Hejka co tam u was nowego? U mnie znowu kilka dni ok, a teraz znowu kicha. Zastanawiam się coraz częściej że mężowi żona jest potrzebna w przerwach między kolejną spotkaną babą. To się nazywa miłość? Nie pamiętam żeby moi rodzice tak się zachowywali. Naprawdę łączyło ich coś wyjątkowego. U nas jest dobrze dopóki mężuś nie zauroczy się kolejną koleżaneczką. Potem obiecuje że już więcej nie będzie flirtował a za chwilę to samo. To jest obłęd bo nie doprowadza to sytuacji że idzie z babą do łóżka(przynajmniej ja nic o tym nie wiem)ale ślini się do niej i zajebiście mu zależy na jej zainteresowaniu. Od 15 lat regularnie co dwa-trzy miesiące mam taką sytuację.Jaki macie sposób na życie żeby nie opuszczając rodziny jakoś funkcjonować? Podpowiedzcie proszę....Czuję się oszukana i wykorzystana - mam dość prania gaci mężusiowi który nie dba o relacje między nami i nic go nie obchodzi jak się czuję z tym cyrkiem. Dajcie znać,podpowiedzcie mi sposób na zycie .Please....
Podobne tematy
Co spowodowało iż zastanawiasz się nad tym, że żona to przerwa dla męża pomiędzy kolejnymi kobietami. Na marginesie kobieta-przerwa - to nie miłość. Zadajesz dziwne pytania. Tu nie ma się nad czym zastanawiać - popatrz w lusto i zobaczysz przykład tego nad czym się zastanawiasz - jesteś namacalnym przykładem że tak może się dziać i tak się dzieje.
Co do rodziców - ich zachowanie nie ma znaczenia, pamiętasz czy nie pamiętasz, dzieci nie mają pamięci genetycznej i nie powielają zachowań. Oni to oni, a Wy, to wy. Pisząc o swoim mężu - per "mężuś" piszesz jakbyś nie miała do niego szacunku - a na to pewnie sobie zaproacował - a czy wobec tego nadal go kocasz, czy wygodnie Ci tak o tym tylko myśleć? Skoro on skacze z kwiatka na kwiatek, za każdym razem obiecując że przestanie - to znaczy, że on jest cwany umie Cię wykorzystać, a Ty po prostu dajesz mu się mamić - albo to po prostu głupota - Twoja.
Ważniejsze jest co Ty robisz by to zmienić - tylko się denerwujesz, każesz przepraszać, co dwa miesiące - czy sama zaczynasz pracować nad związkiem? TY masz w głowie - uczucie oszukiwania, wykorzystywania, prania gaci
, to że on nie dba o relacje ... a Twoje konkurentki co mają w głowie.. umizgi, kręcenie tyłkami, uśmiechanie się i flirtowanie ----- no i tym się różnicie, one są dla niego atrakcyjne, bo zachowują się jak kocice, a Ty? Facet jak w domu nie ma kocicy, to się ogląda za innymi kocicami. Jak kobieta w domu dba o męża - to raczej mu nie przyjdzie kręcenie się za innymi... ale jak słyszy ciągle dąsy, marudzenie itd... to ... nie przyciąga go to do kobiety w domu, i szuka odechu. A kobieta ... jedzie na emocjach i nimi zyje oczekując od męzczyzny że będzie żył tak jak ona, gdy on nie jest tak zbudowany.
15 lat???? tkwisz w tym piętnaście lat???
żartujesz chyba, co nie?
Dunkis,
przeczytalam to, co napisales i zdumialam sie gleboko.
Czy dorosly facet jak nie ma w domu kocicy, to nie powie zonie czego pragnie? A co jesli zona jest inna i dla niej to bedzie odstawianie cyrku? Maja sie rozwiesc, czy wlasnie zdradzac? To co napisales swiadczy o tym, ze traktujesz kobiety przedmiotowo - moim zdaniem. Moze piszesz w liczbie mnogiej o swoich potrzebach. Ja slyszalam, ze seks jest w glowie - czyli poczucie humoru, dowcip, inteligencja tez sa afrodyzjakami. A krecenie tylkiem? To nie wdziek. To wywalanie towaru na lade.
Jesli moj maz wymagalby tego ode mnie, zeby przestac sie ogladac za innymi, to sorry - nie bede odstawiac kogos innego - kim nie jestem.
Dla mnie Gogosia wziela sobie chlopczyka w krotkich spodenkach na etapie lizakow.
Dunkis,
przeczytalam to, co napisales i zdumialam sie gleboko.
Czy dorosly facet jak nie ma w domu kocicy, to nie powie zonie czego pragnie? A co jesli zona jest inna i dla niej to bedzie odstawianie cyrku? Maja sie rozwiesc, czy wlasnie zdradzac? To co napisales swiadczy o tym, ze traktujesz kobiety przedmiotowo - moim zdaniem. Moze piszesz w liczbie mnogiej o swoich potrzebach. Ja slyszalam, ze seks jest w glowie - czyli poczucie humoru, dowcip, inteligencja tez sa afrodyzjakami. A krecenie tylkiem? To nie wdziek. To wywalanie towaru na lade.
Jesli moj maz wymagalby tego ode mnie, zeby przestac sie ogladac za innymi, to sorry - nie bede odstawiac kogos innego - kim nie jestem.Dla mnie Gogosia wziela sobie chlopczyka w krotkich spodenkach na etapie lizakow.
Z czasem człowiek dochodzi do wniosków które i jego potrafią zaskoczyć, co nie zmienia faktu, że w mojej ocenie jest to prawidłowość, której wcześniej nie widziałem. Tak jeśli facet nie ma w domu kocicy, to ... zaczyna jej szukać...
>>A co jeśli zona jest inna i dla niej to będzie odstawianie cyrku?<< to dobre pytanie, ale wzieło się najwyraźniej z tego, że zbyt dosłownie odebrałaś moje słowa. W zasadzie to możliwe, że nie dałem Ci szansy na inne spojrzenie - bo ... pod określenie kocica wpisujesz sobie zachowania wykraczające ponad przeciętność. Uzywając pojęcia kocica - miałem na myśli tą osobę która kobieta jest w momencie gdy stara się przykuc i zatrzymać zainteresowanie mężczyzny na sobie. Rozmowa i staranie się o siebie - to wystarczy by być kocicą. Nic ponad to. Staranie się o siebie na wzajem. Bądźmy szczerzy - to że oni są młodzi - nie zmienia faktu, że to co ich łączy mocno wysłużony związek, z ogromnym doświadczeniem, to że młodo zaczynali może równie dobrze oznaczać, że mają tyle doświadczenia w tym związku co nie jeden 20 - letni - w młodych głowach szybciej krążą myśli i znacznie więcej mogło być tam sytuacji i zmian, niż w nie jednym związku, który mozolnie obraca kołem czasu i zmiany zachodzą znacznie, znacznie wolniej - bo musza dojrzewać. To już nie jest związek z pisakownicy - jak sugerujesz - krókie spodenki i lizaki - spłyczasz temat, bo tu mamy doczynienia ze związkiem przeżywającym kryzys ludzi którzy wiele lat spędzili ze sobą, zapewne dojrzewali ze sobą, poznając zycie i świat, to że z perspektywy młodych ludzi, czyni ten związek zapewne o wiele bogatszym niż nie jeden inny.
