netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

26 odpowiedzi6 180 wyświetleńzałożony przez ZakręconaBeata, 13.06.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1 Ostatnio edytowany przez ZakręconaBeata (2013-06-13 21:20:30)

Temat: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Witam Was serdecznie, dzisiaj to ja proszę Was o poradę.

Zacznę od początku: pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Jestem niepewna, niezdecydowana, czuję się bezwartościowa jako kobieta.

W związek z P. weszłam będąc jeszcze nastolatką. Ja mam 26, on 27 lat obecnie.
Wiele razy rozstawaliśmy się i schodziliśmy się. Najdłuższą przerwę mieliśmy 2 lata.
Mieszkaliśmy ze sobą w trudnych warunkach mieszkaniowych. Wiele razem przeszliśmy złych i dobrych chwil. Zawsze każdy w towarzystwie zauważał, że on jest bardzo za mną, zrobiłby wszystko dla mnie. Ludzie mają o nim zdanie jako o chłopaku z biednej rodziny, skromnym, niepewnym siebie. Jak dla mnie on nie jest złym człowiekiem, ale ma problemy emocjonalne i jest nadpobudliwy, nerwowy, po szpitalu psychiatrycznym ma zdiagnozowane też zaburzenie osobowości ? histrioniczna, ale o tym później.

Pierwszy szantaż zastosował na mnie, gdy zerwałam z nim mając naście lat. Połknął tabletki, napisał listy pożegnalne i... wszystkiemu byłam winna ja według jego rodziców "Coś ty zrobiła". Chciałam zaciągnąć go na terapię, gdyż sama zaczęłam chodzić, ale nie zgodził się. Wróciłam do niego... Po czym i tak rozstałam się z nim z potwornymi wyrzutami sumienia za niecały rok czasu.
2 lata przerwy, ja nieudany związek z leniwym palaczem marihuany, z którym byłam, bo uciekałam z domu od ojca - on palił i nie było z nim przyszłości, ale miałam spokój i to było ważne wówczas dla mnie. P. miał parę dziewczyn, ale w sumie nic poważnego.
Z mojej strony rozstanie z powodu braku perspektyw na przyszłość z takim leserem, lepsza praca, ciągnięcie w górę, podjęcie się studiów.

Spotkanie po latach z P. i... z mojej strony opór, on za mną łaził, ja chciałam to tylko sprowadzić do kategorii koleżeństwa, ale też coś poczułam i postanowiłam dać nam szansę, spróbować. Zamieszkaliśmy razem w trudnych warunkach mieszkaniowych (piece, brak łazienki i ciepłej wody, głośni sąsiedzi nie dający spać w nocy i ich pies dezorganizujący życie w dzień), było i biednie i nieraz troszkę lepiej finansowo, ale żadnego wsparcia od rodzin nie mieliśmy. Chłopak wydawał się być odpowiedzialny (w porównaniu z moim byłym), dorósł, umiał zrobić w domu rzeczy typowo techniczne dla mężczyzny, nauczyłam go gotować, prać, sprzątać. Był pojętny i chętnie mi pomagał.
W tym czasie załamała mnie choroba i śmierć jego mamy, byłam przy nim i wspierałam go jak mogłam, a także problemy w moim domu rodzinnym... matki z ojcem.
Zawaliłam studia, nie miałam siły, mama moja ciągała mnie po psychologach i psychiatrach. W tym czasie (nie wiedziałam o tym będąc z nim w związku - dowiedziałam się dopiero po zerwaniu, które nastąpiło półtora roku później) on spotkał się parę razy i całował raz z inną dziewczyną.
A także robił zakupy w pewnym sklepie tylko po to, by zobaczyć kolejną dziewczynę, bo podobała się jemu.

Po śmierci jego mamy próbowałam przejąć ster, by jakoś to życie się nam ułożyło. Myślałam o ślubie, remoncie, zamianie mieszkania, żyłam i prowadziłam oszczędnie gospodarstwo, bo krucho było z pieniędzmi, a nie mogliśmy liczyć na pomoc jego czy mojej rodziny.
On również chciał sobie życie ze mną ułożyć.
W końcu po wspólnych rozmowach podjęliśmy decyzję o jego wyjeździe za granicę, moim dokończeniu studiów tu w kraju i przyjeździe do niego.
Już przed jego wyjazdem zaczęłam zauważać, że jego zachowanie w stosunku do mnie jest dziwne, zaczęliśmy wychodzić do znajomych, gdyż mieliśmy po prostu więcej czasu dla siebie, bo wcześniej zajmowaliśmy się jego ciężko chorą mamą.
W znanym jemu towarzystwie nie zajmował się mną, zostawał najdłużej ze wszystkich osób z dziewczynami na papierosie, nieraz musiałam go prowadzić do domu pijanego, nie tańczył ze mną, rozlał piwo na parkiet, ochroniarz go przegonił, pojawił się koło mnie wtedy, gdy jakiś mężczyzna poprosił mnie do tańca. W sumie mogę wspomnieć jeden udany wypad, gdy nie czułam się źle w jego towarzystwie, miała wsparcie. Po każdym nieudanym wypadzie rozmawiałam z nim, jak powinien się zachować, że razi mnie to czy tamto, a co jemu się nie podoba, dlaczego tak robi? Że nie lubię klepania po pupie, bo dla mnie to jest zarezerwowane tylko w sypialni, o mówieniu o sobie w towarzystwie dobrze, a nie "naśmiewaniu się z siebie", mówieniu "ona jest taką furiatką... ale kochaną". I rzeczywiście tak było, bywałam nerwowa, bo on wyprowadzał mnie z równowagi, żartami, bolesnymi wygłupami, robieniem czasem mam wrażenie, że na złość, bo gdy np. ja włączyłam swoją muzykę on włączał swoją, pomimo, że nie miał tego zamiaru wcześniej, a ja nie słuchałam na całą parę. Powtarzał, że lubi, jak mam w oczach te kurwiki, a ja miałam dosyć takiego dokuczania, wystarczyło, że w domu ojciec szargał mi nerwy... Częste wypominanie z jego strony przeszłości męczyło, dołowało mnie, wprowadzało w poczucie winy (chodziło o poprzednie zerwanie). Często się na mnie denerwował, że nie leżę obok nie niego i nie oglądam filmu tylko myję się np. czy wcieram w siebie balsam. Mieszkając z nim zaniedbałam się i przytyłam.
Pragnę zaznaczyć, że były i dobre chwile, fajnie spędzony czas! Wakacje - to z nim nauczyłam się co rok jeździć na wakacje, bo wcześniej tego nie miałam.

