netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstać się? Próbować dalej?

7 odpowiedzi2 447 wyświetleńzałożony przez meghann, 23.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstać się? Próbować dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Rozstać się? Próbować dalej?

Witam,
Już od jakiegoś czasu wpisuję w google hasła "rozwód", "rozstanie" itp. Sama nie wiem czego szukam...

Moja sytuacja jest dość nietypowa, bo chyba oboje zamordowaliśmy nasz związek przez zaniechanie. Ale do rzeczy...
Znamy się od 8 lat, od 5 jesteśmy małżeństwem. Nie mamy dzieci. Małżonek jest starszy ode mnie o 4 lata. Już gdy poznaliśmy się kilka bliskich osób stwierdziło, że nie wróżą nam zgodnego związku. Ja jestem osobą energiczną, nawet despotyczną bym rzekła. Mąż totalnie odwrotnie. Kiedyś nie przeszkadzało mi, że nawet na zakupach spożywczych potrzebuje akceptacji każdego wyboru. Teraz to, że absolutnie w żadnej sprawie nie decyduje sam wywołuje u mnie dosłownie ból zębów.

Od kilku lat sama utrzymuję nasz dom. Mąż jakiś czas nie pracował, znajdował zajęcie, potem je tracił. Obecnie otworzył firmę, która działając od roku nie tylko pochłonęła nasze całe oszczędności ale też nie przynosi żadnego zysku (choć uczciwie należy dodać, że ostatnio zarabia na koszty stałe). Czuję się piekielnie sfrustrowana faktem, że zarabiam pieniądze, które pokrywają jedynie absolutne minimum, nie stać mnie nawet na zakup odzieży czy sprawienie sobie przyjemności. Czuję, że ja idę naprzód (awansowałam przez ten czas kilkakrotnie, zarabiam przyzwoicie jak na polskie warunki, ale po opłaceniu wynajmowanego mieszkania nie zostaje na szaleństwa). Mąż obraża się, gdy w złości wypomnę mu fakt utrzymania i cały czas dowodzi mi, że chcąc więcej okazuję, że jestem rozkapryszona i nie umiem się cieszyć tym, co mam. Jeśli chodzi o sprawy łóżkowe to przynajmniej od 2-3 lat kochamy się totalnie sporadycznie tzn.raz na dwa-trzy miesiące, dodatkowo mnie to totalnie nie sprawia przyjemności - dodam, że kiedyś było inaczej. Większość czasu spędzamy każde zajęte swoimi sprawami (praca, komputer, telewizor, prace domowe) praktycznie ze sobą nie rozmawiając. Mąż kilka godzin dziennie gra w jakieś głupie gry komputerowe, a gdy zwracam mu uwagę mówi, że ograniczam i terroryzuję. Nie chcę, żeby to brzmiało tak jakbym siebie wybielała, bo wiem że nie jestem łatwym partnerem (lubię wszystko robić po swojemu, mało mówię o uczuciach, nie bardzo umiem je okazywać) ale czuję, że mąż się nie stara. I to nie jest tak, że ja mu nie mówię, czego oczekuję. Niedawno przeprowadziłam nawet poważną rozmowę, ze wspomnieniem o tym, że nie widzę szans na taką egzystencję dalej  i otym, że musi się poprawić. Nie była to zresztą pierwsza "moralizatorska" pogaduszka z mojej strony - zawsze w kilka dni po takim "wypruwaniu flaków" sytuacja się poprawiała. A potem równia pochyła....
Czuję się po prostu samotna w małżeństwie. Mąż był moim pierwszym poważniejszym facetem i pierwszym partnerem łóżkowym i fakt, że tak miernie i miłości i w łóżku ma być dalej, aż do końca mnie w tej chwili przeraża...
Najgorsze jest to, że w mojej pracy pojawił się facet, którym się zauroczyłam - nigdy do niczego nie doszło, nawet nie wiem czy to jest wzajemnie. Staram się nie prowokować niczego, bo to trochę nie fair, ale myślę że sam fakt, że pojawił się ktoś, d kogo (nawet platonicznie) czuję coś więcej oznacza, że to chyba już koniec...
Biję się z myślami, szczególnie że kiedyś zaplanowaliśmy, że mniej więcej w tym czasie zaczniemy starać się o dziecko. Tyle, że ja nie chcę dziecka, jeśli mój mąż obecnie poproszony o wyjście do sklepu, który jest 100 m od bloku trzaska drzwiami i obraża się, mówiąc ze go głowa boli i nigdzie nie pójdzie. Każdy domowy obowiązek (poza gotowaniem, zakupami i myciem toalety, które należą praktycznie tylko do mnie) musi być skrupulatnie podzielony na pół i jeśli to nie jest męża kolejka to nie ma przeproś, on danej rzeczy nie zrobi.
Czuję, że jeśli tak dalej się to wszystko potoczy to w końcu trafi się ktoś, kto sprawi że pożądanie/uczucie będzie silniejsze od uczciwości.
Najgorsze jest to, że mąż po poważnej z rozwodem w tle stwierdził, że on nie rozumie mnie, kocha mnie nadal i postara się żeby było lepiej. Tyle że wcale się nie stara.... Nic się nie zmieniło, mimo że wywaliłam wszystkie swoje bóle. Już nie wiem co robić. Chyab nie da się nikogo zmusić do walki? Ale najgorsze jest to, że on nic nie chce zmieniać, ale puścić mnie wolno też raczaj nie.


