Wpadłam na pomysł,żeby rozpocząć ten wątek.Sama mam trójkę nastolatków.Jeden z Nich stwarza nam wiele problemów.Zastanawiam się nad psychologiem.Razem z mężem mamy w tej chwili do Niego różne podejścia.Mąż uważa,ze po prostu już przegina,że dość sie natłumaczył.Postanowił nauczyć Go rozumu.Wrzeszczy na Niego o byle co i wymaga bezwzględnego posłuszeństwa bez dyskusji.Ja uważam,że młodzież to też ludzie.Uważam,ze wychowanie polega na rozmowie i dyskusji.
Nie wiem jednak,które stanowisko jest lepsze,bo chociaż mówię i tłumaczę,to brak jest efektów i wyskoki syna są coraz większe.
Co Wy o tym myślicie?Mam nadzieję,że młodzież też tutaj się wypowie i może wspólnie znajdziemy jakiś kompromis.
Podobne tematy
bulinko młodzież poniżej 18 r.ż. się tu na pewno nie wypowie, ale już tacy "rośli" 18-latkowie, być może
Byłam - tak się składa- nastolatką, rodzina, w której się wychowałam akurat do idealnej ani nawet blisko idealnej nie należała, ale jedno wiem na pewno:
Krzykiem się nic nie zdziała. Nastolatek -wbrew wszystkim pozorom- potrzebuje autorytetu, czegoś bardzo jasnego i sprawiedliwego. Nawet, jeśli wszystko uzna za niesprawiedliwe, potrzebuje rzeczowego wyjaśnienia, dlaczego (np. taka, a nie inna decyzja). Krzykiem i zakazem >nie bo nie< powoduje się tylko jedno: niechęć do własnej osoby, brak zaufania, stawaniem się w opozycji wroga.
Niestety.
Jestem tutaj nowa i dopiera zaznajamiam się z forum, ale pojawiłam się tu właśnie dlatego, że mam problem z moim 15 letnim synem. W przeciwieństwie do twojego męża jestem nadopiekuńcza, ale jedno wiem już na pewno, najważniejsza w wychowaniu jest konsekwencja, nad którą niestety muszę pracować. Moim zdaniem dziecko potrzebuje zasad i reguł i jasnego systemu kar i nagród, a krzykiem i poniżaniem niczego się nie osiągnie.
Prawda. Bez konsekwencji jest masakra.
Pewną pułapką rozwiązań "siłowych" (krzyk, przemoc fizyczna, zakazy) jest stopniowalność kar, aż dochodzisz do punkt, w którym już nie da się bardziej nakrzyczeć, bardziej zakazać, co gorsza samo dziecko w pewnym momencie z szyderczym uśmiechem zapyta się "no i co zabijesz mnie teraz?"
Z rozmowami też jest pewien problem, bo dzieci uwielbiają testować, gdzie jest granica (i przekraczać tę granicę, by sprawdzić, czy będą konsekwencję). Jak wyczują, że jest groźny tata i łagodna mama, która kupi każdy "kit", tylko trzeba będzie przemęczyć się słuchając, czy nawet biorąc udział w pogadance wychowawczej, to z problemami będą lgnąć do "gadającej" mamy. Wiesz, ale myślę, że rozmowa bardziej jest jak kropla, która drąży skałę i coś tam w głowie zostaje.
Na pewno dobrze byłoby gdybyście z mężem mieli wspólny front, by dzieciaki nie lawirowały na zasadzie - ojciec zabrania, ale matka na pewno zgodzi się.Tak jak napisałam, dobrze jest wyznaczyć dzieciakom wyraźne granice i konsekwencje (najlepiej by kara była adekwatne do winy) - zawsze jednakowe, ale nieuniknione. No i nie więzienie, gdzie każda czynność jest regulowana system kar i nagród, bardziej jakieś pojedyncze rzeczy/sytuację, które są poważnym problemem.
Dobrze jest stosować nagrody, bo one poprawiają relację z dzieciakiem, ale też powinny być dopasowane, by tworzyły miłą atmosferę, a nie były rekompensatą, za wcześniej nałożoną karę.
"Nagrodą" może być rozstrzygnięcie sporu na korzyść dziecka, w sytuacji, której nie wiesz, jaka jest prawda np. kazałaś posprzątać, wracasz do domu, a tam bałagan i dzieciak tłumaczy, że nic nie słyszał (może głośno grała muzyka), a może ty nie powiedziałaś, bo się śpieszyłaś i wypadło ci to z głowy. Zawsze możesz wyjść z twarzą i powiedzieć "OK, być może tak było jak mówisz, tym razem, zaufam ci" ale następnym razem możesz poprosić, by powtórzył polecenie - sprawdzić, czy wie, co ma zrobić, wtedy takie argumenty nie będą miały miejsca.