Na ostatnich wakacjach przed jego wyjazdem pojechaliśmy ze znajomymi: nie przepuszczał mnie w drzwiach, deptał mnie po nogach, robił dużo zdjęć naszej znajomej, która kiedyś mu się podobała... Zachowywał się jak zupełnie inny człowiek! Zagadany, z głową w chmurach, po prostu... nieogarnięty, nie potrafiący nawet zapamiętać drogi powrotnej do pensjonatu (ja musiałam nas prowadzić).
Po wszystkim zrobiłam mu awanturę, chciałam się rozstać, ale on ugotował obiad, ciasto, obiecał poprawę, nie widział też w swoim zachowaniu niczego niestosownego.
Potem wyjechał, zostałam sama w jego mieszkaniu, wytrzymałam miesiąc sama, bałam się, bo jego mama umarła w tym mieszkaniu, wyniosłam się więc do rodziców, mieszkałam w pokoju z mamą, spłaciłam ich długi prawie 2000 zł, żeby nie wyłączyli nam prądu i gazu, och ogólnie rodzice się żarli, weszłam w otchłań piekieł po prostu, ojciec zaczął się też od nowa na mnie wyżywać, pomimo, że chciałam tylko normalnie żyć, mieszkać, dokładać się do wszystkiego i nie mieszać w ich sprawy - byli po rozwodzie. To, co w sumie zaserwował mi ojciec, to po prostu się w głowie nie mieści, nie będę wam opisywać tego, co on nam wyrabiał, ale skończyło się na tym, że po niecałych 4 miesiącach znowu terapia, psychiatra i tym razem środki na zaburzenia adaptacyjne, które przestałam brać po paru dniach - miałam halucynacje oraz uczucie izolacji itd. itp., postawiłam na terapię. Nie muszę dodawać, że nie układało mi się w pracy, studia znowu zawaliłam (ostatnie pół roku, ale cały rok muszę zaliczać). Za 5 miesięcy studiów płacił mi chłopak, zajmowałam się rachunkami w jego domu, w "swoim" - u rodziców, płaceniem mu zusu, us, wymianą walut... Wszystkiego jego sprawy załatwiałam na bieżąco, a to umówienie się do fryzjera, a to lekarz, a to ubezpieczenie jego... Przyjeżdżał do moich rodziców do domu o co tez były awantury z moim ojcem ale tak jak piszę to już jest temat na osobny wątek, miał i obiad zrobiony i owoce kupione, witaminy, gdyż tam marnie się odżywiał, ja zresztą tu w kraju też.
Byłam w strasznym stanie psychicznym: po lub przed pracą potrafiłam godzinami patrzeć w okna, trzęsąc się ze strachu i czekając aż ojciec wróci do domu. Wstyd się przyznać, żyłam jak robot, praca tylko a po pracy pusta egzystencja i strach. Nie byłam w stanie nigdzie wyjść, nie miałam pomysłu, co zmienić... Jedyny to uciec, podjąć wspólną pracę i na obczyźnie, ale ja nie umiałam niemieckiego i nie chciałam rzucać pracy dla czegoś niepewnego? być na jego utrzymaniu przez wiele miesięcy? Dopóki nie nauczyłabym się języka.. po prostu coś mnie blokowało. Bałam się też zostawić mamę samą z ojcem-psycholem.
Mój chłopak chciał mi wynająć mieszkanie lub pokój, ale nie zgodziłam się, ponieważ jego mieszkanie było zadłużone i opłaty też były do tyłu, ponadto kupił sobie laptopa na zagranicę, więc zależało mi na tym, by to wszystko było spłacone.
W naszym związku nie działo się najlepiej... 10 miesięcy rozłąki, spadły mi okulary różowe z nosa i zaczęłam zauważać, jak to wygląda... Szybki, nie czuły seks, ja zostawiana w tym piekle... Bardziej chroniłam ja go przed moim ojcem niż on mnie. I jego dziwne, okropne zachowanie. Ojciec się wyprowadził po wielu interwencjach policji, prokuratury i opieki społecznej czy czegoś tam, po miesiącu czasu zaczęłam się zastanawiać, czy ja naprawdę chcę być z człowiekiem, z którym tyle przeżyłam, a który nawet wkurza się na to, że np. kroję chleb przy blacie kuchennym w tym miejscu, w którym jest szuflada ze sztućcami i ja muszę zawsze stać tam, gdzie akurat on czegoś chce... Miał do mnie o to pretensje! Sprzeczaliśmy się o remont mieszkania, o zamianę, o wykup, ja miałabym wziąć kredyt, ale nie chciałam bo nie byliśmy małżeństwem a on nie był ubezpieczony, jakby mu się coś stało to ja zostałabym z kredytem a mieszkanie jego by przepadło. Oczywiście jest to czarno widzenie, ale on miał już wypadek w pracy i jak wracał do kraju też miał wypadek samochodowy?
Pojechaliśmy na wakacje, na które, pomimo moich próśb, wydał prawie 6 tys.!!! Czyli niemal wszystko, co udało mu się nazbierać pracując tam. Jego zachowanie mnie zmroziło... On nie będzie płacił za zwiedzanie kościoła, w busiku z obcokrajowcami przedrzeźniał ich, zawarczał na gościa dwa razy większego od siebie, że ten nie powiedział "dziękuję i do widzenia? kasjerce - myślałam że i on dostanie w mordę i ja... Bałam się!
Po miesiącu od wyprowadzki ojca zaczęłam mu wypisywać smsy, że to chyba nie ma sensu, że nasz związek ma się ku końcowi. Potem spotkałam się z Mężczyzną, w którym kompletnie się zauroczyłam! I może zadziałałam zbyt pochopnie, ale poczułam się szczęście, radość, euforię, jakiej nie czułam od dawna... Zaczęłam wychodzić z domu i szykowałam się, zaczęłam o siebie dbać... WOW. Zaczęłam porównywać obu mężczyzn.
Zerwałam z P. Mieliśmy 2 tyg. na rozmowę, której on się podjąć nie chciał, bo się bał.
Po zerwaniu ja, w szoku, ze to już naprawdę koniec między mną i P. ? rzuciłam się w wir poznawania nowego M.
Miesiąc od zerwania P. rzucił pracę w taki sposób, że już nie miał do niej powrotu... Przyjechał, kupił mi pierścionek, oświadczył się, napisał bardzo długi list, jak mnie kocha i jak bardzo cierpimy na tym rozstaniu... Płakałam... Nie wiedziałam, co robić, bo on był sam, bez rodziny.  On uważał, że my na dobre się nie rozstaliśmy, bo on musiał wracać do pracy za granicę, w związku z tym znajomość moją z M. uznaje za zdradę. Oświadczyny odrzuciłam, bo nie mogłam podjąć takiej decyzji... Na drugi dzień była jego pierwsza próba samobójcza. Potem kolejna... ledwo go odratowali... Latałam z moją rodziną do niego do domu ratować go, wzywać pogotowie, po szpitalach, itd.
Odgrażał się mi dalej, że się zabije, że on wie gdzie mieszka M., nachodził mnie, potem prosił o podjęcie decyzji... Czułam się zastraszana, nawet wynajął gościa, by nas śledził, obawiałam się o siebie, o M., że mu coś zrobi oraz o samego P.
2 miesiące później znowu nałykał się tabletek... ale obyło się bez interwencji lekarskiej.

