Witam
...chciałabym prosic o poradę coż mam czynic, bo kończy mi się i cierpliwość i koncepcja. Otóż poznałam pewnego mężczyznę, kilka lat starszego ode mnie, po tzw. przejściach. Ale i ja po nich jestem... Facet z gatunku tych, co jak kochają to na smierć i życie. Padło na jego zonę, choc jej miłośc byla duzo bardziej letnia i mniej wieczna, więc odeszła. On juz nie kocha, ale jakieś blokady i lęki mu pozostały. Dogadujemy się fantastycznie, smiejemy z tego samego, wkurza nas to samo i generalnie bardzo nam jest po drodze. Sęk w tym, ze jego trzeba bardzo oswajać. To, co jest między nami, jest zawieszone pomiędzy znajomością a przyjaźnią. Wiem, ze jemu bardzo zależy na mnie, w sensie mojej obecnosci w jego życiu, bo to z siebie wydusił. Interesuje się mną, moimi sprawami, pisze, dzwoni, robi niespodzianki, powtarza, że dobrze, że jestem. Ale gdy tylko ja zrobię jakis bardziej osobisty krok w jego stronę, on się totalnie zmraża - wycofuje, irytuje albo obraca w żart, lub milknie na kilka dni. Nic z tego nie pojmuję - jemu wolno cos czuc i czasem o tym lekko napomknąc, a mi nie? Od jakiegos czasu mam dziwna potrzebę zdefiniowania tego co jest między nami, a paradoksalnie czuję przed tym lęk. I przed nim, że jak się otworze, to on ucieknie. Ja wiem, że czasem warto czekać, nawet długo czekać...ale nie chcę być Sally, która czekała na Harry'ego ponad dekadę
i vice versa zresztą. Czy taki facet jest w ogóle mozliwy do oswojenia?? I jak?? A może zostawić to własnemu biegowi i niech jest jak jest?
Podobne tematy
A ile czasu juz jestescie "razem"? Od samego poczatku tak jest?
Moze facet sie boi?
Facet to nie pies żeby go oswajać
Może całkiem nie zdziczał.
Przejechał sie na kobiecie którą kocha, zapewne wydażyło sie to nie dawno, prawdopodobnie jest mu jeszcze troche cieżko ale nie mówi tego, no i zapewne stracił ZAUFANIE, wiec musi minąć troche czasu, aż sobie wszystko pukłada, przemyśli, a mysle ze bedzie ok. Musisz dać mu czasu, nie narzucaj sie, nie podawaj sie na talerzu.
Ja tam nie widzę sensu bawienia się w jakieś oswajanie, po co sobie życie utrudniać
Najlepsze rozwiązania, z reguły są najprostsze, ale nie oznacza, że są łatwe. Usiąść na tyłku, szczerze porozmawiać co jest między nami i do czego to zmierza. Będziesz wiedziała na czym stoisz i w którą stronę zmierzasz.
Mam troszkę podobną sytuację i powiem Ci że sama się nad tym zastanawiałam... Z jednej strony - ciężka sprawa. Facet nie ma zaufania, musi długo poznawać żeby coś z tego było (o ile w ogóle będzie) itp. Ale może jednak warto przeczekać? To już trzeba samemu sobie na to pytanie odpowiedzieć czy nam aż tak zależy, ale... czy da się związać z takim mężczyzną?
Sama nie wiem co z tym zrobić... jak postępować? Może któraś z Was już miała taką sytuację i jest w szczęśliwym związku z mężczyzną po przejściach i podzieli się doświadczeniami oraz podpowie jak postąpić?
Mi się wydaje ze taka rozmowa wprost może go spłoszyć. Może lepiej cierpliwie poczekać aż czas zrobi swoje?
Jego rozstanie z żoną, to juz kwestia kilku ładnych lat. Ale mimo wszystko wciąż sie czegoś boi. I mysle, ze masz rację Cytrynko, że o żadnej rozmowie wprost o uczuciach nie moze byc teraz mowy, dopóki on jej ewentualnie sam nie rozpocznie. To mogłoby go tylko wystraszyć i zniechęcic. Mi jest dobrze z tym, że on jest i nie wiem co bym zrobiła, gdyby nagle z jakiegos powodu mi zniknał. Potrafi mnie wydobyc z najgłębszego nawet dołka. I mysle sobie, ze jesli to jest prawdziwe, to samo pewnie pójdzie we właściwym kierunku, tylko trzeba byc cierpliwym i delikatnym. Jak sie ma tzw. swoje lata, a my juz je mamy, to chyba lepiej budowac cos ważnego na solidnych podstawach, a nie na motylach w brzuchu. I to własnie miałam na myśli, pisząc o oswajaniu. Siebie nawzajem.
