Witam. Pisze na tym forum bo już nie daje rady sama ze sobą. Moim nieustannym problemem jest JEDZENIE. Mam 18 lat i w miarę normalną wagę. Mierze 168cm, a waże 49kg. Niestety, moje żywienie ma niewiele wspólnego z żywieniem normalnego człowieka. Przez cały tydzień się głodzę(800-1000kcal dziennie), aby jednego dnia mieć napad obżarstwa i jeść wszystko w zasięgu mojego wzroku(ok 2500kcal). W ciągu tygodnia diety staram się dużo ruszać(bieganie, jazda na rowerze itp.) Nie zależy mi na tym aby być kościotrupem, ale bardzo boje się że po takim obżarstwie przytyje. Proszę nie dajcie mi rad typu: musisz iść do psychologa. Mam nadzieje że już któraś z czytelniczek miała podobny problem i opisze mi jak sobie z nim poradziła.
Podobne tematy
Twoj problem jest w Twojej glowie
a na tego typu problemy chodzi sie po pomoc do...
psychologa ![]()
innej drogi nie znam
bo ta zeby przeczekac az samo przejdzie, naprawi sie
niestety czasem moze wyprowadzic w pole zeby nie powiedziec w krzaczory
zagadam teraz jak byc moze Twoja mama
z racji wieku mam do tego prawo ![]()
- ja w Twoim wieku (
) nie wiedzialam co to dieta !
po co mi bylo cos takiego ?
mialam ciekawsze zajecia niz liczenie kalorii i sledzenie tego co jem
bylam zgrabna i dobrze sie czulam w swoim ciele- wystarczylo.
Ty rowniez jestes zgrabna sadzac po wadze i wzroscie
wiec tutaj nie masz problemu
sama go generujesz w glowie
... i wracamy do poczatku
Wolałabym przeczekać te np. poł roku i zobaczyć czy uda mi się samej poradzić z tym problem. Do psychologa za bardzo nie chce iść bo nie mam z nimi najlepszych doświadczeń. A poza tym gdyby rodzice się dowiedzieli to by mnie chyba wydziedziczyli, uznając za tępą, niedojrzałą dziewuchę której się w głowie poprzewracało. Skończyłoby się na tym że albo by się do mnie nie przyznawali, albo zaczęli wmuszać jedzenie na siłę.
Tylko że aby dać sobie radę sama chciałabym dowiedzieć się czy komuś już się to udało. ![]()
i jak tego dokonał.
Musisz sama zrozumieć, że takie podejście do jedzenia nie ma żadnego sensu.
Ja kiedyś tez miałam taki problem, ze cały tydzien nie jadłam a weekend był wielkim obżarstwem..
Zwycięzyłam to, ponieważ odnalazłam w sobie siłę, skoro inni jedzą normalnie to ja tez potrafie.
Nie mowie od razu ze mam się objadać jakimiś tuczącymi słodyczami, ale jeść NORMALNIE.
Najważniejsze jest śniadanie, jak zjem chleb pełnoziarnisty, pomidora, połowa papryki czy marchewkę jestem taka zasycona ze nie mam na nic ochoty i po prostu te mysli na temat jedzenia nie przychodzą. Wystarczy ze poczytasz w internecie na temat zdrowego odżywiania, co jest mało kaloryczne, co jeść najlepiej do godziny 12. Powiem Ci też ze kiedyś jak tak głodówkowałam chciałam uprawiać sport, jednak nie posiadałam zbyt wystarczającej siły i wtedy to nie miało zadnego rezultatu.
Natomiast teraz kiedy jem normalnie, nie obżeram się tylko jem do momentu kiedy poczuje nasycenie, a takie nasycenie zdobędziesz jedząc owoce, warzywa, chlep pełnoziarnisty posiadam ogromną siłę, mogę biegać - jest to moja ulubiona dyscyplina, czuję się taka pelna energii, sama w sobie czuje ze zaszła we mnie zmiana i jestem silna bo nie daję się obsesji jedzenia.
black ja Ci powiem to sa sliskie tematy, mozesz sobie zrobic duza krzywde
ale pocieszjace jest to ze jeszcze widzisz ze mozesz miec problem
za pol roku moze byc juz inaczej,
mozesz sie wkrecic w to jeszcze bardziej.
piszesz ze Twoi rodzice nic nie wiedza
jak to mozliwe ??
chowasz jedzenie ? wyrzucasz ? oszukujesz ?
bo przy 800- 1000 kalorii nie ma mozliwosci zeby nic nie zauwazyli.
chyba nie do konca masz z nimi dobre relacje opisujac ich reakcje na Twoj problem...
ale to nie jest temat tego watku, wiec zostawiam ![]()
kiedys mialam w swoim zyciu epizod jadlowstretu.
ale ja nie jadlam nic
glod zabijalam papierosami
w 2 miesiace doprowadzilam sie do skrajnego wycienczenia
i gdyby nie delikatna pomoc bliskiej mi osoby
z pewnoscia wtedy "zdechlabym" ![]()
sama nie widzialam problemu
dlatego tak sceptycznie podchodze do Twojego pomyslu na rozwiazanie problemu o ktorym tu piszesz
Zazdroszczę Ci bo wiem jak trudno jest znaleźć złoty środek:) Też uwielbiam sport, szczególnie rower i pływanie. Problemem jest to że jak np. spotyka się z przyjaciółmi to zawsze pije się kaloryczny alkohol, przegryzając nie lepszymi przekąskami. I wtedy nachodzi mnie myśl, że skoro już zjadłam trochę więcej niż powinnam to i tak ten dzień jest stracony, więc zjem sobie jeszcze coś. Mówię sobie że to ten jedyny dzień. A od jutra wracam do diety. I tu nie chodzi o to że jestem głodna, po prostu jestem łakoma.
black ja Ci powiem to sa sliskie tematy, mozesz sobie zrobic duza krzywde
ale pocieszjace jest to ze jeszcze widzisz ze mozesz miec problem
za pol roku moze byc juz inaczej,
mozesz sie wkrecic w to jeszcze bardziej.
piszesz ze Twoi rodzice nic nie wiedza
jak to mozliwe ??
chowasz jedzenie ? wyrzucasz ? oszukujesz ?
bo przy 800- 1000 kalorii nie ma mozliwosci zeby nic nie zauwazyli.chyba nie do konca masz z nimi dobre relacje opisujac ich reakcje na Twoj problem...
ale to nie jest temat tego watku, wiec zostawiamkiedys mialam w swoim zyciu epizod jadlowstretu.
ale ja nie jadlam nic
glod zabijalam papierosami
w 2 miesiace doprowadzilam sie do skrajnego wycienczenia
i gdyby nie delikatna pomoc bliskiej mi osoby
z pewnoscia wtedy "zdechlabym"
sama nie widzialam problemu
dlatego tak sceptycznie podchodze do Twojego pomyslu na rozwiazanie problemu o ktorym tu piszesz
U mnie w domu posiłki polegają na tym że jak jesteś głodna to bierzesz z lodówki i po prostu jesz. Rodzice nie kontrolują tego co jem. A ja często mówię że już jadłam poza domem. Prawda jest taka że mam z nimi kontakt czysto rodzicielski, szanuje ich, pomagam im w domu. I to im wystarcza. Postanowiłam że jak zacznę odczuwać jakieś fizyczne(zawroty w głowie itp.) konsekwencje mojej diety to coś z tym zrobie. Wiem że na pewno nie dopuszczę do tego abym stała się szkieletem bo w przeciwieństwie do innych dziewczyn z takimi problemami to nie jest mój ideał kobiecej sylwetki. ![]()
Ja to rozumiem i mam tak samo ale przyzwyczaiłam moich przyjaciół do tego, że pije tylko i wyłącznie wino.
