Witajcie,
Potrzebuję porady kogoś z boku, bo sama zastanawiam się czy może przesadzam. Po prostu nie wiem...
Czy uważacie, że palenie blantów raz w tygodniu to dużo? Żyję z facetem, który co weekend popala marihuanę i uważa, że to normalna rzecz. Ma przyjaciela który pali znacznie częściej niż raz w tygodniu i to właśnie jego kompan od gandzi. Denerwuje mnie kiedy zbliża się weekend, a mój facet już się cieszy na wyjście, bo wie, że będzie okazja do zapalenia. Przez to pojawiają się kłótnie i ciche dni. Źle zrobiłam i myślę, że jestem na przegranej pozycji w tej dyskusji, bo samej zdarzało mi się czasami zapalić, co z resztą bardzo lubił, bo mówił, że jestem do tańca i do różańca. Nie pociągało mnie to nigdy, ale chciałam, żeby wiedział, że mogę być jego kompanem w tym co lubi robić. Kiedy mu mówię, że powinien ograniczyć (nie przestać zupełnie), mówi, że ja w takim razie powinnam zrezygnować z picia piwa czy wina przy spotkaniach z przyjaciółkami (nigdy się nie upijam), bo to samo. Twierdzi, że chce mu zabrać ostatnią przyjemność (sic!).
Wkurza mnie to, bo zaczynają się sytuacje, że ja wyrzucam mu blanty, a on chowa przede mną świeżo zakupiony towar.
Powiedziałam mu dzisiaj, że jak tak dalej pójdzie to nie będzie mógł mieć dzieci przez marihuanę i chyba pojadę na tydzień do domu rodzinnego, żeby przemyśleć sobie wszystko, czy w ogóle jest sens być razem.
Dodam, że ma 34 lata.
Proszę napiszcie coś mądrego, bo może za bardzo się tym przejmuję. Co zrobiłybyście w mojej sytuacji, czy Wasi mężczyźni mają podobny sposób na odreagowanie stresów?
Podobne tematy
Może dopadł go przedwczesny kryzys wieku średniego? ![]()
Facet 34 lata to już raczej powinien mieć inne priorytety niż jaranie z kumplami. Czyż nie?
To tak jak z piwkowaniem. Dopóki sam się nie ogarnie i nie zauważy, ze coś jest nie "halo", to nadal będzie utrzymywał wersję że wszystko jest ok.
Może faktycznie powinnaś pojechać do domu, pomyśleć i dać mu pole do popisu.
Niech pokaże co jest dla Niego ważne, a co ważniejsze.
Może dopadł go przedwczesny kryzys wieku średniego?
Facet 34 lata to już raczej powinien mieć inne priorytety niż jaranie z kumplami. Czyż nie?
To tak jak z piwkowaniem. Dopóki sam się nie ogarnie i nie zauważy, ze coś jest nie "halo", to nadal będzie utrzymywał wersję że wszystko jest ok.Może faktycznie powinnaś pojechać do domu, pomyśleć i dać mu pole do popisu.
Niech pokaże co jest dla Niego ważne, a co ważniejsze.
Dokładnie jak Nataluszek napisała, to jest jak z piwkowaniem. Ja akurat z facetem mam problem o alkohol i widzę dużo podobieństw. Mam plan żeby zrobić mu "zimny prysznic": nie odzywać i nie spotykać sie przez kilka dni, wczesniej porozmawiac dlaczego i dac mu wolna reke, jesli bedzie chcial byc ze mna przemysli swoje zachowanie i sie zmieni, jeżeli nie....beda czekały mnie troche gorsze dni.
Kilka osób doradziło mi na tym forum, żeby postawic sprawe jasno i wóz albo przewóz....zrozumiałam, że nie ma się co oszukiwac, lepiej byc samej niz trwac w toksycznym zwiazku....
Uważacie, że dawanie ultimatum albo blanty albo ja to dobre rozwiązanie? Przyznam szczerze, że sama nie chciałabym być stawiana w takiej sytuacji. Z punktu widzenia faceta może wyglądać to mniej więcej tak: skoro ona stawia sprawę na ostrzu noża o taką "głupotę" to chyba jej na mnie nie zależy, więc po co z nią być.
Rozmawiałam z nim o tym wielokrotnie, mówiłam, że przesadza, że po spaleniu jointa zaraz zasypia i nici z dalszego wieczoru, że to psuje nasze relacje, na co słyszę, że musi się odstresować, że nasze relacje psuje mój brak akceptacji i tolerancji, że to nic złego, bo mnóstwo ludzi pali. Słowo przeciwko słowu i znowu ciche dni.
Witaj! Ja ostatnio to przerabiałam. Powiem tyle, że tego co przeżyłam nie życzę najgorszemu wrogowi. Żałuję, że byłam tak zaślepiona miłością i nie widziałam wielu rzeczy, a raczej nie chciałam widzieć. Wierzyłam, tłumaczyłam, walczyłam nie wiadomo po co. On wybrał alko i maryche, a ja wybrałam życie bez niego. I jestem teraz wreszcie spokojna, szczęśliwa. Choć nie powiem były też miłe chwile i za tym tęsknię, ale to co zyskałam odchodząc jest nieocenione.