Co do kocicy - zastanówmy się - jeśli facet kręci się wokół kobiety - to oznacza że jest dla niego atrakcyjna - jest dla niego taką kocicą, łasi się merda ogonkiem - STARA się być atrakcyjną - a on ją adoruje. Kobieta jak już upoluje sobie samca - to zanurza się w emocjach, jak autorka - wierzy w stereotypy - zapatrzona w układ rodziców - że skoro rodzice potrafią być stali to i w jej związku też tak powinno być ... bo ... bo tak powinno być, bo jest związek , jest małżeństow --- tempo wierząc że to gwarant. Tyle, że zazwyczaj ludzie zyjąc takim przeświadczeniem, zapominają - że tak jest nie dla tego, że tak jest, tylko, dla tego, że ludzie wewnątrz związku pracują nad tym - dbają o siebie starają się - a na zewnątrz wygląda to tak, jak wygląda. Kobiety które przyciągają do siebie mężczyzn tworząc z nimi związki - powinny pamiętać o tym co sprawiło, że ich partner się nimi zainteresował - to taki bycie kocicą - jeśli ona przestaje starać się być kocicą ... no cóż on szuka innych. Nie chodziło mi o bycie kobiety kocicą - w formie odstawiania cyrku, dziwki, suki, tylko o to by ta kocicą, która skusiła wcześniej.
Jako kobieta kierujesz się emocjami, tworzysz sobie wyobrażenie i oceniasz. W swojej krótkiej wypowiedzi oceniłaś mnie że traktuję kobiety przedmiotowoo - obrażając mnie, zupełnie niepotrzebnie.
Napisałaś, że słyszałaś że seks jest w głowie (...) to co słyszysz to jedno, proponuję Ci się kierować, zamiast tym co zasłyszysz, własnymi odczuciami i doświadczeniem. Seks może i częściowo, dla niektórych jest w głowie - ... he he, dam CI przykład - który może po przemyśleniu zweryfikuje Twoje zasłyszane teorie, co kobiecie jest potrzebne do pełnej przyjemności w większości wypadków? nie mówię o szybkich numerkach, ale najczęściej odbywanych satysfakcjonujących chwilach intymnych? - spokój, cisza, bezpieczeństwo, gra wstępna, świece, miła atmosfera, muza ---- tak to działa na tą świadomość (seks w głowie) a mżęczyźnie? - golizna - kręcące się biodra. Spójrz prawdzie w oczy - może i kręcenie tyłkiem to nie jest wdzięk - ale jednak działą na mężczyzn.
Bycie kocicą to nie bycie kurewką, albo zmuszanie się do niechcianych ekscesów łóżkowych - to powrót do korzeni - które wcześniej przyciągneły parntera i staranie się o niego, a nie życie w przeświadczeniu, że jak sie z kimś jest - to tak powinno być juz zawsze, bo tak powinno być.
Oglądać się za innymi (coś na co pozwala Ci mąż)--- piszesz o inteligencji, dowcipie i humorze - czy pociągającej fizjonomi i atrakcyności ( w przenośni kręcenie tyłkiem)?
Proponuje autorce przypomnieć sobie co działało na jej mężczyznę i zacząć na powrót postarać się być dla niego atrakcyjna. Bo jeśli on tak skacząć z kwiatka na kwiatek, znajdzie w końcu taką kocicę, której magnetyzm przezwycięzy obecne więzy to pójdzie za nią bez oglądania się na przeszłość - on będzie żył życiem, a ona będzie lać łzy taplajać się w emocjach. Ona nie zna innego życia i trudno będzie się jej otrząsnąć z tego.
Bardzo mi się nie podoba jak łatwo oceniasz ludzi - te krótkie spodenki - to obrzydliwe. Oni się zakochali na ile potrafili i żyli ze sobą, pielęgnująć to co między nimi urosło, zapewne najlepiej jak potrafili - Ty potafiłaś w kilku słowach jedynie obrzucić błotem, zamiast docenić.
Ps. End_aluzja - doceń urok fenomenu tej sytuacji.
6 2013-08-27 10:09:55 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2013-08-27 10:17:40)
Dunkis,
przeczytalam to, co napisales i zdumialam sie gleboko.
Czy dorosly facet jak nie ma w domu kocicy, to nie powie zonie czego pragnie? A co jesli zona jest inna i dla niej to bedzie odstawianie cyrku? Maja sie rozwiesc, czy wlasnie zdradzac? To co napisales swiadczy o tym, ze traktujesz kobiety przedmiotowo - moim zdaniem. Moze piszesz w liczbie mnogiej o swoich potrzebach. Ja slyszalam, ze seks jest w glowie - czyli poczucie humoru, dowcip, inteligencja tez sa afrodyzjakami. A krecenie tylkiem? To nie wdziek. To wywalanie towaru na lade.
Jesli moj maz wymagalby tego ode mnie, zeby przestac sie ogladac za innymi, to sorry - nie bede odstawiac kogos innego - kim nie jestem.Dla mnie Gogosia wziela sobie chlopczyka w krotkich spodenkach na etapie lizakow.
Przeczytałem jeszcze raz swój post, potem jeszcze raz Twój post i stwierdzam, że przyczepiłaś się do słowa, tam było znacznie więcej, mam nadzieję, że autorka tematu więcej z tego wyciągnie i mniej emocjonalnie podjedzie do formy i skupi się na treści.
Jeszcze jenda rzecz mi przyszła do głowy - po co kobiety chodza w szpilkach - bo raczej nie dla wygody - po to by noga ładnie wyglądała, by ładniej pupa wyglądała, łydki, by można wyraziściej kołysać biodrami, by sprawiać wrażenie wyższej itp ... by ładniej wyglądać, by być atrakcyjniejszą.... kręcenie biodrami jeśli nawet nie jest celem samym w sobie, to czy kobiety tego chcą czy nie - działa na mężczyzn i wystarcza by przykuwać uwagę oczu mężczyzn. Zanim się pozna inteligencję i potrafi namieszać w głowie, nawet jeśli jej hmmm powiedzmy ... wnętrze odstaje od jego oczekiwań. W przeciwieństwie do kobiet ... bo jeśli ona dla niej ma interesujaće wnętrze ... to wygląd może już nie mieć takiego znaczenia... szkoda że kobiety uparcie potrafią przypisywać swoje spojrzenie facetom, a ich spojrzenie na świat negować tylko dla tego, że jest inne od kobiecego.
Zastanawiasz się, po co mężowi żona potrzebna jest w przerwach między kolejną spotkaną babą. Kilka zdań dalej sama sobie odpowiadasz: do wyprania gaci.
Myślę, że więcej korzyści odniesiesz, gdy znajdziesz odpowiedź na pytanie o swoje korzyści, czyli co TY masz z tego, że tkwisz w tym związku. Jakie TY masz korzyści z trwania u boku swego męża? Wiem, że pierwszą odpowiedzią będzie zaprzeczenie, odrzuć je, zastanów się, poszukaj odpowiedzi na moje pytanie. Dzięki tym korzyściom zgadzasz się na takie traktowanie, na uczenie waszych dzieci relacji między kobietą a mężczyzną (ojcem a matką).