Nie muszę chyba dodawać, że w tym czasie M. wspomagał mnie psychicznie, dużo mi tłumaczył; jednak i między nami zaczęło się psuć, bo ja miałam ogromne wyrzuty sumienia, poza tym P. mnie wyzywał, twierdził, że został zdradzony, szantażował... ja - kłębek nerwów, wahania, koszmary nocne i nazwanie mnie nawet przed siostrę egoistką oraz przyczyną, przez którą on targnął się na własne życie... że to przeze mnie - stały się moim przekleństwem. Zaczęłam w to wierzyć. Aż w końcu nowy facet zaczął mnie pytać, czy to rzeczywiście nie przez moje rozchwiania on popełnił ten czyn, czy ja jestem normalna? Potem zapisał mnie do najlepszego psychiatry w mieście. Ogólnie rzecz biorąc, nie potrafiłam w tamtym czasie udźwignąć nawet prostych pytań... Jego rodzina też patrzyła na mnie spod byka... Na początku czułam ulgę, gdy poznawałam jego towarzystwo, rodzinę, spędzałam u niego noce, ale szybko doganiała mnie rzeczywistość, gdy wracałam do domu z mamą.
Znowu problemy w pracy, ogromne, tym razem zdegradowali mnie ze stanowiska... Moje życie waliło się a ja zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam, bo nowy facet palił marihuanę, i do tego stał się bardziej chamski dla mnie, naciskał czy chcę być z nim czy nie, zamieszkać; a ja nie potrafiłam tego skonfrontować, poradzić sobie z tym, zaczęłam tęsknić za P. i żałować wszystkiego, obwiniałam M. i siebie o rozpad mojego  związku z P., a nawet o jego próby samobójcze. Byłam przekonana, że M. mnie celowo uwiódł, i że mnie nie szanuje.
Tuż przed przeprowadzką P. do mnie nasz kontakt się urwał. Bardzo tęskniłam za M. ale tez i czułam się, jak idiotka... Cierpiałam strasznie. On był dla mnie tak twardy z charakteru, nieugięty, że w mojej głowie mógł mnie za jakiś czas rzucić. Dziś widzę to z perspektywy takiej, że miał silny charakter i był stabilny emocjonalnie, ale czy na pewno? Co z marihuaną? No i mieszkał z mamą, czy to nie dziwne? Pracę miał oraz fajną, normalną rodzinę. Urwał się nam kontakt przed zimą.

W domu P. siedział parę miesięcy, bez pracy, za wszystkie pieniądze zarobione za granicą po prostu żył... Nawet rachunków nie płacił. W tym czasie włamał mi się na portale społecznościowe, założył program szpiegowski na telefonie, nabił mi rachunek na 200 zł za 2 dni...
W końcu przyszła późna zima a on nie miał nawet węgla, wyłączyli mu prąd. Z mamą przyjęłyśmy go do domu na 4 miesiące, on poszedł do kiepskiej pracy, pomimo moich motań i błagań aby coś z tym zrobiła, bo ja nie wytrzymam... Że to mój były... Miałam ochotę wyprowadzić się z własnego domu. W tym czasie on starał się odbudować to co było między nami, dużo rozmawialiśmy, pisaliśmy listy, oboje byliśmy kłębkiem nerwów, on był normalny przez parę dni, a najczęściej na weekendy robił mi straszne jazdy, wyzywał mnie, wyprowadzał się nocą do swojego mieszkania, by po paru godzinach przyjść zmarzniętym. Nie potrafiłam mu jasno wskazać drzwi, wygonić, gdyż wiedziałam, jakie ma tam warunki, nie miałam serca. On był bardzo chwiejny, niestabilny emocjonalnie, po tych próbach a i ja byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Wyzywał mnie i M., potem przepraszał, itd. A ja? Czułam się winna i odpowiedzialna za tą sytuację, przecież on wyjechał dla nas a ja go tak potraktowałam... Okazałam się chyba kobietą niewierną, nie zdolną do założenia rodziny! Obarczoną jego sytuacją rodziną, materialną... Nie wiedzącą, czego chce od życia i zwykłą nieudacznicą!

A teraz najlepsze: przespałam się z P. kiedy u mnie mieszkał, brakowało mi czułości, miłości. Po wszystkim żałowałam tego cholernie, to był błąd i porozmawiałam z nim o tym, że nie powinniśmy a uległam po prostu chwili i jego namowom...
Nie kontaktowałam się z M. przez te 6 miesięcy, wstydziłam się, nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć, on wie teraz że jestem w ciąży dzięki P. i zdystansował się zupełnie... On nie będzie się w takie sprawy mieszał, a ja nadal za nim głupio tęsknię.
Najgorsze jest, że gdy zrobiło się ciepło kazałam P. wyprowadzić się ostatecznie i nie marnować mi życia, co też uczynił. Potem okazało się, że jestem w ciąży. Nie jesteśmy razem, ja siedzę na zwolnieniu, a on znowu wyjechał... Mam takie myśli, że jednak się stara, że może jakoś się ułoży, w końcu jest ojcem; ale nie mam ochoty na seks z nim, na przytulenie, na pocałunki... Kontroluje mnie, nie potrafi zrozumieć, że to koniec. Nie wiem, co mam naprawdę zrobić... Nie chcę tego dziecka, nie cieszę się w ogóle, jestem załamana. On chce ślubu, dziecka, rodziny, ja chciałam się od niego odciąć na zawsze, bo między nami dobrze nie jest, a teraz to już zawsze będzie nas łączyło dziecko...
Wiem, że ta historia jest bardzo zawiła, proszę jednak po prostu o poradę. Nie ma wokół mnie osób, które mogłbyby mi naprawdę doradzić, gdy nawet moja rodzina stanęła za P. nie za mną w sensie: powinna zaakceptować mój wybór.
Naprawdę, jestem na rozdrożu, boję się wrócić do pracy, uważam, że nie nadaję się do życia ani też na matkę, tęsknię za M. ciągle i mam o sobie jak najgorsze zdanie. Nie mam pieniędzy, ani warunków by wychować dziecko, nie chcę je też oddać. Czy wyjechać za granicę i układać sobie życie z P. on czeka z otwartymi ramionami ale i raz mówi że musimy wyluzować a potem mnie wyzywa że dziecko urodzi się chore, przeze mnie, że będę złą matką, że to, że tamto... A potem znowu jest okej, martwi się, pyta jak się czuję... Gdy przyjechał ostatnio było dobrze i spokojnie przez pół dnia, potem znowu wybuchł w sklepie, niby przeze mnie pokłócił się z gościem i na mnie się wyżył, potem mnie ugryzł w udo, wystarczyłam się bardzo, potem w stopę? Staram się dbać o siebie w ciąży i się nie denerwować, lecz jest to możliwe tylko, gdy nie kontaktuje się z nim i czy to moja wina że on taki jest? Szaleje, by stworzyć rodzinę? A ja ciągle nie? Ale z drugiej strony ma ciągle do mnie pretensje, nie możemy się porozumieć, dojść do kompromisu, ja muszemu ulec po prostu? Takie mam wrażenie, chociaż on mówi, że jest na odwrót.
Nie wiem, co wam napisać na moją obronę, chyba to, że wszystkie te okropne wydarzenia w moim życiu wydarzyły się zaraz po sobie, zagubiłam się bardzo w tym wszystkim, ale jestem tylko człowiekiem i w życiu chciałam być po prostu szczęśliwa... Boję się, że nigdy nie ułożę sobie życia, bo nie zasługuję na normalnego faceta i zdrową rodzinę.  Nie mam nałogów, nie piję, nie palę, nie ćpałam, moja wada to kochanie chyba za bardzo i ja naprawdę już chyba nie wiem, jak poruszać się w relacjach damsko-męskich, nie znam się na facetach. Co jest ważne? Miłość? Seks? Zaufanie? Jak zbudować normalny związek? Jak znaleźć odpowiedniego partnera? Każdy ma wady, ja też je posiadam i nie znajdę idealnego faceta nigdy i idealnej miłości, związku, ale nie wiem jak teraz tą sytuację odkręcić? Co mam robić? Sama nie dam rady.

