Nie mogę spać, bo strasznie mi smutno, więc postanowiłam tutaj napisać. Może Wy pomożecie spojrzeć na cała sprawę z dystansem i w końcu odpuścić sobie po całości.
No więc tak: rok temu poznałam chłopaka. Zagadałam do niego przez neta i tak jakoś przypadliśmy sobie do gustu. Byliśmy razem na kilku randkach, ogólnie było fajnie. Po jakiś dwóch tygodniach chłopak powiedział mi jednak, że chciałby, żebyśmy zostali znajomymi. Zgodziłam się i nie wnikałam w to, dlaczego, itd. Dla mnie to po prostu było zbyt krótko, żeby stwierdzić, czy ja chce czegoś więcej czy nie. Dodam, że mam bardzo niewielkie doświadczenie w tych sprawach i zwyczajnie nie wiedziałam jak się zachować wówczas. Było mi przykro, ale nic nie powiedziałam. Spotykaliśmy się więc na stopie koleżeńskiej przez cały czas. Ja później poznałam innego chłopaka, z którym byłam parą przez kilka miesięcy. Dlaczego? Pewnie się domyślacie. Pewne komórki w mózgu zaskoczyły i zrozumiałam, że zakochałam się jak nastolatka w owym koledze. Nie pozostało mi zatem nic innego jak zerwać z chłopakiem, którego darzyłam uczuciem,jednak nie takim, na jakie on zasługiwał. Nie chcąc go oszukiwać, powiedziałam mu prawdę i rozstaliśmy się w zgodzie. Wracając do mojego kolegi. Otóż nasza znajomość z czasem stawała się coraz bardziej trudna, kłóciliśmy się, przepraszaliśmy, godziliśmy i na nowo to samo. Nasze nieporozumienia były w sumie głupotami, ale brały się z wzajemnego braku doświadczenia, niedojrzałości, trudnych charakterów. No i podejrzewam, że momentami bywałam zbyt zaborcza, chciałam go na wyłączność, a on tego nie rozumiał. Wtedy się odsuwał. Teraz to już wiem, ale wcześniej traktowałam takie spostrzeżenia, jakby ktoś Amerykę na nowo odkrył:) A nie mogłam się wtedy odważyć, żeby wyznać mu, że coś czuję do niego. Jakoś uważałam, że to nie miałoby sensu. W końcu nasze relacje się bardzo ochłodziły, na tyle, że odzywaliśmy się do siebie, z raz na miesiąc, to samo ze spotkaniami. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że albo się kolegujemy normalnie albo lepiej wcale, bo takie olewanie nie ma sensu. Chłopak się obraził, kontakt urwał. Żałowałam, że tak się stało, ale sama już nie wiedziałam, co robić. Po jakimś czasie spotkaliśmy się przez przypadek na imprezie. Ja wciąż byłam zła, za to, że nie stać go było na to, żeby w końcu otwarcie porozmawiać, powiedzieć, co komu leży na wątrobie, że albo niech zupełnie da mi spokój, a nie takie gierki bez sensu, branie na czas,itd. Byłam dość niemiła dla niego. Przeprosiłam za to później, bo wydało mi się strasznie gówniarskie, ale to i tak nic nie zmieniło. Był kontakt,ale sporadyczny. Jednak wszystko zostało takie niepowiedziane, takie nijakie. Ja w końcu wyjechałam na jakiś czas, o czym on nie wiedział. Wiecie jak to jest, że jak myślicie, że już po wszystkim, zaczynacie myśleć i żyć zupełnie innymi kategoriami, tu nagle wyrasta ta osoba jak z podziemi? No to właśnie tak było. Gotowało się we mnie i to mocno. Po powrocie stwierdziłam więc, że tak nie może być. Ze trzeba to załatwić w końcu. Spotkaliśmy się, było zupełnie jak na początku, gdy się poznaliśmy. W końcu doszliśmy do porozumienia i znów zaczęliśmy wspólnie spędzać czas, normalnie widywać, rozmawiać. W końcu pojawiła się fizyczność z obu stron. Ja nie wytrzymałam i go pocałowałam, wyznałam, że z mojej strony coś jest więcej. On zaś przyznał, że czuje do mnie tylko pożądanie. No i koniec bajki. Przestał się odzywać, a ja się już nie narzucam. Wiem, że opowieść długa, dla niektórych pewnie nudna a może i śmieszna, ale mi jest naprawdę przykro. Bo zastanawiam się po prostu po co to wszystko było, skoro koniec jest taki beznadziejny. Poradźcie co robić, jak to wszystko traktować, rozumieć? Jak zapomnieć i iść do przodu? Jak Wy widzicie tą cała sytuację? Pozdrawiam i szczerze pomóżcie, bo ja mam już dość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że uczucie do drugiej osoby może trwać tak długo...bez celu...