No tak, ale jak długo się znacie? Bo mi się wydaje, że nie warto czekać niewiadomo ile, a on może być z gatunku tych 'niezdecydowanych' całymi latami, może cię traktować jako panaceum na lęki, dopieszczenie, a potem nagle stwierdzić, że przecież nic nie obiecywał, byliście tylko przyjaciółmi a on właśnie poznał panią swego serca...
Chodzi mi o to, ze możecie zupełnie różnie interpretować swoją znajomość...
No tak, ale jak długo się znacie? Bo mi się wydaje, że nie warto czekać niewiadomo ile, a on może być z gatunku tych 'niezdecydowanych' całymi latami, może cię traktować jako panaceum na lęki, dopieszczenie, a potem nagle stwierdzić, że przecież nic nie obiecywał, byliście tylko przyjaciółmi a on właśnie poznał panią swego serca...
Chodzi mi o to, ze możecie zupełnie różnie interpretować swoją znajomość...
Oczywiście, dlatego bez rozmowy ani ruszy, spłoszyć to się może małolat, a też nikt nie wymaga od niego miłosnych deklaracji, tylko określenia kierunku, w którym wszystko zmierza. Taka rozmowa nie jest łatwa i często możemy sobie swój strach przed takim krokiem jakoś tam tłumaczyć, bo jeśli on sam nie znacznie to jak ja zacznę to może uciec.
Pewnie, że solidne podstawy są lepsze niż budowa wszystkiego na motylach w brzuchu. Ale te solidne podstawy jako ludzie dorośli i dojrzali powinniście budować na kontakcie i wzajemnej komunikacji.
A teraz być może oboje stoicie i czekacie, aż druga strona zrobi pierwszy krok, da jakiś znak, a to jest zachowanie, które kojarzy się właśnie z parą nastolatków
bądź przyjaciółką, on się boi zaangażować. Jak będzie gotowy to sam da Ci znaki i uwierz mi nie przegapisz tego
Oczywiście, dlatego bez rozmowy ani ruszy, spłoszyć to się może małolat, a też nikt nie wymaga od niego miłosnych deklaracji, tylko określenia kierunku, w którym wszystko zmierza.
Pozwólcie, że się wtrącę jako facet. Rozmowa - tak. Zawsze dobrze jest sobie przegadać i po prostu dowiedzieć się jak ktoś widzi jakąś sytuację, czego oczekuje, jakie ma zamiary. Ale jak się domyślacie, Drogie Panie, dla faceta nie zawsze to jest takie oczywiste. Mężczyźni często mają mniejszy wgląd w siebie, w swoje zachowanie niż kobiety. Nie przepadają za głębokim analizowaniem siebie i swojego zachowania. Naciskanie więc aby określił czego oczekuje, jak widzi przyszłość może tylko spowodować u niego albo irytację, albo chęć ucieczki, czy próbę obrócenia tego w żart. Dlaczego? Bo być może sam nie wie czego chce, nie potrafi tego zwerbalizować. Może jest mu dobrze tak jak jest, czuje się szczęśliwy, może czuje, że chciałby czegoś więcej, ale gdy Ty robisz jakiś "osobisty krok" to jego to paraliżuje bo czuje się sprowokowany do tego, by jakoś zareagować, określić się, podczas, gdy on może jeszcze nie chce się określić, boi się tego, bo... jak już ma kochać to na śmierć i życie.
Juz odpowiadam na pytania
Znamy sie kilka miesięcy i nie jesteśmy juz od dawna nastolatkami...
Myslę, że problem "spłoszenia" wcale nie jest zarezerwowany wyłącznie dla małolatów. Emocje odczuwa się podobnie w każdym wieku, tylko ich głębokość i to, czym się one kończą, może być inne.
Może powinnam z racji wieku byc nieco mądrzejsza
, ale przyznam, że w takiej sytuacji znalazłam sie po raz pierwszy i działam czysto intuicyjnie i trochę jak dziecko we mgle
. Sądzę, że dla faceta, nawet nie zawsze "po przejściach", a po prostu faceta odpowiedzialnego za swoje słowa i czyny, nie tylko miłosne deklaracje, ale juz samo okreslenie kierunku, w którym zmierza, bywa zobowiązaniem. I jesli nie ma pewnosci, to nie chce sie tego zobowiązania podejmować, a juz na pewno o tym z panią zainteresowaną dywagować
. Woli bezpieczne tu i teraz, woli poznać z czym ma do czynienia i dowiedziec się, co sam czuje. I może to jest lepsze od pochopnego rzucania się w wir emocji, które mogą z czasem okazac sie powierzchowne.
