Witajcie!!
Nie wiem czy dobrze robię,że umieszczam ten wątek tutaj,ale po prostu muszę się wygadać, bo nie mogę sobie ostatnio ze sobą poradzić...
Zacznę od początku:
Z M. poznaliśmy sie półtora roku temu na imprezie. To miała być krótka znajomość, właściwie jeden wieczór, jedna noc. Zawsze byłam zdania,że osoby, które poznają się przez "łóżko" nie mają szans na normalny związek. Dlatego stwierdziłam,że następnego dnia zapomnimy o sobie. Było inaczej. Zaczął dzwonić, pisać...
Spotykaliśmy się regularnie przez 7miesięcy. Nie mogłam go rozgryźć w żaden sposób. Zresztą do tej pory nie mogę. Wtedy traktowałam ten związek jak przygodę, układ. Czysty seks, miłe chwile i nic więcej. Widziałam też,że on traktuje naszą znajomość tak samo. Niestety, zaczęłam się angażować, a jego podejście do mnie zaczęło mnie strasznie denerwować. Kłótnie, wzajemne pretensje...Zaczęły się wakacje, wróciłam do domu. Przestałam się odzywać.
Potem uwikłałam się w skomplikowany związek ze sporo starszym facetem. Dużo przeszłam itd. Wtedy M. znowu się odezwał. Pojawił się w chwili kiedy najbardziej potrzebowałam kogoś, kto mnie wysłucha.
Myślałam,że znowu będzie tak samo. Dlatego nie chciałam się angażować. Ale zmienił podejście. Zaczęłam wierzyć,że mu zależy. Powoli sklejaliśmy, budowaliśmy na nowo wszystko.
Na początku maja okazało się,że jestem w ciąży. Choć ciąża miała przewrócić całe moje życie do góry nogami, cieszyłam się jak wariatka! Zresztą pisałam o tym na forum. Poroniłam w szóstym tyg. Od tamtej pory nie mogę sobie poradzić...
M. mnie pociesza, wspiera jak może. Snuje plany na przyszłość: ślub, wesele i gromadka dzieci. wszystko byłoby pięknie, tylko... Tylko,że ja zmieniłam do niego podejście. Denerwuje mnie w nim wszystko. Dosłownie wszystko! Jego cholerny sposób bycia! Ceni sobie wolność, ma swoje przyzwyczajenia,których ja nie mogę zmienić. Typowy synuś mamusi! Cholera! Jak ja tego nienawidzę! Wszystko ma być podane idealnie, a on tylko "ma być"!
Zapewnia,że kocha itd., ale ma taki specyficzny charakter,że ja tego nie czuję. Nie czuję się pewnie, swobodnie...
I już sama nie wiem co mam robić. Wydaje mi się,że on się angażuje coraz bardziej, a ja coraz bardziej się oddalam. Nie czuje w sobie na tyle siły,żeby całkowicie zerwać kontakt i nie czuje się na tyle mocna,żeby to wszystko dalej sklejać. On taki już jest. Ja go nie zmienię-wiem. Tylko pytanie czy dałabym radę, to wszystko zaakceptować.
Już sama nie wiem. Może potrzebuje trochę czasu dla siebie, trochę odpoczynku.
Może któraś z Was ma jakiś pomysł??
Pozdrawiam Was Kochane!
Trzymajcie się!!!