To co Tobie mogę powiedzieć, to na pewno odejdź choćby po to by zobaczyć co wybierze i nie wracaj za szybko, bądź konsekwentna i zastanów się czy jesteś w stanie ryzykować swoje życie i życie ewentualnego dziecka. Bo ja zaryzykowałam i teraz mam 2 miesięcznego synka. Dodam, że był planowany. Prócz tego, że byłam szarpana w 9 miesiącu ciąży to przez te dwa miesiące na tym świecie Kuba był świadkiem jak dilerzy przychodzili do domu, jak jakiś element społeczny jarał tak, że w całym domu śmierdziało, tatuś był dumny, że naćpany trzymał dziecko na rękach i woził je samochodem. Ja uciekłam, efekt jest taki, że tata bardziej interesuje się innymi dziewczynami, ćpaniem i piciem niż swoim synem.
I masz racje popełniłaś duży błąd paląc z nim, mój ex też mnie namawiał, ale ja się nie zgodziłam. Robią to po to by mieć wymówkę, że przecież też jarałaś.
ZASTANÓW SIĘ, i nie bądź tak głupia jak ja wierząc ufając. Jeśli chciałabyś pogadać na priv to daj znać. Życzę powodzenia
Uważacie, że dawanie ultimatum albo blanty albo ja to dobre rozwiązanie? Przyznam szczerze, że sama nie chciałabym być stawiana w takiej sytuacji. Z punktu widzenia faceta może wyglądać to mniej więcej tak: skoro ona stawia sprawę na ostrzu noża o taką "głupotę" to chyba jej na mnie nie zależy, więc po co z nią być.
Odwróć to co napisałaś, skoro On nie liczy się z moimi uczuciami, z tym, że mi to przeszkadza i bagatelizuje problem to chyba jemu na mnie nie zależy więc po co z nim być?
Dziewczyno pomyśl co byś poradziła swojej córce gdyby miała takiego faceta!?
Sari - współczuję. Z tymi dilerami akcja trochę jak z filmu. Dobrze, że się z tego wymiksowałaś.
Z własnego doświadczenia powiem tak. Przez jakiś czas spotykałam się z facetem, który uwielbiał sobie zapalić. Na początku mi to nie przeszkadzało (przez jakieś dwa tyg
) Ale później zauważyłam, że to sens jego życia!
Nie wiem, może ja i staroświecka jestem, ale winko z przyjaciółkami, czy piwo z kolegami jakoś bardziej do mnie przemawia, niż blancik w weekend. Nawet rozumiem, że facet raz na jakiś czas musi się z kolegami zresetować gorzałą. Jednak z tego, co piszesz Dyskutantko, to faktycznie dla niego najmilsza chwila w tygodniu. Nie daje Ci to nic do myślenia? Rozumiem hobby, rozumiem chwilę przyjemności, ale nie rozumiem tego, że on nie jest w stanie pójść na kompromis i zrezygnować z palenia, chociaż raz na jakiś czas.
Wiem, że to nie jest łatwe, bo czujesz coś do tego człowieka. I tu się pojawia dysonans..... Daj sobie czas i zobaczysz. Nie wiem, jak długo jesteście w związku. Jednak pamiętaj, że skoro teraz wybiera w ten sposób, to czemu później miałoby się to zmienić? On to uwielbia i kompletnie nie widzi powodu, czemu miałby z tego rezygnować. Jemu się wydaje, że krzywdy Ci tym nie robi. No i trochę przerażający jest jego wiek. 34 lata i takie podejście... Słabe to trochę.
Na pocieszenie, bądź też i nie, dodam, że ja dość szybko zakończyłam znajomość. Ten człowiek miał przepalony mózg. I nikt mi nie powie, że palenie marihuany nie pozostawia śladów. Jest jeden niepokojący objaw u każdego uzależnionego. Żyją mrzonkami. Ileż ja słyszałam planów na przyszłość... Jakie to pieniądze miały być, prace super, no z gadki ogarnięty jak mało który. A kończyło się na oglądaniu discovery (w celu oczywiście poszukiwania pomysłów na przyszłość) i graniu na kompie. Gość również po 30-tce. Moim hitem stało się jego stwierdzenie, że będzie sprzedawał energię słoneczną (zaraz po tym, jak miał się stać potentatem w branży nieruchomości), bo on doskonale wie, gdzie leżą pieniądze i w czym leży potencjał. I co? Trzydzieści parę lat, wynajęty pokój, bo nawet na mieszkanie go nie stać, stare, rozwalające się auto i głowa pełna marzeń. No mówię Wam, cyrk ![]()
Daj znać, co postanowisz. Jakby co, pisz tu, zawsze ktoś przeczyta, wysłucha ![]()
dyskutantka napisał/a:Uważacie, że dawanie ultimatum albo blanty albo ja to dobre rozwiązanie? Przyznam szczerze, że sama nie chciałabym być stawiana w takiej sytuacji. Z punktu widzenia faceta może wyglądać to mniej więcej tak: skoro ona stawia sprawę na ostrzu noża o taką "głupotę" to chyba jej na mnie nie zależy, więc po co z nią być.