Jest ono najmniej kalorycznym alkoholem, wiadomo przy ograniczonej ilości.
Nie lubię piwa i innych trunków, źle się po nich czuję i dla każdego na początku to było dziwne, ze ktoś nie lubi piwa, młoda osoba w takim wieku jak ja gdzie teraz na każdej imprezie alkohol. Ale na kolejnym spotkaniu nikt juz nic nie mówił, każdy pije to co chce, Ty możesz jeść tak jak TY chcesz, nikt nie bedzie Cię namawiał do jedzenia czegoś czego nie lubisz albo bedziesz sie po tym zle czuć bo jest to bardzo kaloryczne. Naucz swoich bliskich, przyzwyczaj ich do swoich nawyków żywieniowych, to że wszyscy jedzą płatki z mlekiem na śniadanie to ty nie musisz jeść, bo ty nie jesteś WSZYSCY. Ja byłam na domku letniskowym i miałam swój chrupki chleb bo taki lubie na śniadanie i sandwicze czy cokolwiek innego nie sprawi mi takiej radości jak chrupki chleb z dżemem. A jak na stole stoi miska czipsów to weź sobie jednego jedz go powoli, możesz wziąć jeszcze jednego bo od takiej ilosci nie przytyjesz, najważniejsze zeby nie jeść ponad swój żołądek, bo to wtedy się odkłada w naszych 'boczkach'. Możesz wziąć jedno ciastko i jeść je malymi gryzkami odkładać i uwierz mi ze nikt nie patrzy kto , co i ile jesc. Pamiętaj aby jeść powoli, spokojnie bez stresu, jak w ciagu dnia mało zjesc to jedno ciastko i kilka czipsów nie podniosą na twojej wadze dodatkowych kilogramów. Najważniejsze jest to, że każdy je tak jak uwaza za słusznę, to ze w ich domu nauczyli ich jeść tosty na śniadanie to nie oznacza ze u Ciebie tez tak jedzą.
w swojej subiektywnej ocenie mozesz nie zauwazyc tego momentu
kiedy zaczniesz wygladac jak szkieletor ale sadzic nadal ze masz walki ![]()
wtedy to juz masz duzy problem, wiesz o tym ?
ale chyba Twoja mama zauwazylaby jednak ze cos sie z Toba dzieje niedobrego, tak sadze.
dla mnie i tak niepokojacy jest juz sam fakt ze tak mloda, zgrabna i "normalna" dziewczyna
poswieca tyle uwagi na taka pierde jaka jest dieta.
alkohol pity na imprezie = kalorie...
no prosze Cie...
" ja w Twoim wieku "
o tym nie myslalam
liczyla sie dobra zabawa i cenne rozmowy "pod wplywem" z przyjaciolmi ![]()
a tak wogole mialas wczesniej problemy ( znaczace ) z nadwaga ?
skad to przwrazliwienie ??
Kiedyś były inne czasy, wtedy się liczyła tylko zabawa, teraz każdy patrzy na kalorie w każdym wieku, gdziekolwiek się jest.
Nawet faceci zaczynają przechodzić na diety. Jedzenie już nie sprawia przyjemności tylko jest przymusem
U mnie większość takich wypadów odbywa się w plenerze. Najczęściej nad wisłą. Dziwnie bym się czuła jakby wszyscy wyjęli po piwie. A ja otworzyła bym torbę i wyciągnęła butelkę wina..
Chociaż może w sumie pora zostać abstynentką, a pić tylko na domówkach. Dzięki za radę. Coś w tym jest i pewnie spróbuje tak robić, zobaczymy tylko ile czasu dam rade wytrzymać. Najgorsze jest to że pod wpływem alkoholu jest trudniej kontrolować to ile podczas takiej libacji zjesz. Dzięki za pomoc. Twoje posty napawają mnie optymizmem, że jednak można jeść normalnie. Może kiedy będę jeść te "tuczące" rzeczy w małych ilościach to nie rzucę się na jedzenie w poczuciu "zmarnowanego dnia".
Cieszę się, że tak mówisz. Wiem ja Cię rozumiem, wyjąc butelkę wina i pić, to zaproponuj swojej bliskiej koleżance czybyście na jakiejś imprezie nie spróbowały wina. Może się zgodzi, kupicie jakieś dobre Carlo Rossi i jej też zasmakuje, i przy następnym wypadzie sama zaproponuje taki alkohol. Jest cieżej opanować ale wtedy jak juz jest się troszkę podpitym najlepiej nie siedziec przy stole, bo wtedy to by tylko ręka chodziła do czipsów. A jak bedziesz w ruchu, zaczniesz robic sobie zdjęcia z koleżankami, wyglupiać się i zapomniec o tym ze jest tam jedzenie, a po alkoholu juz nikt nie zwróci uwagi na to czy ty zjadłaś czipsa czy nie.
13 2013-07-19 19:14:37 Ostatnio edytowany przez blackpearl95 (2013-07-19 19:24:32)
w swojej subiektywnej ocenie mozesz nie zauwazyc tego momentu
kiedy zaczniesz wygladac jak szkieletor ale sadzic nadal ze masz walki
wtedy to juz masz duzy problem, wiesz o tym ?
ale chyba Twoja mama zauwazylaby jednak ze cos sie z Toba dzieje niedobrego, tak sadze.dla mnie i tak niepokojacy jest juz sam fakt ze tak mloda, zgrabna i "normalna" dziewczyna
poswieca tyle uwagi na taka pierde jaka jest dieta.alkohol pity na imprezie = kalorie...
no prosze Cie...
" ja w Twoim wieku "o tym nie myslalam
liczyla sie dobra zabawa i cenne rozmowy "pod wplywem" z przyjaciolmia tak wogole mialas wczesniej problemy ( znaczace ) z nadwaga ?
skad to przwrazliwienie ??