Podobne tematy
2 2013-08-13 01:32:27 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2013-08-13 01:34:06)
Jak to CO ...
On widzi w Tobie jedynie koleżankę. Atrakcyjną - ale jednak tylko koleżanke. W dodatku się do tego przyznał.
Nie możesz więc wymagań od tej relacji nic więcej niż od zwykłego kolegi - grał od początku w otwarte karty.
Tobie zaczęło zależeć - więc tym samym zaczęłaś oczekiwać.
Co robić? Masz dwa wyjścia.
Albo się zdystansuj (i przestań liczyć na cokolwiek) - jeśli nie chcesz tracić kolegi, albo zerwij znajomość.
Do "czegoś więcej" nikogo się zmusić ani nakłonić nie da.
On widzi w Tobie jedynie koleżankę. Atrakcyjną - ale jednak tylko koleżanke. W dodatku się do tego przyznał.
Mylisz się on widział w niej "deskę", którą chciał przerżnąć i tyle. Po co tu filozofie dorabiać? ![]()
4 2013-08-13 21:03:09 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2013-08-13 21:06:26)
Przykro mi to stwierdzać, ale tak chyba właśnie było. Głupie to strasznie, wiem, ale czuje się okropnie,bo my nie znamy się kilka tygodni, tylko ponad rok. Gdyby to były początki znajomości, nie zawracałabym sobie nim głowy. Ale po dłuższym czasie ciężko jest taką smutną prawdę zaakceptować. Dzięki, że mówicie wprost jak jest z Waszego punktu widzenia. Człowiek czasem mimo faktu,że widzi jakieś tam sygnały, to i tak w ostateczności pozostaje ślepy, gdy w grę wchodzą uczucia.
Moim zdaniem powinnaś zerwać, wykasować jego numer e-mail, zdaję sobie sprawę że to nie łatwe, bo nadal czujesz.
Nie staraj się zostać jego znajomą, koleżanką, przyjaciółką, bo jednak będziesz patrzeć na niego oczami zakochanej kobiety, a dla niego nie będziesz niczym więcej niż koleżanką. Po co zatem niepotrzebnie karmić nadzieję?
potwierdzam , lepiej zerwać znajomość..ja też borykam się z podobnym problemem, tyle że koleś raz twierdzi że jestem dla niego ważna i zależy mu na mnie, a raz pokazuje że chodzi mu o jedno. Najgorsze jest to, że gdy ja już sobie poukładam w głowie wszystko i nie chce kontaktu, nie odzywamy się do siebie miesiąc, dwa, to nagle on jakby nigdy nic wyrasta i zachowuje się jakby nic się nie stało i mnie kompletnie rozwala znowu
Nie wiem na czym stoję i nie wiem czego on oczekuje. Dlatego moja rada to się odciąć bo ile można się męczyć? To trudne ale do zrobienia..
7 2013-08-22 22:28:09 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2013-08-22 22:30:01)
No więc tak: staram się jakoś wyjść z tego z twarzą. Wspomnienie tamtej sytuacji, nie należy do najprzyjemniejszych. Choć po tym całym zdarzeniu widzieliśmy się i ku mojemu zdziwieniu było całkiem na luzie. Ale teraz nie widujemy się. On co prawda odezwał się, ale wiecie na zasadzie "Co słychać?" i to by było na tyle. Ja owszem odpisałam, bo mimo wszystko nie potrafię tak ludzi ignorować. Być może to akurat moja słabość. W każdym razie niczego nie proponuję, sama nie piszę i nie narzucam się. Liczę na to, że zwyczajnie któregoś dnia się obudzę i stwierdzę, że najzwyczajniej w świecie mi przeszło;) No i na szczęście ostatnio miałam się czym zająć, żeby choć na chwilę oderwać myśli od tej beznadziejnej sytuacji...