Odwróć to co napisałaś, skoro On nie liczy się z moimi uczuciami, z tym, że mi to przeszkadza i bagatelizuje problem to chyba jemu na mnie nie zależy więc po co z nim być?
Dziewczyno pomyśl co byś poradziła swojej córce gdyby miała takiego faceta!?
Sari ma rację, niestety. On dość jasno stawia sprawę. Z punku widzenia faceta może i tak jest, jak piszesz, ale to punkt widzenia niedojrzałego faceta. Jeśli o taką "głupotę" stwierdziłby - po co z nią być, no to przykro mi, ale zero złudzeń. Facet, któremu zależy skłonny będzie cokolwiek poświęcić. A jeśli odszedłby z takiego powodu, to Ty dziewczyno uciekaj!
A jeśli chcesz mu jeszcze dać szansę, to go podejdź. Żeby raz na jakiś czas zrezygnował, a może później coraz częściej..
Dzięki dziewczyny za rady, miałam cichą nadzieję, że jednak może przesadzam, ale widzę, że chyba jednak nie.
Jesteśmy w związku 2 lata, rok mieszkamy ze sobą. Chyba napiszę to co większość dziewczyn z różnymi problemami w związku, że ogólnie to fajny facet, z poczuciem humoru, pomocny, wspierający (straciłam pracę), ma firmę i radzi sobie w życiu jak prawdziwy mężczyzna, ale jest to ALE, które wprowadza dysonans jak jak napisała A-n-n-n.
Łatwo jest trzasnąć drzwiami bez głębszego zastanowienia i powiedzieć żegnaj, tylko żeby później nie żałować do końca życia, że przecież nie było aż tak źle.
Dzisiaj powiedziałam mu, że mnie oszukał, że nie wiedziałam, że tyle pali (bo wcześniej palił okazjonalnie), że mógł mnie uprzedzić na początku znajomości to wtedy miałabym możliwość wyboru czy chcę w to wchodzić (wiem, teraz też mam, ale na początku nie byłoby to tak bolesne), na co powiedział, że na początku był odurzony miłością do mnie, że wystarczyło mu jak się patrzyliśmy godzinami na siebie. Że się wkręcam, że wcześniej nie byłam temu taka przeciwna. Ręce mi opadły.
Problem jest też z jego przyjacielem jak wspomniałam na początku. Facet też 34 lata, jak ma, to pali nawet codziennie, nie ma żony czy dziewczyny, od początku kiedy go znam słyszę, że musi wziąć się za siebie i znaleźć sobie kogoś, pomyśleć nad własnym mieszkaniem, jednak stoi w miejscu, pomimo, że zarabia nieźle, jeździ zdezelowanym samochodem, co chwilę zmienia mieszkania i marudzi na cały ten świat.
Chyba jutro pojadę na tydzień do rodziców, przemyślę wszystko na chłodno, on też będzie miał okazję zastanowić się czy jest sens być z dziewczyną, która nie akceptuje jego sposobu odstresowania się, zobaczymy.
Dziękuję Wam Wszystkim za mądre słowa, poza tym że czytam to co piszecie, sama pisząc układam sobie wszystko w głowie.
Oj dobry scenariusz na film by był, to był tylko jeden mały szczególik
Smiać mi się chce jak czytam o tych planach, wielkich historiach zdobywania pieniędzy i wizjach przyszłości! hahaha tez to przerabiałam i najgorsze jest to, że w to uwierzyłam i ja i moi znajomi i moja rodzina i jego rodzina
I zgadzam się z Tobą A-n-n-n w 100% tyle, ze ja nie miałam tyle oleju w głowie by szybciej odejść. A decyzji nie żałuję i żałować nigdy nie będę wiem to już teraz. Dyskutantko napisałam do Ciebie maila i czekam na odpowiedź
Ściskam Was mocno Kobitki ![]()
Witam serdecznie
Jestem tu nowa,ale idealnie wątek również pasuje do Mnie.. Jestem juz od 3 lat w związku,mieszkamy razem od 2 lat
Tak jak u kolezanki dobry chlopak z niego aczkolwiek odkryłam , że sprzedaje wszystkie rzeczy do lombardu i wydaje na narkotyki (blanty) Nigdy nie paliłam,bo w ogóle stronie od takich typu używek,jestem poprosto w szoku,zdesperowana
Nawet z Nim rozmawiałam,ale wciska mi bajki takie,ze głowa boli
;( Już mam naprawde dosyc zycia z Nim,oszukwiania ciaglego i wszystkiego zwiazanego z tym . Chyba czas odejsc od tego
Niego,zycia z Nim. Ale jak mozna w ogóle swoje rzeczy wynosić z domu i sprzedawać do lombardu,jakim to trzeba być dupkiem,kurde poprostu brak mi słow,nie dośc , że w pracy się psuje jak i w zyciu prywatnym ,ale co nas nie zabije to nas wzmocni, Co myślicie co robić itd. Ciężko mi naprawdę.