Zresztą on wielokrotnie powtarzał mi, ze jego zdaniem zakochanie to chemia i tylko chemia. Że fajny, trwały i bezpieczny związek zbudowac można tylko na przyjaźni i głębokim poznaniu siebie nawzajem. I także to, ze dla niego nie słowa,a to co robi dla drugiej strony jest okazaniem uczucia.
Jestem kobietą i jego zaangażowanie, radość z mojej obecności, chęc sprawiania mi przyjemnosci, interpretuję po kobiecemu
. Stąd chciałabym wiedzieć, jakie sa naprawdę jego emocje i ich intencje. Muszę sama siebie nieźle temperować, żeby tego nie poganiac. Ale powiem szczerze, że ma to także swoj urok
.
Matiq dziękuję za Twój post. Z uwagi na to, że jesteś facetem, jest on dla mnie szczególnie cenny
.
Zgadzam się z tym, aby na takiego faceta nie naciskać, on musi sam się przekonać, zaufać kobiecie i zdecydować się na kolejny krok. Tylko jak tego dokonać? Jak postępować z takim mężczyzną? Skoro nawet jak napisała kivikivi, facet odsuwa się gdy kobieta robi jakiś krok...
Rozumiem, że nie uprawiacie seksu. Czy wiesz jak on się zaspokaja? Ma kogoś obok ciebie?
Ja nie powiem za wesoło.
Niedawno miałem rozmowę z osobą starszą niż ja, a ja 30plus. Nie wiem w jaki wieku ów facet Kiwikiwi. Za to wiem jedno, po maks 3 spotkaniach facet wie, czy chce być z daną kobietą czy nie chce. Jeśli chce, to dąży, jeśli nie chce, to znajdzie milion powodów na nie.
To tak samo jak powiedzenie - jeśli ktoś kocha, to zrobi wszystko aby z tą osobą być. Jeśli nie, to nic nie zrobi.
Remi - czy to również można odnieść do mężczyzn zranionych, którzy najpierw chcą dobrze poznać kobietę zanim się z nią zwiążą? Którzy boją się kolejnego zawodu? Może te 3 spotkania wtedy to mało?
Remi - czy to również można odnieść do mężczyzn zranionych, którzy najpierw chcą dobrze poznać kobietę zanim się z nią zwiążą? Którzy boją się kolejnego zawodu? Może te 3 spotkania wtedy to mało?
Już na pierwszym spotkaniu się wie, czy chce się kolejnego, czyż nie?
Jeśli ktoś jest zraniony to leczy rany, czasem lekiem jest inna osoba. Gdy leku nie trzeba, zostaje problem wtedy.
Po ilu spotkaniach wg ciebie można powiedzieć - mi się dobrze rozmawia, mi się ta osoba podoba, ja chcę się spotykać dalej?
Z twoich opowiadań wynika ze to fajny facet jest że stąpa twardo po ziemi i to jest w facetach najfajniejsze dajcie sobie czas nie ma co na siłę ruszać do przodu ![]()
Po ilu spotkaniach wg ciebie można powiedzieć - mi się dobrze rozmawia, mi się ta osoba podoba, ja chcę się spotykać dalej?
u mnie po pierwszym:) ale ja nie jestem po przejściach:) ale chyba masz rację... Gdyby nie chciał nie spotykałby się...
Remi napisał/a:Po ilu spotkaniach wg ciebie można powiedzieć - mi się dobrze rozmawia, mi się ta osoba podoba, ja chcę się spotykać dalej?
u mnie po pierwszym:) ale ja nie jestem po przejściach:) ale chyba masz rację... Gdyby nie chciał nie spotykałby się...
No Kochana, nie jesteś pierwsza która po pierwszym razie wie, bo po prostu tak jest. Czy ma się lat 60 czy 20 to tak samo.
Chciałabyś spotkać faceta postępującego jak ten autorki?
Chciałabyś spotkać faceta postępującego jak ten autorki?
Nikt tego nie chce:) bo to problem, nie wiadomo co będzie, jak wobec takiego postępować itd. Co innego zdecydowany facet:) Ale z drugiej strony taki jak ten autorki jak się już przekona może być wierny az po grób
związek na solidnych podstawach a nie na motylkach w brzuchu ![]()
O ile ma zamiar się do czegokolwiek przekonać a nie zostać utrzymać status quo ![]()
"Ale gdy tylko ja zrobię jakis bardziej osobisty krok w jego stronę, on się totalnie zmraża - wycofuje, irytuje albo obraca w żart, lub milknie na kilka dni"
Co rozumiesz przez bardziej osobisty krok? Czy on wogole zadeklarowal, ze szuka partnerki?
Tak, juz po pierwszym spotkaniu wie się, czy chce się kolejnego czy też nie. I tyle w kwestii spotkań. Co do związania się z osobą, z którą owe spotkania następują, to juz nieco poważniejsza rzecz. I w tym tkwi różnica.