Problemów z waga nie miałam nigdy(zawsze miałam lekką niedowagę).Wydaje mi się że zauważę...Jak sama wcześniej wspomniałam zbytnia chudość mi się nie podoba. A poza tym będę to widziała po wadze. Moja mama sama często przechodzi na różne diety, albo udaje że przechodzi i przez cały czas narzeka że jest gruba. Rok temu ważyłam 47kg i to była moja najniższa waga. Mama uważała po prostu że jestem szczupła. I tylko wspominała że też kiedyś tak wyglądała. Jak idę na jakąś większa imprezę to też tak nie patrzę (potem mam lekkie wyrzuty sumienia), denerwują mnie tylko spotkania na jedno czy dwa piwka. Po których nawet nic nie poczujesz. a kalorycznie wychodzi ci z tego taki np. pączek. A takie spotkania odbywają się co najmniej 2 razy na tydzień.
Cieszę się, że tak mówisz. Wiem ja Cię rozumiem, wyjąc butelkę wina i pić, to zaproponuj swojej bliskiej koleżance czybyście na jakiejś imprezie nie spróbowały wina. Może się zgodzi, kupicie jakieś dobre Carlo Rossi i jej też zasmakuje, i przy następnym wypadzie sama zaproponuje taki alkohol. Jest cieżej opanować ale wtedy jak juz jest się troszkę podpitym najlepiej nie siedziec przy stole, bo wtedy to by tylko ręka chodziła do czipsów. A jak bedziesz w ruchu, zaczniesz robic sobie zdjęcia z koleżankami, wyglupiać się i zapomniec o tym ze jest tam jedzenie, a po alkoholu juz nikt nie zwróci uwagi na to czy ty zjadłaś czipsa czy nie.
Na imprezach czasem kupuję (jak trzeba przynieść własny alkohol) szczególnie Carlo Rossi różowe.:) Zazwyczaj tak jest ale najgorsze są takie typowe posiadówki.. Zero ruchu. Tylko picie i gadanie. :d A są wakacje i takie spotkania co 2 dni są. Zazwyczaj nie pije, ale trudno się powstrzymać ![]()
15 2013-07-19 19:23:49 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-07-19 19:32:44)
To co opisujesz, to wygląda na początki bulimii. Początki, bo umiesz to jeszcze opanować (przy zaawansowanej bulimii osoba podczas ataku potrafi zjeść od kilku do kilkunastu tysięcy kalorii.
Jeżeli mogę ci coś poradzić, to tak:
- Nie ograniczaj kaloryczności tak rygorystycznie, 800 kcal to stanowczo za mało (na diecie 1000kcal są czasem osoby, które mają po kilkadziesiąt kg nadwagi - Ty masz wagę w normie (!) ). Przy tak ubogiej diecie ataki głodu są normalne, bo twój organizm chce żyć, a nie wykończyć się.
- Są w sieci kalkulatory do obliczania zapotrzebowania energetycznego (ilość kcal/dzień w zależności od trybu życia., wagi i wieku ) - możesz poszperać , poszukać jakiegoś dobrego i obliczyć ile kalorii potrzebujesz - ogranicz liczbę o 200 wtedy nie przytyjesz na pewno, a zawsze masz malutki zapas na pączka, czy drinka.
Ograniczanie drastyczne kalorii prowadzi do spowolnienia przemiany materii, a wtedy twój organizm będzie spalał mniej kalorii - to równia pochyła - w końcu rozstroisz sobie organizm
- Naucz się jeść zdrowo, jeżeli będziesz dostarczać swojemu organizmowi wszystkie składniki odżywcze to nie będziesz czuła głodu, a ataki wilczego apetytu znikną albo będą bardzo rzadkie.
- Zaczynaj dzień od śniadania z białkiem, białko daje uczucie sytości, długo się trawi i dobrze zaspokaja głód. Dobrym rozwiązaniem będą jajka, twarożek, kanapka z tuńczykiem/kurczakiem. Jeżeli będziesz najedzona nie będziesz myśleć obsesyjnie o jedzeniu. Unikaj owoców, zwłaszcza tych słodkich za to jedz warzywa, zwłaszcza te zielone. Noś w torebce garść migdałów - kiedy dopada cię głód nie sięgaj po batonika, chipsy etc tylko schrup kilka orzechów - mają sporo kalorii, ale są bardzo zdrowe
- Zamiast się głodzić, jedz mądrze - nie pakuj się z własnej woli w zaburzenia odżywiania, bo to się nosi w sobie potem do końca życia, jak alkoholizm.
- Nie waż się zbyt często - waga u zdrowej kobiety może się wahać tylko z powodu fazy cyklu owulacyjnego nawet do 2 kg - spowodowane jest to różnicą poziomu hormonów w różnych fazach cyklu. Fakt, że jednego dnia ważysz 49 a 2 dni potem 50 wcale nie oznacza, że utyłaś, tylko, ze twój organizm zatrzymał wodę.
- Przy normalnym, zdrowym odżywianiu jednorazowy grzeszek w postaci wyżerki na imprezie, czy kilka drinków nie ma znaczenia - 1000 kcal ponad normę to tylko ograniczenie o połowę kaloryczności posiłków następnego dnia i załatwione - nie musisz się głodzić cały tydzień, bo zjadłaś porcję frytek do piwa.
-Unikaj jak ognia portali promujących szczupłą sylwetkę - masz wystarczające parcie na szczupłość, nie musisz się dopingować
ale tak samo unikaj słodyczy
Złych nawyków żywieniowych o wiele trudniej się pozbyć niż 10 kg nadwagi ![]()
---
A tak jeszcze na marginesie - z tym winem to jest taka pół-prawda - niby kieliszek wina ma mniej kalorii, ale duże piwo to 500 ml i mozna przy nim posiedziec dłuuuuugo, kieliszek wina natomiast to tylko jakieś 150 -200 ml i wypijając ich 2 - 3 w ramach jednego piwa to nie będzie zbyt dobre rozwiązanie
a naprawde jest trudno przesiedzieć cały wieczór nad jednym kieliszkiem, zwłaszcza jeżeli wino jest po prostu dobre ![]()
Moim zdaniem lepszym trickiem jest noszenie w torbie butelki wody mineralnej - kiedy piwo się kończy, po prostu wyciągasz wodę i popijasz - zanim ktoś zwróci na to uwagę to masz pół piwa do przodu ;D
Kiedyś były inne czasy, wtedy się liczyła tylko zabawa, teraz każdy patrzy na kalorie w każdym wieku, gdziekolwiek się jest.
Nawet faceci zaczynają przechodzić na diety. Jedzenie już nie sprawia przyjemności tylko jest przymusem
pytanie nr 1 ![]()
czy to jest normalne ??
pytanie nr 2 ![]()
czy musze byc jak kazdy ?????
pytanie nr 3 ![]()
jesli nie mam problemu z nadwaga po co mi taka rygorystyczna ( 800 kalorii ! ) dieta ???
refleksja nr 1 ![]()
moment w ktorym jedzenie przestaje sprawiac przyjemnosc a staje sie jedynie przymusem- oznacza ze zaczynamy miec problem
refleksja nr 2 ![]()
nie wiem czy zasluzylam sobie na tekst pt. "kiedys byly inne czasy" ![]()
byc moze.
ale piszac "ja w Twoim wieku" przymrozylam oko smiejac sie z tego zwrotu ![]()
dziewczyny. nie warjujcie ! ![]()
To co opisujesz, to wygląda na początki bulimii. Początki, bo umiesz to jeszcze opanować (przy zaawansowanej bulimii osoba podczas ataku potrafi zjeść od kilku do kilkunastu tysięcy kalorii.
