Witam serdecznie. Dwa tygodnie temu rozpadł się mój półtoraroczny związek (przez pół roku mieszkaliśmy razem). Po paru miesiącach przeszliśmy poważny kryzys- on mnie okłamywał, miał duże problemy. Jednak to przetrwaliśmy, on się zmienił, robił wszystko aby odzyskać moje zaufanie. Dla mnie to też był trudny czas- straciłam przyjaciół, nie przyjęli mnie na studia, wychodziłam z nałogu (przez półtora roku ćpałam)i o mało co nie rozpadł się mój związek.
Niestety, mimo starań- głównie jego, przez cały czas (10 miesięcy) nie byłam w stanie normalnie funkcjonować, na nowo mu zaufać.
Czułam nienawiść do wszystkich, często płakałam, praktycznie nie miałam swojego życia- nigdzie nie wychodziłam, z nikim nie rozmawiałam, przestałam się uczyć. Wszystko zaczęło skupiać się wokół mojego chłopaka- wciąż zastanawiałam się co on czuje, co myśli, co zrobi. Chciałam go mieć chorobliwie blisko siebie i tylko dla siebie. Jednocześnie codziennie go oskarżałam (nie mając do tego żadnych podstaw), że wciąż mnie okłamuje, że mnie już nie kocha, że jest ze mną tylko dlatego, że tak jest wygodniej, że mnie zdradza i woli wszystko inne niż być ze mną- choć nie raz rezygnował z piwa z kolegami, tylko po to by posiedzieć ze mną w domu.
Przez okres ostatnich miesięcy średnio dwa razy w tygodniu, kiedy miałam gorszy humor, mówiłam, że to koniec, że już nie mogę- ale uzasadnić tego nie potrafiłam. Stwarzałam sytuację do kłótni, nie wiem po, żeby poczuć się jeszcze gorzej? Byłam dla niego strasznie nie dobra.
Od momentu zerwania wszystko sobie przemyślałam. Przede wszystkim nie mogę obwiniać ludzi, którzy mnie oszukali, okłamywali o to,że teraz jestem w takim stanie. Nie mogę żyć nienawiścią. Długo płakałam kiedy uświadomiłam sobie, że zmarnowałam ponad rok na użalanie się nad sobą...a najgorsze było kiedy zrozumiałam co zrobiłam mojemu chłopakowi, którego tak bardzo kocham...jak bardzo go krzywdziłam (jasne, że nie był święty, ale zawsze starał się naprawiać swoje błędy, pomagał mi w domu, namawiał mnie na wspólne wyjścia, bo chciał żebym wyszła do ludzi, pocieszał, słuchał, rozmawiał). I jednocześnie wiem, że nie mogę tak myśleć jeśli chce się zmienić.
Zrywając ze mną powiedział, że wciąż mnie bardzo kocha, że nie chce tracić kontaktu (choć go ograniczyć na jakiś czas bezpośrednio po zerwaniu, tłumaczył, że dla mnie będzie tak o wiele lepiej, bo muszę zrozumieć to con mi mówił przez ostatnie kilkanaście miesięcy), że dalej chciałby ze mną być ale już tak nie może, że chce być teraz sam, odpocząć. Z jednej strony czułam przez moment złość, że jak może mnie zostawić kiedy najbardziej go potrzebuje, a przecież ja go nie zostawiłam w trudnym momencie, walczyłam..ale z drugiej..związek powinien przynosić szczęście, prawda? Obie strony powinny czuć wsparcie, spokój- on tego nie czuł, ja też nie...bo jak mogliśmy się tak czuć skoro ja sama ze sobą sobie nie radziłam?
Od tych dwóch tygodni zaczęłam żyć- zostałam wolontariuszką, zapisałam się na kurs językowy, odezwałam się do starych znajomych. Chce wrócić do okresu sprzed 'ćpania' oraz zacząć siebie szanować i lubić.
Chodzę też raz w tygodniu, czasami dwa do psychiatry..
Jak myślicie? Czy to cokolwiek pomoże? Przez większość czasu myślę, że tak, ale boje się, że sobie jednak nie poradzę..
I myślę o moim chłopaku..czy to jak się zachowywałam będzie miało na niego w dalszym ciągu wpływ? Czy do mnie wróci, jeśli sytuacja się zmieni?
Podobne tematy
nie wiem nigdy nie brałam narkotyków, ale wydaje mi się ze Ty tak zmieniłaś swoje zachowanie bo rzuciłaś z nałogiem i dlatego wyładowywałaś się na swoim chłopaku...
jeżeli naprawdę się zmieniłaś to może do Cb wróci a jak nie... to nie rozpaczaj ciesz się tym co masz, może wróć na studia...
on odszedł od Cb bo jego słowa do Cb nie docierały, czasami taka terapia szokowa (zerwanie, w tym przypadku) tylko daje rezultaty...
i dały, wzięłaś się wgarść, On to zrobił dla Cb i powinnaś mu za to podziękować ![]()
Cokolwiek by nie było to głowa do góry. Jesteś na dobrej drodze by uporządkować swoje sprawy. Nie schodź z niej. A o chłopaka martwić się będziesz później.
Dobrze, że zrozumiałas swoje błędy. Nie mozesz tak sie wiecej zachowywac. Mysle ze powinnas wziasc sie za swoje zycie i dac jemu czas na przemyslenia. Psychiatra napewno Ci pomoze ale sama tez musisz duzo nad soba popracowac i nie popełniac dalej tych samych błędów. Powodzenia