SexyLady02 doskonale Cię rozumiem, ale nie rozumiem takiego podejścia faceta.. Traktuje Cię jak zabawkę..
Życzę Ci aby Ci przeszło bo szkoda czasu na kogoś takiego.
9 2013-09-03 23:54:36 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2013-09-03 23:55:50)
Muszę się z Wami podzielić pewną sprawą odnośnie tego kolegi, bo strasznie się wkurzyłam. Nie daje mi to spokoju. Mam nadzieję, że mi rozjaśniacie co nieco. Otóż jakiś czas temu, jeszcze zanim wyznałam mu co czuję, owy kolega poprosił mnie o przysługę. Ja nie podjęłam wówczas żadnej decyzji, bo zwyczajnie potrzebowałam czasu, żeby się zastanowić. No a poza tym jakoś byłam trochę wycofana, żeby ot tak mu zaufać. W końcu kilka razy mnie zawiódł wcześniej. No, ale po tym jak dałam szansę, żeby na nowo coś zbudować, to obiecałam, że pomyślę. W sumie nie było nic do stracenia. No i tak sobie myślałam, co zrobić, widywaliśmy się, wszystko fajnie. Po tym jak, powiedziałam mu o swoich uczuciach, już mówiłam, przestaliśmy się widywać, czemu się nie dziwiłam specjalnie, choć wesoło mi nie było. Jednak co jaki czas się odzywał, no i za jakiś czas on po tym wszystkim zapytał co z tą prośbą. Jakoś specjalnie nie nalegał. Mimo tego ja wtedy zbaraniałam, bo myślałam, że to już nieaktualne. No tak nie było. Odzywał się przez ostatnie tygodnie, z zapytaniem co tam u mnie, no i w końcu ostatecznie spytał co zdecydowałam. Ja dałam do zrozumienia, że jestem skłonna się zgodzić, tak po koleżeńsku, ale pewności jeszcze mu całkowitej nie daję. Potem okazało się, że w tym samym czasie szukał kogoś, tak w razie co, o czym sam mi powiedział. Według jego relacji, nie znalazł. Autentycznie mnie zatkało i już nic nie powiedziałam na ten temat, bo niby co? A on już więcej nie pytał czy się zgodziłam ostatecznie, jakby to już nie obchodziło go w ogóle.
Weźcie mi coś podpowiedzcie, bo ja nie wiem czy to on jest chory na głowę czy ja, czy oboje.
Ehh czyli jednak takich facetów jest więcej..;/
On jest chory na głowę i albo ma problem ze sobą, albo jest tak wyrachowany..szkoda żebyś się denerwowała i przejmowała..nie warto. Myśli, że będziesz na niego wiecznie czekać?
11 2013-09-04 22:26:51 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2013-09-04 22:29:04)
Widocznie takich egzemplarzy chodzi sporo po tym świecie:( Ja nie wiem już co mam sobie myśleć. Nie wiem czego on w ogóle ode mnie chciał teraz, zakpić sobie? Nie mam bladego pojęcia. Jeśli tak, to mu się udało. Nie jest jednak fajnie obserwować, jak ktoś, kogo darzy się ciepłym i szczerym uczuciem, postępuje w ten sposób. Jego zachowanie bardzo mnie rani. Wiem, że on nie czuje tego, co ja, rozumiem i szanuje to. Nie próbuje o niego walczyć, bo nie widzę sensu. To co widzę, nie pozwala mi jednak przejść tak obojętnie. Bo jak można tak traktować drugiego człowieka? Żaden wcześniejszy facet, którego poznałam nie był taki nigdy dla mnie i ciężko to przyjąć do wiadomości. Nie chciałabym nigdy przez niego stać się taką podłą i wyrachowaną suką dla przyszłego partnera.