Jeżeli mogę ci coś poradzić, to tak:
- Nie ograniczaj kaloryczności tak rygorystycznie, 800 kcal to stanowczo za mało (na diecie 1000kcal są czasem osoby, które mają po kilkadziesiąt kg nadwagi - Ty masz wagę w normie (!) ). Przy tak ubogiej diecie ataki głodu są normalne, bo twój organizm chce żyć, a nie wykończyć się.- Są w sieci kalkulatory do obliczania zapotrzebowania energetycznego (ilość kcal/dzień w zależności od trybu życia., wagi i wieku ) - możesz poszperać , poszukać jakiegoś dobrego i obliczyć ile kalorii potrzebujesz - ogranicz liczbę o 200 wtedy nie przytyjesz na pewno, a zawsze masz malutki zapas na pączka, czy drinka.
Ograniczanie drastyczne kalorii prowadzi do spowolnienia przemiany materii, a wtedy twój organizm będzie spalał mniej kalorii - to równia pochyła - w końcu rozstroisz sobie organizm- Naucz się jeść zdrowo, jeżeli będziesz dostarczać swojemu organizmowi wszystkie składniki odżywcze to nie będziesz czuła głodu, a ataki wilczego apetytu znikną albo będą bardzo rzadkie.
- Zaczynaj dzień od śniadania z białkiem, białko daje uczucie sytości, długo się trawi i dobrze zaspokaja głód. Dobrym rozwiązaniem będą jajka, twarożek, kanapka z tuńczykiem/kurczakiem. Jeżeli będziesz najedzona nie będziesz myśleć obsesyjnie o jedzeniu. Unikaj owoców, zwłaszcza tych słodkich za to jedz warzywa, zwłaszcza te zielone. Noś w torebce garść migdałów - kiedy dopada cię głód nie sięgaj po batonika, chipsy etc tylko schrup kilka orzechów - mają sporo kalorii, ale są bardzo zdrowe
- Zamiast się głodzić, jedz mądrze - nie pakuj się z własnej woli w zaburzenia odżywiania, bo to się nosi w sobie potem do końca życia, jak alkoholizm.
- Nie waż się zbyt często - waga u zdrowej kobiety może się wahać tylko z powodu fazy cyklu owulacyjnego nawet do 2 kg - spowodowane jest to różnicą poziomu hormonów w różnych fazach cyklu. Fakt, że jednego dnia ważysz 49 a 2 dni potem 50 wcale nie oznacza, że utyłaś, tylko, ze twój organizm zatrzymał wodę.
- Przy normalnym, zdrowym odżywianiu jednorazowy grzeszek w postaci wyżerki na imprezie, czy kilka drinków nie ma znaczenia - 1000 kcal ponad normę to tylko ograniczenie o połowę kaloryczności posiłków następnego dnia i załatwione - nie musisz się głodzić cały tydzień, bo zjadłaś porcję frytek do piwa.
-Unikaj jak ognia portali promujących szczupłą sylwetkę - masz wystarczające parcie na szczupłość, nie musisz się dopingować
![]()
ale tak samo unikaj słodyczy
Dziękuję za porady:) W bulimie raczej się nie wpakuje ponieważ nigdy nie stosowałam żadnych środków przeczyszczających. Czasem mam ochotę ale chyba za bardzo boję się konsekwencji. Wole w dzień po obżarstwie zrobić sobie trening.
Z jedzeniem białka nie będę miała problemu bo uwielbiam nabiał w każdej postaci. (nienawidzę mięsa).
Warzyw też jem sporo, inaczej nie udałoby mi się jeść 800kcal dziennie..:)
Nigdy nie jestem głodna poza domem. Zazwyczaj napady mam w weekend wieczorami, szczególnie kiedy nie mam nic konkretnego do roboty.
Nie wiem czy dałabym rade wytrzymać kilka dni bez ważenia się ..(to silniejsze ode mnie;p).. Aczkolwiek pocieszyłaś mnie tym że waga zmienia się w różnych fazach cylku. Może następnym razem nie będę wpadała w panikę kiedy przybędzie mi jeden kg. ![]()
Bulimia to nie tyle powodowanie wymiotów po obżarstwie co niekontrolowane ataki głodu. Nie ma znaczenia czy wymiotujesz po, czy katujesz się ćwiczeniami żeby spalić nadmiar kalorii - zasada jest ta sama - najpierw głodzenie, żeby schudnąć, potem ataki głodu i wciąganie wszystkiego jak odkurzacz - pewnie bulimii jeszcze nie masz, ale jeżeli martwisz się zjedzeniem 2500 kcal w ciągu jednego dnia, a potrafisz żyć na 800kcal/dzień to masz już zaburzone postrzeganie co jest prawidłowym odżywianiem, co dietą, a co głodzeniem się.
19 2013-07-19 19:53:38 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-07-19 19:54:11)
Wybacz, Autorko, ale oszukujesz sama siebie. Gdybys mogla sobie poradzic sama z problemem, nie pisalabys tutaj.
Potrzebny Ci psycholog. Masz problem nie tylko z jedzeniem, kuleja tez relacje z rodzicami.
Druga sprawa... w dzisiejszych czasach jest tyle tragedii, tyle bolu, smierci, a Waszym byc albo nie byc jest niska waga...
Sorry, ja tego nie rozumiem. Naprawde. Uwazam to za bardzo plytkie. Szczuplutki wyglad nie da Wam szczescia, nie zapewni kupy przyjaciol.
P.S Uprzedzam pytanie, nie, nie naleze do grubasow.
Aha, to nie jedzenie rujnuje Twoje zycie - Ty sama to robisz.
20 2013-07-19 19:55:59 Ostatnio edytowany przez blackpearl95 (2013-07-19 20:06:05)
Bulimia to nie tyle powodowanie wymiotów po obżarstwie co niekontrolowane ataki głodu. Nie ma znaczenia czy wymiotujesz po, czy katujesz się ćwiczeniami żeby spalić nadmiar kalorii - zasada jest ta sama - najpierw głodzenie, żeby schudnąć, potem ataki głodu i wciąganie wszystkiego jak odkurzacz - pewnie bulimii jeszcze nie masz, ale jeżeli martwisz się zjedzeniem 2500 kcal w ciągu jednego dnia, a potrafisz żyć na 800kcal/dzień to masz już zaburzone postrzeganie co jest prawidłowym odżywianiem, co dietą, a co głodzeniem się.