Uffff, wywaliłam wszystko co mi na sercu leży - proszę o jakieś mądre rade, bo ja "jestem na zakręcie" i czuję się totalnie bezradna.

2

Odp: Rozstać się? Próbować dalej?

Moim zdaniem nie pasujecie do siebie - Ty masz ambicje, rozwijasz się, dążysz do poprawy sytuacji materialnej, a mąż zamiast rozwijać firmę (bo założyć firmę to jedno i każdy to potrafi, a utrzymać to drugie), która praktycznie nie generuje zysków, godzinami gra w gry komputerowe - marny z niego przedsiębiorca. Nie jesteś rozkapryszona, życie nie polega na tym, żeby zadowalać się tym, co jest i stać w miejscu, ale żeby osiągać coraz więcej. Nie ma sensu moim zdaniem planować w takiej sytuacji dziecka, bo nie dość, że nie dacie rady finansowo, to jeszcze obrażalski mąż pozostawi Cię samą z opieką nad dzieckiem. Nie patrz na słowa męża, ale na czyny. Skoro wiele razy obiecywał i nic de facto nie zrobił, będzie już tylko gorzej. Być może nie chce rozwodu, bo nie dałby sobie rady finansowo, skoro opłaty pokrywasz jedynie Ty sama.

3

Odp: Rozstać się? Próbować dalej?

Skoro próby nie przyniosły żadnego rezultatu to po się dalej męczyć z takim facetem?

4

Odp: Rozstać się? Próbować dalej?

Nie męcz się dłużej z kimś takim. Pamiętaj, że to twoje życie i powinnaś przeżyć je najlepiej jak potrafisz z mądrym i fajnym człowiekiem u boku.

5

Odp: Rozstać się? Próbować dalej?

Wybierzcie się na terapię dla małżeństw. Łatwo jest podjąć decyzję o rozejściu się, ale nie zawsze jest to słuszna droga. Być może potrzebujecie wskazówek ze strony specjalisty, który ukierunkuje Was na to, jak powinniście postrzegać swoje potrzeby, przerobić błędy i nauczyć się rozmawiać ze sobą.

6

Odp: Rozstać się? Próbować dalej?