Zajrzałam na forum, bo mam starszny mętlik w głowie. Moja sytuacja idealnie odzwierciedla tytuł-ani kolega ani chłopak. Mam nadzieję, że może mi powiecie o co chodzi, bo ja sama nie wiem. Uprzedzam, że to długa, skomlikowana i nużąca historia
Może troche naświetle ogólnie sytuacje. Poznliśmy się z kolegą 2 lata temu, jest to kuzyn siostry chłopaka, postanowili nas ze sobą wyswatać, nasza znajomośc od razu była na ten tor ukierunkowana. W tym samym czasie on poznał swoją dziewczynę, która mieszka na drugim końcu Polski. I w sumie można by powiedzieć poznawałyśmy sie z nim równolegle. Znając go z opowieści, wiedziałam, że lubi przebywać w towarzystwue dziewczyn i grać na dwa fronty, ale myślę sobie -ok, nic sie przeciez nie dzieje. Kwestia jest tego typu że zaczęliśmy dużo ze sobą rozmawiać, pisać na początku-jest z innej miejscowości, ale później były też spotkania w realu. Lubiliśmy się ze sobą "droczyć" i jego styl rozmawiania ze mną, przynajmniej w moim odczuciu wskazywał na to, że jest mną w jakiś sposób zainteresowany, a jesli nie to było na zasadzie naprawde dobrego kumpelstwa (wciąż w tym czasie była już ta inna, ale dla niego na samym początku była ona "jest bo jest") Mieliśmy nocki filmowe, razem spaliśmy, w sumie bardziej przegadane niż pooglądane, później było na etapie zeby drapać go po plecach itp (wiem, nie jestem naiwna żeby myśleć, że jak mam go drapać tojest coż poważnego, ale jeśli nie, no to na pewno dobra znajomośc. a jesli dobra znajmość, to nie rozumiem dlaczego mnie tak traktuje.) Dodam że specjalnie nie jestem doświadczona w sprawach damsko-męskich choć nie wiem czy ma to znaczenie. Na samym początku pisaliśmy ze sobą codziennie po kilka godzin. Z czasem zaczęło się to zmieniać, i później normą było pisanie do mnie powiedzmy tydzień cały czas poczym później nagle puff nie odzywa się przez dajmy na to miesiąc, później ja sie odzywam, rozmaiwa ze mną normalnie, dalej tym samym stylem jak cały czas, widzimy się, odzywa się jakiś czas i znowu nagle puf nie odzywa się kolejny miesiąc,dwa. Tak to wygląda do tej pory od 2 lat. Kwestia jest tego typu ze teraz bardziej sie znamy bo więcej ze sobą przebywaliśmy niż kiedyś. Z nikim tak dobrze mi się nie rozmawia. Wiem, długi wstęp, ale przechodzę do sedna.. Ostattnio, Po 1,5 miesiącu nieodzywania się przez niego do mnie w końcu nie wytrzymałam i napisałam do niego. Jak mi odpisał to pisał już do mnie codziennie przez jakiś tydzień. Miał wolną chate i powiedział że w sumie moge do niego przyjechać na tyle na ile będę mogła. Przyjechałam do niego na nocke to na następny dzień od razu chciał sie mnie pozbyć, oczywiście nie powiedział mi tego wprost ale to widziałam. Dał mi osobną kołdrę czego nigdy nie robił bo zawsze siedzieliśmy pod jedną.To nie jest to, że go zaczęłam nagle denerwować, znamy się długo, rozmawiamy przez skypa, wie jaka jestem. Wróciłam do domu- nie odzywa się. Myślę ok, ja też nie będę. Ale tak się złożyło że za 2 dni była impreza w tej miesjowości gdzie on mieszka, wiec zadzwoniłam do niego czy mozemy tam przenocować właśnie z siostrą i jego kuzynem. powiedział ze ok jasne nie ma sprawy. pojechaliśmy tam, poszliśmy zostawić swoje rzeczy u niego, a on tylko nas wpuścił do domu oswiadczył ze wychodzi,w ogóle sie ze mną nie przywitał, słowem się do mnie nie odezwał, a swojemu kuzynowi(najbliższemu, jedna z najbliższych jego osób, z którą też długo nie rozmawiał bo mieszka teraz gdzie indziej a jeszcze nie tak dawno sie mocno ze sobą kumlowali) podał tylko reke i powiedział suche "czesc". Wkurzyłam sie i stwierdziłam-ok nie bede sie odzywała do niego. poejchał gdzieś z kolegą, a później pojawił sie tam gdzie my byliśmy. rozmawiał z moją siostrą, kuzynem, ale nie ze mną. Pożniej jak podszedł to mu odpowiadałam zdawkowo, prawie wcale. Pozniej znowu poszedł do kolegów. Pozniej troszke już był podpity, ale ma mocną głowe wiec ogarniał, wrócilismy wszyscy do jego domu. Tamci poszli spać, my włączyliśmy film ale w sumie też zasnęliśmy od razu, przynamnije on. Ja nie spałam. Przytulił sie do mnie raz choc pewnie tego nie wie. Spaliśmy tak blisko siebie ze czułam jego oddech na karku, choć to nie pierwszy raz, rano sie obudziliśmy i było normalnie-zachowywał sie ok, żartowalismy i w ogóle. Wróciłam do domu i od 4 dni nic. koniec.