2

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

powiem szczerze , że jestem w szoku po tym co tu przeczytałam. Czytając ten post wzbudziły się we mnie dziwne uczucia .. jakbym sama przez ten horror przechodziła ...

Zagubiona duszyczko , Ty bez zastanowienia musisz chodzić na terapię psychologa czy tam nawet psychiatry .. Twoje życie to naprawdę nie są przelewki , jestem pewna że po terapii będziesz wiedziała co z sobą zrobić . A jeżeli chodzi o dziecko .. to niech Cię ręka Boża broni od usunięcia ciąży , pamiętaj że to co się stało po między Tobą a tym panem P. to dziecko nie miało nad tym żadnego wpływu , jest niewinne ... Nawet jak rodzina się od Ciebie odwróciła , w tych czasach jest tyle pomocy dla Samotnych MAM , że jakoś byś przez to przebrnęła , pamiętaj że możesz też starać się o alimenty (jeżeli nie masz zamiaru być z panem P.) wiem że nie jesteście małżeństwem i będzie ciężko uzyskać alimenty , ale jak przejdziesz się do adwokata i przedstawisz mu tą sytuację w skrócie , jak to wszystko wygląda i na pewno coś wywalczycie ... bo kiedyś gdzieś tam przeczytałam na forum że takie rzeczy się zdarzają .. że mężczyzna płaci alimenty mimo że nie są małżeństwem .. powodzenia smile

3

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Ojojoj. Masz tendencje do zwiazkow z ludzmi z zaburzeniami osobowosci. Co jest zdaje sie czeste u ludzi, ktorzy maja problemy z patologiczna rodzina niestety. Jedyne co moge Ci poradzic - poszukaj naprawde dobrego psychologa i rozwiaz najpierw swoje problemy z poczuciem wlasnej wartosci i stosunkiem do rodziny. Bez tego bedzie Ci bardzo trudno poradzic sobie z reszta.
Co do facetow w Twoim zyciu - o M malo piszesz, wiec ciezko stwierdzic, ale rozumiem, ze on mogl nie udzwignac sytuacji i dlatego z Toba nie wytrzymal. Co do P - ten facet potrzebuje powaznej pomocy, ale tej pomocy nie dostanie od kobiety, ktora go bedzie nianczyc. Jesli chcesz mu pomoc to tylko, jesli pojdzie na terapie i bedzie sie staral - jak nie to kopa za drzwi i niech nie wraca. Niestety, ale to jest jak zycie z alkoholikiem - dopoki mu poblazasz nic sie nie zmienia, jak wyladuje na ulicy to moze sie zreflektuje i pojdzie na odwyk. Albo nie, ale na to juz nie masz wplywu.
Jak dla mie to powinnas sie skupic teraz na sobie i tylko na sobie. Pakowanie sie w jakikolwiek zwiazke, nowy, stary, niewazne jaki moze sie zle skonczyc. Musisz rozwiazac swoje problemy emocjonalne i stanac na wlasnych nogach. Ciaza oczywiscie jest problemem i z nim musisz sie tez zmierzyc. Czasami sa takie sytuacje, ze zdecydowanie sie na czasowa samotnosc jest najlepszym wyjsciem. Znajdz prace jesli to mozliwe, bedz samodzielna. Mozesz to zrobic i jesli ci sie uda to moze tylko pomoc w uwierzeniu w siebie. Jestem pewna, ze jestes tak naprawde bardzo silna osoba, wlasnie dlatego, ze tak duzo przeszlas w zyciu i musisz tylko ta sile w sobie zobaczyc i w nia uwierzyc.

4

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Witam, dziękuję za odpowiedzi, mam pracę, zawsze ją miałam bo nie mogłam inaczej, lecz mało po prostu zarabiam... Mama również. Boję się o siebie, dziecko i kontakty z P. że nigdy się ode mnie nie odczepi. Niestety, muszę przyznać, że myślę o usunięciu i płaczę nad tym ogromnie. Każdy dzień i noc to ból i strach. Całe życie się zabezpieczałam, ale uważam że P. mnie wrobił po prostu. Na pomoc od siostry nie mam co liczyć. Brak pomocy ze strony otoczenia (nie chodzi mi o słowa pocieszenia, lecz o wskazanie drogi, czyny) bardzo mnie boli, gdyż ja starałam się nigdy nie zostawiać kogoś w potrzebie... Zawsze starałam się pomóc.

5

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

"gdyż ja starałam się nigdy nie zostawiać kogoś w potrzebie... Zawsze starałam się pomóc."
Bylam tam, znam... Niestety sa takie momenty w zyciu, kiedy sie orientujesz, ze bycie samolubnym jest czasami prawidlowe i konieczne. Oczywiscie do pewnego stopnia, a jednak. Ludzie, ktorzy zyja tylko dla innych rzadko slysza od nich "dziekuje", nie mowiac juz o innych formach podziekowania. Oczywiscie to tez nie dotyczy wszystkich, ale jak jestes dobra i mila to jest szansa, ze znajda sie wokol ciebie osoby tylko po to, zeby na tym zerowac. Dlatego musisz sie nauczyc odrozniac ludzi, ktorzy sa wartosciowi od emocjonalnych i materialnych pasozytow, a do tego musisz tez wyksztalcic sobie poczucie wlasnej wartosci.
Co do ciazy to ciezko mi jest Tobie doradzic. Jesli jestes w bardzo ciezkiej sytuacji finansowo i nie masz wsparcia, to to bedzie dla ciebie wielkie obciazenie i na dodatek kotwica do P, ktory nie jest pozytywem w Twoim zyciu. To wszystko przemawia za usunieciem, z drugiej strony jednak wiem, ze taka decyzja nigdy nie jest latwa emocjonalnie i nigdy nie wiesz, czy nie bedziesz kiedys zalowac i sie gryzc. Jednak patrzac calkowie racjonalnie, emocje na bok, to chyba bym sie nie zdecydowala na dziecko w Twojej sytuacji... Wiem, ze posiadanie dzieci czasem daje kobietom niebywala sile do walki o siebie i to dziecko, ale nie wiem czy w Twoim wypadku to Cie tylko nie pociagnie jeszcze bardziej na dol...

