netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

35 odpowiedzi7 098 wyświetleńzałożony przez suppi, 25.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1

Temat: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Witam,

Chcialabym sie podzielic moim problemem, bo tak na prawde nie mam z kim o tym pogadac.
Jestem w zwiazku od 5 lat. Poznalismy sie w UK i zakochalismy sie w sobie bardzo mocno. Szybko okazalo sie, ze jestem w ciazy ale bylismy szczesliwi i zakochani. Moze to glupio zabrzmi, ale ta ciaza byla wlasciwie planowana, choc po tak krotkim czasie znajomosci (4 miesiace)- bylismy przekonani o swoim uczuciu. Na prawde swietnie sie dogadywalismy, bratnie dusze wrecz. Gdy urodzila sie mala dalej bylo cudownie, ja kontynuowalam studia, on pracowal. Po jakims czasie pojawila sie mozliwosc kupna naszego pierwszego domu. Dalej ukladalo nam sie cudownie, nawet teraz jak o tym mysle to az wydaje mi sie to nieprawdopodobne jak z tak glebokiego uczucie mozna przejsc w stan zupelnej obojetnosci jak to ma  miejsce teraz. Ale po kolei. Kupilismy dom do remontu i nasza sytuacja materialna diametralnie sie pogorszyla. Wiadomo, ze problemy finansowe zawsze zle wplywaja na zwiazek, wiec tlumaczylam sobie, ze jak skonzymy ten cholerny dom to sie jakos ulozy...W marcu (do domu wprowadzilismy sie w pazdzierniku) okazalo sie, ze znowu jestem w ciazy. On niestety nie przyjal tej wiadomosci pozytywnie. Proponowal nawet aborcje. Z perspektywy czasu wydaje mi sie , ze to byl wlasnie przelomowy moment kiedy cos we mnie zaczelo sie zmieniac. Wiele czynniow sie na to skladalo, to ze np, zajeci codziennymi obowiazkami zupelnie zaniedbalismy siebie nawzajem, ciagle problemy i ekstrymalne zmeczenie, ja sfrustrowana tym, ze moje zycie nie wyglada tak jak sobie zaplanowalam, itd...Zatrzymalo sie zycie seksulane i ogolenie spirala frystracji i nieporozumien nakrecala sie sama. Ja jestem osoba, ktora w zwiazku bardzo sie angazuje- jestem uczuciowa, lubie byc bliskosc, wspolnie spedzac czas, robic sobie niespodzianki, itd..Natomiast zycie seksualne stoi jakby na drugim miejscu, szczegolnie gdy przemija ta faza pierwszej ekscytacji. Moj  partner tez nie ma zbyt wysokich wymagan w porownaniu do facetow , z ktorymi bylam wczesniej. To, ze sie przestalismy zblizac bylo mi na reke, bo jak pisalam wczesniej stopniowo zaczelam sie od niego oddalac, widziec same wady,itd...I tak moje drugie dziecko ma 1,5 roku i taki stan rzeczy utrzymuje sie do teraz....
Ostatnio zaczleam sie duzo zastanawiac nad soba, chcialam sobie samej wytlumaczyc dlaczego tak sie dzieje. Ten czlowiek jest mi kompletnie obojetny a wrecz mnie denerwuje prawie wszystkim co robi. Wydaje mi sie kompletnie niemeski, nieatrakcyjny...Co mu musze oddac to fat ze jest swietnym ojcem. Na prawde wyjatkowym. Pomimo tego co mowil podczas drugiej ciazy, gdy mala sie urodzila zwariowal na jej  punkcie. duzo mi pomaga i ogolenie nie ma w moim przypadku zadnych typowych problemow typu, maz mi nie pomaga, nei zajmuje sie dziecmi, zdradza, nie daje kasy, itd...Problemem u nas jest to, ze ja do niego juz kompletnie nic nie czuje.
W zeszlym roku pojechalismy na wakacje i zaczelam o tym gadac. Powiedzialam mu wtedy (wtedy jeszcze zdawalo mi sie ze to ma szanse), ze jak sie nie zacznie bardziej starac o nas to niestety, ale nie przewiduje naszego bycia razem w przyszlosci. Zaczal sie cisnieniowac, ze sama nie wiem czego chce, ze mi pomaga przy dzieciach, w domu, ze pracuje, nie pije , itd...No i wszystko sie zgadza, ale on zueplnie nie widzial potrzeby pielegnowania zwiazku.
Od tamtego czasu minal rok i w zasadzie nic sie nie zmienilo. Zylismy sobie normalnie, on co jakis czas domagal sie jakiegos zblizenia ale ja odmawialam i znowu na jakis czas byl spokoj. Ogolnie laczyly nas sprawy codziennie, dzieci, itd...Oprocz problemow ktore spalaly nasze uczucie, musze dodac, ze pomimo wsyztsko potrafimy sie razem posmiac, nadal nadajemy na tej samej fali...to sie przerodzilo w cos na zasadzie kumplowania sie?! Mi jednak od jakiegos czasu brauje bliskosci a za nic w swiecie nie moge sie zmusic zeby sie do niego przytulic. Mam mysli, ze chcialabym byc z kims innym, miec jakies zycie uczuciowe! Jestem kompletnie wyprana z jakichkolwiek uczuc oprocz oczywiscie milosci do dzieci. Uswiadomilam sobie, ze to nie jest frazes, ze nie da sie zyc bez milosc. Nic mnie nie cieszy, nie motywuje, nie mam tego blysku w oczach jak dawniej. Pomimo tego, ze obydwoje znalezlismy swietne prace gdzie spelniamy sie zawodowo, sytuacja finansowa sie poprawila, nasze dzieci sa cudowne....to jednak .....nie jestem szczesliwym czlowiekiem po prostu.
Postanowilam mu o tym powiedziec...Oczywiscie on twierdzi, ze to wsyztsko moja wina. Nie rozumie, ze moja zgorzknialosc, czepianie sie i ogolne bycie nieprzyjemna jest wlasnie efektem tego jak zyjemy. Nawet zaproponowalam mu taki uklad, ze bedziemy razem dla dzieci, ale jesli komus przytrafi sie uczucie gdzies po drodze z inna osoba to nei robimy z tego problemu. Ja na serio bym tak mogla! Cieszylabym sie gdyby mogl sie zwiazac z kims z kim bylby sczzesliwy! Powiedzial, ze jestem  nienormalna, ze sie mam wyprowadzic, on chce miec dzieci przy sobie, bo skoro chce szukac faceta to dzieci mi beda przeszkadzac, itd...Zareagowal wrecz wsciekloscia robiac ze mnie latawice. Przeciez widzi, ze miedzy nami nic nie ma....Zawsze wydawalo mi sie, ze to czlowiek o szerokich horyzontach, ale pod tym wzgledem jest niereformowalny. Po tej rozmowie  wracalismy autem do domu i po drodze, gdy juz ochlonal, powiedzial, ze on mimo wszytsko mnie kocha i wierzy ze sie nam ulozy...
zaczal sie wiec starac....zaproponowal terapie u psychologa. ale co mam poradzic na to, ze dla mnie to juz jest za pozno? Nie dziala to na mnie juz w ogole. Wiem instynktownie, ze nic z tego juz nie bedzie, nic tego uczucia nie ozywi...
I teraz pytanie - czy warto isc na terapie po to zeby nauczyc sie ze soba zyc w miare zgodnie, ze wzgledu na dzieci,wspolny dorobek, itd..Bo wiem, ze na terapii nie naucza mnie kochac na nowo. Wiem, ze z mojej strony to uczucie juz nie powroci..No wiec czy mam zahamowac moje potrzeby i tkwic w tym dla dobra dzieci czy odejsc? Doszlo juz do tego ze mysle o zdradzie...

nie wiem co robic.....

