netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zraniona już kilka razy... i co dalej?

13 odpowiedzi6 768 wyświetleńzałożony przez limona, 08.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Witam,

Sama nie wiem od czego zacząć, aby Was nie zanudzać moimi historiami. Może tak....

Ze swoim obecnym partnerem jestem już 5 lat, od półtora roku jesteśmy narzeczeństwem, a za rok planujemy ślub. Dodam jeszcze, że mieszkamy razem od 2,5 roku (w domu moich rodziców, aby było bardziej skomplikowanie). Przez ten czas zdążyło się wiele wydarzyć...zbyt wiele....

Na początku naszego związku byliśmy bardzo szczęśliwi, chyba świata poza sobą nie widzieliśmy, motyle w brzuchu i te sprawy.... On pracował na delegacji, więc widywaliśmy się tylko w weekendy. Kiedy był w pracy dużo rozmawialiśmy przez telefon, pisaliśmy do siebie, zawsze mieliśmy jakieś tematy do rozmowy. Ja czułam się przy nim jak "księżniczka", a jednocześnie też dbałam o niego najlepiej jak tylko potrafiłam. Aż do pewnego czasu.... Moje zaufanie do niego zostało poważnie zachwiane kiedy dowiedziałam się, że pisze smsy oraz rozmawia wieczorami ze swoją byłą i "koleżanką", z którą również kiedyś się spotykał. Teraz już nie jestem w stanie przytoczyć tych smsów, ale po prostu flirtował z jedną i drugą, na zmianę, a ja o niczym nie miałam pojęcia. Oczywiście doszło do awantury. Po pewnym czasie wybaczyłam, gdyż okazał skruchę i twierdził, że to tylko mnie kocha. Było mi ciężko, ale ponieważ kochałam, starałam się zaufać od nowa... Po pewnym czasie wszystko zaczęło się układać. Do czasu. Któregoś wieczoru dostałam sms, często do mnie pisał, więc nie było to dla mnie dziwne, jednak kiedy go otworzyłam doznałam szoku...umawiał się na spotkanie z jakąś dziewczyną, jednak pech chciał, że wysłał ten sms do mnie, a nie do niej. Wtedy powiedziałam dosyć, nie pozwolę, aby mnie tak traktował. Zerwałam. Szczerze mówiąc on nie specjalnie starał się cokolwiek wyjaśnić, przeprosić, porozmawiać.... kompletnie nic. Przeżyłam to bardzo. Nie byłam w stanie funkcjonować. Myślałam, że umrę. Koszmar. Trwało to ok dwóch miesięcy. Ciężko było mi się pozbierać. Aż pewnego dnia ni stąd ni zowąd odezwał się smsem... i tak od słowa do słowa, spotkaliśmy się, aż w końcu znowu byliśmy razem. Po ok 7 miesiącach nadszedł czas mojej wyprowadzki, on zostawał. Nie pytajcie dlaczego tak, to zbyt skomplikowane. Serce mi pękało kiedy wyjeżdżałam stamtąd już na zawsze. Było to 400 km, więc na samą myśl o tym, że zobaczymy się raz może dwa razy w miesiącu płakać mi się chciało. Widywaliśmy się kiedy czas na to pozwalał, rzadko ale jednak. Przyjeżdżał do mnie na weekendy, starał się bardzo. Po pół roku wspólnie podjęliśmy decyzję aby razem zamieszkać. Miał zrezygnować z pracy tam i przyjechać do mnie, gdzie właściwie miał już wstępnie załatwioną nową pracę. I stało się. Po Świętach Bożego Narodzenia, a przed Sylwestrem mieszkaliśmy już razem. Nasze wspólne życie toczyło się bardzo dobrze. I znowu to napiszę....aż do pewnego wydarzenia. Dowiedziałam się, że mój facet flirtuje z pewną kobietą z biura, żeby było śmieszniej dostał pracę u mojej kuzynki, która razem z mężem prowadzi dość sporą firmę. Tym