Witam was wszystkie drogie forumowiczki!
Zaczelam czytac to forum szukajac dla siebie ratunku. Postanowilam napisac, gdyz wiem, ze wiele z was przezywa trudne chwile i moze jest w stanie mi pomoc, cos doradzic, skleic moje serce i pomoc mi normalnie zyc.
Zaczne od poczatku mam 29 lat jestem 4 lata po slubie. wyszlam za maz bo myslalam, że jestem zakochana. W dniu naszego slubu nawet mialam watpliwosci. Myslalam, ze kazdy je ma podejmujac tak wazna decyzje. Moj maz jest ode mnie kilka lat starszy. Poznalismy sie kiedy bylam na studiach, szalalam, bawilam sie i nie myslalam o przyszlosci. Nigdy nie mialam wielu facetow wczesniej przed nim. Kazda moaj znajomosc to bylo chwilowe zauroczenie i umieralo smiercia naturalna. Pojawil sie on bl mily, jak nikt wczesniej, stwierdzilam, ze pewnie mnie kocha, bylam z nim. Razem chodzilismy na imprezy, bawilismy sie itd. Mozna bylo powiedziec, ze jest fajnie jak na ten moment. Gdy blizej sie poznalismy on wyjawil mi szczegoly ze swojej przeszlosci. Okazalo sie, ze ma wyroki w zawieszeniu za kradziez samochodu i drugi za posiadanie marichuany. Ta wiadomosc spadla na mnie jak grom z jasnego nieba. Ja pochodzilam z dobrej rodziny u nas takie rzeczy nigdy sie nie dzialy. Przyjelam te wiadomosc z trudem. Postanowilam mu zaufac, uznalam, ze byly to mlodziencze wybryki, ze matka nie dawala rady go upilnowac, bo ojciec zmarl jak on mial 21 lat. Zycie toczylo sie dalej, bylismy razem. On postanowil wyjechac do Anglii, zeby zarobic troche pieniedzy. wyjazd planowal juz dawno zanim mnie poznal i postanowil zrealizowac swoje plany. Wyjechal do siostry na okolo pol roku. Ja w tym czasie bardzo za nim tesknilam. Rozmawialismy przez telefon. Zrobil sie z tego zwiazek na odleglosc. Wiedzialam, ze wroci i bedziemy razem. Opowiadal mi o trudnosciach zycia tam, o trudnosciach ze znalezieniem pracy. Wysluchiwalam go i wspolczulam mu ze jest mu ciezko. On mieszkal wtedy razem z siostra, nie dogadywali sie zbyt dobrze. Pewnego dnia stracilam z nim kontakt, nie odpisywal na smsy nie dzwonil. Okazalo sie, ze siostra wyrzucila go z domu i zniszczyla mu telefon. Zadzwonil w koncu do mnie i stwierdzil, ze wraca do Polski. Przywitalam go z otwartymi ramionami. Jak sie okazalo nie powiodlo mu sie tam, przyjechal goly i wesoly, chociaz w koncu znalazl prace i powinien miec chociaz jakis grosz przy duszy. Ja jednak jakos przelknelam ta sprawe, tesknilam za nim i przyjelam go do siebie na jakis czas. Dokladnie do domu moich rodzicow. Moj ojciec caly czas mial watpliwosci co do tego czlowieka, ale ja nie chcialam tego sluchac.
Za jakis czas wyjechalismy znowu za granice, miedzy czasie zdarzylo mu sie sklamac mnie, ze chodzi do pracy a wcale tego nie robil. Szwedal sie po miescie. Nie wiem dlaczego ale znowu przymknelam oczy. Wyjechalismy w koncu za granice, zaczelo sie ukladac, oboje mielismy prace i wspolne plany. Nie dlugo jednak trwala sielanka. Okazalo sie, ze on nie akceptuje mojej rodziny, szczegolnie mojej siostry i ojca. Oni tez byli tam na miejscu, ale nie mieszkalismy razem. Odwiedzalismy sie tylko co jakis czas. Zaczely wynikac klotnie miedzy nami wlasnie o moja rodzine. Uslyszalam wiele przykrych slow z jego ust, mowil np ze mojemu ojcu najchetnie przyp....il by w ryj. takie slowa padaly gdyz moj ojciec nie zgadzal sie z nim w jakiejs kwestii. Ta sama sytuacja pojawila sie jesli chodzi o moja siostre, matke szwagra. Ja bylam naiwna i caly czas myslalam ze on sie zmieni, ze mu przetlumacze. Moja rodzina nigdy nie wtracala sie w nasze zycie. Nasze spotkania ograniczaly sie do spotkan imieninowych albo takich codziennych przelotnych.
