Jesteśmy ze sobą 3 lata - wiadomo w związku jest różnie raz różowo raz szaro i wiem o tym nigdzie nie ma w 100% kolorowo.
Aby dopełnić prawdziwej zdrowej miłości (przynajmniej ja tak uważam) trzeba podobać się sobie fizycznie, być dojrzałym emocjonalnie do wielu spraw, oprócz tej dziwnej chemii o której piszą trzeba poprostu gdzieś się uzupełniać , czuć się dobrze, ale również wspierać kochać i być ze sobą. Szczęście ? czym ono jest ? napewno nie wiąże się z kolorem różowym z wszystkim co chcemy mieć to szersze pojęcie - tak myślę.
Mieliśmy oboje burzliwe związki oboje po rozwodzie, dzieci (jego mieszkają z mamą) moja mieszka z nami, od 2 lat wspólne mieszkanie.
Jak się poznaliśmy długo myślałam o tym czy przypadkiem nie wchodzę w rolę pomocy po zwiążku kogoś pchającego dającego nadzieje, motywacje, że życie jest ok , że trzeba kochać to co się ma i korzystać. On DDA ja chyba DDD - obydwoje trudne historie życiowe, dzieciństwo (długo by o tym pisać) ja po psychoterapii on w trakcie. Ale coś pęka.... na moich oczach poprostu pęka - a może to kryzys, który przejdzie albo i nie.
W życiu wiele widziałam, słyszałam , czułam, moje małżeństwo wiele mnie nauczyło, psychoterapia otworzyła oczy, w wielu dziedzinach się zmieniłam, zmieniam się.
Ale sama mam kryzys. Człowiek któego wiem, że pokochałam, były i motyle w brzuchu i zauroczenie i romantyzm, delikatność, może też i niepewność, strach, brak zaufania jak to dwoje ludzie po nieudanym życiu.
Wydawać się mogło, że była wspólna siła, spontaniczność, romantyzm, seks - oczywiście przeplatany nieporozumieniami, dotarciami - JAK WSZĘDZIE. ....ALe dzisiaj od roku tak od roku powoli odpadają cegły - a ja nie wiem co robić.
1. Kocham tego człowiek - ale nie potrafię do niego dotrzeć
2. Dużo rozmawiam o tym czego mi brakuje , potrzebuję co znikło, dlaczego tego nie ma ? Od niego słysze a CO ty dajesz? odpowiadam , ze daję ale za każdym razem kiedy wyciągam ręke - ty mi ją obcinasz, Kochać się nie chcesz, moje przytulania czy buziaki odrzucach, bo zawsze jest coś - mam zły dzień, coś w pracy, boli mnie głowa. Kidy romantyczna kolacja - nie nie zjem, dzisiaj nie mam aptetu.
Romantyczny wieczór przerodził się w wieczór z TV w ręku i siedzeniem razem.
Wszystko wiem chyba, nie wolno naciskać, trzeba mówić o swoich potrzebach nikogo nie oskarżać, nie wymuszać, patrzeć na siebie.
Na moje rozmowy słyszę - zabijasz moje poczucie wartości, a jaki sposób ?
Może facet czuje , ze nie spełnił się dla mnie, że nie jest moim wymarzonym bo nagle czegoś mi brakuje a to co mi daje nie wystarcza.
Jak każda kobieta potrzebujemy czułości, zauważenia, nie 24h, ale chociaż minimalnie - słodki buziak (nie całujemy się już hoho) na pożegnanie (nie w policzek) objęcie, dotyk, - nie mam tego usycham'
Ktoś z Was się zapyta a jak było na pocztąku - było i pocałunki , przytulania romantyczne wieczory, przeplatane z dziwnymi humorami ale ta romantyczność wygrywała - dzisiaj rujnuje i spada - a ja nie wiem jak ją zatrzymać jak budować znów cegły - patrzeć na siebie jak upadam wstawać.
Seksu nie ma, romantyzmu nie ma, rozmów o nas nie ma - powoli czuje ,że nie jestem atrakcyjna dla niego , tak jak kiedys mogłabym figlować i robić to i wowo, powstał jakiś mur - brak spojrzeń, dotyku, czy poprostu pożadąnia sprawiła , że i ja się blokuje.
Zastanwiam się czy jest ratunek, ciągle patrze na siebie - czy za duzo wymagam, moze nie mówić powiedziało się raz i starczy,
Kiedy widzę swiatełko nadzieji - komplement od niego, uśmiech, ale kiedy idę do łóżka - odwraca się plecami a rano ze złą miną idzie do pracy nie zauważając mnie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze to mój drugi związek i druga miłość, drugie zaufanie, nadzieje.
Nie pytajcie czy rozmawialiśmy - prawie co trochu z nim rozmwiam co z nami jest , co zrobimy .
Słyszę - zacznij od siebie , o co Ci chodzi.
Boję się, że jak zajmę się swoim rzeczami i poprostu machnę ręką na staranie i się o nasz związek to całkowicie się rozsypie - ale może wtedy będzie wiadomo z tego nic nie będzie ?
Wiem, że jest prawo rutyny, prawo braku motyli bo roku, i innych relacji w zwiążku po kilku latach - ale nie wierze w to, ze wszystko zanika a zwiazek staje się poprostu jak koleżanka z kolegą.Wymiana problemów codziennego dnia, prania , prasowania, jedzenia i od czasu do czasu wyruszenia na spacer na okoliczny deptak.