6

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Witam,

przeczytałam Twój post i moja jedyna rada na pewno jest taka : UCIEKAJ  od P. on się nie zmieni. Chyba, że pójdzie na terapię czy inne takie. Skoro już nie raz szantażował Cię samobójstwem co jest straszne, okropne, i skoro widział, że to na Ciebie działa to jestem wręcz przekonana, że nie zawaha się "użyć tego argumentu" ponownie....
Przykre to i smutne. Poza tym z tego co opisujesz nie jest on dobrym i godnym Ciebie partnerem = krytykowanie Ciebie itp. itd. Z tego co piszesz jesteś bardzo zaradną osobą. Natomiast bardzo poranioną i pogubioną.
Jeśli chodzi o dziecka czy z Tobą czy bez Ciebie cz w ogóle. To najlepiej sobie odpowiedz na pytanie jak też będziesz się czuła z tą decyzją za kilka lat gdy już wszystko się ułoży. Tak jak pisała jedna z dziewczyn są ośrodki do pomocy osobom w takiej sytuacji jak i Ty jesteś.
I naprawdę od P. jak najdalej - on mnie przeraża. To, że teraz chce zakładać rodzinę to, że czeka z otwartymi ramionami to nie oznacza, że on potrafi dbać o komfort tej rodziny  to znaczy o Twój komfort.
Tym bardziej jak pisałaś, że Twój ojciec znęcał się nad Tobą. Często ofiary przeróżnych traum mają tendencję do powtarzania ich w swoim życiu. A czytając Twój wpis tych traum było wiele.
Tak jak i jedna z dziewczyn Ci radziła też zachęcam Cię do poszukania dla siebie pomocy. Jakaś terapia dla ofiar przemocy czy generalnie długotrwałe wsparcie. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy swoją wytrzymałość myślę, że Twoja już została nie raz przekroczona......
Jeszcze co do P. i jego ohydnych szantaży - to sama kiedyś byłam w związku gdzie partner też mi mówił, że chce się zabić, że ma plan itp. było to tak paraliżujące, było to po prostu straszne. Też nie wiedziałam co zrobić. Kolega psycholog poradził mi żebym jak najdalej się od tego odsunęła i powiedziała mu, że on potrzebuje specjalistycznej opieki i wskazała mu ewentualnie jakiś ośrodek nr telefonu czy cokolwiek. Jest to strasznie obciążające. Mój były partner był alkoholikiem. Nie wiedziałam co mam robić zadzwoiłam do jego rodziców żeby przyjechali się nim zająć bo ja nie mam na to siły. Zanim się z nim spotkali rozmawialiśmy kilka h (to było nasze pierwsze spotkanie) i zaskoczyło mnie co powiedziała jego mama, że jak taka osoba mówi, że chce się zabić to trzeba mu dać nawet sznur.... zaskoczyło mnie, że powiedziała to jego matka, ale ona już była po terapiach....

życzę Ci dużo siły i tego żebyś nauczyła się być dobra dla siebie i dbać o siebie

pozdrawiam serdecznie,

A.

7

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Dziękuję Wam wszystkim za porady...
Z czegoś takiego trudno się odciąć, ja zdaje sobie sprawę że brakuje mi konsekwencji.
Trudno jest się uwolnić od takich relacji, gdyż jest dobrze, P. wiele mi w życiu pomógł, ale też i bardzo ranił...
Zdaję sobie sprawę, że związek dwojga ludzi to nie jest sielanka, sama już nie wiem, czy swoją niestałością nie doprowadzam do tych rzeczy, bo jednak nie spotkałam w życiu osoby, której się tak zwierzałam, która była przy mnie w tych dobrych i złych chwilach.
I paradoksalnie wiele mi w życiu pomógł, wiele razy mogłam liczyć na niego... A z drugiej strony te szantaże. To bardzo trudne.
Jestem tym bardzo zmęczona i załamana... Co będzie ze mną, dzieckiem, rodziną?

8 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-06-15 22:53:09)

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

"Trudno jest się uwolnić od takich relacji, gdyż jest dobrze, P. wiele mi w życiu pomógł, ale też i bardzo ranił..."
Rozumiem Cie. Jest dla Ciebie wazna osoba i nie chcesz go zostawiac w trudnej sytuacji. Ale nie moze byc tak, ze Ty z nim zostaniesz tylko dlatego, ze Cie szantazuje. Facet ma problem z soba, bardzo powazny i musi go rozwiazac, bo Ty, chocbys sie nie wiadomo jak starala go nie rozwiazesz. Mozesz mu postawic ultimatum, ze teraz odchodzisz i uwazasz, ze on musi isc na terapie i ogarnac sie i swoje zycie i najwyzej pozniej sprobowac do Ciebie wrocic. W takim wypadku nie zostawiasz go calkowicie samego na zasadzie mam cie dosyc znikaj - mowisz mu: "Sluchaj, nie wytrzymuje psychicznie z toba, bo twoje problemy mnie przerastaja i wiem, ze nie moge ci pomoc. Dlatego odchodze. Jesli chcesz w przyszlosci miec ze mna jakas relacje to musisz najpierw uporzadkowac swoje zycie." Taka postawa jest uczciwa i takze moze dac facetowi do myslenia. Jesli nie da - coz, mozesz miec czyste sumienie. A moze sie ogarnie i bedziecie w przyszlosci jak nie para to przynajmniej przyjaciolmi. Chociaz to nie bedzie za tydzien, ani za miesiac, ale raczej najwczesniej za wiele miesiecy. Nie wiem czy facet rzeczywiscie potrzebuje terapeuty, czy umie sam sie ogarnac, ale mozesz mu poszukac jakiegos dobrego i dac adres i telefon  w lapke na pozegnanie.
Tylko nie powinnas probowac zostawac i czekac u jego boku az sie zmieni. Ludzie sie zmieniaja najczesciej dopiero wtedy jak zycie ich w dupe kopnie niestety. Ty rowniez masz swoje zycie do ogarniecia. Dwa minusy w tym wypadku nie daja plusa niestety.
Z rodzina i dzieckiem musisz poradzic sobie sama. To jest przykre i trudne, ale jesli nie masz wokol siebie zadnej osoby, ktorej mozesz ufac i na ktorej wsparcie mozesz liczyc, to nic nie poradzisz. Mozesz poszukac jakis organizacji wsparcia dla samotnych matek, ofiar przemocy w rodzinie (bo Twoje relacje z P to jest forma przemocy, co najmniej psychicznej) czy jakiejkolwiek organizacji, ktora Ci moze pomoc.