On jest osobą, której nie interesują przelotne znajomosci. Jesli taka się trafi, od razu stawia sprawę jasno - niczego od Ciebie nie chcę i Ty nie chciej ode mnie nic. Niektóre kobiety idą na to, inne odchodzą obrażone, jeszcze inne zostaja, bo mają nadzieję, że jednak go jakoś przekonają do siebie. Nie przekonują... Między nami nigdy niczego takiego nie było. On ewidentnie dąży do tego, by dawać mi radość (szczęscie to chyba nie jest w tym wypadku adekwatne słowo). Pamięta każde wypowiedziane przeze mnie słowo, pyta o moje sprawy, o sprawy moich bliskich, nie ocenia nigdy i nie krytykuje moich decyzji, wie co lubie,a co mnie wkurza. Mówi mi także o sobie wszystko. A ja póki co szanuję jego dystans. Czasem tylko niby przelotnie wtrącę cos ciepłego, a on w sumie coraz rzadziej reaguje na to nie tak jak bym sobie tego zyczyła. Nawet w tonie jego głosu wyczuwam czasem czułość... ![]()
Sens założenia tego postu był taki by, jak napisała cytrynka, uzyskac tu moze jakąs podpowiedź jak mam postępować i czy w ogóle. Czy po prostu zostawić wszystko by płynęło własnym nurtem.
"Ale gdy tylko ja zrobię jakis bardziej osobisty krok w jego stronę, on się totalnie zmraża - wycofuje, irytuje albo obraca w żart, lub milknie na kilka dni"
Co rozumiesz przez bardziej osobisty krok? Czy on wogole zadeklarowal, ze szuka partnerki?
Tak. Mówił, ze bardzo by chciał, ale sie boi. Ja czasem mysle, ze on sobie w głowie juz tak poukładał, ze sie boi głównie zburzenia tego porządku i ewentualnego układania od nowa - z kimś.
A bardziej osobisty krok, to przyznanie sie do tego, ze cos czuję, cos więcej...choc sama nie wiem i nie umiem tego nazwać. Wiem tylko, że chciałabym móc kiedyś o nim powiedziec, ze jest "mój".
Za to wiem jedno, po maks 3 spotkaniach facet wie, czy chce być z daną kobietą czy nie chce. Jeśli chce, to dąży, jeśli nie chce, to znajdzie milion powodów na nie.
To tak samo jak powiedzenie - jeśli ktoś kocha, to zrobi wszystko aby z tą osobą być. Jeśli nie, to nic nie zrobi.
Jestem facetem i niestety, ale nie zgodzę się z Tobą. Po prostu uogólniłeś. Może warto było napisać, że JA po maks 3 spotkaniach wiem... Znam wiele przypadków, gdzie ludzie znali się od lat, byli przyjaciółmi, a nagle coś między nimi zaiskrzyło. Znam przypadki, gdzie spotykali się w celu poznania partnera (poznanie przez portal randkowy) i po 3 spotkaniach nie tylko nic do siebie nie czuli, ale wręcz stwierdzali, że to nie jest to, ale jakoś spotykali się znów i znów i po prawie roku dopiero coś zaiskrzyło, a teraz są małżeństwem, mają dzieci... Nie ma więc zasady.
"Mówił, ze bardzo by chciał, ale sie boi." toż to żart i kpina
minęło już trochę czasu, więc pewnie sprawa się wyjaśniła. "Na moje oko" facet potrzebuje wianuszka wielbicielek, wielce kochana żona go wystawiła a on nie może się dowartościować. Podpuszcza, mówi patrz jaki jestem fajny, a ja coś byś chciała, to po łapkach;) Taka zabawa - patrz i nie dotykaj, patrz jaki jestem super a ona głupia nie doceniała. Tak sobie myślę. Dorosły a przede wszystkim dojrzały facet nie potrzebuje gierek. Chcesz tak sobie pogrywac? Lizać lizaka przez papierek? Myślę, że on już dawno wie, jak bardzo Ci zależy, pewnie jak będziesz chciała się wycofać to Cię trochę "dopuści" łaskawca;) Materiał na kumpla, bierz wsparcie, pocieszenie, nie licz na więcej. Chyba że chcesz huśtawki. Zazwyczaj na początku damsko-męskiej znajomości każdy chce się przedstawić w jak najlepszym świetle. Co on prezentuje? Niedojrzałość, dziecinność, pogrywanie z uczuciami, zgrywanie biednego pokrzywdzonego misia który kocha na zabój. Może nadal liczy na miłość żony i coś między nimi jest, w końcu kocha 4ever. Ale to tylko moje wnioski.