2

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Witam. bardzo zainteresowal mnie twoj watek. jestem chyba na poczatku tego punktu, w ktorym Ty jestes teraz. tez bylismy kochajaca sie para. jestesmy 9 lat po slubie i tez powoli wszystko wygasa, a On tak samo nie widzi problemu. a wogole cokolwiek sie dzieje to zawsze ja jestem wszystkiemu winna. czy naprawde uwazasz ,ze nie da sie tego naprawic? Bardzo pozytywne jest to ze Twoj maz jednak chce to jakos naprawic, ze zaproponowal te terapie. dzieci sa tu tez bardzo wazne,, trzeba patrzec tez na ich dobro, ale jednoczesnie nie "usmiercac" siebie dla nich. jesli Ty nie bedziesz szczesliwa, to one beda to widzialy. nie chce nic radzic, bo to jest trudne, ale moze warto jednak sprobowac naprawic to, a jak juz nic z tego nie wyjdzie to wtedy go zostawic. ale bedziesz wiedziala ze probowalas.

3

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Powodów Twojej obojętności może być milion. Terapia? Jak najbardziej.

Czy myśląc o zdradzie, masz już kogoś konkretnego na myśli? Czemu pytam... bo to by wiele wyjaśniało. Zmęczona problemami, poznajesz kogoś, kto Cię fascynuje. Pożycie małżeńskie nie do końca jest udane, więc naturalnie jesteś spragniona czułości.
Masz zbyt wiele pretensji i żalu, żeby otworzyć się na męża, więc myślisz, że ktoś (ten nowy) da Ci to, czego potrzebujesz. nic bardziej mylnego.

Przemyśl sobie tę terapię. Rozstać się zawsze zdążycie. A zdrady nigdy nie cofniesz.

4

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

pyskata ma racje , sprobuj terapii. zdrady potem bedziesz zalowac

5

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

w twojej wypowiedzi przoduje slowo NIE
jestes na przeciw zmianom bym powiedziala.
zyc w zwiazku i miec facetow na bok...sama pomysl? to jest glupie:)
jedyna sluszna decyzja to albo sie rozstac albo byc razem
do powodzenia terapi potrzebne sa twoje checi.
pomysl ze terapia moze pomoc mezowi zrozumiec ciebie wiec moze poradzicie sobie, w najgorszym przypadku bedziesz miala swiadoosc ze zrobilas wszytsko dla waszego zwiazku.

ze strony praktycznej, wyobrazasz sobie rozstanie??
podzial majatku, utrzymanie sie, zajmowanie sie dziecmi??

6

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

masz bardzo madrego faceta, ktory do tego cie kocha. szkoda ze tego nie potrafisz docenic. Boze, on zrobi lwszystko co powinien w tak trudne jsytuacji - ty mu mowisz ze nic juz nie ma, ze nie jestes szczesliwa, proponujesz bycie z kims innym - ' jesli sie przytrafi'!!! a on mowi ze cie kocha i wierzy w to po prostu, chce rozmawiac, PORPONUJE TERAPIE, ogolnie jest dobrym partnerem - dba oo dom i dzieci, pomaga ci, no obudz sie kobieto !!! Za dobrze prawda?? Za dobrze mialas moim zdaniem, kiedys to docenisz. A do tego na wszystko patrzysz tylko ze swojej strony - JA, JA, JA. No pomyslalas jak on sie musial poczuc?? Przeciez on cie kocha jak widac, a ty mu mowisz ze go nie kochasz, ze moze miec sobie inna, a ty tez bys chciala kogos miec jakby sie trafilo. no czy ty pomyslalas w ogole co on czuje w takiej sytuacji?? NIE. bo ty juz go niby nie kochasz i patrzysz tylko ze swojej perspektywy.

Isc na terapie ze wzgledu na dzieci? - NIE. szkoda dzieci i szkoda faceta. bo jesli nie chcesz z nim byc to i tak nic z tego nie wyjdzie. Ale jesli nie chesz - to nie chcij, ok, ale nie zwalaj tego na niego, bo TO TY NIE CHESZ. masz prawo, ok, ale badz szczera i odpowiedzialna - ze w razie czego, w razie jakbys jednak kiedys tego pozalowala, to bedziesz mogla miec pretensje tylko do siebie - SAMA NIE CHCIALAM, a nie ze nie moglam, nie dalo sie.

7

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

aha - no i nie dziwie sie ze zaczal sie 'cisnieniowac' jak powiedzialas mu: 'badzmy razem dla dzieci ale w kazdej chwili moge znalezc kogos innego i spac z kims innym'. No przeciez to bardzo dobrze o nim swiadczy ze tak sie zachowal! Tzn ze jest normalnym czlowiekiem, a no ty tutaj jakbys zapomniala to dzieciach nawet, o nim (paradoksalnie) a ponioslo cie szalenstwo jakies, chec szalonego 'szczescia'. No bo nie powiesz mi ze to jest normalny uklad i zdrowa sytuacja dla dzieci, kiedy jest mamusia i tatus a mamusia sypialaby z kims innym, a tatus tez bylby zadowolony i w ogole byloby wszystko git???

8

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

nie mozna mowic ze to tylko jej wina. facet jest naprawde super, ale tez nie dba o nia,  oto co ona czuje. niby wszystko jest ok, ale miedzy nimi nic nie ma. rozumiem to, bo u mnie jest tak samo. on nie chce ze mna rozmawiac , a jak chce mu powiedziec co czuje to nigdy nie chce rozmawiac bo mowi ,ze wybieram nieodpowiedni moment. moze to nasza wina ze chcemy zeby bylo jak dawniej. chodzi tu o to co bylo w uczuciach ,a czego juz niema. facet

9

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Suppi,
moim zdaniem Twój problem polega na tym, że niezbyt dobrze rozumiesz co to znaczy normalne, stabilne i w sumie bezproblemowe życie. To moim zdaniem zresztą bardzo powszechny problem wśród kobiet. W związku po kilku latach jest przede wszystkim przyjaźń i kumplowanie się. Oczekiwanie czegoś więcej jest niedojrzałością. Zasadnicza częśc kobiet w Twojej sytuacji uznawałaby, że ma fajne życie, stabilną sytuację rodzinną i dobrego męża, którego kocha. Tobie brakuje uczucia. Nie wiem czy to jest powszechne, ale przeprowadziłyśmy kiedyś w grupie kilku koleżanek - mężatek ze stażem od 8 lat w górę dyskusję na temat tego co czujemy do swoich mężów. Każda z nas opisywała w bardzo podobny sposób swoje życie i relację z mężem, bo też każda ma raczej dobre i stabilne życie. Natomiast bardzo różnie opisywałyśmy swoje uczucia względem męża. Jedna z koleżanek opowiadała, że swojego męża kocha strasznie i poszłaby za nim w ogień, inna jako ojca swoich dzieci, który tworzy z nią dobrą parę do opieki nad maluchami, jeszcze inna jako swojego przyjaciela, choć nie odczuwa w stosunku do niego jakiś szczególnie głębokich uczuć damsko-męskich. Ale mimo to ta ostatania koleżanka nie rozpaczała, nie zastanawiała się czy być z mężem czy nie być, zostawić go, zdradzić, poszukać porywu serca. Ona po prostu uznawała, że tak wygląda dorosłość, a jej sytuację od naszych sytuacji różni tylko to, że nie umie z siebie wykrzesać emocjonalnie niczego więcej. Przez chwilę nawet utrzymywała, że te z nas, które mówiły jak strasznie kochają mężów po prostu się oszukują, albo są nieco inaczej skonstruowane emocjonalnie i skłonniejsze do większych uczuć. I coś w tym jest. Wszystkie małżeństwa były podobne i sytuacje życiowe podobne. Podobne były też relacje z mężami. Cała różnica zawierała się w uczuciach, jakie potrafimy z siebie wykrzesać.
Gdybyś rozejrzała się po swoich rodzicach i ich znajomych, rodzinie itd. To sądzisz, że wszystkie małżeństwa są wynikiem wciąż trwajacej wielkiej miłości? Przypuszczam, że większość z nich to efekt kumplowania się, przyjaźni i przyzwyczajenia. Nie rozumiem, choć takich historii jest pełno, dlaczego takie małżeństwa uznaje się za złe? Dlaczego znudzonym wspólnym życiem kobietom radzi się rozwody, rozstania itd. Moim zdaniem, choć może zostanę zakrzyczana. Ty masz zbyt wielkie oczekiwania i nie rozumiesz po prostu, że tak dokładnie wygląda życie. Pozwól sobie na odrobinę szaleństwa, rozstan się z mężem, zwiąż z kimś innym i odkryj, że za 10 lat będziesz w dokładnie tym samym miejscu. Jak dla mnie znudzenie i brak jakiś szczególnych emocji w stosunku do męża to strasznie słaby powód do rozstania. Małżeństwo to jednak naprawdę coś trochę poważniejszego niż chodzenie. A tym bardziej małżeństwo z dziećmi, tym bardziej, ze sama piszesz, że mąż to dobry ojciec. Naprawdę w życiu rzadko można mieć wszystko, więc może naucz się cieszyć tym co masz. dlatego popieram poprzedniczki i proponuję terapię, ale moim zdaniem wymagasz jej w dużej mierze Ty, a nie Twoje małżeństwo.
Pozdrawiam

10

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Ech Krynolino, jak bardzo bym chciał, żeby inne kobiety miały Twój rozum i zdrowe podejście do życia.
Szkoda, że na to się nie da szczepić.
Pozdrawiam Cię serdecznie i dzięki za ten post!