razem jak się dowiedziałam wpadłam w białą gorączkę, krew mnie zalała, z jednej strony czułam niesamowitą złość, aż miałam ochotę wszystko rozwalić, a jemu nogi z dupy powyrywać, a z drugiej strony czułam, że serce mi pęka... Niestety stało się tak, że cała ta historia ujrzała światło dzienne, a mianowicie dowiedziały się o tym nasze rodziny. Było kilka dni ciszy, on niby przepraszał, zaraz się na mnie wkurzał, że postawiłam go w takiej sytuacji, za chwilę znowu było mu przykro....takie targanie emocjami i uczuciami..... Dla mnie świat się zawalił, ale kiedy zobaczyłam, że żałuje po raz kolejny wybaczyłam. Niestety nie mogę powiedzieć, że przez ostatni rok było dobrze. Często wracaliśmy do tej sytuacji, a właściwie to ja wracałam. Nie dawało mi to spokoju, że tak mnie potraktował, tym bardziej że jeszcze w poprzednim miejscu zamieszkania zrobił mi kilka świństw. Szarpały mną straszne emocje, on z kolei wkurzał się na mnie, że o tym przypominam, ale ja nie umiałam inaczej. Moje zaufanie praktycznie zanikło... Ogólnie raz było lepiej, raz było gorzej, choć chyba częściej były te lepsze chwile. A teraz najlepsze.... Od dwóch miesięcy znowu pracuje na delegacji, cały czas w firmie kuzynki. Ja spokojnie siedziałam sobie w domu, niczego nieświadoma, aż tutaj 2 tygodnie temu wyszło na jaw, że mój facet poznał tam dziewczynę, dwudziestoczteroletnią... To był dla mnie totalny szok! Pominę to co się wtedy ze mną działo. W domu wojna. Moich rodziców akurat w tym czasie nie było. Nawet powiedziałam, że ma wypier..lać, tak dokładnie takiego słowa użyłam. Jednak nie byłam zbyt stanowcza, gdyż na samą myśl o tym, że nie ma gdzie iść nie wyrzuciłam go. Ta noc była dla mnie koszmarem. Nie zmrużyłam oka nawet na 5 minut, wstawałam, kładłam się z powrotem i tak w kółko, a on sobie smacznie spał (?) ... Obraził się na mnie, że zajrzałam mu do telefonu. Tak, zrobiłam to, przyznaję. Po prostu tego dnia coś mi mówiło, że znowu coś przede mną ukrywa...znam go już tak długo, tyle z nim przeszłam, że wiem kiedy ma nieczyste sumienie. Kolejnego dnia chodził za mną, przepraszał, żałował... Wieczorem wyjeżdżał, więc chyba możecie sobie wyobrazić co ja wtedy czułam. Nie wierzyłam mu w ani jedno słowo, ale kiedy wyjechał nie byliśmy już skłóceni..... Cały ten tydzień był dla mnie niesamowitym stresem, ciągle myślałam o tym co mi zrobił, płakałam, nie potrafiłam żyć, a myśl o tym, że ona też tam jest, przyprawiała mnie o zawał serca...zadręczałam się.... Na weekend przyjechał i przeżyliśmy cudowne dwa dni (?).. jednak ja w głowie ciągle miałam tylko jedno. Ciężko jest mi go zostawić. Choć z drugiej strony wiem, że już dawno powinnam była to zrobić. Wczoraj wieczorem temat powrócił (przez telefon), ja siedzę tutaj jak na szpilkach wiedząc, że oni są tam razem (ona pracuje w miejscu w którym śpi jego firma), pokłóciliśmy się. Jestem strzępkiem nerwów, wiem że powinnam iść do psychologa, bo sama sobie nie poradzę, ale nie potrafię się pogodzić z myślą, że miałabym zostać sama.... Dzisiaj chyba poszłam wreszcie po rozum do głowy, bo dzwoni do mnie od rana, jednak ja nie odbieram. Po tym wszystkim nie mam ochoty z nim rozmawiać. Ale jutro wraca... i co dalej?