Zycie zaczynalo sie coraz bardziej komplikowac, zaczal wszczynac awantury, ublizac mi i poprostu przestal mnie szanowac. Pod wplywem alkoholu zdarzylo mu sie uderzyc przypadkowa osobe na ulicy. Bez alkoholu rowniez zdarzalo sie, ze cos w zlosci zniszczyl albo czyms rzucil. Ja wszystko mu wybaczalam, nie wiem dlaczego nie czulam sie szczesliwa. O niczym nigdy nikomu nie powiedziala, wszstko trzymalam w tajemnicy w nadziei, ze on sie zmieni w koncu. stawialam mu warunki, ktore zawsze predzej czy pozniej lamal. Zaszlam w ciaze, byla to ciaza planowana. Zawsze bardzo chcialam miec dziecko. Nie musialam dlugo czekac na kolejny jego wybryk. Dostalam od niego bedac w ciazy. Rzucil we mnie plastikowym taboretem, ktory roztrzaskal sie o mnie na kawalki. Bylam rozgoryczona, zrozpaczona jak on mogl to zrobic. Znowu wybaczylam, nie wiem dlaczego. Zylismy dalej on mial swoj swiat ja swoj. Urodzilo sie dziecko, weilka radosc moja i jego. Wiem, ze bardzo kocha naszego synka. Wkrotce dostaismy nowe mieszkanie, byalm szczesliwa, myslalam, ze na nowym gruncie nasze zycie w koncu zacznie sie ukladac. Ale tak bylo tylko na poczatku. Fascynacja nowym miejscem szybko sie dla niego skonczyla. Nie dbal o dom, nie pomagal mi, wszystko otkladal na pozniej i wkoncu i tak tego nie robil. Denerwowalam sie, plakalam. On wiele razy mnie upokarzal. Wysmiewal sie ze mnie ze skonczylam studia a i tak jestem nikim, bo pracuje wiele ponizej kwalifikacji. Bolalo mnie to bardzo. Nie mialam wsparcia wszystko zalatwialam sama, doslownie wszystko. On nie chcial uczyc sie jezyka, zeby mi pomoc nie mial ambicji, wystaczalo mu to co ma. Ja chodzilam na kursy, aby piac sie wyzej a on i tak zapewnial mnie ze i tak niczego nie osiagne. Chcialam zeby zrobil sobie prawo jazdy, zeby mnie chociaz w czesci obowiazkow wyreczyc. Tego tez nie chce zrobic. Jest poprostu zwyklym leniem, bez ambicji, bez perspektyw. Przychodzi z pracy i na tym koncza sie jego obowiazki. Zreszta praca ktora ma tez ja mu zalatwilam. Zaczely dziac sie nowe rzeczy: nocne wypady na miasto, bog jeden wie z kim i po co. Byla nawet sytuacja, ze ludzie zaczepili mnie na ulicy i opowiadali mi ze on byl u nich na imprezie. Bylam zrozpaczoan, znowu trzymalam wszystko w tajemnicy, zeby nie dowiedzieli sie moi rodzice, zeby zle o nim nie pomysleli. Mialam dosyc tego zwiazku. Poza tym zdarzalo mu sie palic marihuane, kiedy aj nie widze. Jestem prawie pewna, ze pociagal soebie majac pod opieka synka. Byla jeszcze jedna sytuacja, ktora dolala oliwy do ognia. Kiedys po pijanemu znowu wypuscil sie na miasto. Okazalo sie, sam o tym powiedzial, ze uderzyl przypadkowa kobiete, szukala go policja ale on uciekl. Nie wiedzialam co robic, bylam zrozpaczona jak on moze mi takie rzeczy robic. Uznalam, ze to od palenia marihuany i postawilam warunek, ze albo ja i dziecko albo marihuana. Przyrzekl, ze wiecej nie bedzie palil. Nie trwalo to dlugo po jakis dwoch miesiacach znalazlam lufki u niego w spodniach. W glowie zawsze mialam mysl, zeby sie z nim rozwiesc, ze ja z takim czlowiekiem nie dam rady byc do konca zycia. Bilam sie z myslami co robic, mielismy dziecko nie chcialamaby wychowywalo sie w rozbitej rodzinie. Po raz kolejny dalam mu szanse. Niestety on jej nie wykorzystal, znowu dowiedzialam sie, ze wyszedl potajemnie na miasto. Pęklam powiedzialam mu, ze chce sie rozwiesc. On zrobil na mnie wielkie oczy i powiedzial dokladnie co ty k....wa pierd....lisz. Nastepnego dnia pojechalam z dzieckiem do siostry bylam tam tydzien. Miedzy czasie on wylewal na mnie swoja zlosc, mowil, ze zabralam mu dziecko, ze nie mam prawa, straszyl mnie sadem i prawnikami. Poprosilam, aby wyprowadzil sie z naszego domu, z wielkimi bolami ale wyszedl. Po 10 dniach nastapila u niego skrucha. Pszedl do moich rodzicow z obietnicami, ze robil blad, ze sie zmieni, ze obiecuje, ze mnie kocha itd.
