poniedziałku do piątku więc jest jeszcze trudniej. Po skończeniu związku z Tomkiem pisałam z nr 1 kilka razy. Tęsknie za nim. To uczucie mnie zżera, jest tak potworne... Od kilku dni zaczęliśmy mieć dobry kontakt. Wychodziło by na to że znów do siebie kręcimy. Dostałam dziś wiadomość od Tomka : 'Co myślałaś że się nie dowiem. Ładnie tak być w związku i spotykać się z kimś innym? :) Tęsknisz za nim to wróć do niego. Ojj przepraszam on Cie nie chce. :) Powodzenia. ". Dobiło mnie to ostatnie zdanie. 'On Cie nie chce.'. Może to być kłamstwo.. Może nie. Nie wiem skąd on się o tym dowiedział, przecież ja mu nie powiedziałam, kumpla numeru 1 nie zna, a sam nr 1 by mu CHYBA nie powiedział. Nie jest to istotne. Odpisałam mu że mam w dupie jego zdanie. Bo taka jest prawda.
Szczerze powiedziawszy nie wiem co mam zrobić... Jeśli chodzi o Tomka to nie chce mieć z nim żadnego kontaktu. Ale co z nr 1 ? Mam mu powiedzieć że go kocham? Że chce do niego wrócić? Czy raczej uciekać z Tytanika zanim utonie? Bo skoro zranił mnie raz to zrobi to kolejny. Kiedy wiem że między nami się choć troche układa to wszystko wydaje się prostsze. Dzień jest lepszy. Humor tak samo. Chce mi się wiele rzeczy. Boje się z nim pogadać... Nie wiem jak na to zareaguje. Ta sytuacja jest bardzo skomplikowana.
Przepraszam za takie porozrzucane i niezrozumiałe informacje. Trudno coś z tego chyba zrozumieć, ale proszę o pomoc!