To jest definicja bulimii:
W literaturze psychologicznej i medycznej bulimia jest najczęściej określana jako schorzenie o podłożu psychicznym, którego istotą jest świadome objadanie się połączone z poczuciem utraty kontroli nad ilością przyjmowanego pokarmu, prowokowanie wymiotów, zażywanie środków przeczyszczających i/lub moczopędnych. Zachowaniom tym najczęściej towarzyszy poczucie winy, wstydu oraz wstrętu do samej siebie. Osoby chorujące na bulimię oceniają swoją wartość na podstawie wagi i wyglądu.
Z tego co wiem to 2500kcal to o wiele za dużo więc mogę mieć później wyrzuty sumienia za odstępstwo od diety. Nie wydaje mi się też aby dieta 800 kcal była zjawiskiem chorobowym. Bo w takim wypadku duża część znanych mi osób borykała by się z problemami zaburzeń odżywiania.
Wiem że jem za mało, ale nie definiowałabym tego od razu jako bulimie.
21 2013-07-19 20:05:10 Ostatnio edytowany przez blackpearl95 (2013-07-19 20:09:47)
Wybacz, Autorko, ale oszukujesz sama siebie. Gdybys mogla sobie poradzic sama z problemem, nie pisalabys tutaj.
Potrzebny Ci psycholog. Masz problem nie tylko z jedzeniem, kuleja tez relacje z rodzicami.Druga sprawa... w dzisiejszych czasach jest tyle tragedii, tyle bolu, smierci, a Waszym byc albo nie byc jest niska waga...
Sorry, ja tego nie rozumiem. Naprawde. Uwazam to za bardzo plytkie. Szczuplutki wyglad nie da Wam szczescia, nie zapewni kupy przyjaciol.P.S Uprzedzam pytanie, nie, nie naleze do grubasow.
Aha, to nie jedzenie rujnuje Twoje zycie - Ty sama to robisz.
Masz racje mój post tutaj można potraktować jak przyznanie się że mam problem. Ale nie uważam od razu że to jest bulimia.. definicje bulimii masz w poście powyżej. To że dbam o swoją wagę i swój wygląd to nie oznacza od razu że nie mam serca. I jestem nieczuła na wszystkie problemy tego świata. Jeżeli za płytkie uważasz dbanie o własny wygląd to jestem ciekawa co Ty wkładasz od siebie w to aby na świecie było mniej tragedii i bólu. Na pewno nie więcej niż ja. Więc zamiast z góry mnie osądzać zastanów się nad tym co Ty robisz aby żyło się wszystkim lepiej. Bo ja na pewno nikomu krzywdy nie robię tym że może zbyt przesadnie dbam o swoją sylwetkę:)
22 2013-07-19 20:11:36 Ostatnio edytowany przez niebieskookabrunetka (2013-07-19 20:17:36)
niebieskookabrunetka napisał/a:Kiedyś były inne czasy, wtedy się liczyła tylko zabawa, teraz każdy patrzy na kalorie w każdym wieku, gdziekolwiek się jest.
Nawet faceci zaczynają przechodzić na diety. Jedzenie już nie sprawia przyjemności tylko jest przymusempytanie nr 1
czy to jest normalne ??pytanie nr 2
czy musze byc jak kazdy ?????pytanie nr 3
jesli nie mam problemu z nadwaga po co mi taka rygorystyczna ( 800 kalorii ! ) dieta ???refleksja nr 1
moment w ktorym jedzenie przestaje sprawiac przyjemnosc a staje sie jedynie przymusem- oznacza ze zaczynamy miec problemrefleksja nr 2
nie wiem czy zasluzylam sobie na tekst pt. "kiedys byly inne czasy"
byc moze.
ale piszac "ja w Twoim wieku" przymrozylam oko smiejac sie z tego zwrotudziewczyny. nie warjujcie !
Na Twoim profilu piszę ze masz 40 lat. Ja jestem dużo młodsza i wydaję mi się że kiedyś 'dieta' nie była taka popularna.
Myślę, że jak ktoś nie ma takich problemów żywieniowych a szczególnie doświadczenia w tym, nie powinien się wypowiadać ![]()
Z tego co widzę to Ty nie rozumiesz problemu dziewczyny, która założyła ten temat.
Jeśli dla kogoś coś jest mało zrozumiałe to znaczy, że po prostu to go nie dotyczy, nie umie myśleć tak samo jak inna osoba na dany temat.
Przecież przy wzroście 168, 49kg wagi to nie jest dużo..więc po co ty się tak głodzisz..?
Proponuje zmianę, jak będziesz jadła tak ok. 1500-2000kcal to będzie akurat i nie będziesz mieć napadów głodu.. Pozdrawiam
24 2013-07-19 20:24:48 Ostatnio edytowany przez niebieskookabrunetka (2013-07-19 20:25:40)
Ja trzymam za Ciebie kciuki 'blackpearl95'. Musi Ci się udać wyjść z tej obsesji i spojrzeć na świat, który jest przepełniony innymi cudami natury i ważniejszymi piorytetami niż jedzenie.
![]()
Ja trzymam za Ciebie kciuki 'blackpearl95'. Musi Ci się udać wyjść z tej obsesji i spojrzeć na świat, który jest przepełniony innymi cudami natury i ważniejszymi piorytetami niż jedzenie.
![]()
Dzięki:) Tez mam taką nadzieję. Dzięki za wszystkie rady. Mam zamiar kilka z nich wcielić w życie;) Mam nadzieje że w roku szkolnym wpadnę w wir nauki(maturka) i skończy się rozmyślanie nad jedzeniem;p
eine_gute_ehefrau napisał/a:niebieskookabrunetka napisał/a:Kiedyś były inne czasy, wtedy się liczyła tylko zabawa, teraz każdy patrzy na kalorie w każdym wieku, gdziekolwiek się jest.
Nawet faceci zaczynają przechodzić na diety. Jedzenie już nie sprawia przyjemności tylko jest przymusempytanie nr 1
czy to jest normalne ??pytanie nr 2
czy musze byc jak kazdy ?????pytanie nr 3
jesli nie mam problemu z nadwaga po co mi taka rygorystyczna ( 800 kalorii ! ) dieta ???refleksja nr 1
moment w ktorym jedzenie przestaje sprawiac przyjemnosc a staje sie jedynie przymusem- oznacza ze zaczynamy miec problemrefleksja nr 2
nie wiem czy zasluzylam sobie na tekst pt. "kiedys byly inne czasy"
byc moze.
ale piszac "ja w Twoim wieku" przymrozylam oko smiejac sie z tego zwrotudziewczyny. nie warjujcie !
Na Twoim profilu piszę ze masz 40 lat. Ja jestem dużo młodsza i wydaję mi się że kiedyś 'dieta' nie była taka popularna.
Myślę, że jak ktoś nie ma takich problemów żywieniowych a szczególnie doświadczenia w tym, nie powinien się wypowiadać
Z tego co widzę to Ty nie rozumiesz problemu dziewczyny, która założyła ten temat.