11 Ostatnio edytowany przez suppi (2013-08-26 00:54:03)

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Hej, dzieki wielkie za konstruktywne odpowiedzi, bardzo to doceniam.

To, ze zaproponowalam mu taki 'uklad'(brzmi idiotycznie) bylo nie tylko wynikiem tego, ze z egoistycznych pobudek chcialam jak mowicie sprobowac 'szalonego szczescia'. Wiele razy w klotniach on sam mowil o rozstaniu i zawsze podkreslal, ze gdyby nie dzieci to dawno bysmy nie byli razem. Wiele razy tez mowil ze 'musimy sie rozstac'na co ja bylam obojetna, bo jestem racjonalistka, zdaje sobie sprawe, ze to nie jest pstrykniecie palcem i o! jestesmy sobie osobno i nagle wsyztsko uklada sie idealnie. Myslalam, ze on tego na prawde chce i tez do mnie nic nie czuje! Co zreszta sam w klotniach mi mowil. Kiedy wiec przyszedl moment kiedy sama zaczelam sie zastanawiac nad rozstaniem powaznie, on jakby sie tego przestraszyl. Teraz okazuje sie, ze to jego gadanie wczesniejsze bylo najwyrazniej po to, zeby mnie wystraszyc, zaszanatazowac emocjonalne? Tak jak pisalam wczesniej, zbywalam te przykre slowa, bo wierzylam , ze cos sie jeszcze da naprawic i ze trzeba byc razem dla dzieci. Teraz natomiast kiedy ja sama przestaje w to wierzyc okazuje sie, ze on mnie jednak kocha. Szkoda, ze nie myslal o tym jak to okazac przez ostatnie 2 lata...
co do zarzutu, ze mam 'za dobrze' to faktycznie pojawiaja sie takie opinie wsrod moich niektorych znajomych dla ktorych moj partner przy ich , sorry za okreslenie, wiesniakach w stylu 'baba ma robic to czy tamto...' to na prawde zloty facet. Oczywiscie wazne jest tutaj do czego chcemy rownac, do dolu czy do gory? Znam mezow, ktorzy pomagaja w domu i przy dzieciach I dbaja o partnerke.
Tak jestesmy skonstruowani, ze dazymy do idealu. Potrafie zaakceptowac wiele jego wad, ale nie te przez ktore moje uczucie do niego wygaslo. Np wazna czescia mojego zycia jest zycie socjalne. Lubie spotykac sie z ludzmi, spedzac czas z dziecmi, itd...On nie potrafi nawiazywac znajomosci. Potrafi byc blyskotliwy, zabawny,itd, ale nigdy z tego nie wynika nic wiecej, ludzie postrzegaja go jako egocentryka i to zawsze ja musze wszystko nakrecac. Mi to przeszkadza, bo chcialabym zeby on mial swoje grono znajomych, kolegow z ktorymi spedza czas,itd..Moze pomyslicie, ze wymyslam, ale ma to duzy wplyw na to jak postrzegam jego meskosc. Kolejna rzecz to dbanie o kobiete. U niego wyglada tak ze mowi po przyjsciu ' o, mialem Ci kupic kwiatki ale zapomnialem karty..' - to u niego liczy sie jako 'dalem jej kwiaty' i na jakis czas ma z glowy. To jest moze smieszne, ale pomyslcie, ze po 5 latach zwiazku, ja nie mam nawet glupiego symbolicznego pierscionka. To tez wplywa na to jak postrzegam jego meskosc. Nie jest tez o mnie zazdrosny doslownie w ogole.
Ja wiem, ze przy problemach typu 'maz mnie bije, nie daje kasy' to wyglada wrecz zalosnie. Ale w dalszym ciagu nie poradze nic na to, ze go nie kocham a co gorsza przez te lata traktowania zwiazku organicznie do granic mozliwosci, nie widze w nim faceta.
Myslalam tez nad tym o czym pisze powyzej Krynolina ze moze tak wyglada normalne zycie...Ale normalnosc to pojecie wzgledne...Mi jak na razie ciezkko pogodzic z tym, ze w wieku 27 lat jestem skazana na brak milosci przez reszte zycia.

12

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

A jesli chodzi o romans to nie mam nikogo konretnego na mysli i nie mam zamiaru kogos szukac. Ale czuje w srodku silna potrzebe jakiejs adoracji, bliskosci i ogolnie uczuciowego wzniesienia, czyli tego co w moim zwiazku trwalo bardzo krotko (moze za krotko) i czego bardzo mi brakuje od jakiegos czasu.

13

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Moim zdaniem powinnaś spróbować terapii. Porywy serca charakteryzują początki zauroczenia, moim zdaniem każdy związek po pewnym czasie przeradza się w bycie razem, we wzajemny szacunek i zrozumienie.
Ja Ci bardzo zazdroszczę, bo właśnie podjęłam decyzję o rozwodzie - mój mąż (13 lat razem, 8 po ślubie, 3 dzieci), nie zajmuje się niczym. Ani dziećmi, ani domem, ani zarabianiem. Ja opiekuję się dziećmi i domem, nie pracuję, mam na życie od 4 do 8zł dziennie, zależy czy kupię mleko czy nie. Mój mąż mnie wyzywa, obraża, szarpie i oskarża mnie o to, że jestem z nim tylko dla kasy (?!) cokolwiek ma to oznaczać. Na Twoim miejscu robiłabym wszystko, żeby związek przetrwał, bo faceta, który dba o dzieci i dom to dzisiaj chyba ze świecą szukać..
Pozdrawiam i życzę powodzenia!

14

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
CrazyChild napisał/a:

Moim zdaniem powinnaś spróbować terapii. Porywy serca charakteryzują początki zauroczenia, moim zdaniem każdy związek po pewnym czasie przeradza się w bycie razem, we wzajemny szacunek i zrozumienie.
...!

ZGADZAM się i POPIERAM smile
To nawet pogląd szerzony przez naukowców: zakochanie trwa przez pierwsze 2-3 lata, potem przeradza się (lub nie) w miłość DOJRZAŁĄ. Jeśli występują trudności, warto skorzystać z pomocy, bo... "każda sroczka...". Mówiąc wprost każdy z partnerów widzi sytuację, ze swego punktu siedzenia - KTOŚ z zewnątrz może przybliżyć te ODMIENNE punkty widzenia.
Skorzystać - by nie mieć sobie NIC do zarzucenia, by mieć świadomość, że zrobiło się wszystko co było możliwe. Szczególnie jeśli SĄ dzieci smile

15 Ostatnio edytowany przez madoja (2013-08-26 10:04:15)

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

W sumie trudno cokolwiek doradzić, bo większość osób napisze Ci "na tym polega małżeństwo, nie ma już motyli w brzuchu tylko przyjaźń, dorośnij" (w sumie uważam podobnie), ale co z tego, skoro Ty  nie chcesz juz z nim być? Pomysł z romansami na boku, ale wspólnym życiem (dla dobra dzieci?!) jest idiotyzmem. Dzieci nie są głupie i pokażecie im spaczony obraz rodziny, gdzie zdrady są ok.

