Witam.
Mam też podobny problem, dlatego też m.in. znalazłam się na tym forum.
Męża poznałam w 2002 roku, ślub wzięliśmy w 2007.
Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, wszyscy mówili jakie Ty masz szczęście, facet nie z tej ziemi.
Z mężem mogłam porozmawiać na każdy temat, był troskliwy, czuły, miłość okazywał na każdym kroku.
Problem zaczął się ponad rok temu.
Znalazłam nową pracę - do tej pory pracowałam w firmie teściowej (związane z rolnictwem).
Ponieważ kiepsko szło - sama namówiła mnie abym czegoś poszukała no i się udało.
Ponieważ pracuję teraz w dużej korporacji, musiałam zadbać o siebie (włosy, paznokcie)...
Pracuję od 8-16, po pracy większość czasu poświęcam naszej 6-cio letniej córce.
No i tutaj już pojawia się pierwszy problem, mąż pracuje w gospodarstwie swoich rodziców i codziennie (świątek - piątek) wyjeżdża o 8:00 i wraca przy dobrych wiatrach o 20:00 a najpóźniej 22:00. Mi i mojej córce nie poświęca więcej niż 10h tygodniowo. Jak wraca do domu to niestety zazwyczaj się kłócimy. Mąż ma do mnie pretensje, że nie przyjeżdżam mu pomagać w gospodarstwie, że nie dokładam się do tego, denerwuje go, że mam konto na face (musiałam usunąć), mam zakaz chodzenia na aerobik do pobliskiego klubu, nie mogę chodzić na imprezy integracyjne w pracy, nie mogę wychodzić do koleżanek (prawie wszystkie się ode mnie odwróciły), nie mogę chodzić do kosmetyczki (robię to pokryjomu)... Ci którzy nas znają, mówią na mnie "kanarek", w złotej klatce zamknięta.
Mieszkamy z moimi rodzicami od samego początku, teście mają małe mieszkanie 2 pokoje a tutaj mamy całe piętro domu dla siebie. Rodzice nie chcą od nas żadnych pieniędzy, płacę jedynie za wodę...oni się cieszą że dom nie jest pusty.
Ale mój mąż nie chce tutaj mieszkać, no i tutaj znowu pojawia się kolejny konflikt..
Tych przykładów mogłabym podać tysiące, ale nie mam sił o tym opowiadać.
Zapisałam nas do psychologa do poradni, na co teściowa zadzwoniła i mnie zmieszała z błotem, że nie będę debila z jego syna robić, bo jemu psychiatra nie jest potrzebny (nie rozumie że psycholog to co innego). No i od tego momentu mam tez na pinku z teściową, aby mi dopiec przestała dawać mężowi wypłatę, żyjemy tylko z mojej pensji, która ledwo starcza. Mąż jest na tyle "dziwny", że jemu nie przeszkadza praca bez pensji, bo jak to mówi, on pracuje u siebie i niczego mu nie brakuje.
Z dnia na dzień jest coraz gorzej, prawie nie rozmawiamy bo to i tak skończy się kłótnią. Gdy poprosiłam męża aby mi powiedział, co dla niego w życiu jest najważniejsze, gdzie widzi miejsce dla mnie i córki, powiedział, że dla niego najważniejsze jest gospodarstwo, bo tak został wychowany, rodzina to dalszy plan i że mam się do tego w końcu przyzwyczaić. Co mam robić? Ratować to małżeństwo, nie mam już pomysłów...