Jeśli dla kogoś coś jest mało zrozumiałe to znaczy, że po prostu to go nie dotyczy, nie umie myśleć tak samo jak inna osoba na dany temat.
widac niedokladnie przeczytalas co pisze.
zyje nadal jakbys nie zauwazyla
- tu i teraz
mam swiadomosc wielu problemow w przeciwienstwie do Ciebie
problem autorki watku, a w zasadzie dwa jej problemy doskonale rozumiem i zdiagnozowalam juz w drugim moim poscie
nie oznacza to jednak ze bede biadolic nad nia i robic kolko wzajemnej adoracji
ani tym bardziej myslec tak samo i glaskac po glowie
glowie w ktorej jest duzy problem.
a na doswiadczenie to sie nawet ze mna nie probuj mierzyc
bo Cie wciagne nosem ![]()
27 2013-07-19 20:54:19 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-07-19 20:59:13)
Z tego co wiem to 2500kcal to o wiele za dużo więc mogę mieć później wyrzuty sumienia za odstępstwo od diety. Nie wydaje mi się też aby dieta 800 kcal była zjawiskiem chorobowym. Bo w takim wypadku duża część znanych mi osób borykała by się z problemami zaburzeń odżywiania.
Wiem że jem za mało, ale nie definiowałabym tego od razu jako bulimie.
Nie napisałam, ze masz bulimie, tylko, że to wygląda na jej początki - tzn, ze jeżeli będziesz tak postępować (tzn głodzić się a potem objadać) to sobie ją możesz zafundować w całej okazałości.
Raz piszesz, że nigdy nie miałaś problemów z wagą, ale głodzisz się 800kcal dziennie - jeżeli nie masz problemów z wagą to po co to robisz? (bo masz problem z odżywianiem się? ) jeżeli nie masz bulimicznych napadów głodu to dlaczego martwi cię zjedzenie 2500kcal - przecież każdy człowiek jeżeli jest długo głodny zjada potem więcej, żeby uzupełnić niedobór.
Jeżeli nie masz zaburzeń odżywiania dlaczego przy wadze 49kg piszesz, ze jedzenie rujnuje ci życie?
Jeżeli nie masz problemów z odżywianiem sie dlaczego martwią cię kalorie z piwa, których kilka wypijasz co drugi dzień (bo są wakacje) a nie martwi cie to, że co drugi dzień w wieku 18 lat się upijasz? (+200kcal z piwa to nie jest powód do rozpaczy, po prostu nastepnego dnia zjadasz dwie kromki chleba mniej i sprawa załatwiona)
Nie wydaje mi się też aby dieta 800 kcal była zjawiskiem chorobowym. Bo w takim wypadku duża część znanych mi osób borykała by się z problemami zaburzeń odżywiania.
i pewnie dużo z tych osób ma, tylko w młodym wieku skutków jeszcze nie widać
Wiesz skąd się wzięła to zaczarowane 1000kcal o których ciągle mówią we wszystkich dietach? Bo dla przeciętnej kobiety 1000kcal to minimum na procesy życiowe, takie jak oddychanie, trawienie, produkowanie krwi, hormonów, utrzymanie temperatury itd. Schodząc poniżej tego minimum odbierasz organizmowi energię potrzebną do życia - organizm wtedy się broni i spowalnia przemianę materii - zaczynają wolniej rosnąć włosy, paznokcie, wolniej się odnawia skóra, szybciej marzniesz, łatwiej się przeziębiasz itp.
A kiedy organizm się przyzwyczai do wolniejszej przemiany materii wiesz co się dzieje? Zaczynasz potrzebować jej mniej i zamiast chudnąć twoja waga zatrzymuje się w miejscu. I co wtedy ludzie robią najczęściej? Zaczynają intensywniej ćwiczyć żeby przemianę materii pobudzić.
A co wtedy się dzieje? Skoro dostarczasz mu mniej pożywienia niż potrzebuje zaczyna trawić sam siebie - organizm musi naprawiać stale ubytki, żeby żyć, ale jedne organy są ważniejsze od innych, dlatego stopniowo zaczynają zanikać mięśnie, bo białko jest potrzebne do naprawy serca, wątroby, trzustki, płuc... zaczynają odwapniać się kości, bo nie ma wystarczającej ilości wapnia w diecie i nie ma czym ich uzupełniać, zaczynają psuć się zęby
Jeżeli za 20 lat będziesz miała zmarszczki dwa razy większe niż rówieśniczki, to pewnie nie skojarzysz tego z faktem, ze 20 lat temu stosowałaś drakońskie diety ![]()
Oczywiście, że od diety 800kcal nie umrzesz. A przynajmniej nie od razu.
Ty wiesz najlepiej jak się odżywiasz i jak dużo sobie odmawiasz. Ale czy na pewno chcesz za szczupłą sylwetkę zapłacić swoją urodą? A tak na pewno się stanie jak ucierpią twoje włosy, skóra, paznokcie...
Zastanów się jaka cenę jesteś w stanie zapłacić za -1 cm w obwodzie uda ?....
Koniec kazania! Miłego wieczoru ![]()
Autorko, ale Ty obsesyjnie dbasz o ten wyglad i sie glodzisz.
Uwazasz, ze to normalne?
Zdrowi psychicznie ludzie tak NIE robia. I czy chcesz, czy nie, masz problem.
Nikomu nie robisz krzywdy? A sobie przypadkiem nie robisz? 170 cm i 50kg... Sprawdz sobie, ile powinnas wazyc przy swoim wzroscie.
I nigdzie nie pisalam, ze masz bulimie.
Chociaz w sumie, pewnie niepotrzebnie sie przejelam Twoim postem. W koncu tak zlecisz z wagi, ze zaczniesz tracic przytomnosc, wypadna Ci wlosy i posypia sie kosci. Wtedy pewnie rodzina Cie ubezwlasnowolni i wysle na leczenie. Tylko, ze wtedy zapomnij o wolnosci. Beda Cie pilnowac na kazdym kroku, zebys jadla normalnie. I wyjdziesz do domu dopiero, jak stwierdza, ze jestes zdrowa. Takze powodzenia. Juz widze, jak bedzie wygladac Twoja matka kiedy sie dowie.
29 2013-07-19 21:21:52 Ostatnio edytowany przez blackpearl95 (2013-07-19 21:24:46)
Iceni:
Dziękuje że poświęciłaś tyle czasu na napisanie tego: kazania (jak sama to ujęłaś). Ale mam wrażenie że najlepiej odnosi się to do osób wychudzonych. Kiedy organizm już nie może czerpać ze zgromadzonego tłuszczu(którego one nie mają). Ja jednak nie jestem wychudzona i nie mam zamiaru być.
Jak sama pisałam podoba mi się chudość, ale szkieletorem być nie chce. Tak samo nie sądze aby skończyło się to dla mnie bulimią (nie wymiotuje, nie stosuje środków przeczyszczających). Mam nadzieje że nigdy nie dopuszczę do tego co napisałaś i że twoje "kazanie" przeczytają osoby które o wiele bardziej tego potrzebują. Jedzenie rujnuje mi życie bo nie mogę przestać o tym myśleć. A każde spotkanie towarzyskie polega na żarciu-czego nie jestem w stanie zrozumieć. I denerwuje mnie ciągłe odmawianie. Jeżeli dobrze bilansuje się dietę(nawet 800kcal) to można zadbać aby zawierała wszystkie niezbędne do życia składniki. A propos alkoholu- są wakacje;) Z rokiem szkolnym zazwyczaj wraca się do normy.
