Witajcie,
Nie wiem od czego zacząć... Piszę bo szukam pomocy. Byłam u psychiatrów, obecnie jestem na lekach nasennych i połówce lorafenu dziennie. Czy jest ok? Jest zaje... daleko od ok.
Mam 24 lata, emetofobię <lęk przed wymiotami>, od poniedziałku zostaję sama z malcem 8 miesięcznym <praca niani, przez pierwsze 2 tyg. byłam z jego babcią, żeby się doszkolić co i jak>, 3 sierpnia mam ślub, wyprowadzam się z domu.
Suma sumarum, JESTEM PRZERAŻONA!
Co mnie przeraża? Pozwólcie, że zdam Wam swoją litanię. A co tam... najwyżej wyląduję w koszu, tam gdzie moje miejsce.
1> W związku ze swoją durną fobią, boję się:
-grypy żołądkowej <myję ręcę nieco obsesyjnie, każda jazda busem, autobusem, tramwajem, to strach, obrzydzenie przed uchwytami, zarazkami>
-boję się nocy <wtedy najczęściej zdarzało mi się wymiotować, mimo, że ostatnio miało to miejsce kilkanaście lat temu>
-boję się "chwalić" jak dawno nie wymiotowałam, czuję taki jak by tykający zegar, bombę zegarową w głowie, w mózgu, która szepcze... "już niedługo, nie ciesz się tak"
-boję się,że dziecko, którym się zajmuję ulewa, zwraca, dławi się czasem, wpadam wtedy w panikę ale wiadomo, dobro dziecka najważniejsze, więc jakoś się przełamuję
-nie piję w ogóle alkoholu-boję się
-to co najpoważniejsze chyba... boję się jeść; że coś jest nieświeże, zepsute, że ma skórkę, że nie tak coś z nim jest, nawet jak wszystko jest ok, jem to nagle robi mi się niedobrze i odsuwam talerz, OBRZYDZIŁAM sobie jedzenie! po posiłku tylko czekam aż "coś" mi będzie, bardzo często swoim myśleniem wywołuję mdłości <tak, zdaję sobie z tego sprawę>, dzięki temu ważę 46 kg przy wzroście 164, 10 kg mniej niż ponad rok temu
2> W związku z pracą <pomijając to co jest w punkcie nr 2>:
-boję się, że coś się stanie dziecku, że się zadławi, udusi, zakrztusi, a ja nie będę umiała mu pomóc... ja się boję, że on przy mnie umrze... tak, wiem jak to brzmi... boję się, że rodzina mojego narzeczonego <bo sprawuję opiekę nad jego siostrzeńcem> mnie znienawidzi za to
-boję się dojazdów tam <bus>, że zrobi mi się niedobrze
-boję się, że coś mi zaszkodzi przy dziecku i co wtedy? ja w czasie ataku paniki nie jestem w stanie utrzymać w ręce szklanki z wodą...
3>W związku ze ślubem/związkiem:
-boję się, że źle wypadnę w oczach rodziny, jestem chuda, za chuda, źle wyglądam, na pewno potknę się w szpilkach, a co jeśli mnie zemdli? jak ja zjem obiad weselny skoro boję się zupy warzywnej?! boję się uwag w style "a co Ty tak mało jesz...", działają na mnie jak płachta na byka
-boję się, że będę dla mojego chłopaka kulą u nogi, bez wykształcenia, z nerwicą, chorobliwie zazdrosna, wredna, zimna, że nie podołam z obowiązkami domowymi
-boję się, że On mnie zdradzi
-boję się, że będzie oglądał pornografię <nie akceptuję tego>
-boję się, że znudzi mu się ciągłe wysłuchiwanie mojego jęczenia "boję się rzygać"
Pomóżcie mi... dajcie jakieś wskazówki, rady jak odwrócić to myślenie, bo oszaleję! Jeżdzę sobie codziennie na wieś, zajmuję się uroczym, spokojnym chłopczykiem, biorę ślub z mężczyzną, którego kocham i chcę być... Powinnam się cieszyć, ekscytować, przymierzać suknie ślubną, paradować w butach... A mnie na samą myśl skręca. To jest nienormalne, JA jestem nienormalna! Jak ja mogę fundować normalnemu mężczyźnie życie u boku kogoś tak ześwirowanego?
Prócz tego co powymieniałam nie umiem ufać drugiemu człowiekowi... Nie wiem czy ktokolwiek z Was tak ma <pewnie nie> ale gdy jestem ze swoim narzeczonym dłuższy czas to jest cudnie... Gdy nie widzimy się 3-4 dni, nie daj Boże dłużej rośnie we mnie mur... Pewnie oglądał pornosy, pewnie odwiedzał profil byłej, pewnie pisał z jakąś laską... Jemu jest przykro, bo mówi, że widzę go jako złego człowieka, a to nieprawda! Czy te moje porąbane podejrzenia da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć?
Proszę, pomóżcie mi zrozumieć, bo nie podołam z tym wszystkim...
Wiem, zalecicie terapię ale w najbliższym czasie jej nie odbędę, po prostu nie mam czasu ale może Wy pomożecie? O ile ktokolwiek zechce przeczytać...
Pozdrawiam i dziękuję za możliwość wylania tego szamba z siebie choć na chwilę.