Prosisz o podpowiedzi.
Na początek przestań prać gacie (innymi słowy, zmień sposób myślenia o sobie).
Dunkis,
dla mnie okreslenie kocica rzeczywiscie przybralo konkretna i okreslana tresc. I nie bylo to skojarzenie pozytywne.
oczywiscie, dbamy o siebie. Nosimy szpilki, spodniczki, malujemy sie i chodzimy do fryzjera. Chcemy sie podobac.
Jesli to miales na mysli, ok. Oboje mielismy na mysli cos innego.
W dalszym ciagu jednak uwazam, ze udana relacja ma wiele warstw, a ta, o ktrorej piszesz we fragmencie, ktory skomentowalam - jest tylko jedna z warstw. Na dodatek plytka. O tym, ze jest to plytka warstwa swiadczy rowniez reakcja meza Gogosi, ktory musi czesto zmieniac obiekt, zeby utrzymac w sobie stan permanentnego pobudzenia (motylki, czy jakos tak).
Miriamm
"W dalszym ciagu jednak uwazam, ze udana relacja ma wiele warstw, a ta, o ktrorej piszesz we fragmencie, ktory skomentowalam - jest tylko jedna z warstw. Na dodatek plytka. O tym, ze jest to plytka warstwa swiadczy rowniez reakcja meza Gogosi, ktory musi czesto zmieniac obiekt, zeby utrzymac w sobie stan permanentnego pobudzenia (motylki, czy jakos tak)."
Nie pochwalam zachowania męża Gosi, bo jeśli on tak się zachowuje, to może oznaczać, że nie czuje, iż jest dla jego związku przyszłość, przy obecnym stanie relacji. Wyraźnie w tym związku czegoś brakuje, ale to z dwóch storn. Nie sprowadzałbym jedynie do potrzeby pernamentnego pobudzenia. To zbyt płytka ocena. Gosia opowiedz nam prawdę - jak on tłumaczy swoje zachowanie? Bo nie sądzę, że tym, że tak - w domu jest wszystko super, podobają mu się obecne relacje, a to co robi wyłąćznie robi dla sportu i adrenaliny.
Udana relacja. A co powiesz na coś takiego: nie ważne ile ma warst, ważne że jest udana? A zatem może się okazać, że do udanej relacji wystarczy tylko jedna warstwa.
Kobiety rozbierają rzeczy na czynniki pierwsze, dopowiadając sobi nie raz wiele rzeczy. he he :
- jak CI się podoba moja nowa bluzka?
- wolałem Cię w tej żłótej bez tego wcięcia
- chcesz powiedzieć, że jestem gruba?
- skądzę - tylko że w tamtej lepiej wyglądasz
- o mój boże Ty już mnie nie kochasz, bo jestem gruba
Gorzej jest w rzeczywistości, bo nie raz w swoich głowach noszą niewypowiedziane rzeczy, żyjąc przeświadzeniu, że one istnieją, bo sobie tak pomyślały, bo zachowanie partnera im wyraźnie dało to do zrozumienia - i tu mam na myśli kolejne wartwy. Np. facet się za nimi ogląda --- dla uproszczenia - partner, to co ona sobie może pomyśleć: jestm atrakcyjna, jestem pociągająca dla niego, jestem seksowna, jestem zadbana, podobam się mojemu partnerowi, powinnam dalej chodzić na fitness, to przynosi rezultaty, on na mnie patrzy to mnie kocha, jest nam dobrze bo mi jest w jego oczach dobrze, nasze relacje ukłądają się (ułożą), on jest do mnie przywiązany, mocniej pokręcę to mocniej będzie mnie kochał, będzie udany seks bo on najwyraźniej ma ochotę, włożę tę nowę bieliznę, to bardziej podkreśli moje powaby, wieczorem sobie siądziemy przy winku, będzie udany wieczór, usiądę mu na kolanach będzie nam dobrze, on mnie przytuli, bo mnie pożąda, pewnie widzi jak ślicznie opina mi się ta nowa spódniczka, podoba mu się ten kolor, powinnam w przyszłości kupic podobny ciuch, jest mi dobrze, będzie dobrze, nasze relacje są udane, jest super... a co myśli facet który patrzy na te kręcące się biodra ???
Powtarzam nie ważne ile warstw mają relacje - ważne że istenieje ta - która pozwala tej relacji trwać i tę warto pielęgnować i się na niej skupiać, próbując innych, a nie budować na siłę innych.
Dla kolejnego uproszczenia - jeśli dwojgu kochankom jest dobrze w łóżku i oczekują tego by było im dobrze w łóżku to wystarczy i będą się cieszyć z satysfakcjonującego seksu. Jeśli jedno z nich zacznie budować swoje WARSTWY - nie znajdując ich umocowania po drugiej stronie może się popsuć. Ile razy na tym forum czytałem, że wybudowane w głowie warstwy nie znajdujące odzwierciedlenia w rzeczywistości psują związki? Te budujące się w głowie, niewypowiedziane, a oczekiwane powodują naraseanie pretensje z powodu niezrealizowanych oczekiwań - tych niewypowiedzaiancyh niszcząć te już istniejące. Czasem wystarczy skupić się na tym co się ma - tym namacalny, pielęgnować to. Rodzące się oczekiwania, nie zawsze sprzyjają rozwojowi.
Dunkis,
czepiasz sie slow, a mnie sie nie chce tak rozmawiac. Tu nie chcodzi o to, zeb miec racje - przynajmniej mnie o to nie chodzi.
To nie krytyka, tylko moje odczucie.
Nie chce zasmiecac watku pobocznymi dyskusjami.
Pozdrawiam.
Nie wiem, czy rozmowa o naszych odczuciach - zupełnie subiektywnych, da autorce - biorąc pod uwagę jak zakończyła swój post : "Dajcie znać,podpowiedzcie mi sposób na zycie .Please....", - więcej niż, zwrócenie uwagi na to by skupiła sie na odbudowywaniu relacji, które były w jej związku łącznikiem, miast tracić energię, na choćby wyobrażeniu, że jej związej powinien przypominać związek rodziców, tylko dla tego że tak powinno być. Trzeba ją zmobilizować do pracy i pokazać, czego powinna poszukać, na czym się skupić. Przerzucając się odczuciami do nieczego nie dojdziemy.
rzuć go w cholere!
Od piętnastu lat oboje robicie z Ciebie ścierwo, a Ty wciąż na to pozwalasz. Nie masz rozumu?
Tak, takie zachowanie mężczyzny jest naturalne, kiedy jego baba skupia się na praniu gaci, zamiast przy okazji pomyśleć o sobie, swoich potrzebach i SZACUNKU DO SIEBIE.
Czuję się oszukana i wykorzystana - mam dość prania gaci mężusiowi który nie dba o relacje między nami i nic go nie obchodzi jak się czuję z tym cyrkiem.
Oszukana i wykorzystana mogłaś się czuć za drugim razem, a nie za iliuśtamdzięsiętnym. Masz dość prania gaci mężusiowi? - to tego nie rób. Co za problem? Świat się komuś od tego zawali?