Uważam tak jak ktoś wyżej, że zostawisz męża w poszukiwaniu miłości, a prawdopodobnie za 5 lat będziesz w tym samym miejscu co teraz.
I być może skończy się na tym, że co 5 lat będziesz zmieniać partnera w nieustannym poszukiwaniu motyli w brzuchu.

Z drugiej jednak strony - życie u boku kogoś, kto zupełnie nie jest dla Ciebie męski, z kim seks nie jest chociaż trochę przyjemny (a jest chyba wręcz odpychający, jak zrozumiałam), do kogo nie masz ochoty się przytulać i kto nieustannie Cię wkurza, nie ma sensu, zwłaszcza w tak młodym wieku.
Przed Tobą trudne decyzje i właściwie nikt Ci nie pomoże ich podjąć.

16

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
madoja napisał/a:

Z drugiej jednak strony - życie u boku kogoś, kto zupełnie nie jest dla Ciebie męski, z kim seks nie jest chociaż trochę przyjemny (a jest chyba wręcz odpychający, jak zrozumiałam), do kogo nie masz ochoty się przytulać i kto nieustannie Cię wkurza, nie ma sensu, zwłaszcza w tak młodym wieku.
Przed Tobą trudne decyzje i właściwie nikt Ci nie pomoże ich podjąć.

Właśnie wiek jest problemem autorki. Ona jest młoda, niedojrzała i - proszę wybaczyć szczerość - zachowuje się jakby się naoglądała za dużo seriali albo naczytała Harlequinów.
I nie uważam, że takie życie nie ma sensu. To właśnie jest dorosłość - branie odpowiedzialności za własne decyzje. Małżeństwo, a szczególnie to z dziećmi to naprawdę nie zabawa, nie gimnazjalny związek, który kończy się, bo pani za mało jest kwiatów, wyznań, a za dużo mycia naczyń. To jest małżeństwo, takie z dziećmi, które mają ojca, który je kocha i który jest dla nich dobry. A Suppi chce im urządzić trzęsienie ziemi, bo jest stworzona do większych emocjonalnych przeżyć (i zgadzam się absolutnie, że jej kolejny związek skończyłby się dokładnie tak samo). Każdy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, jak myślałby o własnej matce, gdyby ona zostawiła przyzwoitego ojca, bo chciałaby większych porywów serca. Przecież to wariactwo.
Suppi jest infantylna, niepogodzona z tym na czym polega dorosłość (inni nazwaliby to: nie wyszumiała się) no i - co tu dużo kryć - egocentryczna. Naprawdę nie tylko jej szczęście jest tu najważniejsze. Życie wspólne to sztuka kompromisów. A dzisiaj ludzie mają tendencję do rozstawania się z byle powodów. I znamienne moim zdaniem jest to, że zdradzane żony chcą walczyć o małżeństwa (czego akurat najczęściej nie rozumiem), a rozpieszczone żony chcą szukać siebie i walczyć o swoje dobro.
I - powtórzę, zanim małżeństwo autorki wątku będzie potrzebowało psychologa, to ona sama powinna się do niego udać. Możliwe, że to wystarczy.

17

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
krynolina napisał/a:
madoja napisał/a:

Z drugiej jednak strony - życie u boku kogoś, kto zupełnie nie jest dla Ciebie męski, z kim seks nie jest chociaż trochę przyjemny (a jest chyba wręcz odpychający, jak zrozumiałam), do kogo nie masz ochoty się przytulać i kto nieustannie Cię wkurza, nie ma sensu, zwłaszcza w tak młodym wieku.
Przed Tobą trudne decyzje i właściwie nikt Ci nie pomoże ich podjąć.

Właśnie wiek jest problemem autorki. Ona jest młoda, niedojrzała i - proszę wybaczyć szczerość - zachowuje się jakby się naoglądała za dużo seriali albo naczytała Harlequinów.
I nie uważam, że takie życie nie ma sensu. To właśnie jest dorosłość - branie odpowiedzialności za własne decyzje. Małżeństwo, a szczególnie to z dziećmi to naprawdę nie zabawa, nie gimnazjalny związek, który kończy się, bo pani za mało jest kwiatów, wyznań, a za dużo mycia naczyń. To jest małżeństwo, takie z dziećmi, które mają ojca, który je kocha i który jest dla nich dobry. A Suppi chce im urządzić trzęsienie ziemi, bo jest stworzona do większych emocjonalnych przeżyć (i zgadzam się absolutnie, że jej kolejny związek skończyłby się dokładnie tak samo). Każdy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, jak myślałby o własnej matce, gdyby ona zostawiła przyzwoitego ojca, bo chciałaby większych porywów serca. Przecież to wariactwo.
Suppi jest infantylna, niepogodzona z tym na czym polega dorosłość (inni nazwaliby to: nie wyszumiała się) no i - co tu dużo kryć - egocentryczna. Naprawdę nie tylko jej szczęście jest tu najważniejsze. Życie wspólne to sztuka kompromisów. A dzisiaj ludzie mają tendencję do rozstawania się z byle powodów. I znamienne moim zdaniem jest to, że zdradzane żony chcą walczyć o małżeństwa (czego akurat najczęściej nie rozumiem), a rozpieszczone żony chcą szukać siebie i walczyć o swoje dobro.
I - powtórzę, zanim małżeństwo autorki wątku będzie potrzebowało psychologa, to ona sama powinna się do niego udać. Możliwe, że to wystarczy.

psycholog wystarczy jeżeli to jedynie jej "problem" a że jest to małżeństwo, problem zawsze jest po oby stronach. więc lepiej udać się wzajemnie do niego.
W takich sytuacjach najbardziej zawsze cierpią dzieci...

18

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

suppi, a idź Ty sobie szukaj swojego ideału, faceta który Ci będzie sypał płatki róż pod stopami.
Tylko nie mieszaj w to dzieci !!!

one nie potrzebują kwiatuszków pod Twoimi stopami.
Dla nich i tak zostaną tylko kolce.
Dlatego, oszczędź im tego, zostaw je z naprawdę dobrym ojcem.
Którego już mają, nie szukaj im lepszego.
To Ty potrzebujesz lepszego ideału nie one.

19

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Niech sobie autorka będzie dowolnie niedojrzała i znudzona monotonią życia małżeńskiego, niech sobie szuka adrenaliny i mocnych wrażeń. WOLNA wola...
ODPOWIEDZIALNOŚĆ ponosi z racji powołania na świat dzieci. CÓŻ one winne, że rodzic(e?) niefrasobliwi?
Zdaje się, że dzieci TEŻ mają uczucia?

20

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Nie oczekuje zadnych fajerwerkow czy przelotnych uniesien. Potrzebuje bliskosci drugiego czlowieka. To chyba dosc ludzka potrzeba?
Gdybym nie brala dobra dzieci pod uwage przede wszytskim to skad sie bierze moja rozterka?
Dosonale wiem jak funkcjonuje zwiazek dwojga ludzi, nie licze na motylki w brzuchu do konca zycia - nie jestem nienormalna.
Problem w tym, ze miedzy nami nie ma tej milosci 'dojrzalej' czy jakkolwiek ja nazywacie. Nie ma bliskosci, nie ma wspierania sie w problemach i nie ma starania sie o to, zeby to uczucie jakos podtrzymywac. To, ze zaproponowal terapie dobrze o nim swiadczy, tylko czy nie powinno sie zapobiegac chorobom zamiast je leczyc? Druga sprawa jest taka, ze wiem, ze ta teria nie odnowi mojego uczucia do niego.

I to jest moj dylemat - poswiecac te wszystkie lata po to by dzieci mialy pelna rodzine i przekazywac im jakies skrzywione wzorce tego jak ma wygladac zwiazek czy rozejsc sie i ...w moim przypadku- byc szczesliwszym czlowiekiem. Bez wzgledu na to czy bym kogos znalazla czy nie. Dla mnie gorsze jest byc z kims a tak na prawde byc samotnym niz fizyczne zycie w samotnosci.

