Byliśmy razem 3 lata, 2 lata już razem nie jesteśmy, nie mamy kontaktu od roku, od roku on też jest z kimś. Ja jestem sama. Z początku miałam większą siłę niż później, ponieważ z początku jeszcze miałam w głowie te wszystkie kłótnie, jego zachowanie, wiedziałam, że musi się to skończyć, bo inaczej w zyciu będę nieszczęśliwa. Później zacierały się złe wspomnienia, zostały te dobre i miałam dużo wątpliwości. Nie widziałam go już długo, niby co z oczu to z serca. Nie utrzymuję kontaktu ze starymi znajomymi, bo bolało mnie to jak ktoś mi coś o nim mówi, jak wspominał co było między nami. To była naprawdę wielka miłość. Tak wielka, że nie znam drugiej takiej. Do czasu... Bywało mi ciężko bez niego, ale z nim też mi było. Ja jestem osobą ambitną, uczciwą, on jest takim leniem, obibokiem, nie pracował, kilka razy zaczynał studia i nie kończył, był na utrzymaniu rodziców. I powiecie, że widziały gały co brały. Nie. Jak go poznałam był inny, pracował, był kochany, pomocny, cudowny, idealny. Później był zupełnie innym człowiekiem. To mnie strasznie zniechęcało do niego, wiedziałam, że nie mogę spędzić z kimś takim życia, ponieważ mamy inne cele, priorytety, wartości. Powtarzał mi, że po mnie nie będzie z nikim. Że będzie sam. A znalazł. Jak mnie to denerwuje, że on zniszczył to, co było takie piękne i szybciej odnalazł szczęście niż ja. Od rozstania nie było dnia, żebym o nim nie pomyślała. Jestem takim typem, co musi mieć chyba kogoś w glowie ciągle. Myślę codziennie o tym, że chciałabym z kimś być to i pojawia się on w myślach. Nie wiem czy to normalne. Bez jakiś większych emocji już, nie marzę, nie tęsknię, przecież już chyba nawet nie pamiętam jak wygląda. To jest niesprawiedliwe, że on jest z kimś, a ja nadal samotna. On już pewnie nie pamięta o moim istnieniu, a ja dumając nad moim nieudanym życiem miłosnym myślami wciąż do niego powracam. Nie zazdroszczę ludziom niczego poza miłością. Sama myślę, jakie miałam kiedyś szczęscie, że jej doświadczyłam. Chciałabym z kimś być, kochać i być kochana. To jednak chyba zbyt wiele... Kiedy przyjdzie na mnie czas i czy w ogóle?
I tutaj mam do Was pytanie: Ile czasu byliście z kimś? Ile czasu później byliście sami? Ile macie lat? Czy tą następną osobę potrafiliście pokochać równie mocno bądź bardziej? Ja się boję, że tego pięknego uczucia już nie powtórzę. On nie był moim pierwszym chłopakiem, ale tej miłości do wcześniejszej nawet nie można porównać, kochałam po prostu nad życie. Z wcześniejszym byłam półtora roku i pół roku sama. Wiem, że wiele osób po rozstaniu szuka takich statystyk, różnych historii, może komuś też się przyda Wasza odpowiedź. Pozdrawiam!