Witam wszystkich
Pewnie temat sie powtorzy ale po krotko opisze jak wyglada moja sytuacja
ja , maz , 2 dzieci
maz pije uwarza ze oczywiscie ze to nie Problem bo pije piwo a nie wodke i ze z niego zaden alkoholik .
ja tak mi sie wydaje wspoluzalezniona bo inaczej jak nazwac kobiete ktora pozwala sobie na takie zycie nie wiem naprawde , mieszkamy w niemczech od 3 lat byly obietnice grozby prosby ale jak grochem o sciane !
Mam 31 lat , maz 30 jestesmy od 15 lat razem (poswiecilam moje mlodziencze lata zakochana glupia , nie sluchalam co mi mowili ze to sie nie zmieni ja wierzylam ze sie zmieni )
obecnie maz pojechal do taty bo lezy na oiomie stan krytyczny 5 zawal ( tesc alkoholik )
byl raz u niego w poniedzialek ! dzis jest sroda maz dalej w stanie wskazujacym ( nie potrafie tego zrozumiec )
oklamuje siebie innych ze bedzie lepiej ale nie jest w tej chwili jak go nie ma czuje spokoj , w domu cisza czuje sie wolna
i tak siedze i wyobrazam sobie ze moge miec ten spokoj gdybym tylko zechciala cos zrobic , alee ja tylko gadam i gadam a nie potrafie podjac odpowiednich krokow by isc do przodu , nie wiem strach moze .
moje zycie kreci sie od picia do picia od przepraszam do skladania obietnic mojego meza
pewnie inni pomysla co jest z toba ?? dlaczego pozwalasz niszczyc sobie zycie ??
chyba nie znam innego zycia,
chcialabym poczus sie szczesliwa nie potzrebuje gwiazdki z nieba normalny dom normalny maz i ojciec to chyba nie sa wymagania