21

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
suppi napisał/a:

Nie oczekuje zadnych fajerwerkow czy przelotnych uniesien. Potrzebuje bliskosci drugiego czlowieka. To chyba dosc ludzka potrzeba?
Gdybym nie brala dobra dzieci pod uwage przede wszytskim to skad sie bierze moja rozterka?
Dosonale wiem jak funkcjonuje zwiazek dwojga ludzi, nie licze na motylki w brzuchu do konca zycia - nie jestem nienormalna.
Problem w tym, ze miedzy nami nie ma tej milosci 'dojrzalej' czy jakkolwiek ja nazywacie. Nie ma bliskosci, nie ma wspierania sie w problemach i nie ma starania sie o to, zeby to uczucie jakos podtrzymywac. To, ze zaproponowal terapie dobrze o nim swiadczy, tylko czy nie powinno sie zapobiegac chorobom zamiast je leczyc? Druga sprawa jest taka, ze wiem, ze ta teria nie odnowi mojego uczucia do niego.

I to jest moj dylemat - poswiecac te wszystkie lata po to by dzieci mialy pelna rodzine i przekazywac im jakies skrzywione wzorce tego jak ma wygladac zwiazek czy rozejsc sie i ...w moim przypadku- byc szczesliwszym czlowiekiem. Bez wzgledu na to czy bym kogos znalazla czy nie. Dla mnie gorsze jest byc z kims a tak na prawde byc samotnym niz fizyczne zycie w samotnosci.

Profilaktyka jak najbardziej! Oczywiście, że lepiej zapobiegać niż leczyć, ale u was już chyba za późno na profilaktykę.
suppi odnoszę wrażenie, że Ty już podjęłaś decyzję.  Już postanowiłaś, że z mężem się rozstaniesz, bo jesteś tak mocno na "NIE", nic do Ciebie nie dociera, koniecznie chcesz nas tutaj przekonać, że tak masz rację, nic dobrego Cię już z tym człowiekiem w życiu nie spotka, a tak naprawdę usprawiedliwiasz się sama przed sobą. I czekasz. Czekasz, aż ktoś Ci napisze: "tak, masz rację, Twoje życie z nim to beznadzieja, zasługujesz na coś lepszego", żebyś bez wyrzutów sumienia mogła rzucić się w wir ekscytujących wrażeń w ramionach nowego kochanka.

Czy chociaż raz zadałaś sobie pytanie: co ja mogę zaoferować mężowi, który się stara??
Nie, tylko skreślić, wyrzucić stare, niepotrzebne uczucie, jak śmieć, bez żadnej walki, chęci naprawy.

Rób jak uważasz, ale UWAŻAJ JAK ROBISZ.

22

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
suppi napisał/a:

Potrzebuje bliskosci drugiego czlowieka.
miedzy nami nie ma tej milosci 'dojrzalej' czy jakkolwiek ja nazywacie. Nie ma bliskosci, nie ma wspierania sie w problemach i nie ma starania sie o to, zeby to uczucie jakos podtrzymywac.

Co to znaczy

suppi napisał/a:

byc szczesliwszym czlowiekiem.

Co to znaczy dla Ciebie?
Zdaje się, że masz ściśle określoną wizję tego szczęścia, obrazeczek taki jak w reklamie. A świat się nie chce dopasować, co sprawia, że czujesz się nieszczęśliwa.
Ale to w Tobie jest to odczucie. Ty decydujesz, czy jesteś szczęśliwa, czy nieszczęśliwa.

Brakuje Ci bliskości? To ją buduj. Mąż, czy ktokolwiek, nie jest zobowiązany, żeby Ci dać tego, co sobie zamarzysz. A tak już jest, że bliskość i intymność w związku budują kobiety, bo im to jakoś łatwiej wychodzi. Bliskość to też odczucie. Dla Twojego męża budowanie bliskości i tak będzie wyglądało zadaniowo: powiedzieć dwa komplementy dziennie, wysłuchać, jak przeżyła dzień.

Pytasz, co masz zrobić?
Uszczęśliwiaj siebie.
Sprawiaj przyjemność swojemu mężowi.
Zadbaj o to, żeby rozmowy z mężem, te budujące bliskość, były przeprowadzane w odpowiednim czasie (kiedy możecie się odprężyć) i w przyjemnej atmosferze.

suppi napisał/a:

wiem, ze ta terapia nie odnowi mojego uczucia do niego.

Terapia zazwyczaj skupia się na poprawieniu komunikacji. Bardzo ważnym etapem jest określanie własnych pragnień i sposobów ich spełniania.

23

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Ja rozumiem autorkę tematu. Miałam podobnie. I też miałam "wszystko", tylko co z tego skoro nie byłam szczęśliwa. Fajnie jest jak miłość przeradza się w "dojrzałą miłość", ale nie zawsze tak jest. Chodziłam do psychologa i niestety to potwierdził. Zycie jest tylko jedno i człowiek powinien być po prostu szczęśliwy [ jest to pojęcie względne - dla każdego oznacza ono co innego].  Jestem świeżo po rozwodzie, jestem sama, moja sytuacja finansowa się bardzo pogorszyła, ale mimo to jest mi dobrze - poczułam ulgę. Bycie z kimś dla dzieci, z przywiązania uważam za złe. Ojciec będzie zawsze w życiu dzieci i skoro jest dobrym ojcem to dalej nim będzie.

Uważam też, że pomysł z terapią jest dobry. Oboje zrozumiecie co naprawdę czujecie i będziecie wiedzieć, że zrobiliście wszystko co można było zrobić.  Lepiej zmarnować parę miesięcy na terapię i mieć pewność, że nie dało się uratować związku, niż zastanawiać się resztę życia co by było gdyby. I kiedy dzieci będą pytać wolała bym im powiedzieć, że wszelkimi sposobami próbowałam ratować związek, ale nie było możliwości, niż powiedzieć po prostu było mi źle - odeszłam.

24 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2013-08-27 09:21:35)

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Piszesz:  "Problem w tym, ze miedzy nami nie ma tej milosci 'dojrzalej' czy jakkolwiek ja nazywacie. Nie ma bliskosci, nie ma wspierania sie w problemach i nie ma starania sie o to, zeby to uczucie jakos podtrzymywac"

A przepraszam co on teraz robi jak nie probuje cie wspierac w problemie?? Pisze probuje no bo co by nie zrobil to zle i za malo. Nie poszedl w tany jak sie kurcze cos popsulo, nie zaniedbal domu, dzieci, tylko mowi ci ze cie kocha i wierzy ze sie dogadacie a nawet proponuje terapie. Jakie dziewczyno wspirania ty bys tutaj chciala?? Wez pod uwage ze jemu tez jest ciezko, na pewno bardzo zabolalo go co mu powiedzialas, ze jest ci na tyle obojetny ze moglby sobie kogos znalezc innego, ale powiedz mi co on mialby konkretnei teraz zrobic zebys uznala ze moze warto dac biedakowi szanse???

Dalej piszesz:
To, ze zaproponowal terapie dobrze o nim swiadczy, tylko czy nie powinno sie zapobiegac chorobom zamiast je leczyc? Druga sprawa jest taka, ze wiem, ze ta teria nie odnowi mojego uczucia do niego.