9

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Krokodylku, tylko P. mi oferuje założenie rodziny, zaczął zarabiać, ogarnął się szybko na wiadomość o ciąży... Także żadnej pomocy w tej chwili ode mnie nie potrzebuje... To ja jestem w dołku.

10

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

"Krokodylku, tylko P. mi oferuje założenie rodziny, zaczął zarabiać, ogarnął się szybko na wiadomość o ciąży..."
"P. on czeka z otwartymi ramionami ale i raz mówi że musimy wyluzować a potem mnie wyzywa że dziecko urodzi się chore, przeze mnie, że będę złą matką, że to, że tamto... A potem znowu jest okej, martwi się, pyta jak się czuję... Gdy przyjechał ostatnio było dobrze i spokojnie przez pół dnia, potem znowu wybuchł w sklepie, niby przeze mnie pokłócił się z gościem i na mnie się wyżył, potem mnie ugryzł w udo, wystarczyłam się bardzo, potem w stopę?"
Nie ogarnal sie. Tzn nie psychicznie. Sorry, jak facet ma takie hustawki nastrojow i potrafi Cie fizycznie zaatakowac to znaczy, ze ma problem. Czy on jest bipolar czy cokolwiek nie bede z drugiej reki przez internet diagnozowac, ale to nie jest normalne. Wiec moze powinnas mu powiedziec, ze chcesz zeby sie poszedl przebadac i na terapie albo sie ogarnal sam i przestal Ci takie jazdy urzadzac. A jak nie to sorry, ale jesli sie z nim zwiazesz to bedzie toksyczny zwiazek. Taki byl do tej pory i taki jest - sama piszesz:
"Staram się dbać o siebie w ciąży i się nie denerwować, lecz jest to możliwe tylko, gdy nie kontaktuje się z nim"
To jest definicja toksycznosci w zwiazku. Bylam w takim - kochalam faceta, ale bylo mi lepiej jak go nie bylo obok - jak sie pojawial urzadzal mi hustawke: raz dobry i kochany, raz wszystko jest nie tak i to z mojej winy. Od takiego faceta trzeba uciekac gdzie pieprz rosnie. W pewnych przypadkach mozna dac szanse, ale to raczej kiedy czujesz sie silna i wiesz, ze jestes w stanie sie uwolnic jak tylko zauwazysz, ze on nie robi tego co obiecal. A wiazanie sie z nim teraz ro dla Ciebie najgorszy mozliwy scenariusz: pojedziesz do niego, urodzisz dziecko, bedziesz od niego finansowa zalezna i w obcym srodowisku bez znajomych. Facet bedzie mogl z Toba zrobic co bedzie chcial i bedzie mial zero motywacji, zeby nad soba pracowac.

11

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

P. wypomina mi ciągle moje "zdrady" i to co go boli, ja natomiast wybaczyłam mu jego faktyczną zdradę w związku i nie wypominam, on tego przeboleć nie może i wypomina, raniąc mnie. Ile dałabym, by ktoś mógł mnie przytulić, pomasować, pogłaskać po brzuchu, dać nadzieję, i nawet skłamać, że mnie kocha prawdziwie. Mama powiedziała mi dziś, że prawdopodobnie zwolnią ją z pracy. Pięknie... I tak mamy zadłużenie. Nie jestem w stanie ogarnąć tego psychicznie.

12

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Czy ktoś może mi jeszcze coś poradzić?

Dziękuję.

13 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-06-17 20:37:25)

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

"Czy ktoś może mi jeszcze coś poradzić?"
Niestety nie moge Ci powiedziec nic milszego. Od P powinnas uciekac na kilometr, rozumiem, ze potrzebujesz wsparcia psychicznego, ja czasem mam te same problemy - miloby bylo miec kogos, kto cie pociesz, przutuli, kiedy wszystko Ci sie wali i pomoze znalezc sile by z tym walczyc. Bylam, znam - jakbym czekala na te osobe to teraz bylabym bezrobotna, bezdomna albo zamknieta na stale w psychiatryku. Ty najwyraznie tez nie masz takiej osoby teraz, P na pewno nia nie jest...
Jesli potrzebujesz wsparcia psychicznego a nie masz zadnej dobrej, zaufanej osoby, przyjaciolki, ktora ci sie da wygadac, poglaszcze po glowce i poradzi to powinnas poszukac dobrego terapeuty (brania lekow nie polecam, one zwykle powoduja wiecej problemow niz rozwiazuja). Niestety dobrego znalezc trudno, a zly Ci tylko wmowi, ze masz zaburzenia osobowosci, jestes nieempatyczna albo jakies inne bzdury. Moim zdaniem wiekszosc Twoich problemow bierze sie z toksycznego zwiazku. Skoncz go i skoncentruj sie, powoli, na rozwiazywaniu praktycznych problemow. Poszukaj pomocy dla samotnych matek, ofiar przemocy. Skoncentruj sie na pracy, postaraj sie uprawiac jakis sport (ruch fizyczny, szczegolnie na lonie natury dziala cuda na depresje). Na takie problemy nie ma magicznej recepty, to sie niestety nazywa zycie i jest nie fair:/. Niestety dobrej pracy za Ciebie nikt nie zajdzie, ani dlugow nie splaci:(. A jesli chcesz miec jednak to dziecko to juz sie zacznij zastanawiac jak scignac faceta o alimenty - zorientuje sie jakie sa procedury.
Jak wygladaja Twoje relacje z mama? Czy ona moze byc dla Ciebie chociaz troche pomoca?
"P. wypomina mi ciągle moje "zdrady" i to co go boli, ja natomiast wybaczyłam mu jego faktyczną zdradę w związku i nie wypominam"
Typowy toksyk niestety...

14

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Widzę jego wady i zalety, wiem na co go stać a to bardzo ważne. Oboje przeżyliśmy swoje.
Każdy ma swoje wady. A co by było gdyby w ogóle mi nie chciał pomóc?
Takie kontakty bolą cholernie. To dosłownie dotkliwy, fizyczny ból.

