No dobra pierdola tylko sie nie smiejcie
.
Bylam ze znajomymi na wyjedzie. Ja samotnik, poniżany przez wszystkich kiedyś tam w przeszłości. Mam taki uraz.... ze:
Sytuacje poprzedzające, które byłam w stanie sobie przypomnieć.
1) Wymyśliłam żeby będąc pod namiotami rozpalić ognisko. Bylo juz ciemno. Ciezko znalezc wtedy drewno w lesie
. Mowie wezmy latarki i pojdzmy szukac. Na co moja najlepsza przyjaciółka ( która zarzekała sie,ze facet już nigdy nie zmieni w jej zachowaniu nic), mowi:" Dobra to my z Henkiem ( imię jej faceta) pójdziemy po drewno".
No zorientowałam sie ze chca pogadać, ale do chuja mogla powiedzieć
"nie robmy ogniska, idziemy pogadać z Henkiem, bo jebnął focha:)".
Oczywiście drewna nie przynieśli, ogniska nie było.
Moje szufladkowanie przebiegało tak: " dobra widzę chcecie być sami, idźcie, pogadajcie ale do chusteczki przynieście to drewno". I oczywiście nie przynieśli
... A kiełbasa nam sie zmarnowała.
2) Wstaje rano. Okazało sie ze wszyscy rześcy i gotowi do drogi tylko nie ja bo nikt mnie nie obudził.
Dobra zebrałam sie, wzięłam szczoteczkę, mydło poszłam sie myc.
Szufladkowanie: Okay. Moja najlepsza ma Henka, inni maja innych
. Zajęli się sobą. Cool.
3) Wracam z mycia zębów. Patrze a wszyscy gdzieś ida. Pytam sie mojej najlepszej gdzie? Ano na śniadanie. I wtedy nastąpiła eksplozja " A pytał sie mnie ktoś kur***8A"?
No oczywiście pełna konsternacja, wszyscy zaczęli sie tłumaczyć. A ja stoję jak byk gotowy na atak
.
NO właśnie pierdola, tym bardziej mnie dziwi:D. Ale tak wyszło. I po analizie mamy to co wyżej.
Jakieś wnioski?