Nie obchodzi go, jak się z tym czujesz, bo Ty go nie obchodzisz od momentu, w którym zwrócił uwagę na pierwszą kobietę, będąc z Tobą w związku.
Chcesz rady? Zacznij myśleć.
I kopnij go w rzyć, kobieto.
14 2013-08-27 17:26:11 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-08-27 17:27:53)
Nie wiem, czy rozmowa o naszych odczuciach - zupełnie subiektywnych, da autorce - biorąc pod uwagę jak zakończyła swój post : "Dajcie znać,podpowiedzcie mi sposób na zycie .Please....", - więcej niż, zwrócenie uwagi na to by skupiła sie na odbudowywaniu relacji, które były w jej związku łącznikiem, miast tracić energię, na choćby wyobrażeniu, że jej związej powinien przypominać związek rodziców, tylko dla tego że tak powinno być. Trzeba ją zmobilizować do pracy i pokazać, czego powinna poszukać, na czym się skupić. Przerzucając się odczuciami do nieczego nie dojdziemy.
Pracować dla zdrajcy już widzę jak odbudowujesz związek ze zdrajczynią, może jesteś jej mężem?
rzuć go w cholere!
Dobra rada ja nie wytrzymałabym z nim nawet roku.
Dziewczyno jeśli nie chcesz odejść do też zrób skoczek może w ten sposób dowartościujesz siebie.
Nie wiem, czy ktoś już o tym pisał, ale polecam terapię malzeńską
16 2013-08-27 23:39:44 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-27 23:48:37)
Nie wiem, czy ktoś już o tym pisał, ale polecam terapię malzeńską
To bardzo dobra propozycja dla Autorów takich rad jak ta:
rzuć go w cholere!
Chciałbym wiedzieć, kto to jest ta cholera i gdzie ona jest?
Chcę zwrócić uwagę na drobny szczegół: tytuł wątku brzmi "Małżeństwo od siedmiu boleści", a jak wiadomo małżeństwo tworzy dwoje ludzi. W poście Gogosi mamy opis rażących zachowań Męża, ale nie tylko, bo cóż ma za złe Gogosia swojemu Mężusiowi:
To jest obłęd bo nie doprowadza to sytuacji że idzie z babą do łóżka(przynajmniej ja nic o tym nie wiem)ale ślini się do niej i zajebiście mu zależy na jej zainteresowaniu.
Obłęd zdefiniowany jest w taki sposób, że On "nie idzie z babą do łóżka". Masz ci babo placek. I teraz mi odpiszcie, czy jakby doprowadzał, to by już obłędu nie było i czy Gogosia ma właśnie to za złe "mężusiowi"?
Od 15 lat regularnie co dwa-trzy miesiące mam taką sytuację.
To znaczy jaką sytuację ma co dwa miesiące? Taką że "mężuś" regularnie co dwa miesiące "nie idzie z babą do łóżka"?
A ciekawe, z kim chodzi do łóżka spać, a może i nie spać? Ten aspekt życia małżeńskiego Gogosia przemilczała. W szkoda... bo to nie jest wszystko jedno, czy "mężuś" dopieszcza Żonkę, czy zaniedbuje, bo przecież Gogosia jedyne czego ma dość to:
..Czuję się oszukana i wykorzystana - mam dość prania gaci mężusiowi który nie dba o relacje między nami i nic go nie obchodzi jak się czuję z tym cyrkiem.
A to wiele wyjaśnia, że ma "dość prania gaci". I tu Ją rozumiem, ale sposób, aby temu zaradzić jest prosty:
Jaki macie sposób na życie żeby nie opuszczając rodziny jakoś funkcjonować? Podpowiedzcie proszę.... Dajcie znać,podpowiedzcie mi sposób na zycie .Please....
Sposób jest trywialnie prosty: powiedzieć otwarcie "mężusiowi" żeby wreszcie kupił pralkę automatyczną, bo to faktycznie cyrk, żeby w XXI wieku Gogosia ręcznie mu te gacie prała. Pralka powinna odmienić życie, a jak to będzie jakiś wyjątkowy model, to może i życie będzie wyjątkowe i upodobni się do życia małżeńskiego rodziców Gogosi.
Nie będę Wam tu nazywał tego błędu w rozumowaniu, napiszę tylko, że sądzicie o całości życia małżeńskiego po kilku zdaniach opisu, który nie wiadomo w jakim stanie emocjonalnym był pisany i jak się ma do całości tego życia.
Piętnaście lat to w sam raz na kolejny kryzys i przeżywa się go różnie. Czasami ma się już dość i marzy się, aby czas się cofnął. Ale czasu się nie da cofnąć, więc przynajmniej trzeba się poużalać nad sobą i poszukać zrozumienia. Ale ludzie litościwi, więc zaraz doradzą:
I kopnij go w rzyć, kobieto.
A od kopania do odkopania niedaleka droga. Czy aby kopanie jest najlepszym sposobem na małżeńskie frustracje i kryzysy?
A maminsynki to może i nie są najbardziej męskimi typami, ale nie szanuje się ich przeważnie z przyczyny takiej, że są pantoflarzami i nadskakują zbytnio, a nie dlatego, żeby byli złymi partnerami. Partnerami to maminsynki są dobrymi, tyle, że czasami ma się dość mówienia im ciągle, co mają zrobić. Ale taki się typ wzięło, to taki się ma. Jest to tych siedem boleści, ale siedem, a nie siedemnaście i nie siedemdziesiąt siedem. Rozumiem, że jakby tych gaci nie było, to sześć boleści jakoś by było do wytrzymania, ale na to akurat sposób podałem.
Dunkis napisał/a:Nie wiem, czy rozmowa o naszych odczuciach - zupełnie subiektywnych, da autorce - biorąc pod uwagę jak zakończyła swój post : "Dajcie znać,podpowiedzcie mi sposób na zycie .Please....", - więcej niż, zwrócenie uwagi na to by skupiła sie na odbudowywaniu relacji, które były w jej związku łącznikiem, miast tracić energię, na choćby wyobrażeniu, że jej związej powinien przypominać związek rodziców, tylko dla tego że tak powinno być. Trzeba ją zmobilizować do pracy i pokazać, czego powinna poszukać, na czym się skupić. Przerzucając się odczuciami do nieczego nie dojdziemy.
Pracować dla zdrajcy już widzę jak odbudowujesz związek ze zdrajczynią, może jesteś jej mężem?.
Oczywiście, że nie jestem. Natomiast wychodzę z założenia, że poddać coś, zniszczyć, albo pozwolić by się rozpadło jest bardzo łatwo, natomiast zbudować coś konkretnego jest o wiele trudniej, dla tego warto powalczyc.
Katarzynka82 co wiosłaś swoim tekstem do tej dyskusji, prócz subiektywnych emocji?
powalczyc.[/b]
W tym słowie jest błędne założenie. Ludzie często walczą o swoje relacje i to juz wystarczy, by je niszczyli.
Walka nie jest techniką projektową, konstruktywną, ani budowlaną.