15 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-06-17 23:24:32)

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

"Każdy ma swoje wady. A co by było gdyby w ogóle mi nie chciał pomóc?"
A jak on Ci przepraszam pomaga? Czy mozesz zawsze na niego liczyc w trudnej sytuacji czy zyjesz z nim na zasadzie ciaglego stresu, czy on dzisiaj bedzie dla mnie mily czy mi wyrabie jakis numer, obrazi, urzadzi awanture? Kazdy ma swoje wady, ale P, ktorego opisujesz to jest przypadek ciezko patologiczny. On Cie rozwala psychicznie i jesli Ci sie wydaje, ze to, ze raz na jakis czas cos dla Ciebie zrobi albo kupi Ci prezent albo nie wiem co tam to rekompensuje emocjonalna hustawke, jaka opisujesz to powinnas przemyslec jeszcze raz. Tego typu zwiazki sie prawie w 100% bardzo zle koncza i to czesto gorzej dla osoby, ktora sie nad takim lituje. Wierz mi, jest duza szansa, ze jesli Ty bedziesz miala powazne problemy zdrowotne np. w wyniku tego zwiazku to on sie na piecie odwroci, wczesniej wyliczajac jak Ty go strasznie skrzywdzilas i ze on juz nie ma sily byc z taka wariatka. Ludzie, ktorzy sie zachowuja jak P to emocjonalne pasozyty.
To czego teraz potrzebujesz to uniezaleznic sie, stanac na wlasnych nogach, a nie uzalezniac swoje szczescie i zycie od mezczyzny, o ktorym wiesz, ze nie mozna na nim polegac. A tak co, slepy bedzie kulawego prowadzil? Z takim facetem mozna probowac negocjowac jak sie jest w dobrej sytuacji zyciowej, mozno stoi na ziemi i jest sie finansowo niezaleznym i wtedy to tez jest nienajlepszy pomysl. Wiem, latwiej jest sobie wyobrazic, ze bedzie dobrze, ze razem sobie poradzicie, on zarobi na Ciebie i dziecko itp. Bardzo watpliwe. Bardziej prawdopodobne, ze on teraz sie wzial troche za siebie, bo go kopnelas w 4 litery, ale jak poczuje, ze jestes spowrotem i raczej nie masz drugiej szansy sie zmyc ze wzgledow finansowych i przez ciaze to wroci do starego. Jesli chcesz sie z tym facetem wiazac to mu postaw ultimatum, ze zadnych wyglupow z jego strony nie tolerujesz i ma sie zachowywac odpowiedzialnie, lozyc na dziecko itp.. I jak mu sie to uda przez najblizszy rok to mozesz sie zaczac zastanawiac czy nie dac mu szansy. Moze. Chociaz ja bym pewnie nie ryzykowala.

16 Ostatnio edytowany przez ZakręconaBeata (2013-06-19 20:42:25)

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Akurat gdy byłam chora to zawsze chodził koło mnie, opiekował się mną tak jak i ja nim.
Na pomoc też mogę liczyć, o co go nie poproszę, o malowanie, naprawienie pralki, kompa, tego czy owego... On każdemu stara się pomóc, taki jest.

Wydaje mi się że nasze relacje, miłość zepsuła się przez te rozstania i powroty. Myślę że jego zachowanie wynika właśnie z tego, że on boi się że znowu z nim zerwę. No i niestety nie mogę tego zagwarantować.

Moja mama jest trochę "z głową w chmurach", ubezwłasnowolniona psychicznie przez ojca od lat. Ojca nie ma, a ona żyje jak wdowa zamiast wyjść do ludzi i ułożyć sobie życie. Nie chce sobie poszukać faceta, śmieję się, że ojczyma dla mnie - prawdziwego ojca jakiego nigdy nie miałam ;-) , ale mama ma wielki uraz do mężczyzn (ojciec był jej pierwszym i ostatnim przez 30 lat).

Wczoraj też miałam rozmowę z P. na skype, wypominał mi M. I w nocy musiałam brać Luteinkę i Buscopan na skurcze, brzuch mnie rozbolał.
Na drugi dzień wysłał smsa, że przeprasza, że nie powinno tak być, że jest draniem.

On czeka na moją decyzję: próbujemy razem czy mamy dziecko i jesteśmy osobno, jak dla mnie osobno. Z drugiej strony rozumiem jego flustrację, że może się czuć jak pies "spełnij to i to a ja zastanowię się, czy chcę z Tobą być". To też nie ma tak wyglądać. Teraz to ja będę manipulować jego uczuciami, a tak nieładnie.

I mało jest facetów, którym można "wejść na głowę", którzy będą Cię słuchać. On paradoksalnie często liczy się z moim zdaniem, jak chciałabym to czy to, to tak będzie. Tylko te jego ataki złości, wypomnienia... Ja też wtedy zaczynam się na nim wyżywać, tak to działa niestety. I oboje się niezdrowo kontrolujemy, wyrzucamy sobie wady zamiast żyć normalnie.

17

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Hmmm, ok, to brzmi troche mniej dramatycznie niz Twoj poczatkowy post. Tym niemniej facet ma ze soba powazny problem, no i moim zdaniem nie do wybaczenia jest jesli Cie zaatakowal fizycznie, nie wazne w jaki sposob i czy bolalo bardzo czy nie. Przemoc fizyczna jest nieakceptowalna. Rozumiem, ze nie chcesz mu stawiac jakis warunkow etc., ale z drugiej strony jaka on ma wtedy motywacje? Tzn., rozumiem, ze probowalas z nim usiasc i porozmawiac spokojnie i wytlumaczyc, ze jego hustawki nastrojow Cie wpedzaja w stres, a w ciazy to jest absolutnie niewskazane etc.? Powinnas po prostu postawic sprawe jasno: M byl w przeszlosci, mozesz zaakceptowac to i niegdy mi go wiecej nie wypominac, niewazne jak bardzo sie klocimy albo mozemy sie rozstac. Inaczej M bedzie stalym motywem do emocjonalnego szantazu. Poza tym musisz sie zastanowic - jesli facet ma taki charakter i nie pracuje nad soba to jak bedzie, kiedy bedziesz od niego zalezna i jak bedzie na to reagowalo dziecko? Ja bym sie na Twoim miejscu mimo wszystko tego zwiazku obawiala, ale nie wiem, moze ktos inny ma inne zdanie...

18 Ostatnio edytowany przez ZakręconaBeata (2013-06-19 22:31:55)

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Moim zdaniem właśnie nasze relacje stały się toksyczne, znamy się 14 lat, oboje jak łyse konie i pomimo bólu jaki sobie zadajemy, to każde z nas wskoczyłoby za drugim w ogień. A z drugiej strony nie jesteśmy zbyt stanowczy wobec siebie, i z naszych relacji robi się "błoto". Po tym jak odeszłam powiedzmy od P. do M. to każdy normalny facet odszedłby, nawyzywał, nie pomagał na pewno później. A on po paru miesiącach malował mi pokój i składał meble, pomógł przy pralce, naprawił żaluzję i prysznic.
Jak opowiadam, to każda kobieta też kopnęłaby takiego faceta jak on dawno w dupę za to, co powiedzmy robi i wygaduje, a ja jednak zawsze również potrafiłam do niego wyciągnąć dłoń. Wiem, że chyba to jest dla mnie i ja jestem dla niego taką osobą, która zawsze pomoże w potrzebie, niezależnie od ilości zranień. Może właśnie to bardziej przyjaźń niż miłość? Może gdyby każdy z nas znalazł partnera z twardymi zasadami i charakterem, to nie zrobiłoby się toksycznie.
Bo jako młodzi ludzie i para wiele nas w życiu spotkało złego. I oboje jesteśmy totalnie przez to depresyjni. Młodzi, a "starzy".

