Smutne, że Cię to spotyka, i to nie pierwszy raz.
A jeśli chodzi o Twoją siostrę to jest to jej pierwsza styczność z chorobą, czy nawrót? Bliska mi osoba miała kiedyś raka piersi i przetrwała, a guz był mniej więcej 5/9 cm, szanse dawali niemalże zerowe... Jednak przeszła chemio- i radioterapię, było ciężko, ale się udało. Najważniejsze to mieć dla kogo żyć. Ja bym się poddała od razu, bo nie widzę już w swoim życiu sensu, po prostu czekałabym na śmierć i robiła wszystko to, co do tej pory. Ta sama osoba po ponad 5 latach miała nawrót choroby - tym razem zaatakowała mózg. Przez 8 miesięcy CODZIENNIE bywałam u niej, gotowałam, zmieniałam pieluchy (gdy już stała się osobą leżącą), sprzątałam, karmiłam gdy był gorszy dzień, rozmawiałam z lekarzem i pielęgniarką z hospicjum, którzy przychodzili do domu, pomagałam w rehabilitacji... W końcu ta osoba zmarła - przy czym też byłam, do ostatniego oddechu byliśmy wszyscy, wszyscy najbliżsi... Jest to jedna z najtrudniejszych życiowych prób, niełatwo jest to znieść zwłaszcza przy nowotworze mózgu, kiedy to zmienia się osobowość, jest się nieraz wyzywanym, krytykowanym, krzyczy się po nas... Ale jakoś dałam radę i jestem z siebie dumna. Oczywiście musisz brać pod uwagę, że osobowość Twojej siostry może ulec zmianie, musisz być cierpliwa. Ale jeśli to 1.raz, to myślę, że powinna dać radę, no i na pewno będzie chciała - podobno nic tak nie motywuje jak dzieci. Trzymam kciuki.