Moja historia zaczęła się w styczniu tego roku, kiedy nie byłam jeszcze z moim chłopakiem, ale widywaliśmy się już ze sobą i byłam przekonana że może coś z tego wyjdzie. Te pół roku temu wracałam ze spotkania z przyjaciółką i nie powiem byłam już bardzo wstawiona. Jako ze nie stroniłam nigdy od poznawania nowych ludzi, zwłaszcza w moim mieście, gdzie z reguły trafiałam na ludzi porządnych i ciekawych, gdy podszedł do mnie jeden mężczyzna zaczęłam z nim rozmawiać. Gdy okazało się że mieszka Na moim osiedlu (sam mi to powiedział, nie dostosowywał się do moich odpowiedzi) uznałam ze możemy iść razem w tamtą stronę bo było już dosyć późno. Jak już wspominałam byłam na prawdę bardzo pijana i nie widziałam w tym nic niebezpiecznego.. Po drodze kupił nam jeszcze po piwie i to był mój gwóźdź do trumny, bo urwał mi się film.. chociaż może nie do końca. Mam przebłyski w których on mnie prowadzi bo ledwo szłam. Zaprowadził mnie do siebie i następne co pamiętam to to że leże pod nim nadal w kurtce ale bez spodni. Nie mogę powiedzieć do końca ze zostałam zgwałcona bo ani razu nie powiedziałam wyraźnego NIE, tyle że TAK też nie powiedziałam.. Leżałam po prostu jak kawał mięsa, trochę zapłakana i czekałam aż skończy. Nie wiem ile to trwało, wiem że trochę mnie to otrzeźwiło ale byłam w takim szoku, że po prostu ubrałam się i wyszłam. Faktycznie mieszkałam niedaleko, wiec tak jak powrotu znowu nie do końca pamiętam, jakoś znalazłam się w łóżku. Dopiero rano przypomniałam sobie co się stało i postanowiłam nigdy więcej o tym nie myśleć. Było mi bardzo trudno, ale bardzo mi pomógł chłopak, z którym nadal się widywałam. Przy nim zapomniałam o wszystkim. Nic innego sie nie liczyło.
Wszystko zmieniło się niecałe 2 miesiące później, kiedy okazało się, że jestem w ciąży. Były łzy i jeden wielki znak zapytania. Mężczyzna ze stycznia był pierwszą i ostatnia osobą z którą spałam odkąd straciłam dziewictwo, więc logicznym było że to jego dziecko. Moja znajomość nabierała coraz większego tempa i już w ogóle nie wiedziałam co robić. Po jakimś czasie zdecydowałam się na aborcję, która jest dla kobiety (nawet pewnej tego co robi) dużym obciążeniem psychicznym, i znowu tylko dzięki temu, ze przy moim już 'prawie chłopaku' wszystko było łatwiejsze, nawet jeżeli nie wiedział o tym co się ze mną dzieje, wyszłam z wszystkiego prawie bez szwanku. Jednak był problem.. Nie potrafiłam być blisko tego mojego chłopaka. Dopóki mnie całował i przytulał było wszystko w porządku, jednak kiedy zaczęliśmy się do siebie zbliżać w bardziej intymny sposób, zaczęło mi to sprawiać problemy. Nie odczuwałam przyjemności z niczego co mi robił, za to sama chciałam żeby mu było przyjemnie i nie miałam oporów. W końcu moje wiecznie 'nie' zaczęło go troche martwic i myślał że to jego wina.
Starałam się jakoś stanąć na nogi po wszystkim co się stało i to tak żeby nikt nie wiedział ze coś złego się stało. I chyba nawet mi się udawało do czasu kiedy dwa tygodnie temu moja.. przyjaciółka, powiedziała o wszystkim mojemu chłopakowi (z którym jestem od dwóch/trzech miesięcy). Nie przyjął on tego dobrze.
Najgorsze jest chyba to, że on mi wmawia że zdradziłam go bo chciałam. Może nie odczuwałam z tego przyjemności, ale gdybym nie chciała tego zrobić to bym nie zrobiła. I tu też wtrącił że z kimś innym chciałam iść do łóżka a jemu zawsze mówię 'nie'. Tyle ze ja na prawdę nie chciałam. Mówi że nie potrafi mi zaufać, że nadal jesteśmy razem tylko dlatego, ze ktoś uświadomił mu ze mnie kocha. Ale nic teraz nie wygląda tak jakby mnie kochał. Boli mnie tez to, że postawił między nami ścianę i nie chce o niczym ze mną rozmawiać. Potrafimy siedzieć ze sobą 5 godzin i zamienić może 3 zdania. Za to z moimi 'przyjaciółkami' które o wszystkim wiedzą rozmawia o tym dość często. Do tego Według niego sprawa z dzieckiem jest zupełnie oddzielną i go kompletnie nie obchodzi. Stwierdził też, że mnie nie zna i bardzo go to boli.
W sumie zastanawia mnie parę rzeczy.. w tym momencie, kiedy on mi tak uparcie wmawia że go zdradziłam i nie przyjmuje do siebie niczego innego, sama nie wiem czy mogę tu mówić o wykorzystaniu seksualnym(??). Nie wiem czy moje problemy ze zbliżeniem i brak z tego przyjemności też mają z tym związek czy taka już jestem... W sumie zupełnie nic już nie wiem.. Po 6 miesiącach nieustannego stresu troch wysiadam psychicznie, bo przecież każdy ma jakieś granice.