30 2013-07-19 21:31:41 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-07-19 21:38:05)
![]()
Zabawne jest to, że zakladasz na forum temat o problemie, a ppotem niemal w każdym poście udowadniasz, ze go nie masz
![]()
Ok, nie masz bulimii. Czy to oznacza, że nie masz problemu?
A w zasadzie to czego oczekujesz? Porady jak nie jeść? Jak prawidłowo się odchudzać? Jak zaakceptować swój wygląd?
A może tylko chcesz usłyszeć kilka pochwał, że mając 49kg wygladasz na pewno ślicznie?Bo teraz to już nie wiem...
Odnoszę poprostu wrażenie że dużo osób go w pewien sposób wyolbrzymia. Moim problemem jest to że ciągle myślę o jedzeniu i wiem że to nie jest normalne. Może też po części zakładając ten wątek nie jestem pewna czy to jest problem?. Chciałam zobaczyć co myślą o tym inni ludzie. I po części udowodnić sobie że nie jest ze mną aż tak źle. Albo po prostu wygadać się komuś kto zaraz nie wpadnie w panikę albo zażenowanie. Zobaczyć czy tak bardzo odbiegam od rzeczywistości. Może ktoś podpowiedziałby jak pozbyć się tych myśli, ktoś kto miał podobnie.
Dużo osób mi mówi że często wszystko neguje w rozmowach. Ale po prostu to jest taka funkcja wypierania różych rzeczy z mojego mózgu i przekonywania samej siebie że jest dobrze;)
Omg! Dziewczyno, ciągle myślisz o jedzeniu bo się glodzisz. To, ze ty uwazasz, ze 800kcall ci wystarczy na dzień to nie oznacza, że od razu stanie się to prawdą. Zacznij odchudzać się z głowa, ze zbilansowana dietą a przestaniesz myśleć ciagle o jedzeniu.
Przecież to jest jasne jak słońce, ale ty uparcie czekasz, aż ktoś napisze, ze 800kcal wystarczy powinnas tylko robić to, to i to.
Nic z tego - póki będziesz się glodzic będziesz myśleć o jedzeniu ![]()
Mam podobny problem który niestety wraca. Ale można sprawić że na chwilę zniknie. Musisz uświadamiać sobie że nie jesteś gruba. Nie jedz fastfoodów tylko normalne zdrowe jedzenie ćwicz codziennie będziesz się lepiej czuła psychicznie dzięki czemu i fizycznie. Mi też pomógł narzeczony bardzo w moim problemie może masz kogoś kto Ci pomoże kto Cię codziennie widzi nie koniecznie musi to być mężczyzna ![]()
niebieskookabrunetka napisał/a:eine_gute_ehefrau napisał/a:pytanie nr 1
czy to jest normalne ??pytanie nr 2
czy musze byc jak kazdy ?????pytanie nr 3
jesli nie mam problemu z nadwaga po co mi taka rygorystyczna ( 800 kalorii ! ) dieta ???refleksja nr 1
moment w ktorym jedzenie przestaje sprawiac przyjemnosc a staje sie jedynie przymusem- oznacza ze zaczynamy miec problemrefleksja nr 2
nie wiem czy zasluzylam sobie na tekst pt. "kiedys byly inne czasy"
byc moze.
ale piszac "ja w Twoim wieku" przymrozylam oko smiejac sie z tego zwrotudziewczyny. nie warjujcie !
Na Twoim profilu piszę ze masz 40 lat. Ja jestem dużo młodsza i wydaję mi się że kiedyś 'dieta' nie była taka popularna.
Myślę, że jak ktoś nie ma takich problemów żywieniowych a szczególnie doświadczenia w tym, nie powinien się wypowiadać
Z tego co widzę to Ty nie rozumiesz problemu dziewczyny, która założyła ten temat.
Jeśli dla kogoś coś jest mało zrozumiałe to znaczy, że po prostu to go nie dotyczy, nie umie myśleć tak samo jak inna osoba na dany temat.widac niedokladnie przeczytalas co pisze.
zyje nadal jakbys nie zauwazyla- tu i teraz
mam swiadomosc wielu problemow w przeciwienstwie do Ciebie
problem autorki watku, a w zasadzie dwa jej problemy doskonale rozumiem i zdiagnozowalam juz w drugim moim poscie
nie oznacza to jednak ze bede biadolic nad nia i robic kolko wzajemnej adoracji
ani tym bardziej myslec tak samo i glaskac po glowie
glowie w ktorej jest duzy problem.
a na doswiadczenie to sie nawet ze mna nie probuj mierzyc
bo Cie wciagne nosem
Jak dla mnie to rozmowa z Tobą nie ma sensu.
'to się nawet ze mną nie próbuj mierzyć' - haha a co ty jesteś jakiś guru?
Pogrążasz się swoimi tekstami.. Ależ przepraszam Ty masz największe doświadczenie we wszystkim! Ty to jesteś mistrz haha !
eine_gute_ehefrau napisał/a:niebieskookabrunetka napisał/a:Na Twoim profilu piszę ze masz 40 lat. Ja jestem dużo młodsza i wydaję mi się że kiedyś 'dieta' nie była taka popularna.
Myślę, że jak ktoś nie ma takich problemów żywieniowych a szczególnie doświadczenia w tym, nie powinien się wypowiadać
Z tego co widzę to Ty nie rozumiesz problemu dziewczyny, która założyła ten temat.
Jeśli dla kogoś coś jest mało zrozumiałe to znaczy, że po prostu to go nie dotyczy, nie umie myśleć tak samo jak inna osoba na dany temat.widac niedokladnie przeczytalas co pisze.
zyje nadal jakbys nie zauwazyla- tu i teraz
mam swiadomosc wielu problemow w przeciwienstwie do Ciebie
problem autorki watku, a w zasadzie dwa jej problemy doskonale rozumiem i zdiagnozowalam juz w drugim moim poscie
nie oznacza to jednak ze bede biadolic nad nia i robic kolko wzajemnej adoracji
ani tym bardziej myslec tak samo i glaskac po glowie
glowie w ktorej jest duzy problem.
a na doswiadczenie to sie nawet ze mna nie probuj mierzyc
bo Cie wciagne nosemJak dla mnie to rozmowa z Tobą nie ma sensu.