wiem ze namieszane, ale dodam jeszcze że od początku byłam świadoma że ma dziewczynę, ale rozmawiając ze mną zachowywał się tak jakby jej nie miał. stworzył pozory, a we mnie wzbudzał powoli nasilającą sie nadzieje choć próbowałam tak do tego nie podchodzić. Oprócz tego, ze tak sie zachwywał jakby jej nie miał to moim zdaniem on właśnie sie tak po części czuł, cały czas słyszałam ze cos nie bardzo, nie dogadują się, ze ona jest w rezerwie, ze ma jej dość, ze jak nie ta to inna, (oczywiście on mi tego nie powiedział) lecz wciąż z nią nie zrywał a ją przynajmniej w moim odczuciu porabiał, bo flirtował ze mną
. najlepsze jest to, ze raz pwiedział, ze dla niego jest to skończone, a dla niej nie i sie zaczął śmiać (też nie mi to powiedział). a ona o tym wiedzieć nie mogła, bo skąd. na początku o niej mi mówił a później zaczął omijać jej temat, mówił ze idzie np gdzies z kolegą a sie okazuje ze ona tez tam była, wrócił od niej kiedyś, nawet o tym mi nie wspomniał jak rozmawialiśmy, a zawsze opowiadał przynamnije ze był. . w każdym razie, okazało sie że zerwał z nią tej nocy kiedy sie do mnie przytulił na chwile śpiąc.
nie wiem co mam robić, czy całkiem zerwać kontakt, jeśli sytuacja mnie przerasta, czy pogodzić się i zachowywać się tak, jakby nic sie nie stało, a ja nic nie czuje. Nie odzywam się, ale boje sie ze pekne i napisze bo nie moge wytrzymać, zawsze tak jest, a mam wrażeine ze on jest tego świadomy ze jak on nie napisze to i tak ja to w końcu zrobie więc czeka. Ponadto nie chce tracić takiej znajomości. Wszystkie opcje wydają mi się teraz bezsensu, cokolwiek nie zrobie będzie bolało. A mu za łatwo wszystko przychodzi.
Mówi mi ze nie pije piwa, a pije, że nie przeklina, a przecież słysze ze sie przy mnie (w ogóle przy dziewczynach ponoć) hamuje ale on twierdzi że nie. z e-papierosem jest to samo, pwiedziałam mu ze jest uzależniony to pwoiedział mi ze nie i mówi, dobra już odstawiam.. po co mówi coś, żeby ustawić sie w lepszym świetle skoro ma mnie gdzieś?
wiem, strasznie chaotycznie, mam nadzieje ze ktoś dotrwał do końca ![]()
13 2013-09-10 17:37:31 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2013-09-10 17:38:13)
No więc dziś mogę już z całą pewnością powiedzieć,że chłopak, o którym pisałam nie był mnie w ogóle wart. I tak, nie nadawał się ani do związku ani do przyjaźni. Wiem, że dla wielu osób to nic odkrywczego, ale dla mnie owszem. Po tym jak nic nie wyszło z ów przysługi, kolega zwyczajnie w świecie mnie olał i przestał odzywać. Po tym zachowaniu zrozumiałam, że przez cały ten czas z naszej znajomości chciał jedynie czerpać korzyści, był interesowny, a wszelkie przejawy jego sympatii w moją stronę to była manipulacja i zwykłe kpiny po prostu. No cóż przykre to wszytko, jakoś się pozbieram. Może lepiej, że wiem o tym teraz niż miałoby dojść do czegoś więcej, po czym taka niespodzianka z jego strony. Pozdrawiam i radzę od razu trzymać się z daleka od takich typków, co to nie wiadomo o co im chodzi:)