Drogie Panie.
Najpierw historia.
*
Jesteśmy razem niemal 15 lat. Czasem żartuję, że nie dałem Jej szansy poznania kogoś lepszego, gdyż byłem pierwszym facetem, który po rozpoczęciu przez Nią studiów zaprosił Ją na randkę (poznaliśmy się pierwszego Jej dnia na osiedlu akademickim - była współlokatorką dziewczyny mojego najlepszego kumpla)
Nosiłem wtedy ramoneskę, ciągle się buntowałem, miałem świetnych kumpli i...na zabój byłem zakochany w Jej imienniczce.
Walczyła o mnie długo. Bardzo długo, cierpliwie i wytrwale.
Była cudowna.
Ja...nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.
Cholera, za łatwo mi wszystko wówczas przychodziło - pieniądze, podróże, świat.
Więcej byłem za granicą niż z Nią...
Wzięliśmy ślub. Po kilku latach.
To nie tak, że byłem złym mężem. Ale...nie, nie byłem najlepszym. Na pewno.
Bo...wciąż nie ceniłem tego, co mam.
A Ona była najlepszym co mnie w życiu spotkało.
W międzyczasie była Jej choroba (bardzo poważna), po długich staraniach urodził się nam wspaniały syn.
Nie, ojcem na pewno nie byłem złym. Bo Mały to oczko w głowie taty.
Ale - wciąż nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała.
Znów wyjechałem. Uznałem, że większe pieniądze są ważniejsze niż bycie z Nimi. Że wynagrodzą im to.
Znalazła sobie kogoś.
Nie, nie mam prawa mieć o to do Niej pretensji. Przez te 15 lat większość tego czasu byłem poza domem (poza krajem), nie poświęcałem Jej tyle czasu na ile zasługiwała, nie rozumiałem, że mam największy skarb jaki można mieć w życiu: kogoś, kto Cię kocha nie za to jaki jesteś, ale za to, że po prostu jesteś.
Chciała rozwodu, więc pamiętając o tym co powyżej - zgodziłem się.
Zostawił Ją.
Dziś - próbujemy wszystko poskładać.
Na szczęście rozwód zdążyliśmy jeszcze odkręcić.
Chodzimy do psychologa - na razie każde oddzielnie, ale już niedługo pierwsze sesje razem.
Kocham Ją.
Po 15 latach wreszcie to zrozumiałem.
Po raz pierwszy nie mówię tych słów do Niej ot, tak, by one padały.
Kocham Ją. Po prostu za to, że jest.
Ale też kocham Jej śliczne zielone oczy ze złotymi plamkami słońca, kształt Jej ust kiedy się uśmiecha, to jak zarzuca głową kiedy niesforny wiatr koniecznie chce wepchnąć Jej włosy tak by nic nie widziała, to jak wydyma wargi kiedy oddycha we śnie, to jak sobie radzi ze wszystkim, to jaka jest i za to jaka będzie.
Kocham Ją.
***
Obiecaliśmy sobie że nieważne co się będzie działo, zawsze jeden wieczór w tygodniu będzie tylko dla Nas.
Zazwyczaj jest ich nawet więcej, bo junior ma wspaniałych dziadków i często się wpraszają by móc go porozpieszczać...
Staramy się wychodzić na miasto lub poza nie (stolica jednego z województw, nieduża, ale trochę miejsc na wyjście jest), przyjęliśmy jednak zasadę, że raz wyjście obmyśla jednak osoba, a raz druga, a wydatki mają mieścić w okolicach 100-120 złotych.
Natomiast...
Ileż można jeść romantycznych kolacji? Albo romantycznie spacerować?
Nie, nie mówię, że tylko jedliśmy albo spacerowaliśmy, by Maluszek mógł zrzucić te kilogramy, o co to to nie...
Ale...w trakcie tych wypraw wyszły na jaw dwie rzeczy: jak mało o sobie wiemy oraz...jak bardzo się zmieniliśmy od czasu gdy (wydawało nam się?) wiedzieliśmy o sobie wszystko...
Po 15 latach uczymy się siebie od nowa (?)
***
I teraz drogie Panie.
Chciałbym prosić o pomoc.
W związku z tym, iż tak naprawdę uwodzimy się nawzajem od nowa
a nie chciałbym wciąż powtarzać starych pomysłów, chciałbym prosić o Wasze wizje / pomysły / marzenia (?) związane z idealną randką...
Gdzie chciałybyście być, co robić, czego oczekujecie od takiej idealnej?
Napiszę Wam o jednej z nich - ale proszę, byście w żaden sposób się nią nie sugerowały: każdy pomysł, a tak naprawdę im bardziej niezwykły (i to tak pod względem miejsca jak i przebiegu) przyjmę z otwartymi ramionami.
***
Kino.
Dogadałem się z szefostwem jednego z sieciowych kin w galerii handlowej, iż jeśli na jakiś seans nie będzie chętnych, (a często tak się zdarza w środku tygodnia podczas puszczania jakiegoś niszowego filmu) to dadzą mi znać i pozwolą wstawić stolik oraz na wniesienie jedzenia.
Więc - dogadałem się też w jednym z lokali z na piętrze, że w zamian za zamówienie u nich dania na wynos, wypożyczą mi stolik.
W efekcie - cała sala kameralna tylko dla nas.
Koszt: 65PLN-jedzenie / 50PLN-sala / wino, kieliszki i obrus własne.
Uwaga! Musiałem zostawić kaucję - tak za stolik jak i w kinie (na wypadek uszkodzenia)
Obie odebrałem.
***
Z zaproponowanych miejsc / pomysłów będę co tydzień wybierał jeden i po wcieleniu go w życiu wrzucę opis.
Może tak być?
Z góry dziękuję za wszelkie sugestie.
A.