'to się nawet ze mną nie próbuj mierzyć' - haha a co ty jesteś jakiś guru?![]()
Pogrążasz się swoimi tekstami.. Ależ przepraszam Ty masz największe doświadczenie we wszystkim! Ty to jesteś mistrz haha !
mala, wytrzyj piane z ust bo cie oszpeca,
potem przeczytaj to co napisalam ja, przeczytaj co napisalas ty
pomysl... to nie boli naprawde ![]()
potem komentuj- ze zrozumieniem
atak dla samego ataku faktycznie pozbawia sensu kazda dyskusje
do autorki watku
jezeli uwazasz ze faktycznie nie masz problemu, chociaz tytulem watku zasugerowalas inaczej,
masz jedynie dyskomfort wynikajacy z natrectwa mysli
a chcesz sie tej obsesji pozbyc, badz ja ograniczyc
co moze byc trudne bez pomocy specjalisty, no ale Ty chcesz radzic sobie sama, wiec probuj...
przekieruj swiadomie swoje myslenie na inny temat
z pewnoscia jest cos co poza dietami, kaloriami, nieustajaca kontrola wlasnej wagi, absorbuje Twoja uwage
przeciez na pewno masz jakies zainteresowania, pasje ?
idz w tym kierunku
z tym ze to bedzie wymagalo od Ciebie wysilku i dyscypliny
swiadomej kontroli wlasnych mysli i panowania nad nimi
co do zmuszania do jedzenia przez inne osoby, nachalnego czestowania na imprezach
powiem Ci tak - mam to samo
strasznie tego nie lubie ! chociaz z innego powodu niz Ty
unikam jedzenia poza domem bo zwyczajnie nie lubie jesc gdzie indziej
wiec ogolnie zazwyczaj odmawiam
chociaz ludzie roznie reaguja ja nie robie z tego problemu
bo to jest ICH PROBLEM ![]()
i tak do tego podchodz
z drugiej strony tak sobie mysle...
czy jakiekolwiek rady dla Ciebie maja sens
i szczerze powiem chyba nie bardzo
zakladasz watek bo masz problem a potem w kazdym kolejnym poscie
probujesz przekonac nas, sama siebie ( ? ) ze zadnego problemu nie ma
dostalas duzo wskazowek, i naprawde dobrych rad
wszystko zanegowalas...
moze Ty po prostu lubisz o sobie rozmawiac ?
koncentrowac uwage na swojej osobie dla samej koncentracji ?
rozejrzyj sie wokol siebie i troszke dalej tez ![]()
moze wolontariat ?
Drogie panie: eine_gute_ehefrau i niebieskookabrunetka, bardzo proszę o przeniesienie prywatnych sporów na drogę mailową, a tutaj o trzymanie się głównego tematu merytorycznej (!) dyskusji.
Blackpearl95,
wyznacznikiem zaburzeń odżywiania nie są tylko encyklopedyczne wymioty po posiłku czy "marzenie o szczupłej sylwetce", ale ogólne nastawienie emocjonalne do jedzenia, do siebie samej, swojego wyglądu i życia oraz poglądy, przekonania na ten temat.
Zatytuowałaś post "Jedzenie rujnuje mi życie".
Codziennie ważysz się i szczegółowo analizujesz to, co, kiedy i dlaczego zjadasz.
Spożywanie dziennie 800 kcal dla osoby aktywnej, uczącej się, wychodzącej z domu wieczorami i uprawiającej sport to BARDZO mało. Za to 2500 kcal, które Twoim zdaniem jest ogromnym obżarstwem, po którym masz wyrzuty sumienia, wcale nie jest ilością tak dużą. Kilka bardziej obfitych posiłków i taka suma kalorii zdarza się większości zdrowo odżywiających się ludzi. Dla osób pracujących i regularnie uprawiających sport może być to wręcz zalecana norma dzienna.
Podczas swoich uczt masz wrażenie braku kontroli, "puszczenia hamulców". Rzucasz się na jedzenie, ponieważ wcześniej przez kilka dni dostaraczałaś kalorii znacznie poniżej normy.
Być może od rodziców przejęłaś przekonanie, że przeżywanie stresu, kompleksów, wątpliwości, proszenie o pomoc w radzeniu sobie z problemami (np. proszenie właśnie rodziców lub psychologa albo przyjaciół) jest oznaką słabości albo dziwactwa.
Masz myśl charakterystyczną dla kobiet, które nie troszczą się o swoją dietę dla zdrowia i z rozsądku, ale obsesyjnie - "Skoro już zjadłam czipsy/ czekoladę/ wypiłam piwo, to dzisiejszy dzień mogę uznać za zmarnowany i nieważny. A skoro wrócę do diety dopiero od jutra, to dziś do końca dnia mogę dać upust swojemu łakomstwu i zjeść wszystko, na co będę miała ochotę". Sensem zdrowego odżywiania jest jedzenie rozsądne - dieta zawierające wszystkie składniki, również słodycze, słone przekąski czy alkohol. Ty dzielisz dni na "z sukcesem", czyli poniżej 1000 kcal - lub "zawalone" z wieczorem w pubie lub nalotem na lodówkę.
Cieszysz się na intensywny, stresujący rok maturalny, który, chciałabyś, aby odciągnął Twoją uwagę od spraw jedzenia.
Czujesz, że nie możesz otwarcie opowiedzieć o swoich odczuciach z tym związanych rodzicom.
Z pewnością nie jest celem forumowiczek, aby siłą wmówić Ci głębokie zaburzenia odżywiania. Być może fakt, że wszystkie opinie były jednak takim sygnałem "Coś jest u Ciebie nie tak. To co robisz nie jest zdrowe" wynika z tego, jak silny jest Twój opór przed przyjęciem i zaakceptowaniem takich informacji i porad.
Większość zaburzeń odżywania nie przebiega standardowo z głodzeniem się, jak w anoreksji i wymiotowaniem lub przeczyszczaniem się po jedzeniu w bulimii. Osoba z zaburzeniami odżywiania może mieć okresy (nawet wielomiesięczne lub wieloletnie), kiedy odżywia się prawidłowo. Nie jest to jednak jednoznaczne z wyleczeniem, dopóki nie podda pracy nie tylko samej czynności jedzenia, ale też emocji, przekonań z tych związanych, swoich kompleksów, obaw, relacji z bliskimi itp.
Z pewnością warto, abyś zwiększyła codzienną normę kaloryczną. Jeśli na co dzień będziesz prawidłowo odżywiała organizm, ale też pozwalała sobie na przyjemności, to nie będzie narastała w Tobie frustracja, która ostatecznie prowadziła dotąd do niekontrolowanej uczty. Pytanie - jak będziesz czuła się zmieniając codzienną dietę na bardziej kaloryczną? Czy zwiększy to częstotliwość Twoich myśli krążących wokół jedzenia? I czy napady obżarstwa rzeczywiście wynikały z "wygłodzenia" organizmu, czy też raczej z napięcia emocjonalnego, które nie zmieni się wyłącznie pod wpływem zmiany diety?
Drogie panie: eine_gute_ehefrau i niebieskookabrunetka, bardzo proszę o przeniesienie prywatnych sporów na drogę mailową, a tutaj o trzymanie się głównego tematu merytorycznej (!) dyskusji.
slusznie
niemniej jednak chcialam zauwazyc ze glownego tematu to sie takze trzymam ![]()