On nie ma wsparcia w rodzinie, gdyby nie moja siostra w Boże Narodzenie i moja ciotka na Wielkanoc siedziałby na święta w domu sam. W dodatku w takiej ruinie. Ma dalsze ciotki i kuzynostwo, rozmawiałam z nimi, ale olewają, są bogatsi i zawsze traktowali biedną rodzinę P. z góry.

A z drugiej strony ja też mam kiepsko w rodzinie - też niewiele oparcia. I stąd takiemu związkowi brakuje "równowagi".

On sam na Walentynki i Dzień Kobiet zrobił mnie i mojej mamie kolację z podziękowaniem, że nawet jeżeli ja i on nie jesteśmy razem, to my jesteśmy dwiema najważniejszymi kobietami w jego życiu, bo nie ma w nikim takiego wsparcia, jak w nas.
Tu również doszukuję się jego problemów. nie mogę jednak się nad nim litować bo nie ma prawa mnie emocjonalnie zastraszać. Z drugiej strony cierpię właśnie, bo zaczyna się rok od tych strasznych wydarzeń i pamiętam wszystko jak to było... Znając go, być może była to jego ostatnia deska ratunku, akt rozpaczy. Jakże straszny dla mnie, bo dalej nie mogę przestać się obwiniać za rozpad naszego związku, jego utratę pracy oraz nieomalże życia. Polecaiałam ślepo zakochana w ramiona M. i wtedy nic się dla mnie nie liczyło. Bo poczułam szczęście, choćby przez moment.

19

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

A ja myśle że najlepiej jakbyś pobyła trochę sama ze soba, bez P i bez M. Chyba będąc na twoim miejscu wolałabym sie zwrócić o pomoc do opieki społecznej czy iść do domu samotnej matki aniżeli znowu być z P. On ma problemy emocjonalne i tobie a przede wszystkim dziecku nie bedzie łatwo żyć w takim domu. Lepiej być samotną matka z dzieckiem i żyć biedniej aniżeli w domu w którym są ciągłe awantury. Nie widzę twojej przyszłości z P... ale zrobisz jak będziesz uważała....

20

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Tez tak mysle. Wrocisz do neigo albo i nie, ale mysle, ze powinnas dac sobie troche czasu na staniecie na wlasnych nogach i kontrole nad wlasnym zyciem. Sama stwierdzilas, ze problemem jest to, ze oboje macie problemy. Ktos musi to bledne kolko przerwac.

21

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Dlatego relacje są takie trudne, bokażde z nas ma dla drugiego zrozumienie - on nie jest złym chłopakiem, nigdy nie był chuliganem. Ja też nie jestem, ale jednak rodzina i wychowanie robią dużo, nam obojgu zabrakło tej radości życia i stabilizacji w rodzicielach...

22

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Dziękuję Wam smile Czy to wszystko?

23

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Facet, który Ciebie szantażuje samobójstwem i mówi że to przez Ciebie... Jeśli chce to niech się powiesi, a Ciebie w to nie miesza to jego życie, jego decyzja. W życiu czasem trzeba być samolubem. Jasne, można pocieszyć jeśli ktoś ma doła, ale bez przesady. Mój facet znał pewną kobietę, która miała męża co dzwonił do niej, że sie powiesi. Ona jeździła z pracy, żeby sprawdzić, czy sobie nic nie zrobił. Oczywiście on wiedział, że przyjedzie i udawał, że sie wiesza. I co? po którymś razie nie przyjechała, bo bez przesady dorosły facet,a zachowywał się gorzej niż dziecko. W każdym razie dokańczając, raz nie przyjechała i cóż chyba facet się zdziwił i nie spodziewał się że się powiesi i nikt go nie "uratuje". Ale nikomu nie było i nie jest go szkoda, bo takich rzeczy po prostu się nie robi. W ten sposób osoba tak szantażowana się wykończy. Zacznij myśleć o sobie i o dziecku. Będzie ciężko, nie ma co ukrywać, jednak warto się uwolnić i żyć swoim życiem. A pan P. niech robi co chce. O alimenty możesz śmiało go pozwać, nieważne że nie jesteście małżeństwem. Z drugiej strony jeśli nie chcesz, żeby dziecko miało takiego ojca, wpisz w akt urodzenia ojciec nieznany i alimenty możesz dostać z funduszu alimentacyjnego.  I nie daj sobie niczego wmówić! Facet ma kompleksy i chce Ciebie sobie podporządkować. Nie szanuje ani nie kocha Ciebie, tylko siebie.... Powodzenia!!!

24

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.
ZakręconaBeata napisał/a:

Dlatego relacje są takie trudne, bokażde z nas ma dla drugiego zrozumienie - on nie jest złym chłopakiem, nigdy nie był chuliganem. Ja też nie jestem, ale jednak rodzina i wychowanie robią dużo, nam obojgu zabrakło tej radości życia i stabilizacji w rodzicielach...

Byc może, ale facet musi się sam z sobą ogarnąć. Atak bedzie ślepy kulawego prowadził i wylądujecie w rowie. Zajmij sie swoim życiem, a on jesli mu zależy to sie doprowadzi do porządku i wróci. Albo ułożycie sobie życie osobno i też będzie dobrze. Jak będziecie razem to on Cię tylko wykończy.

25 Ostatnio edytowany przez Tenjanajgorszy (2013-09-29 12:10:01)

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Piotr to ja. Widzę ile wycierpiałaś masz numer . mogę podjąć się trapi byśmy zostali nawet przyjaciółmi . Ja mogę obiecać że nigdy nie spójże w twoją stronę nigdy . Dam ci spokój bo jesteś najważniejsza nie nie potrafię pisać tego .. byłem ślepy. Tylko była jedna rzecz której brakowało załatwiałaś wszystko z każdym kiedy ja nie wiedziałem nic dużo mi nie musiałaś dawałaś dziwne znaki. Pamiętam jaką straszną istotą byłem pamiętam jak mi pomogłaś nigdy nie będziesz mi wrogiem kocham cie i naprawdę pracowałem ale miałem z każdej strony nieufność nawet jak chciałem prostować wszystkie sprawy z otoczeniem naszym.
Zbyt cie kocham by cie krzywdzić.
wybacz.

26

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

I jeszcze Jedno nie zdradziłaś bo ja w to nie wierze , a wiesz czemu? Bo tak mi powiedziałaś i chce ci ufać!

27

Odp: Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Tenjanajgorszy - bardzo, oj bardzo Ci się pomyliło, z kimś innym, po co się podszywasz?

Coś mnie dzisiaj strzeliło i postanowiłam dokopać się do swojego konta na net kobiety, niestety nie pamiętałam loginu i hasła :-) przetrzepałam całą skrzynkę mailową i też nic...

Jednak udało mi się dostać. Czytam Wasze wypowiedzi jeszcze raz, teraz dopiero rozumiejąc ich sens. Przejrzałam na oczy. Musiałam jednak stracić dużo czasu... by to zrozumieć.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Trudny związek, zdrada, szantaż, samobójstwo, ciąża... Proszę o radę.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026