Wiem jak to wygląda. Pewnie większość z Was powie, że jestem głupia i naiwna, facet ma mnie gdzieś, a ja się go trzymam za wszelką cenę. Uwierzcie, że nie jest mi łatwo go zostawić... mimo tych wszystkich sytuacji, które mi zafundował ja nadal go kocham. On również tak twierdzi, planuje ze mną wspólne życie, kilka spraw weselnych już nawet załatwionych. Jednak czy to możliwe, że kocha skoro tak mnie rani? Niech ktoś mi otworzy wreszcie oczy! Strzeli po papie, abym oprzytomniała! On zawsze uwielbiał dziewczyny, kobiety, a one jego, bo jest na prawdę fajnym, miłym i towarzyskim facetem. Nie rozumiem tego kompletnie. Nie rozumiem jego postępowania. Nie rozumiem siebie.

2

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

oj dziolcha szkoda ze cie nie ma przy mnie chetnie bym cie strzelila

o ja kim ty dziewczyno slubie myslisz i z kim

odwolaj wszystko puki jeszcze nie jest za pozno 5 lat powiadasz a chcesz miec ten teatr przez nastepne 25????

Opamietaj sie na litosc boska i zostaw bydlaka

Wiem ze chcialabys uslyszec co innego ale przykro mi nie ma czego innego


sciskam

3

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?
limona napisał/a:

... On zawsze uwielbiał dziewczyny, kobiety, a one jego, bo jest na prawdę fajnym, miłym i towarzyskim facetem. Nie rozumiem tego kompletnie...

Znaczy: bawidamek.
Laski lecą na bawidamków.
Poleciałaś na bawidamka.
Inne, co wysiliły sie bardziej, takich dylematów nie mają.

4

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Wiesz co będzie najlepszym 'strzałem w papę'? Jak poczytasz watki tych wszystkich kobiet które tu pisały. O tym jak zostawił je mąż dla innej, że są dzieci, że on zdradza, że cierpią ,że już tyle lat minęło, że zmarnowały życie.
A Ty masz szczęście! Co jakiś czas dostajesz po oczach , tak jakby ktoś wystawiał Ci wielką neonową tablicę: TO PALANT!!! UCIEKAJ MAŁA!!
Co powinnaś zrobić? Uciec! Wstać na równe nogi i powiedzieć NIEEEE tupiąc przy tym nóżką. Nie starczy już tego cierpienia? Jego gierek?
W dupę niech sobie wsadzi pierścionek i wszystkie słowa skoro nie potrafi traktować Cię tak jak na to zasługujesz!!
Proszę Cię, nie marnuj już swojego życia. Chce sobie dupczyć , bo taki z niego towarzyski i fajowski pan? Proszę baaardzo!! Ale z dala od Ciebie.
A wiesz czemu? Bo Ty sobie na to nie pozwolisz!! Bo nie jesteś ani naiwna ani głupia. Bo zasadzisz mu kopa i będziesz żyć tak jak TY chcesz. A on? Niech robi co chce!

Trzymaj się w pionie;* i nie poddawaj:*

5

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Ręce mi opadają, jak czytam takie opowieści. Trudno cokolwiek napisać. Dlaczego kobiety same sobie krzywdę robią?

6

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Hm... ja nie chcę być złym prorokiem, ale jak dla mnie to on Cię będzie zdradzał przez całe życie, jeśli za niego wyjdziesz sad Zastanów się ile razy obiecywał Ci, że się zmieni i znowu robił to samo?
Myślisz, że po ślubie coś się zmieni? Jeśli się zmieni, to tylko na gorzej sad:(

7 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-09 08:01:30)

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?
limona napisał/a:

I stało się. Po Świętach Bożego Narodzenia, a przed Sylwestrem mieszkaliśmy już razem. Nasze wspólne życie toczyło się bardzo dobrze. I znowu to napiszę....aż do pewnego wydarzenia.

Ale jutro wraca... i co dalej?

Wiem jak to wygląda. Pewnie większość z Was powie, że jestem głupia i naiwna, facet ma mnie gdzieś, a ja się go trzymam za wszelką cenę. Uwierzcie, że nie jest mi łatwo go zostawić... mimo tych wszystkich sytuacji, które mi zafundował ja nadal go kocham.

Nie rozumiem jego postępowania. Nie rozumiem siebie.

O właśnie. Czytaj sobie wielokrotnie ostatnie zdanie postu. Nie rozumiesz siebie. I to nie "facet" ma Cię gdzieś, to Ty masz się gdzieś. I właśnie tam, w tym "gdzieś" tkwi problem. To się pojawiło wcześniej, kiedy wasze życie toczyło się "bardzo dobrze". To właśnie chodzi o to, co Ty rozumiesz przez to toczenie się "bardzo dobrze". Kornik też toczy drzewa i to jest dla niego bardzo dobrze. Dla kornika, ale nie dla drzewa.