19 2013-08-28 09:10:29 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2013-08-28 09:16:06)
Dunkis dla tego warto [b napisał/a:powalczyc.[/b]
W tym słowie jest błędne założenie. Ludzie często walczą o swoje relacje i to juz wystarczy, by je niszczyli.
Walka nie jest techniką projektową, konstruktywną, ani budowlaną.
Dzięki za zwrócenie uwagi na to słowo. Zgodziłbym się z Tobą, ale nie jestem w stanie ograniczyć się do pojmowania walki wyłącznie w granicach technik - do czego sprowadzasz to słowo. Konkretniw w tym przypadku jest to wysoce nieszczęśliwe spojrzenie. Albowiem słowo to ma większą pojemność znaczeniową. Bo, czy walką nie można również nazwać walkę o życie, o przetrwanie, która polega na oderwaniu się od zagrożenia a w ostateczności eliminowaniu zagrożeń w celu osiągnięcia zwycięstwa (celu, sukcesu) - bo walczy się przecież o coś. Walka to również dążenie do osiągniecia celu - wartego walki i jest widziane przez walczącego jako coś co przyniesie mu profit. Czy np. walkę człowieka o życie z nurtem wody (pozwolisz, iż założę, że w tym przypadku uzycie słowo walka jest na miejscu) można rozpatrywać w kategoriach projektowania, konstruowania czy budowania, dla mnie w tym przypadku walka może nie jest konstruktywna, ale ma za zadanie osiągnięcia, może bez budowania czegoś konkretnego, ale na pewno bez niszczenia.
Pozówl zatem, że pozostanę przy słowie >WALKA< w przypadku mówienia o związku, partnerstwa i dobrych relacji jako, jak najbardziej, na miejscu. Ba, pójde dalej. Dopuszczam, iż taka walka może być, a czasami powinna być destruktywna jeśli eyliminuje to, co przeszkadza w budowaniu związku i będzie miała moc niszczenia złych rzeczy, tego co psuje związek, to ja tylko temu przyklasnę.
Przeczytaj 'dlaczego mężczyzni kochają zołzy'. Może Ci trochę rozjasni sytuację.
Byłaś i jesteś za dobra, a on jest zwykłym dupkiem, zakompleksionym do tego.
Olej go, a w końcu zacznie zauwazac Ciebie jako kobietę, żonę.
Jeśli się nie kapnie kogo traci, wtedy olej go na zawsze.
Powodzenia!
21 2013-08-28 14:34:32 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-28 14:38:30)
Oczywiście, że nie jestem. Natomiast wychodzę z założenia, że poddać coś, zniszczyć, albo pozwolić by się rozpadło jest bardzo łatwo, natomiast zbudować coś konkretnego jest o wiele trudniej, dla tego warto powalczyc.
Animus, Dunkis- fajnie, że jesteście. Nie mniej obawiam się, że mała ilość Kobiet Was zrozumie. A szkoda... Kobiety najczęściej ZAWSZE mają rację - mimo iż jej nie mają.
By "powalczyć" - trzeba wiedzieć co należy zmienić, co zrobić by walka się powiodła. Nie oczekiwać tylko na zmiany innych, bo najczęściej źle gdy nas chcą zmienić - ale gdy my chcemy kogoś zmienić, to jest w porządku. Zmiany - należy zacząć od siebie a na zmiany kogoś - chwilę poczekać. Ujrzysz - poczujesz, gdy sam/sama się zmienisz. Nie trzeba wiele.
Ludzie lubią iść na łatwiznę - stąd najlepszym wyjściem jest "rzucenie w cholerę"
Dunkis - fajnie się Ciebie czyta. Utwierdzam się w tym co już wiem
.
Chciałabym Dunkis, poczytać kiedyś Twoje rady, skierowane analogicznie do faceta.
"Co robić, moja kobieta klei się do innych kolesi"
"Obudź w sobie kocura, skoro biedaczka nie ma kocura w domu, to się klei do innych"...
Ja marudze na swoje zycie ale widze, ze inni maja gorzej.. Masz problem z podjeciem decyzji? 15 lat to kawal czasu.. Przyzwyczailas sie do tej sytuacji czy jestes w pewien sposob od niego zalezna... Bo szczerze ja tego nie rozumiem bo smierdzi mi to toksycznym zwiazkiem strasznie.. Wez tego skunksa postaw do pionu...
Dunkis napisał/a:Oczywiście, że nie jestem. Natomiast wychodzę z założenia, że poddać coś, zniszczyć, albo pozwolić by się rozpadło jest bardzo łatwo, natomiast zbudować coś konkretnego jest o wiele trudniej, dla tego warto powalczyc.
Animus, Dunkis- fajnie, że jesteście. Nie mniej obawiam się, że mała ilość Kobiet Was zrozumie. A szkoda... Kobiety najczęściej ZAWSZE mają rację - mimo iż jej nie mają.
By "powalczyć" - trzeba wiedzieć co należy zmienić, co zrobić by walka się powiodła. Nie oczekiwać tylko na zmiany innych, bo najczęściej źle gdy nas chcą zmienić - ale gdy my chcemy kogoś zmienić, to jest w porządku. Zmiany - należy zacząć od siebie a na zmiany kogoś - chwilę poczekać. Ujrzysz - poczujesz, gdy sam/sama się zmienisz. Nie trzeba wiele.
Ludzie lubią iść na łatwiznę - stąd najlepszym wyjściem jest "rzucenie w cholerę"
Dunkis - fajnie się Ciebie czyta. Utwierdzam się w tym co już wiem
.
![]()
nie obawiam się teo, że mała ilość kobiet nas zrozumie, myślę sobie że rozumieją, ale z uwagi na to co piszesz, że czują, że mają rację, nie przyjmą pewnych założeń do wiadomości, bo ich nie dopuszczą do głosu, lub od razu storpedują, dla zasady. Masz rację łątwiej krytykować kogoś, niż krytycznie spojrzeć na siebie, łatiwj na kogoś zwalić winę, niż uderzyć się samemu w pierś, łatwiej obiwniać wroga zewnętrznego niż doszukiwać się błędów w wewnętrzynch relacjach i dojrzeć własne zaniedbania. Ludzie mają w naturze chodzenie na łatwiznę, więc trudno ich obwiniać za to, o ile nie odbywa się to kosztem innych.
co do tego że kobietom ZAWSZE wydaje się że mają rację, to przypomniał mi się taki aforyzm: jeśli mężczyzna chce mieć w domu ostatnie słowo, musi przyznać kobiecie rację (tak to mniej więcej leciało)
Ale nie martw się mamy na to swoje sposoby - w dodatku proste. Pewnie dla tego, że my mężczyźni jesteśmy prości (i pewnie nie odważyłbym się tego określenia użyć do ogółu, gdyby nie to, że ...) od jakiegoś czasu uważam to za powód do dumy. Słowo prosty oznacza brak skomplikowania, a nie prostotę ... używając przenośni, im mniej elektorniki, tym mniejszy potencjał, że coś się popsuje. Trzeba się przyzwyczaić że myślimy inaczej, co nie zmienia faktu, że każdy z nas jest wyjątkowy, czy to mężczyzna, czy kobieta.