Jak w nazwie polskiego dobrego zespołu Stare Dobre Małżeństwo... koty drzeć musi.
Różne są nasze cechy osobowości. Jedni z nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki. Słynne: "ty znowu, ty zawsze, ty nigdy..." powstają najczęściej na bazie emocji. Na emocjonalność może nakładać się szybkość reagowania. Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Jedni z nas są bardziej wojowniczy, drudzy ? ugodowi. Jedni bardziej towarzyscy, inni ? separatywni. Jednym z nas jest łatwiej, a innym trudniej podjąć rozmowę ? On nie jest winny, tylko on jest inny ? On inaczej przeżywa niż ja. I ja tego nie zmienię. Mogę tylko zmienić mój własny sposób reagowania. Mamy wrodzone cechy osobowości, które są nam dane, ale i zadane równocześnie. W jednych poczucie zranienia zalega długo i trudno im zapomnieć, przebaczyć. Oni szczególnie powinni pamiętać, by ?urazy chętnie darować?. Wszystko są to cechy naszej osobowości, których predyspozycje przynosimy ze sobą na świat w genach.
Na trudności we wzajemnym porozumieniu w małżeństwie warto popatrzeć nie tyle od strony, że ten drugi jest winny, ale także, że ja nie potrafię reagować z miłością. Dlatego nad cechami osobowości, które są dane i zadane, warto pracować. Na tkwiących w nich szansach budować porozumienie, a pracować nad skłonnościami, które to porozumienie utrudniają.  Niech to nam pomoże nie tylko pokonać ciche dni, ale w ogóle popatrzeć na nowo na budowanie porozumienia w małżeństwie. Chodzi o to, że musimy przepracować w sobie w jaki sposób kształtujemy w sobie nasze pierwotne cechy osobowości. One nie są same w sobie ani dobre ani złe. Dobre lub złe jest dopiero to, co z nimi zrobimy. Jeżeli widzimy, że druga strona konfliktu ? mąż, czy żona ? podsyca, jak się nam zdaje swoje ?niedobre? skłonności, to popatrzmy na siebie: czy sami nie budujemy naszej postawy na własnych ?złych? skłonnościach. Jeżeli sami mamy skłonności do długiego trzymania uraz, zauważmy, że przeciąganie cichych dni nie jest naszą ?słuszną? decyzją, tylko raczej objawem własnej niedojrzałości osobowościowej. Zauważmy jednak, że jeżeli współmałżonkowi jest trudno i ?trzyma w sobie? dajmy mu spokój, tylko życzliwą postawa ułatwmy mu szybsze wydobycie się z tego zaułka. To jest problem odpowiedzialnej postawy każdego z nas za współmałżonka.

Warto, aby popatrzeć krytycznie na siebie. Przyjrzeć się swoim wadom i zaletom, szansom i zagrożeniem swojego temperamentu, swoich cech osobowości. Odkrycie słabości we własnym sposobie reagowania, odkrycie budowania własnych niestosownych reakcji na ?niewątpliwe winy? i ?złe cechy? współmałżonka, jest wystarczającym argumentem, by samemu pierwszemu dążyć do zgody, a nie wymuszać swoich racji. A jeżeli współmałżonek nie jest do tego jeszcze gotowy, to nie dlatego, że jest ?zły?, ale być może dlatego, że jest bardziej emocjonalny i ma predyspozycję do długiego trzymania w sobie przykrych emocji. Skłonność do długiego trzymania w sobie uczuć przy innej okazji może wykorzystać w bardzo dobry sposób, teraz jednak ma takie trudności z darowaniem urazy. To ode mnie zależy, czy pozwolę mu na to, czy też swoją wojowniczość wykorzystam w zły sposób, przeciwko niemu. Nie miejmy więc satysfakcji, jeżeli współmałżonek nas pierwszy przeprosi. To może być pozorne zwycięstwo, a może nawet własna porażka, bo nie udało się samemu pierwszemu wyjść ze swoich emocjonalnych i wojowniczych okopów. Niewątpliwie ten, kto pierwszy przeprasza, niezależnie od wagi win i błędów, wykazuje się pełniejszym przepracowaniem w sobie cech temperamentu.  Impuls do przeproszenia może wynikać z własnych predyspozycji psychicznych, z pogłębionej dojrzałości osobowości przepraszającego. Ważne jest, byśmy naprawdę wrócili do siebie pojednani. I żeby to pojednanie było trwałe, a ono też zależy od własnych predyspozycji i pracowania nad nimi...

Nowy obiekt westchnień to sabotażysta Waszego związku a przynajmniej Tobie na teraz torpeduje "różowymi okularami" chwilowego zauroczenia osobę Twojego męża.

