Witam Was serdecznie!
Jesteśmy razem od 10 lat.
Mamy 6letniego syna.
Nie jesteśmy małżeństwem.
Po kolei. Mieszkamy razem,wychowujemy wspaniałego synka. Z pozoru wydaje się,że jesteśmy zgraną,dobraną parą. Ale tak naprawdę,to już teraz,na dzień dzisiejszy jesteśmy parą przyjaciół. Lubimy spędzać ze sobą czas,mamy wiele wspólnych tematów,potrafimy się razem śmiać.
Ślubu nigdy nie chciał ON... Ja,jak większość kobiet o niczym bardziej nie marzę. Nie o ślubie i weselu z pompą,ale o samym ślubie, Chciałbym mieć męża. Chciałabym by ON był moim mężem,bo go bardzo kocham.Niestety,mam wrażenie,że się ode mnie coraz bardziej odsuwa... Bo przytyłam,bo się znudził.. Nie wiem. Nigdy nic nie powiedział. Ale praktycznie ze sobą od roku nie sypiamy,unika wszelkiej bliskości.Wiecie,jak to jest kłaść się w nocy koło kogoś,kto się od razu odwraca do was plecami ?! Kiedy go przytulasz,to leży znieruchomiały,jakby się bał,żeby przypadkiem do czegoś nie doszło..? To strasznie podłe i przykre uczucie ,tak się prosić o odrobinę uczucia... W dzień znów jest miły,uśmiechnięty... A mi jakoś coraz trudniej przed wszystkimi udawać,że jest wszystko wspaniale.
Czuję się jakbym mieszkała po prostu z przyjacielem,nie z mężczyzną mojego życia. Nie czuję,by mu na mnie jakoś szczególnie zależało. Dziecku potrafi okazać uczucia,mnie nie. Nie te ,które bym chciała...
Problem nie tkwi w drugiej kobiecie... Nie znika z domu. Nie chowa się z telefonem...
Od początku wiedziałam,ze ma dość trudny charakter. To najbardziej małomówny człowiek jakiego znam. Ale gdzieś musi być przyczyna takiego zachowania. Nie wiem co robić,jak walczyć o jego uczucia...
Zaczynam się doszukiwać przyczyn u siebie. Może coś ze mną jest nie tak... wredna,brzydka,głupia,gruba... nie wiem......