Od zawsze od kiedy pamiętam byłam nieśmiała. Swojego pierwszego faceta (3 lata ode mnie młodszego) poznałam ok 6 lat temu przez forum. Ten związek był dość dziwny, pewnie dlatego, że ja mieszkałam bliżej szczecina, a on mieszkał w Suwałkach. Mimo tego widywaliśmy się, myślałam, że to ten wyjątkowy facet, no niestety myliłam się, bo po pewnym czasie jemu zaczęło mniej na nas zależeć. Wpadając w rutynę zaczęłam wchodzić na różne strony. Nie szukałam na nich faceta, po prostu czułam potrzebę wygadania się komuś. Tam też zapoznałam A. (obecnie 25 lat), który również nie był z mojego miasta. Wydawał się miły sympatyczny, na początku były to niewinne rozmowy koleżeńskie. Z czasem A. i ja chcieliśmy czegoś więcej. Zerwałam z chłopakiem z Suwałk (byliśmy ze sobą 3 lata), po czym po tygodniu spotkałam się z A. no i tak to się zaczęło. Na początku jeździliśmy do siebie to było cudowne znów być szczęśliwą, poczuć tą euforie i potrzebę życia dla kogoś. Sex był cudowny dodam, że A. jest moim pierwszym tego typu partnerem, z nim straciłam cnotę. Wszystko zaczęło się zmieniać po 1,5 roku bycia ze sobą. Sporadyczny seks, wieczne przesiadywanie przed komputerem ja i on. Obecnie minęło 2,5 roku odkąd jesteśmy parą, zmieniło się wszystko.. mój partner woli oglądać i wydawać pieniądze na nagie kobiety w sieci, niż po prostu ze mną się pokochać.. brak mi namiętności z jego strony.. chce być tylko szczęśliwa czy ja o tak dużo proszę? Moje znajome już dawno mają dzieci i mężów, a dodam, że one nigdy do cnotliwych nie należały.. Ja trzymałam cnotę dla kogoś kogo naprawdę pokocham. I co mi z tego przyszło?
Nie rozumiem mężczyzn czy dla nich "spuszczenie sobie z kija" jest tak ważne? ważniejsze niż bliskość z kobietą, która ich kocha?
A. twierdzi, że mnie kocha, co dla mnie jest dość dziwne, bo ja uważam, że miłość to okazywanie sobie czułości, poczucie bezpieczeństwa, nie odtrącanie drugiej osoby.
Studiuję w szczecinie, ale dla A. przeprowadziłam się 400 km dalej do innego miasta by być z nim bliżej. Co dwa tygodnie wydaje 120 zł na pociąg by dojechać na uczelnię i by wrócić do A. Boję się, że znów zacznę szukać rozmowy po czatach i skończy to się tym, że się rozstaniemy z A. Jego rodzina bardzo mnie lubi, moja lubi jego. Wszyscy pytają nas kiedy będzie ślub.. a wiem, że A. śluby nie chce jeszcze, na chwilę obecną ja też tego nie chcę.
Nie pasuję do tych czasów, chciałabym by nie było internetu, gier i telewizji bo to właśnie one niszczą związki, przez to wszystko są rozwody i zdrady...
Poradzie co zrobiłybyście na moim miejscu?.. mam 25lat.