Reasumując...
Gdy rozjezdzaja sie wizje spojnosci zwiazku poprzez braki tego znaczacego czynnika trwalosci zwiazku jakim jest nie tylko seks, to moze trzeba partnera wziąć za "wszarz" usadzić i zacząć rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Nie pozwolić sobie wyjść, można się złościć, krzyczeć, płakać, ale rozmawiać bez owijania w bawelne - nie mylic z posciela. Niech to nie będzie - na poczatek - godzinna rozmowa przy butelce wina lub bardziej wyskokowych trunkach... po co od razu skakac na boki i utrudniac wyjscie partnerowi z domowych pieleszy, poprzez "rozrastajace sie poroze".
Niech trwa ona calymi dniami, miesiacami a nawet latami, bo jakos to trzeba na wzor zakonczenia jak w seksmisji zbudować od podstaw. Potrzeba nawet ta wyzszego rzedu zaspokojenia potrzeb jest w koncu matka wynalazku. Po cos bylo w koncu rozdawane przez tego siwego Pana u gory stosowne "oprogramowanie" do tego czterordzeniowego procesora, ktory kazdy z Nas nosi pod czuprynka, zwane nie inaczej jak wlasnie rozmowa.
Zamiast wysylania jemu sygnalow po indiansku dymkiem, morsem czy Brailem, ze Ci to jej zachowanie "nie pasi", jest passe zamiast trendy, to usiądź i pogadaj w 4 oczy z nim, wykladajac bez pardonu kawe na lawe.

Czegoś takiego jak własnie ROZMOWA uczą Nas jak wiesz już od małego, ale jak widać nie każdy potrafi zrobić z tego właściwy użytek i szuka drogi wyjścia z kryzysu na skróty... i zabawne jest jak bardzo często jesteśmy egoistyczni - będąc w związku.
Jasne jest też to, że trendy jest teraz lecieć i wymieniać partnera na nowy model niż siąsć przy kawie i szczerze porozmawiać w 4 oczy, co nas boli i podcina skrzydła w związku.

Widocznie tak bardzo na pewnym etapie malzenstwa staralas sie nie byc postrzegana jako obiekt seksualny - i nie tylko - dla swojego slubnego, ze teraz w ogole - Twoim zdaniem - Cie "nie widzi". Tęsknotą za fascynujacym Cię kochankiem szukasz sposobu, jak to zrobic bezbolesnie, by przykuc meza do krzesla elektrycznego i dac czadu na full, bo moze wtedy Cie dostrzeze i zobaczy. Blad, On Cie widzi caly czas, tyko Ty tego nie dostrzegasz, poprzez urojone motylki.
A taki seks na boku nie ma tylu walorow ile mu sie przypisuje. Seks przy zdradzie w malzenstwie jest juz mocno przereklamowany. I w rezultacie Twoj maz bedzie wiedzial kiedy Wasz zwiazek stal sie trupem, ale dalej nie bedzie wiedzial dlaczego.

Terapia małżeńska owszem jest wskazana, osobno też. Zwłaszcza, że Twój mąż wykazuje już uzależnienie nie od alkoholu a od komputera... a Ty jako ta analogicznie współuzależniona wyżywasz się na Nim, zmuszając Go do zerwania z "nałogiem". Nie od tej odwłokowej strony droga.
Poradnik o przewrotnym tytule "nieporadnik małżeński" Jerzego Grzybowskiego, zalecam poczytać smile

7

Odp: Rozstać się? Próbować dalej?

Ja rozumiem, że rozmowa jest podstawą rozwiązania problemu, tyle że rozmów - i to w różnym tonie od rozpaczliwych z płaczem itp. do spokojnych było kilkadziesiąt.  Nie wiem gdzie jest ta granica, po której można powiedzieć, że to już koniec i zrobiło się wszystko.
Bo chyba bez sensu żyć razem, ale być totalnie nieszczęśliwym? Bo " do tanga trzeba dwojga" i to obie osoby muszą się starać.
Wczoraj po raz kolejny długo i w sumie spokojnie rozmawiałam z nim. On stwierdził, że ja przesadzam i, że owszem mamy problem, ale ja go wyolbrzymiam. Dodał też, że "widziały gały co brały" - no cóż, gdy poznaliśmy się ja miałam 20 lat i na pewno byłam inna, ale i on zachowywał się inaczej. Nie łudzę się, że po 8 latach razem wciąż będzie taka chemia, motyle i te sprawy, ale w sumie nie potrzebuję tego. Wolałabym po prostu wiedzieć, że mam na kogo liczyć i od czasu do czasu poczuć, że jemu też zależy i też się stara. Usłyszałam też, że mi to chyba chodzi o to, żeby zostać samej z mieszkaniem (czekamy na odbiór, ja sama spłacam kredyt, on się do niego NIC nie dołożył, zresztą mieszkanie formalnie również jest tylko moje) i chcę się ustawić na resztę życia.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstać się? Próbować dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026