Cześć.
Jestem lakos i jestem uzależniony.
Uzależniony od niej. Od kobiety, z którą spędziłem prawie półtora roku. Od kobiety, która mnie zostawiła, bo jak twierdzi nie potrafi ze mną żyć.
Kawałki mojej historii znajdują się w innym temacie. Zresztą nie sama historia jest tutaj najważniejsza. Ważniejsze to, co z tego wynika, a mianowicie w tej chwili jedynym rozwiązaniem jest całkowite odstawienie, detoks.
Ostatni raz rozmawialiśmy wczoraj, dowiedziałem się, m.in. tego, że nie będziemy już razem, że nie chce ze mną być. Później była jeszcze wymiana smsów w kwestii jej rzeczy w mieszkaniu. Zadała pytanie, odpowiedziałem, napisała coś jeszcze, a ja już nie. Ostatnia rozmowa.
Zakładam ten wątek, żeby ulżyć sobie. Nie ukrywam. Chciałbym wyrzucać tutaj z siebie wszystko to, co siedzi mi w głowie i jak się czuję. Może przy okazji uda się też w ten sposób pomóc komuś innemu. Gdybyście mieli jakiekolwiek uwagi do tego, co tu skrobię, to śmiało. Gdybyście chcieli mi pokibicować, to też bardzo proszę. Cokolwiek!
A zatem..
I DZIEŃ ODWYKU
Obudziłem się znów z bladym świtem i spać już nie mogłem. Zostało wiercenie się w łóżku i rozmyślanie. Kurwa, jakie to okropne. Miliony myśli orbitujących wokół mojej byłej. Ale próbuję forsować system wypierania jej z myśli. Wyobrażam sobie, wizualizuję, że odpycham ją w jakieś mroczne miejsce i ściągam na jej miejsce jakąś przyjemną myśl. Działa tak sobie, ale czasem się udaje.
Dzień mija jako tako, od rana miałem trochę zajęć. Pojechałem oglądać motocykl, ale nie kupiłem w końcu (jeden z elementów na liście rzeczy zrobienia dla siebie). Poszedłem na obiad z synem, wybrał knajpę, w której bywałem z byłą. Trochę mnie to rozjechało. Teraz czas mocno refleksyjny...
Konkluzje na dzisiaj:
- co czuję - kocham ją na zabój! Najmocniej! Tęsknię jak za tlenem! Rany Boskie!
- co najchętniej bym zrobił - wsiadłbym w auto, przejechał to 300 km, oświadczył się, deklarował dozgonną miłość i chęć zmiany wszystkiego w sobie, żeby tylko mnie przyjęła.
- co zrobię - NIC. Absolutnie nic!
Tak to wygląda na tę chwilę. Trudno mi, bo strasznie mnie korci, żeby chwycić za telefon i dzwonić. Ale nie! Nie mogę! Do tego dochodzi nerwowe spoglądanie na komórkę czy przypadkiem nic nie napisała. Jak będąc w łazience usłyszałem smsa, to sobie o mało nóg nie połamałem w drodze do telefonu. Ale okazało się, że mogę wygrać 500.000 zł w loterii,a nie była to wiadomość od niej.
Zastanawiam się też, co zrobię jak ona się odezwie. Choć prawdopodobnie tego nie zrobi, ale chyba się łudzę trochę jeszcze. No chyba, że w kwestii jakichś rzeczy zostawionych u mnie jeszcze. Wtedy posilę się chyba na oschłą uprzejmość.
Na razie tyle, pozwolę sobie na bieżąco uzupełniać mój dzienniczek uzależnienia.