Dla mnie, w 1 paragrafie przeczysz sobie samej. Najpierw piszesz ze powinien wspierac w problemach - ja uwazam ze przynajmniej probuje to robic. A potem w sumie piszesz, ze w ogole, to do cholerci tych problemow to w ogole nie powinno byc!!! No to, dojrzale podejscie nie jest. Oczywiscie ze lepiej zapobiegac niz leczyc, ale to moze sie tyczyc kurcze twoich dzieci, ze ubierzesz je cieplej i sienie przeziebia. Zycie niestety takie nie jest !!! Aha - i najwazniejsze - no jak ty JUZ WIESZ ze terapia I TAK NIE POMOZE no to faktycznie pozamiatane.... sluchaj - nie odnowi uczucia? Znowu niedojrzale podjescie. No ja sie nawet zgodze- nie odnowi. Bo to nie jest tak, ze pojdziecie, terapeuta pstryknie i nagle znow go pokochasz. Znowu chcialabys latweg owyjscia. Powinnas isc, bo moze akurat czegos bys sie nauczyla, dowiedziala o nim samym, o sobie. Moze Jakos by wam to pomoglo. Jesli ktos z gory zaklada ze cos nie pomoze to znaczy ze najzwyczajniej w swiecie mu nei zalezezy. I tak jest u Ciebie. I sluchaj: masz d otego jakby prawo - ze ci nei zalezy na nim juz w ogole, zreszta sama to piszesz w pierwszym poscie:


"Co mu musze oddac to fat ze jest swietnym ojcem. Na prawde wyjatkowym. Pomimo tego co mowil podczas drugiej ciazy, gdy mala sie urodzila zwariowal na jej  punkcie. duzo mi pomaga i ogolenie nie ma w moim przypadku zadnych typowych problemow typu, maz mi nie pomaga, nei zajmuje sie dziecmi, zdradza, nie daje kasy, itd...Problemem u nas jest to, ze ja do niego juz kompletnie nic nie czuje.
W zeszlym roku pojechalismy na wakacje"

Chodzi mi o to, ze masz w sunie prawo tak czuc- ze nic nie czujesz do niego. ale do cholerci to jest dla mnie jednak nieodpowiedzialne i po prostu wez to na klate! przyznaj sie, ze sie odkochalas, odwidzialo sie, no nie chcesz z nim byc i koniec. bo jak sama piszesz to JEST WLASNIE PROBLEMEM, a nie ON!! a ty wszystko na niego zwalasz, ze nie byl wystarczajaco dobry i dlatego go nie kochasz juz. NIE kochana, on jest jak ijest, ale dla wiekszosci tuta jchyba z nas, to tak wlasnie wyglada normalnosc, bliskosc. Kurcze ja nie mam bliskosci wiesz i mnostwo kobiet i facetow na tym forum, porzuconych jak rzeczy. MIESZKAMY sami, z dnia na dzien, zostajemy w 4 scianach, bez nikogo, SAMI, sami robimy snidanie, o ile je  robimy, sami piojemy kawe, sami WSZYSTKO. Kobieta sama musi sie zajac dziecmi, bo maz zajety u kochanki, sama musze naprawic samochod, to jest brak bliskosci i wsparcia!!!

Ty je masz, ty masz normalnosc, meza i dzieci w domu. Tak jak mowie, masz prawo czuc co chcesz, ale nie obwiniaj jego za to. To jedna opcja. A druga, naprawde zastanow sie na powaznie jakby to bylo jakby go juz nie bylo.... dla ciebie i twoich dzieci. bo ja uwazam ze kiedys w zyciu tego bedziesz zalowac


ahja i jeszcze jedno pytanie - a co ty konkretnie zrobilas zeby odnowic wasze relacje?? Poza rozmowa ktora z twojego tonu na pewno obarczala jego wszystkim. Generalnie w swoich postach nie napisalas chyba nic negatywnego na swoj temat. A moze byly jakies powody ze on sie troche oddalil od ciebie, co?

25 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-08-27 10:55:15)

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

kiedyśbyłam - podziwiam Twoje rozsądne podejscie, dojrzałość.
suppi, z Twoich postów wynika obraz męża :
-  była z nim szybka ale gorąca miłośc, szybko dziecko, dom.
Potem problemy materialne, spoowodowane nowym domem, negatywne podejście do drugiego dziecka w okresie ciązy potem zmiana o 180 stopni, kocha dziecko, pomaga, daje pieniadze, zajmuje sie dziecmi, pomimo kryzysu w Waszym małżeństwie chce wo nie walczyć, nie chce sie łatwo poddać, chce iśc na terapię par.
- Ty - w wyniku codziennych frustracji, zmęczenia, braku dbania o związek, zniecheciłaś sie do męża, wydaje Ci się nie atrakcyjny, niemęski, denerwuje Ciebie, wiesz już na pewno że nie odbuduje się uczucie do niego, chcesz związku otwartego dla dobra dzieci ( !!??!!) ,
Oczekujesz dojrzałej miłości, bliskości, przytulenia.

Nie widzisz sprzeczności w tym co piszesz ?
Oczekujesz dojrzałej miłości a odrzucasz faceta który jest, kocha, walczy o Ciebie, dba o Ciebie, pomaga, utrzymuje, a le odrzucasz go bo po 5 latach wspólnego życia w wyniku codziennych obowiązków znudziło Ci się przebywanie z nim, jest "niemęski" ( co to dla Ciebie znaczy - męski facet? ), - gdzie miejsce na dojrzałośc w Twoim zachowaniu ?
Chcesz otwartego zwiazku i tłumaczysz to dobrem dzieci - to jest dojrzałe, rozsądne by dzieci były w domu którego tak naprawdę nie ma, bo nie ma w nim rodziny ?
Niby zgadzasz się na terapie ale i tak wiesz jaki bedzie jej wynik - to jest dojrzałe podejście ?

Wiesz podziwiam Twojego męża i współczuję mu.
Niewielu jest facetów którzy po takim traktowaniu, nie machnęli by ręką i powiedzieli ... "baba  z wozu, koniom lżej",
i poszłoby używać życia.
Widocznie on kocha za bardzo... biedaczek.
Nawet bez seksu jest przy Tobie. Facet ma faktycznie nieźle porypane w głowie. Po co mu meczyć się z wiecznie niezadowoloną z niego "babą" ? Lepiej dać sobie na luź, olać, zostawić z dziecmi i samemu poskakac z kwiatka na kwiatek, beż żebrania o miłość u Ciebie....
Tacy najczęściej dostają do głowie, bo są za dobrzy, za dużo dają siebie innym którzy to traktują za oczywistość wykorzystuja.
Pewnie martwi się o dzieci, nie wyobraża sobie życia bez nich, bez Ciebie...
Jest tu taka "metoda bagsa" iluś tam kroków które powinien wykonać odrzucony.
Główne przesłanie - olej, nie odzywaj się, pokaż że potrafisz być szczęsliwy bez nie/niego, zajmij się sobą a nie innymi.
Pokaż mu je. Może zmądrzeje.

Niby wiesz że miłość to nie etap przeżywania motylków w brzuchu, niby oczekujesz dojrzałej m iłości ale jednoczesnie pragniesz faceta "męskiego", atrakcyjnego, ktory... no i co dalej ? chciałbys się przytulic, potem dobry seks ?
Przecież ten  niemęski, nietrakcyjny wspaniały ojciec chce przytulenia, seksu.
To Ty masz marzenia o kimś innym i proponujesz wolny związek w celu swobodnego polowania na facetów, byc moze któryś będzie nie tylko godny przytulenia i seksu aloe nawet zajmie sie jego dziecmi...
Horror..

Co dla Ciebie znaczy "dojrzała miłość" ?
Jakich elementów tej dojrzałej miłości, której oczekujesz, nie ma w Waszym małżeństwie.

Co możesz dla niej zrobić ?
Gdzie jest ten facet, o którym po 4 miesiącach znajomosci, wiedziałas że to jest ten który ma byc ojcem Twoich dzieci?
Czy to on się zmienił, czy Ty się zminiłaś ?

Szukająca "dojrzałej miłości" z męskim facetem.... czego Ci brakuje ?

Na koniec parafrazując :
" nie pytaj co mąż może zrobić dla Waszej rodziny, spytaj Siebie co Ty możesz dla niej zrobić"

26 Ostatnio edytowany przez suppi (2013-08-27 15:05:32)

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Najlatwiej jest zrobic z tego sytuacje ona jest zla on jest wspanialy. Kurcze, to jest troche bardziej zlozony problem. Przeciez napisalam obiektywnie dobre rzeczy o nim i przyznalam, ze swoje tez mam za uszami (jestem sfrustrowana, niemila,itd).
Ja mu o moich odczuciach sygnalizowalam dawno temu, ale to olal, stwierdzil ze wymyslam i wtedy wlasnie nie bylo zadnego wsparcia, zadnego zrozumienia. Zapamietalam bardzo dokladnie jak sie wtedy czulam i niestety teraz jestem zupelnie niewrazliwa na to co on czuje. I to sie tyczy doslownie wsyzstkiego, zlewam to, ze go cos boli, zlewam to, ze ma problem w pracy, itd..On tak robil przez 2 lata. Nie robie tego specjalnie, po prostu stworzylam sobie takie pancerz, ze nie jestem w stanie tego przeskoczyc. Nawet czasami mysle sobie, tak jak pisal ktos wyzej, ze powinnam sie postarac, pomalu budowac to uczucie, ale ten pancerz jest zbyt twardy.