Jest jeszcze jedna strona medalu jak zawsze zreszta. Kilka miesiecy temu w pracy poznalam mezczyzne. Urzekl mnie od razu, wiedzialam , ze ma zone. Myslam o nim ze jest wspanialym mezem, ze takiego meza sama chcialabym miec. Nie patrzylam na niego jak na kogos za kim moglabym uganiac sie. Myslalam fajny facet, wymierajacy gatunek. Koniec. Nigdy na niego jakos wymownie nia spojrzalam. Przestalam go widywac, kontakt sie urwal. Po pewnym czasie zaczal pisac domnie smsy.Powiedzial, ze sie zakochal we mnie, ze to trafilo w niego jak grom z jasnego nieba, ze gdy pozanal zone nigdy sie tak nie czul. Odpisywalam mu, bylo milo. Trzy razy spotkalam sie z nim. Powiedzialam mu, ze chce sie rozwiesc. On wspieral mnie w trudnych chwilach, ale nigdy mnie nie naciskal. W koncu i ja sie w nim zakochalam. wiem, ze moj maz nie jest moja druga polowka, ze to nie ten. Ten facet nie przestawal zapewniac o swoich uczuciach, chcial zostawic dla mnie zone. Ja prosilam, zeby tego nie robil, ze jest za wczesnie. On nadal mowi, ze mnie kocha i ze jestem jego wymarzona kobieta. On ma zone jest z nia od 14 lat, nie maja wspolnych dzieci. Ona jest duzo od niego starsza, ma dorosle dzieci. Ona chyba wyczula, ze on z kims pisze, ze sie zakochal. Zabrala mu telefon i zadzwonila do mnie. wiedzialam wczesniej, ze jemu sie z zona nie ukladalo, ze zawsze to ona nim dyrygowala, byla gora, wykorzystywala go. Nie wiedzialam jak mam rozmawiac z ta kobieta, nie chce jej niszczyc zycia. ale to nie moja wina, ze on sie zakochal we mnie a pozniej ja w nim. On rowniez z nia rozmawial, ona powiedziala, ze jak on odejdzie to ona sobie cos zrobi.
Sprawa jest dla mnie strasznie trudna, czuje ze znalazlam czlowieka, ktorego zawsze chcialam miec. On tez jest w kropce, bo ona go szantazuje targnieciem sie na zycie. Mam z nim caly czas kontakt, zapewnia mnie, ze mnie kocha i ze moze kiedys wszystko sie ulozy i bedziemy razem. Moze ona sama podejmie decyzje o odejsciu.
Z drugiej strony slysze podpowiedzi, ze powinnam dac mezowi szanse, dla dobra dziecka, dla dobra sprawy. Ja wiem, ze mojego meza nie kocham juz, ze on temu ktorego poznalam nie dorasta do piet we wszystkich dziedzinach.
Jestem zalamana, boje sie ze nigdy bez tego ktorego kocham nigdy nie bede szczesliwa. Znam siebie jestem za dobra dla ludzi, dam pewnie mu szanse bo boje sie zostac sama. Bede cale zycie tesknic za tamtym, za moja niespelniona miloscia.
Prosze, pomozcie jak mam rozwiazac ta sytuacje, jak zyc dalej. jakie podjac decyzje. Przepraszam, ze pisze z bledami i bez polskich znakow, ale szargaja mna takie emocje. Chcialam je tu wszystkie przelac. Dajcie mi jakas rade. Ukojcie moj bol, moje rozczarowanie zyciem. Prosze...