25 2013-08-28 15:39:02 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2013-08-28 16:12:52)
Chciałabym Dunkis, poczytać kiedyś Twoje rady, skierowane analogicznie do faceta.
"Co robić, moja kobieta klei się do innych kolesi"
"Obudź w sobie kocura, skoro biedaczka nie ma kocura w domu, to się klei do innych"...
Czarna Kotka, zobacz kiedy się zarejestrowałem tutaj. Ściągnął mnie na to forum temat, którego autorem był mężczyzna. Tłukłem do głowy, że to iż żona go zdradziła wcale nie było bez jego winy, a wręcz do tego sie przyczynił. A ja sam ... no cóż poczytaj, zapewne dogrzebiesz się do tego co pisałem, było kilka tematów w których brałem udział typu : "Co robić, moja kobieta klei się do innych kolesi", zatem jeśli jesteś ciekawa poszukaj, tylko nie pisz że CI się nie chce, albo żebym Ci podrzucił- bo to oznaczłoby że jesteś leniwa. Nie zawiedź mnie.
(...) zatem jeśli jesteś ciekawa poszukaj, tylko nie pisz że CI się nie chce, albo żebym Ci podrzucił- bo to oznaczłoby że jesteś leniwa. Nie zawiedź mnie.
Lubię Cię za ten tekst - wiesz czemu, bo ode mnie też Kobiety chciałaby bym im podała wszystko na tacy - mi nikt nie podał, sama musiałam podjąć ten trud. I oplacało się. Pomimo zdrady Męża - żyje z Nim bardzo szczęśliwie
. Wymagało to ode mnie przede wszystkim tego - bym na siebie krytycznie spojrzała. Nie każdy potrafi - trzeba mieć na to nie lada odwagę, by przyznać się przed samą sobą - że nawaliłam. Ja nawaliłam - mówię o tym głośno. I naprawiłam/naprawiliśmy - to mnie najbardziej cieszy
. Zmieniłam swoje zachowanie - adekwatnie zmienił je Mąż. Kiedyś chciałam wymusić na nim zmianę - upominaniem się, wypominiem, marudzeniem, gadaniem itp. Dziś nie muszę - dziś zmieniłam się ja - zmienił się diametralnie i On, bez gadania, marudzenia. Moża wyliczać wyliczać i wyliczać - to co się zmieniło
.
Ja jestem na tym forum nie za długo - kiedy podaję co należy zmienić w sobie, krytykują mnie. Wiem jak trudno cokolwiek zmienić - sama podjęłam walkę sama ze sobą. Ale nie każdy potrafi. Nie podaję nic - czego sama nie wypróbowałam. Najczęściej spotykam się z odpowiedzią - chcę być sobą. Rozumie - więc pozwólmy partnerowi również być sobą. To juz trudniej zrozumieć. Cóż ich życie - ich decyzje
.
Dunkis - w wolnej chwili Cię poczytam ![]()
Ja marudze na swoje zycie ale widze, ze inni maja gorzej.. Masz problem z podjeciem decyzji? 15 lat to kawal czasu.. Przyzwyczailas sie do tej sytuacji czy jestes w pewien sposob od niego zalezna... Bo szczerze ja tego nie rozumiem bo smierdzi mi to toksycznym zwiazkiem strasznie.. Wez tego skunksa postaw do pionu...
nigdy nie jest tak źle żeby nie było gorzej, ale nie licz że trafi Ci się najgorsza rzecz na świecie, bo nieszczęścia chodzą parami ![]()
a wracając do autorki, ona nie tyle przyzwyczaiła się do obecnej sytuacji = związku, ona nie zna innego życia, to też warto mieć na uwadze.
Dunkis napisał/a:(...) zatem jeśli jesteś ciekawa poszukaj, tylko nie pisz że CI się nie chce, albo żebym Ci podrzucił- bo to oznaczłoby że jesteś leniwa. Nie zawiedź mnie.
Lubię Cię za ten tekst - wiesz czemu, bo ode mnie też Kobiety chciałaby bym im podała wszystko na tacy - mi nikt nie podał, sama musiałam podjąć ten trud. I oplacało się. Pomimo zdrady Męża - żyje z Nim bardzo szczęśliwie
. Wymagało to ode mnie przede wszystkim tego - bym na siebie krytycznie spojrzała. Nie każdy potrafi - trzeba mieć na to nie lada odwagę, by przyznać się przed samą sobą - że nawaliłam. Ja nawaliłam - mówię o tym głośno. I naprawiłam/naprawiliśmy - to mnie najbardziej cieszy
. Zmieniłam swoje zachowanie - adekwatnie zmienił je Mąż. Kiedyś chciałam wymusić na nim zmianę - upominaniem się, wypominiem, marudzeniem, gadaniem itp. Dziś nie muszę - dziś zmieniłam się ja - zmienił się diametralnie i On, bez gadania, marudzenia. Moża wyliczać wyliczać i wyliczać - to co się zmieniło
.
Ja jestem na tym forum nie za długo - kiedy podaję co należy zmienić w sobie, krytykują mnie. Wiem jak trudno cokolwiek zmienić - sama podjęłam walkę sama ze sobą. Ale nie każdy potrafi. Nie podaję nic - czego sama nie wypróbowałam. Najczęściej spotykam się z odpowiedzią - chcę być sobą. Rozumie - więc pozwólmy partnerowi również być sobą. To juz trudniej zrozumieć. Cóż ich życie - ich decyzje
.
Dunkis - w wolnej chwili Cię poczytam
dałem jej szanse na to by udowodniła, czy to iż jest ciekawa to prawdziwa ciekawość, czy puste słowo. Poza tym, rzeczy podane na tacy mniej się ceni, niż te osiągnięte pracą. Te otrzymane wtedy łatwiej krytykować, szukać w nich dziur niż przyjrzeć im się z uwagą. Zakładam że jeśli coś podajesz - piszesz o propozycjach zmian, rozumiesz doskonale co to oznacza, wtedy nie przejmuj sie krytyką tylko uargumentuj to, nie wszycy z nimi sie zgodzą, ale wtedy będą musieli wysunąć kontrargumenty - jeśli tego nie zrobią, to będzie oznaczało tylko że to zwykły upór do wyobrażenia sobie że ma się rację, a wtedy pozostaje się cieszyć że słusznie oceniłaś sprawę. Natomiast sama nie broń się przed zmianą zdania, jeśli ktoś Cię do czegoś przekona i powiedz o tym śmiało. Mądry człowiek to doceni, głupi będzie się pysznił, wnioski z tego sama będziesz musiała wyciągnąć.
Dunkis: Nie chce mi się. ![]()
Wybacz, ale masz tak poważne podejście do swojej twórczości na forum, że musiałam ![]()
"Nie zawiedź mnie", czyli "zrób co chcę żebyś zrobiła, bo inaczej przypiszę ci negatywną cechę. Czy właściwie, sama sobie ją przypiszesz, jeśli nie zrobisz tego co chcę" - nie wiem na kogo działa takie podejście, na mnie nie. Za bardzo pachnie elementarną manipulacją.