Młode Kobiety myślą, że jak zamieszkają razem, to się czegoś więcej dowiedzą. No i się dowiadują. Dowiedziałaś się o smsach. O konkurencji się dowiedziałaś. To chyba nie będziesz teraz tego żałować? Tyle się dowiedziałaś. Ale było "bardzo dobrze". Nawet pierścionek dostałaś.

Tak wiele takich przypadków i żadnej konstatacji, o przyczynach zjawiska. No przecież nie ma powrotu do konserwatywnego życia w cnocie. Jak nie ma, to skąd te księżycowe wymagania, aby "facet" żył w monogamii? No skąd? Przecież jest prawo popytu i podaży i jak nie wymaga się od siebie cnotliwości, to czy można wymagać wierności? Bez przesady.

A cnota to ona jest jednorazowego użytku. Jak cnota w czyimś życiu nie jest cnotą, to na cholerę się przejmować smsami.

porzucona85 napisał/a:

Myślisz, że po ślubie coś się zmieni? Jeśli się zmieni, to tylko na gorzej sad:(

Ale po co cokolwiek zmieniać. Uznać, że jest "bardzo dobrze" i zacząć się dzielić tym dobrem z innymi Dziewczynami, które też przecież chcą mieć troszkę dobrego dla siebie.

Cały problem w tym, że w tym skoku przez przepaść obyczajową ludzie zatrzymują się w pół drogi. Kobiety zawsze były takie niezdecydowane: niby chcą być nowoczesne, a  przeszkadzają im jakieś smsy. Niby głosują na postępowe partie, które wprowadzają różne nowoczesne rodzaje związków, a nie są w stanie zaakceptować zwykłego trójkąta i oburzają się na szczyty heksagonalne. Ciemnogród. Ciemnogród radiomaryjny i wstecznictwo pisiorkowe. A pisiorek ma takie "bardzo dobre" zastosowanie.

Nie wymagajcie od siebie wierności, skoro możecie być wierni swoim zachciankom, przyjemnościom i postawie hedonistycznej. Czas zamienić stare pojęcie wierności, na nowoczesne pojęcie wierności. Po co dostawać Kota przy czytaniu smsów, jak można to zamienić na ruch i łaszenie się Kota, albo nawet Ruch na Palu Kota.

8

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedź.

Muszę sprostować jedną rzecz, otóż z tego co wiem, nie zdradził mnie. Po protu spotykał się wieczorami z tą dziewczyną przy piwie i rozmawiali. Twierdzi, że fajnie mu się z nią rozmawiało i tylko tyle. Zadzwoniłam do niej i ona również powiedziała mi to samo. Że traktował ją po koleżeńsku, że nie podrywał. Uwierzyłam. Jedynie nie dawało mi spokoju, że powiedział jej, że był z kimś 5 lat, ale się rozstał... Nie potrafił mi wyjaśnić dlaczego tak powiedział.

Wiem, że macie rację... ale dla mnie nie jest to takie proste... wiem jak głupio to brzmi, ale ja go kocham.

On twierdzi, że mnie kocha... ale czy można kochać i tak się zachowywać?

Wczoraj nie odebrałam ani jednego telefonu od niego. Pisał smsy...różne, bardzo różne....raz że przeprasza, że porozmawiamy na spokojnie w sobotę, za chwilę okazał złość jak odpisałam mu kilka stanowczych i jednoznacznych słów... Jego problem tkwi w tym, że on nie potrafi szczerze rozmawiać. Nie potrafi usiąść jak dorosły mężczyzna i powiedzieć szczerze o tym co czuje, czego oczekuje ode mnie, od związku, co go boli itd. Wiele razy go prosiłam, aby się otworzył i wtedy będzie nam łatwiej, ale nie. Kiedyś nawet powiedziałam, że chciałabym abyśmy poszli na terapię do psychologa, w pierwszym momencie przyjął to z uśmiechem na twarzy, ale później się zgodził. Oczywiście nie poszliśmy. A tak bardzo chciałabym go zrozumieć, jego postępowanie... Może on ma jakieś problemy emocjonalne..? Dlaczego jest mi go żal..? Dlaczego myślę bardziej o nim niż o sobie...? Chyba straciłam poczucie własnej wartości. Boję się, że zostanę sama. Obecnie nie mam pracy i on mi pomaga finansowo. Po przeprowadzce tutaj nie mamy też za wielu znajomych, właściwie w ogóle ich nie mamy.
W tej chwili jest na mnie obrażony... o to, że odpisałam mu żeby się zastanowił czym dla niego w ogóle jest związek, partnerstwo, miłość, zaufanie...jeśli niczym to nie mamy o czym rozmawiać....