Ktos wyzej pisal, zeby znalezc szczescie w samym sobie. Nie umiem tak. Otoczenie sprawia ze jestem szczesliwa.

Jesli chodzi o 'otwart' zwiazek - mialam na mysli sytuacje kiedy dajemy sobie taka mozliwosc i kiedy ktores z nas kogos pozna i poczuje, ze chce sie rozstac, nie robimy sobie problemow. Nie chodzilo mi o jakies szukanie i zmienianie facetow- zbytnie uproszczenie. A jelsi chodzi o dzieci to wychodze z zalozenia , ze szczesliwi rodzice- szczesliwe dzieci. Nasz obraz dla nich wyglada tak, ze sie nie lubimy.

Czym jest meskosci? - choc jestem dosc wyemancypowana to jednak przykre jest to, ze te wsyztskie drobnostki, ktore robia typowi faceci moj facet uwaza za zbedne. Oczywiscie trzeba znowu zalozyc do czego sie rowna. U nas praktycznie role sie odwrocily, ja jestem bardziej meska przez to, ze musze myslec np o finansach, organizuje wszystko doslownie od wizyty u dentysty po wakacje, itd..Na dodatek on nie uwaza za potrzebne adorowac swojej kobiety. Wszystko traktuje organiczne. To jest przerabane po pewnym czasie. Czlowiek ma ochote uslyszec/doswiadczyc czegos innego niz codzienne sprawy. On nie ma w ogole takiej potrzeby. Raz najakis czas kiedy ma ochote na seks przez 10 minut jest mily po czym sie probuje dobierac a jak mu odmawiam to idzie spac. I koniec.

Dzieki za rady w kazdym razie. na pewno sporbuje tej terpaii...zobaczymy czy pomoze.

27

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
suppi napisał/a:

Najlatwiej jest zrobic z tego sytuacje ona jest zla on jest wspanialy. Kurcze, to jest troche bardziej zlozony problem. Przeciez napisalam obiektywnie dobre rzeczy o nim i przyznalam, ze swoje tez mam za uszami (jestem sfrustrowana, niemila,itd).
Ja mu o moich odczuciach sygnalizowalam dawno temu, ale to olal, stwierdzil ze wymyslam i wtedy wlasnie nie bylo zadnego wsparcia, zadnego zrozumienia. Zapamietalam bardzo dokladnie jak sie wtedy czulam i niestety teraz jestem zupelnie niewrazliwa na to co on czuje. I to sie tyczy doslownie wsyzstkiego, zlewam to, ze go cos boli, zlewam to, ze ma problem w pracy, itd..On tak robil przez 2 lata. Nie robie tego specjalnie, po prostu stworzylam sobie takie pancerz, ze nie jestem w stanie tego przeskoczyc. Nawet czasami mysle sobie, tak jak pisal ktos wyzej, ze powinnam sie postarac, pomalu budowac to uczucie, ale ten pancerz jest zbyt twardy.

Ktos wyzej pisal, zeby znalezc szczescie w samym sobie. Nie umiem tak. Otoczenie sprawia ze jestem szczesliwa.

Jesli chodzi o 'otwart' zwiazek - mialam na mysli sytuacje kiedy dajemy sobie taka mozliwosc i kiedy ktores z nas kogos pozna i poczuje, ze chce sie rozstac, nie robimy sobie problemow. Nie chodzilo mi o jakies szukanie i zmienianie facetow- zbytnie uproszczenie. A jelsi chodzi o dzieci to wychodze z zalozenia , ze szczesliwi rodzice- szczesliwe dzieci. Nasz obraz dla nich wyglada tak, ze sie nie lubimy.

Czym jest meskosci? - choc jestem dosc wyemancypowana to jednak przykre jest to, ze te wsyztskie drobnostki, ktore robia typowi faceci moj facet uwaza za zbedne. Oczywiscie trzeba znowu zalozyc do czego sie rowna. U nas praktycznie role sie odwrocily, ja jestem bardziej meska przez to, ze musze myslec np o finansach, organizuje wszystko doslownie od wizyty u dentysty po wakacje, itd..Na dodatek on nie uwaza za potrzebne adorowac swojej kobiety. Wszystko traktuje organiczne. To jest przerabane po pewnym czasie. Czlowiek ma ochote uslyszec/doswiadczyc czegos innego niz codzienne sprawy. On nie ma w ogole takiej potrzeby. Raz najakis czas kiedy ma ochote na seks przez 10 minut jest mily po czym sie probuje dobierac a jak mu odmawiam to idzie spac. I koniec.

Dzieki za rady w kazdym razie. na pewno sporbuje tej terpaii...zobaczymy czy pomoze.

No proszę bardzo tak jakbym czytał to co myśli i mówi moja przyszła była żona.Też oznajmiła mi ,że chce szczęścia i miłości ale nie ode mnie.No to niech buduje sobie to super szczęście.A do skwitowania Twoich odczuć i myśli mam tylko jeden cytat mojego porucznika z wojska "Przyszła wiosna i się w dupach poprzewracało".
Niektóre kobiety dałyby dużo żeby mieć męża który zajmuje sie domem,dziećmi i chce jeszcze naprawiac małżeństwo.No cóż jak ktoś wcześniej napisał tacy najgorzej dostają po dupie.

28 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-08-27 18:47:28)

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
suppi napisał/a:

...czy nie powinno sie zapobiegac chorobom zamiast je leczyc? Druga sprawa jest taka, ze wiem, ze ta teria nie odnowi mojego uczucia do niego.

I to jest moj dylemat - poswiecac te wszystkie lata po to by dzieci mialy pelna rodzine i przekazywac im jakies skrzywione wzorce tego jak ma wygladac zwiazek czy rozejsc sie i ...w moim przypadku- byc szczesliwszym czlowiekiem....

A co? Masz jakąś metodę by czas cofnąć i zapobiec tej "chorobie"?
"Skrzywione wzorce" kontra rozbita rodzina... hmmm... A twoja rodzina pochodzenia jak wyglądała?
Jakoś straszne lekko przychodzi Ci dywagować na temat życia bez jednego z rodziców (w codzienności).
Bierzesz pod uwagę UCZUCIA dzieci (pozbawienie ich poczucia bezpieczeństwa chociażby)? CZY dla dzieci będą to "skrzywione wzorce" czy TYLKO dla Ciebie? Bo nie spełnisz jakiejś swojej potrzeby?
W takim wypadku WYBÓR jest pomiędzy potrzebami dzieci a potrzebą (kaprysem?) mamusi?

29

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

sorry, ale to, ze facet zajmuje sie dziecmi i domem na rowni ze mna to nie jest dla mnie jakies wybitne osiagniecie tylko ze wzgledu na to, ze ejst FACETEM. Sredniowiecz minelo, kobiety pracuja tak samo jak mezczyzni wiec mezczyzni maja pomagac w domu. A to, ze w zacofanej Polsce takie okazy zdarzaja sie rzadko i sa z miejsca wystawiane na oltarze za to, ze laskawie dbaja o SWOJE dzieci i o SWOJ dom to tylko efekt tej dziwnej mentalnosci.
Wspomnialam o tym wlansie ze wzgledu na dzieci a nie dlatego, ze uwazam, ze to wystarczy zeby faceta kochac. Oprocz takich prozaiznych rzeczy, ktore dla mnie sa normalnoscia chcialabym zeby istaniala miedzy nami jakas sfera uczuciowa i on niestety nie ma takiej potrzeby. chce zebysmy byli razem dla dzieci i po prostu boi sie tez moze zmiany. Nigdzie nie twierdze, ze to latwe zadanie i przeciez nawet nie podjelam decyzji. Dalej twierdze, ze szczesliwi rodzice to i szczesliwe dzieci, no wiec ja szczesliwa w tym zwiazku nie jestem i to widac.

