Witajcie
Nie wiem dlaczego tu sie zalogowałam i postanowiłam napisać możne dlatego ze gdzieś to musze to wyrzucić... 5 lat temu poznałam GO miłość od pierwszego wejrzenia dla mnie i dla niego. Wpatrzeni w siebie jak w obrazek byliśmy każdy nas miał za idealna parę. On dbał o mnie zawsze czule mówił ze wzajemnością. Byliśmy szczęśliwi, jak w każdym związku były kłótnie ale zawsze się godziliśmy i było pięknie. Bardzo dobry miałam kontakt z jego rodziną wszyscy czekali na nasz ślub ale nam się nie śpieszyło. W jakiś dzień nie mogłam się z nim dogadać i były ciche dni trwały 3 dni. W końcu zdecydowałam pojechać do niego nie było go jego brat mi ściemniał że nie wie gdzie jest i tak dalej ale powiedziałam że się nie ruszę do póki się nie pojawi bo nie wiem o co chodzi. Dostałam smsa że to koniec że jemu w głowie się poprzestawiało nie chce ze mną być że to koniec i mam go nie szukać. Szok dla mnie był to szok nie wiedziałam co robić.. Nie odbierał... Zabrałam mu dokumenty bo wiedziałam że siła muszę go skłonić do tłumaczeń. I napisałam że mam jego rzeczy itd kazał mi je odwieź na miejsce powiedziałam że to zrobię jak mi powie o co chodzi. Powiedział że ma kogoś i ona jest w ciąży. To był szok jeszcze 3 dni wcześniej kochał mnie nad życie nosił na rekach byłam najważniejsza zawsze to podkreślał.. Przyjechał po papiery zaczęłam od niego wyciągać czy to prawda, potwierdził jest w 2 miesiącu był z nia u lekarza. Powiedział że dobrze im się rozmawiało dzwoniła często rozmawiali i raz się spotkali i wtedy to się stało... Po urodzeniu zrobi test na ojcostwo. Ona wiedziała o mnie doskonale. Nie chce mi się wierzyć ze częściej się z nią nie spotykał. Powiedział że musi z nią być musi być szczęśliwy. Ona mu mówi że go kocha on nie wie czy ją kocha ale mnie już nie chyba mówi że nie wie.. Plątał się w tym wszystkim, tak naprawdę nie wiem jak było... płakał... przepraszał... Był moją pierwsza miłością pierwszym facetem zawsze wierna i tylko jego... Zniszczył mnie a ja żyć nie chce.... mam dość.. Mieszka 3 km odemnie nie umiem żyć ze świadomością ze coś takiego się stało... Nie mam siły nie umiem żyć sama cierpię czuje ze pękam i ze nie dam rady...
Podobne tematy
Witaj
Wiem, ze jesteś zdruzgotana, ale uwierz, naprawdę czas leczy rany.To co Cię spotkało, spotkalo tu wielu z Nas, mnie tez mój mąz kochał przy obiedzie, a wieczorem nie było go już w domu, i musze z tym żyć.Ja wiem, ze na początku sie nie chce, ze nie masz na nic siły, i niestety tak będzie przez jakiś czas.
Nie biegaj za nim, nie dzwoń, to nie ma sensu.Skoro tak Cie oszukał i zostanie ojcem, najwyrazniej nie było pisane Wam bycie razem, chociaz to teznie reguła, bo ,,tylko,,dla dziecka związku sie nie zbuduje.
Proponuje poczekac, zająć sie soba, praca, wyjsciem ze znajomymi, to naprawde pomaga.Wiem po sobie, bo nie znam w miescie gdzie mieszkam nikogo, oprócz jednej osoby, i ze wszystkim jestem sama, ale jak moja przyjaciółka przyjezdza do mnie, jest całkiem inaczej.Skupiam sie na synu, pracy, zwierzetach.Może juz niedługo zrobię coś dla siebie???
Pamiętaj, nie on jeden stapa po tej ziemii, jeszcze za jakis czas napiszesz, że jest juz dobrze, a moze spotkasz kogoś, kto wynagrodzi Tobie wszystko to, przez co teraz cierpisz
Głowa do góry!!!
Pozdrawiam
Minęła dwa tygodnie i dwa dni
Twoj partner pokazał że jest bardzo niedojrzały. Zadał Ci cios prosto w serce jak najgorszemu wrogowi. Wiem że jest Ci teraz bardzo ciężko... czuje to. Jednak tak samo jak Mawrula uważam że czas złagodzi ból. Cieżko wyrzucić negatywne myśli ale życie jest tak cholernie przewrotne... każdy kolejny dzień bedzie coraz jaśniejszy... trzymaj się i bądź silna !
4 2013-07-13 16:56:19 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-04-06 22:01:45)
Niektórzy mężczyźni powiedzą nam wprost, że to ?wypadek?, że ?nie planowali tego?, że ?tylko ciebie kocham?... i paradoksalnie, często rzeczywiście tak jest z ich punktu widzenia. Może jest jakaś racja w teoriach o potrzebie ciągłego zdobywania, udowadniania swojej atrakcyjności i sprawności seksualnej. Mężczyzna mówi ?nie mam tego w domu, nie jestem doceniany, a ta trzecia potrafi mi to dać...?. Dlaczego jednak nie rozmawia o tym, a może komunikuje to przez lata, lecz my tego nie zauważamy? A może mają od nas wszystko, ale ta nieznośna potrzeba zdobywania sprawia, że tracą instynkt samozachowawczy? I bardzo często usłyszymy, że to ?nic nie znaczący skok w bok? i w jego przekonaniu będzie to szczera prawda. Będzie żałował, że tak się stało, będzie chciał wrócić, jednak nie wie, że o ile wybaczenie jest możliwe, to... zapomnieć się nie da. Szczególnie jeśli ze "skoku w bok" jest dziecko i wtedy koniec. Musisz się z tym pogodzić i cieszyć się raczej, że to stało się teraz, a nie jak byście byli małżeństwem z dziećmi. Znajdziesz jeszcze poważnego mężczyznę. Czas leczy rany skutecznie. Jak też musiałam się podźwignąć w swoim czasie, robiłam to za pomocą odnoszenia się do problemów innych ludzi, które były poważniejsze niż moje (mnóstwo tego jest w publikacjach na [spam] i tam są wnioski i rady z tysięcy prawdziwych historii - najlepiej jak dowiesz się co masz robić od tych ludzi, którzy już przeszli swoje piekło i wiedzą, co należy zrobić w takiej sytuacji, żeby uzdrowić swoje życie a nie wpuścić się w jeszcze większe bagno, np. próbując przebaczyć i żyć dalej - aż do następnego "skoku", który partner by ci niechybnie uskutecznił).