sad

9

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?
limona napisał/a:

W tej chwili jest na mnie obrażony... o to, że odpisałam mu żeby się zastanowił czym dla niego w ogóle jest związek, partnerstwo, miłość, zaufanie...jeśli niczym to nie mamy o czym rozmawiać....
sad

On nie dopuszcza do siebie stanu refleksji, woli się obrazić. smile

10

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

limona odpuśc go sobie na razie i dyskusje z nim. Musisz zając się sobą bo to Cie wykończy. Pędzikiem na dobrą terapię i jak zrozumiesz siebie to sama będziesz wiedziała czego chcesz.

Obecnie krzywdzisz siebie, a Twój partner nawet jeśli nie zdradził jak twierdzi to Ciebie też krzywdzi. Wie jak reagujesz na jego flirty i nadal to robi. Jego złośc przeplatana z przeprosinami dowodzi, że jest raczej niedojrzały emocjonalnie. Twoje zachowanie znowu pokazuje, że jesteś od niego emocjonalnie uzależniona. Dlatego koniecznie zajmij się sobą i poukładaj mózgownicę bo inaczej nic się nie zmieni.

11

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?
limona napisał/a:

Nie potrafił mi wyjaśnić dlaczego tak powiedział.

Wiem, że macie rację... ale dla mnie nie jest to takie proste... wiem jak głupio to brzmi, ale ja go kocham.

On twierdzi, że mnie kocha... ale czy można kochać i tak się zachowywać?

Wczoraj nie odebrałam ani jednego telefonu od niego. sad

Odwróćmy kolejność zdań:


limona napisał/a:

Wczoraj nie odebrałam ani jednego telefonu od niego. sad

limona napisał/a:

. ale czy można kochać i tak się zachowywać?:(

Ty piszesz, w poprzednim poście, że zaufanie zanikło u Ciebie. Jego niechęć do otwarcia się i szczerości wynika dokładnie z tego samego: żeby mówić szczerze, trzeba mieć zaufanie. Zaufanie jest barometrem wzajemności.

Miłość nie istnieje bez wzajemnego zaufania i wzajemnej akceptacji. Taka miłość jest tylko tapetą przykrywająca dziurę w murze.

limona napisał/a:

Kiedyś nawet powiedziałam, że chciałabym abyśmy poszli na terapię do psychologa, w pierwszym momencie przyjął to z uśmiechem na twarzy, ale później się zgodził. Oczywiście nie poszliśmy. sad

A niby dlaczego nie poszliście? On się zgodził. To komu ta zgoda wystarczyła, bez pójścia? Kto wykazał brak konsekwencji?

Uprawiacie gierki, które dość sugestywnie zostały opisane w wierszu "Zuraw i czapla" Jana Brzechwy.

Adamjkis, przeczytaj: Eric Berne "W co grają ludzie" i zrozumiesz na czym polega obrażanie się.

12

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Witaj limona, dziś przeczytałam Twój post i wypisz wymaluj taki sam jak mój... byłam zajęta ostatnie dni wyjaśnianiem sytauacji która nie dawała mi spokoju. I teraz wiem jak mnie okłamał. Wymusilam na nim przyznanie się ... jestem w szoku.
Napisz jak się trzymasz bo może pomoże mi to zrozumieć i pogodzić się z moją sytuacją. A może będzie nam raźniej we dwie poradzić sobie w trudnych chwilach.

13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2014-04-15 12:50:36)

Odp: Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Myślę, że można kogoś kochać i mimo wszystko ranić go. Ja to zrozumiałam na terapii związkowej spam. Byłam w podobnej sytuacji, on nie raz dał mi powody aby to skończyć i mimo tego, że potem z początku wszystko było ok, to z czasem następował kolejny cios, przestaliśmy już się nawet o to kłócić, bo nie było sensu. Dopiero u psychologa znowu nauczyliśmy się rozmawiać i pokonywać nasze natury...Nie każdemu łatwo być wiernym i lojalnym, choć to może brzmieć absurdalnie, to jednak tak jest.

Ściskam!

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zraniona już kilka razy... i co dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026