30

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
suppi napisał/a:

sorry, ale to, ze facet zajmuje sie dziecmi i domem na rowni ze mna to nie jest dla mnie jakies wybitne osiagniecie tylko ze wzgledu na to, ze ejst FACETEM. Sredniowiecz minelo, kobiety pracuja tak samo jak mezczyzni wiec mezczyzni maja pomagac w domu.

no to o co w koncu chodzi o to że nie pomaga w domu czy w tym że jest niemęski ??
Przedtem skarżyłaś się że to dlatego jest dla Ciebie niemęski bo musisz organizowac wczasy, dbać o rachunki itp, zajmowac się wg Ciebie męskimi sprawami ... no przecież nie mamy średniowiecza.. jest równouprawnienie smile
coś nie wygląda to na szczere wyjasnienie z Twojej strony, przyczyn jego "niemęskości"

suppi napisał/a:

A to, ze w zacofanej Polsce takie okazy zdarzaja sie rzadko i sa z miejsca wystawiane na oltarze za to, ze laskawie dbaja o SWOJE dzieci i o SWOJ dom to tylko efekt tej dziwnej mentalnosci.

no skoro, Ty jesteś w "lepszym" świewdcie to dlaczego piszesz na forum na którym udzielają się Ci z "zacofanej częsci świata "C ?

suppi napisał/a:

Wspomnialam o tym wlansie ze wzgledu na dzieci a nie dlatego, ze uwazam, ze to wystarczy zeby faceta kochac. Oprocz takich prozaiznych rzeczy, ktore dla mnie sa normalnoscia chcialabym zeby istaniala miedzy nami jakas sfera uczuciowa i on niestety nie ma takiej potrzeby. chce zebysmy byli razem dla dzieci i po prostu boi sie tez moze zmiany. Nigdzie nie twierdze, ze to latwe zadanie i przeciez nawet nie podjelam decyzji. Dalej twierdze, ze szczesliwi rodzice to i szczesliwe dzieci, no wiec ja szczesliwa w tym zwiazku nie jestem i to widac.

W waszej rodzinbie to Ty masz problem, to tylko Ty jesteś nieszczęśliwa i źle wpływasz na dzieci.
Dlaczego nie zostawisz dzieci , męża i popłyniesz w świat szukać swojego szczęścia bez nich  ?
Czyżby tam gdzie jesteś,  również obowiązywał stereotyp jak w zacofanej Polsce - "matki Polki" ?
Przecież jesteś wyzwolona, zostaw tych którzy są szczęśliwi będąc razem ze sobą i nie wtrącaj się do nich, szukaj swojego szczęścia nie burząc ich szczęścia.

OK, czytałaś "Five Languages of Love", G. Chapman ? jakaś inna literaturę z zakresu znajdywania wspólnego języka w związkach ?

31

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
suppi napisał/a:

(jestem sfrustrowana, niemila,itd).
(...)
Ja mu o moich odczuciach sygnalizowalam dawno temu, ale to olal, stwierdzil ze wymyslam i wtedy wlasnie nie bylo zadnego wsparcia, zadnego zrozumienia. Zapamietalam bardzo dokladnie jak sie wtedy czulam i niestety teraz jestem zupelnie niewrazliwa na to co on czuje. I to sie tyczy doslownie wsyzstkiego, zlewam to, ze go cos boli, zlewam to, ze ma problem w pracy, itd..On tak robil przez 2 lata. Nie robie tego specjalnie, po prostu stworzylam sobie takie pancerz, ze nie jestem w stanie tego przeskoczyc. Nawet czasami mysle sobie, tak jak pisal ktos wyzej, ze powinnam sie postarac, pomalu budowac to uczucie, ale ten pancerz jest zbyt twardy.

Ktos wyzej pisal, zeby znalezc szczescie w samym sobie. Nie umiem tak. Otoczenie sprawia ze jestem szczesliwa.

Cieszę się, że tak to uszczegółowiłaś. Teraz jaśniej widać problem. Ten problem to niesprawiedliwość, nierównowaga w tym, co dajesz i co otrzymujesz. I oczywiście dzieje się to na poziomie nieświadomym.
Nie otrzymałaś od męża wsparcia "dawno temu", więc teraz jesteś "niemiła" i obojętna. Tak to sobie wyrównujesz, tylko że to pozbawia Cię szczęścia.
Na terapii wyjdzie to mniej więcej tak: czuję się skrzywdzona Twoją obojętnością na mnie, więc oczekuję zadośćuczynienia. I wynegocjujecie na czym to zadośćuczynienie ma polegać.
Ale można zrobić coś szybciej.
Wybacz mu.
Znajdź stronę Instytutu Radykalnego Wybaczania, pobierz Arkusz Wybaczania i wypełniaj, aż Ci przejdzie poczucie krzywdy. Wielokrotnie. Do skutku.

Z terapii nie rezygnuj. Poczytaj o metodzie ustawień rodzinnych Hellingera, może to będzie dla Was jeszcze skuteczniejsze niż tradycyjna, długotrwała terapia. A może nie.

Zaś co do poczucia bycia szczęśliwą - szkopuł tkwi w tym, na co kierujesz uwagę. Jeśli będziesz skupiona na tym, co przeszkadza Ci być szczęsliwą, będziesz się czuła nieszczęśliwa. Poszukaj tych drobnostek, które sprawiają, że uznajesz dzień za udany: smak kawy, śpiew ptaków, uśmiech dziecka, zajmujący film...

32

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?
Pyskata napisał/a:

Powodów Twojej obojętności może być milion. Terapia? Jak najbardziej.

Czy myśląc o zdradzie, masz już kogoś konkretnego na myśli? Czemu pytam... bo to by wiele wyjaśniało. Zmęczona problemami, poznajesz kogoś, kto Cię fascynuje. Pożycie małżeńskie nie do końca jest udane, więc naturalnie jesteś spragniona czułości.
Masz zbyt wiele pretensji i żalu, żeby otworzyć się na męża, więc myślisz, że ktoś (ten nowy) da Ci to, czego potrzebujesz. nic bardziej mylnego.

Przemyśl sobie tę terapię. Rozstać się zawsze zdążycie. A zdrady nigdy nie cofniesz.

Moja byla kobita po takim czasie tak zrobila...jak mowila...Zostawila mnie dla nowego....Trwa juz to kilka miesiecy ...mysle ze jak narazie jest szczesliwa...Ten nowy nie wiem...po telefonie wie ze zabral kobiete Z 2 malych dzieci...Kobieta ma zal do mnie. A ten nowy daje jej szczescie ktorego ja jej nie dalem.. dlatego bo widza sie raz na 2 tygodnie.....wydaje mi sie ze pyskata ma racje...tego juz nie cofniesz a ten typ tak ma....rutyna wczesniej czy pozniej sie pojawi...

33

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

hej
1. przychodzą kłopoty sielanka trwać nie może. ciąża. on proponuje aborcję. jaki to wpływ miało na  twoje postrzeganie męża. poddał się, nie podołał, może to tak zmieniło twój stosunek do niego.

2. jak chcesz by był bardziej męski to nie pozwalaj na 10 min zbliżenia, pokaż mu że jesteś jego kobietą i popracuj nad charcami w łóżku. doda to wam energi i może skoncentruje ku sobie

34

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

z tą dojrzałą miłością jest tak, że pojawjia się i znika. trzeba pracować. toż to dopiero wasze początki. szukaj siebie ale nie szukaj kochanków miłostek.hobby, zmiana pracy, nowi znajomi itp doda ci to energi on to wyczuje i sie naładuje. albo rzuć i licz na coś lepszego. nie każdy przeżyje super miłość, wieczną i namiętną.zbalansujesz na łożu śmierci.wasz związek jest na zakręcie. nie ma zdrad, ucieczek, kłotni wyzywań,agresji. jest na czym pracować, co szlifować.

35

Odp: rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

a....męża ktory dobrze się dziećmi zajmuje to naprawde ze świecą szukać. większość robi  cały dzień, pomaga żonm w obowiązkach domowych procent niewielki ale dzieci.... oj faceci zarobieni to do odpoczynku

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie czy trwanie dla dobra dzieci?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026