Zakładam, po pewności, z jaką to piszesz, że piszesz prawdę, a to znaczy że ok, nie dzielisz odpowiedzialności względem płci, tylko najzwyczajniej starasz się obciążyć częścią niej stronę, która czuje się pokrzywdzona.
Może powinieneś zastanowić się dlaczego tego potrzebujesz.
Piszesz, że "zadbany" mąż nie oglądałby się za innymi. Bzdura. Tak, jeśli istnieje bliska, intymna relacja pomiędzy partnerami wtedy szanse na zdradę są dużo mniejsze i dlatego należy dbać o tę intymność i bliskość i podtrzymywać ją, ale to jest zadanie dla obu stron, a nie tylko dla jednej. Nie ma fizycznej możliwości, żeby tylko jedna strona podtrzymywała tego typu relację.
Facet nie ma motywacji, żeby poprawić jakość swojego małżeństwa, bo zwyczajnie jest uzależniony od endorfinowego haju, który daje zauroczenie. A zauroczenie ma to do siebie, że jest intensywne, ale krótkotrwałe w stosunku do jednego obiektu, więc obiekty się zmieniają, a uczucia żony się w tym przypadku mało liczą.
Skoro zauroczenie jest tak ważne, a facet WIE że krzywdzi nim żonę, dlaczego postąpi dojrzale i sam nie odejdzie?
Ja nie widzę problemu. Każdy kij ma dwa końce. Jeśli jesteś z nim tyle lat to dlatego, iż w gruncie rzeczy ta sytuacja Ci nie przeszkadza. On wie, że się pozłościsz i Ci przejdzie. Ty z kolei wiesz, że jego zauroczenia to nic poważnego. No i masz równowagę. Pewnie spędzicie tak resztę życia.
Dunkis: Nie chce mi się.
Wybacz, ale masz tak poważne podejście do swojej twórczości na forum, że musiałam
"Nie zawiedź mnie", czyli "zrób co chcę żebyś zrobiła, bo inaczej przypiszę ci negatywną cechę. Czy właściwie, sama sobie ją przypiszesz, jeśli nie zrobisz tego co chcę" - nie wiem na kogo działa takie podejście, na mnie nie. Za bardzo pachnie elementarną manipulacją.
Zakładam, po pewności, z jaką to piszesz, że piszesz prawdę, a to znaczy że ok, nie dzielisz odpowiedzialności względem płci, tylko najzwyczajniej starasz się obciążyć częścią niej stronę, która czuje się pokrzywdzona.
Może powinieneś zastanowić się dlaczego tego potrzebujesz.
Piszesz, że "zadbany" mąż nie oglądałby się za innymi. Bzdura. Tak, jeśli istnieje bliska, intymna relacja pomiędzy partnerami wtedy szanse na zdradę są dużo mniejsze i dlatego należy dbać o tę intymność i bliskość i podtrzymywać ją, ale to jest zadanie dla obu stron, a nie tylko dla jednej. Nie ma fizycznej możliwości, żeby tylko jedna strona podtrzymywała tego typu relację.
Facet nie ma motywacji, żeby poprawić jakość swojego małżeństwa, bo zwyczajnie jest uzależniony od endorfinowego haju, który daje zauroczenie. A zauroczenie ma to do siebie, że jest intensywne, ale krótkotrwałe w stosunku do jednego obiektu, więc obiekty się zmieniają, a uczucia żony się w tym przypadku mało liczą.
Skoro zauroczenie jest tak ważne, a facet WIE że krzywdzi nim żonę, dlaczego postąpi dojrzale i sam nie odejdzie?
Dzięki za szczerość - tak przypusczałem, ale widzisz wychodze z podobnego założenia co smallangel. Pozowlę sobie jednak coś sprecyzować, forum to tylko forum, ale nie myl prosze mojego poważnego podejścia do ludzi którzy tutaj piszą, zazwyczaj prosząc o radę lub pomoc z "twórczością", to tylko narzędzie. Staram się zawsze pamiętać o tym, że każde słowo może mieć wielką moc. Sa ludzie na tym forum, których słowa przeciekają przez palce niezależnie ile się naprodukują, bo są bezproduktywni, ale są ludzie, którzy się rzeczywiście angażują, bo nie piszą wyłączenie dla samego pisania albo wyrażania opinnii, typu ja to bym zrobił tak czy siak ... mając 0 poziom empatii.
Oczywiście że "nie zawiedź mnie" było manipulacją, nie zawiodłaś mnie wyciągająć kolejne wnioski, ucieszyłaś, że o nich napisałaś. Była tu kiedyś osoba, która pokazywała innym, że związek to układ partnerski i płeć nie ma znaczenia, za to uważam, że jeśli coś się psuje w związku, nie jest to wynik działania wyłącznie jednej strony.
Piszesz, że powinienem się zastanowić dlaczego - ale ja wiem ![]()
Zdrowy zadbany mąż, czy zdrowa zadbana kobieta będą się oglądać za miłymi oku obiektami, tyle, że na tym poprzestaną. Podobnie do Ciebie uważa, że dbanie o związek wymaga pracy dwóch stron inaczej jego "jakosć" będzie się obniżała i zgadzam się, że jeśli tylko jedna strona to robi, to nie wydoli. Za to uważa, że zauroczenia - to zapychacze, na które pojawia się przestrzeń, gdy właśnie brak wspomnianej pracy obustronnej, i nie biorą się bez powodów. Ma to związek z tym co piszesz o motywacji.
Zobacz jeśli układ w związku byłby constans - jeśli chodzi o oczekiwania, przy założeniu że jest w tym związku dobrze - to nie trzeba nic robić by on trwał i miał się dobrze. gdyby nie było oczekiwań, czy one by były i się równoważyły - nie ma znaczenia, ważne by były równowazone. W rzeczywistości, w związku jest tak, że ktoś od kogoś czegoś oczekuje. Bywa, że informacja o tym wypływa - w sposób klarowny, czasem zakamuflowany, a bywa, że jest zachowywana dla siebie. Jasny przekaz daje szansę na realizację , zakamuflowany prowadzi zazwyczaj do przekłamań i tworzy nieporozumienia, ostatni, powoduje dodatkow narastanie pretensji, bo ktoś oczekuje że druga strona coś zrobi, sama się domyśli i tworzy się zawód jesli się tego nie dostanie. Żadne z powyższych nie gwarantuje że dostaniemy czego chcemy. Każde ma plusy i minusy. Większą satysfakcje przynoszą zralizowane oczekiwanie, w kolejności odwrotnej do wymienionych.
Ważniejsze od wypowiedzenia oczekiwań - jest motywacja. Dostarczenie motywacji drugiej stronie, nie tylko zwiększa szanse na to że otrzymamy to czego chcemy, dodatkowo rośnie prawdopodobieństow tego, że partner sam zacznie kombinować co by mógł zrobić więcej - do tego stopnia, że zacznie realizować właśnie te niewypowiedziane oczekiwanie z większym czy też mniejszym skutkiem. Ale zostnia to nadrobione wlasnie tym, że będzie obserwowac się chęci, które nas mogą usatystakcjonować. np. jesli facet przyjdzie do stolika z bukietem róż, może się spotkać z powiedzeniem, no nareszcie - (bo wczesniej się mu powie że dawno takiego gestu nie było) ta sama sytiacja ... slyszymy te same słowa ...no nareszczie (ale wypowiedziane słowa będą słodnie) gdy facet się domyślił i wyjdzie z inicjatywą i nie bezie miało znaczenia, że chodziło o fiołki, a nie róże - właśnie ta inicjatywa nadrobi to że się nie dostało konkretnego rodzaju kwiatu i nie będzie jęku zawiedznie, że nie wypowiedziano że chodziło o róże...
Wracając do motywacji i naszego ukąłdu constans - w rzeczywistości partnerzy oczekują od siebie czegoś. Jeśli chodzi o kobietę - to może to być np. zaintereswoanie nią, rozmowa, i dla czego nie ... ciągłe pożądanie. ale to nie weźmie się z powietrze, kobieta oczekując tego nie może wyłącznie pachnieć i oczekiwać, że partner bez odpowienich bodźców, zawsze im to da. Facet nie ma motywacji - w tym się zawira cała prawda. Skoro kobieta czegoś oczekuje, wiadomym jest że facet jest uzależnony powiedzmy od tych endorfin to .... odpoweidż jest jasna... trzeba im ich dostarczyć. Kobieta, zamiast pachnieć - i na swój sposób myśleć że facet będzie przy niej trwał i oczekwiać, że wciąż będdzie nią mocno zainteresowana ... musi dać też coś od siebie... ale to coś to nie może być to co ona uważa za wystarczające i interesujące, jesli ONA chce tego zainteresowanie, powinna to osiagać dając facetowi to co JEGO zmotywuje. Pare razy pisałem o moim spojrzeniu na te sprawy : lew, łąka i zwierzyna. Ospały lew, najedzony, taki, który nie musi ganiać za zdobycza, po rpostu będzie sięgał po to co chce gdy sam chce, bez zabawy, bo dostanie to co chce bez walki, bez zainteresowannia polowaniem... zapominajac, że lubi polować. A zwierzyna (kobieta ma to do siebie, że lubi czuć się adorowana - łowiona, być w centrum zainteresowania swojego mężczyzny) ... i co się dzieje na takiej łące, kobieta - zwierzyna pachnie - oddała wszystko, bo kochala i uwaza że za to mężczyzna powinien ja do końca świata kochać i nią się intereswoać, bo dała wszystko - błąd. Co się stanie jak zwierzyna zacznie pracować nad tym by meżczyzna za nia ganiał - jedno i drugie ma zabawę. Kobieta nawet jak da wszystko, powinna z czasem część zabrać nie dopuścić, poflirtować, ze swoim mężem, podroczyć się - dać mu odpowiednią MOTYWACJĘ, a on wtedy dla zabaw i uciech zwierzyny pogoni za nią, on bedzie zainteresowany - i zadowolony, że goni,a ona, że się nią interesuje.
Ps zauroczenie sie nie wyrządza krzywdy, tylko to co z tego wynika. Pytasz czemu facet gdy się zauroczy nie postąpi dojrzale i sam nie odejdzie - a a Ciebie pytam, dla czego piszesz w tej sytuacji wytykając palcem mężczyznę jako winowajcę? NIe dziel świata na męski i damski. Zaskoczę Cię pod tym względem, nawet tu na forum na pęczki jest tematów kobiet, które się zauroczyły a nie umieją odejść od mężów, takich, któ ejak Ty to określasz nie umieją dojrzale postąpić i zanim się zaangażują w co innego nie odchodzą? Jeśli Ty mi odpowiesz dla czego kobiety mając mężów poddająć się zauroczeniom brną w romanse, ale nie postępują dojrzale, to ja Ci odpowiem dla czego robią to mężczyźni. Tyle, że odpowiedź będzie taka sama.
dałem jej szanse na to by udowodniła, czy to iż jest ciekawa to prawdziwa ciekawość, czy puste słowo. Poza tym, rzeczy podane na tacy mniej się ceni, niż te osiągnięte pracą. Te otrzymane wtedy łatwiej krytykować, szukać w nich dziur niż przyjrzeć im się z uwagą. Zakładam że jeśli coś podajesz - piszesz o propozycjach zmian, rozumiesz doskonale co to oznacza, wtedy nie przejmuj sie krytyką tylko uargumentuj to, nie wszycy z nimi sie zgodzą, ale wtedy będą musieli wysunąć kontrargumenty - jeśli tego nie zrobią, to będzie oznaczało tylko że to zwykły upór do wyobrażenia sobie że ma się rację, a wtedy pozostaje się cieszyć że słusznie oceniłaś sprawę. Natomiast sama nie broń się przed zmianą zdania, jeśli ktoś Cię do czegoś przekona i powiedz o tym śmiało. Mądry człowiek to doceni, głupi będzie się pysznił, wnioski z tego sama będziesz musiała wyciągnąć.
Ja krytyki się nie boje - do kogo mają trafić moje słowa to trafią ![]()
Wiem jaka jest natura kobiet - komuś ciężko jest do nich dotrzeć. Muszą same chcieć coś zrozumieć - wtedy jest możliwość realnych zmian.
Dunkis napisał/a:dałem jej szanse na to by udowodniła, czy to iż jest ciekawa to prawdziwa ciekawość, czy puste słowo. Poza tym, rzeczy podane na tacy mniej się ceni, niż te osiągnięte pracą. Te otrzymane wtedy łatwiej krytykować, szukać w nich dziur niż przyjrzeć im się z uwagą. Zakładam że jeśli coś podajesz - piszesz o propozycjach zmian, rozumiesz doskonale co to oznacza, wtedy nie przejmuj sie krytyką tylko uargumentuj to, nie wszycy z nimi sie zgodzą, ale wtedy będą musieli wysunąć kontrargumenty - jeśli tego nie zrobią, to będzie oznaczało tylko że to zwykły upór do wyobrażenia sobie że ma się rację, a wtedy pozostaje się cieszyć że słusznie oceniłaś sprawę. Natomiast sama nie broń się przed zmianą zdania, jeśli ktoś Cię do czegoś przekona i powiedz o tym śmiało. Mądry człowiek to doceni, głupi będzie się pysznił, wnioski z tego sama będziesz musiała wyciągnąć.
Ja krytyki się nie boje - do kogo mają trafić moje słowa to trafią
Wiem jaka jest natura kobiet - komuś ciężko jest do nich dotrzeć. Muszą same chcieć coś zrozumieć - wtedy jest możliwość realnych zmian.
Nie raz miałem ochotę niektóre nawiedzone duszyczki na uświadamiać, by zrozumiały oczywise dla mnie rzeczy, kiedy one tylko wciąż powtarzały nie, bo nie używająć tego jako argumentu. Rzopalałem wtedy grila by wrzucić je na ruszt i przypiekać do momentu, aż się nie nawrócą. Ale doszedłem do wniosku, że jeśli zmienią znadnie w jednej sprawie, to gdy przyjdzie kolejny węzełek do rozsupłania, znów bym musiał rozgrzewać węgiel. Alternatywa to czekania na zmianę wewnętrzną co potrafi trwać latami.
Kochani,chyba trochę zaśmieciliście wątek autorce,bo się nie odzywa od dłuższego czasu.