Owszem zgadzam się z tą konsekwencją,ale u małych dzieci /mam też w domu 4,5-latkę/.Dla małych dzieci wiesz co jest dobre i tego musisz się trzymać.Z nastolatkami jest różnie,ponieważ nawet my możemy się mylić,choćby z niewiedzy.Podam Wam głupi przykład.Mój syn ubrał dziś do szkoły kolorowe spodenki 3/4 hawajki.Wydawało mi się,że nauczyciele mogą czepiać się tych kolorów.Stanowczo więc powiedziałam,żeby zmienił te spodnie.On mi na to,że dlaczego,więc wypowiedziałam swoje zdanie.Na co On po prostu dodał,że chłopcy w tej chwili noszą po szkole te spodnie i nikt się nie czepia.Dlaczego więc nie mogę zmienić zdania?
Na tym właśnie moim zdaniem polega porozumienie z nastolatkami i budowanie autorytetu.Dziecko wie,że rodzic też potrafi zrozumieć,a nie tylko ślepo rozkazywać.
Wychowanie to nie zabawa policję, nie możesz ingerować aż tak głęboko - kiedy on stanie się dorosłym człowiekiem, jak będziesz mu do 18 mówić, w co ma się ubrać?
Wprost przeciwnie pozwól mu popełniać błędy i jej naprawiać. Mój dzieciak zgubił bilet na komunikację miejską - oczywiście było niemiło, usłyszał parę słów o swoim bałaganiarstwie, musiał jej szukać, kiedy doszliśmy do wniosku, że karta zginęła, to pojechaliśmy kupić nową - za którą on miał zapłacić. Szczęśliwie okazało się, że można bilet odtworzyć, więc zapłacił tylko za nową kartę 11 zł, ale musiał stać w długiej kolejce przez ponad 2 godziny (akcja była w ostatnim dniu starego roku, przed wprowadzeniem nowych cen biletów). Ostatnio pobrudził podkładki filcowe, więc powiedziałam mu, by sprawdził w internecie jak prać filc i by je wyprał (ot cała kara).
To jest właśnie konsekwencja - on wie, że jak coś zepsuje to musi to naprawić, oczywiście czasem jest konieczna nasza pomoc, ale główny akcent jest na jego aktywność.
No właśnie..
Wiesz co, następnym razem niech idzie w czym chce do szkoły - jak się nauczyciele będą czepiać (oby byli w tym też konsekwentni) to sam będzie wiedział, dlaczego.
Pozwoliłam iść Mu w tych spodenkach oczywiście,bo uważałam,że jeżeli dzieciaki tak chodzą,to widocznie moje zdanie jest przesadne.
Averyl odebrałaś to zbyt dosadnie,bo akurat w ubiór moich dzieci nastolatków nie ingeruje w ogóle.Reagowałam tak,bo syn ma poważne kłopoty w szkole i nie chciałam,żeby były jeszcze większe.
Mówisz też,ze powinniśmy pozwolić im na popełnienie błędów,a gdzie w tym miejscu jest rola rodzica.Wg. mnie naszym zadaniem jest też ochraniać ich od błędów,a właściwie włączać czerwony alarm.W ten sposób też budujemy autorytet:
Nauczycielka zwraca Mu uwagę,ze ubrał się niestosownie do szkoły.Nasuwająca się myśl:mama mi mówiła.
Rodzic powinien rozróżnia rzeczy duże od małych, ważne od błahych. A dodatkowo w wychowaniu dziecka istotne jest uczenie go samodzielności i odpowiedzialności.
Kiedyś pomagałam synowi przy lekcjach, ale w pewnym momencie, on poczuł się "zwolniony" z obowiązku sprawdzania, czy wszystkie lekcje odrobił, bo mama przecież sprawdzi, czy wszystko jest. Przestałam to robić i nauczył się (mimo iż był okres kiedy nazbierał trochę ndst - za brak pracy domowej), ale w końcu nauczył się odrabiać lekcję. Ocena za pracę domową jest oceną za własną głupotą - później wiele razy dostawał dostawał bdb, bo jako jedyny lub jedne z nielicznych miał pracę domową, a inni ndst. ![]()
Jeżeli twój syn ma problemy ze szkołą to nie czekaj na koniec roku, czy uda mu się wyciągnąć na mierny, tylko zastanów się co jest problemem, czy czegoś nie rozumie, czy nie chce mu się, może korepetycje, a może psycholog będzie pomocny. To jest właśnie rola rodzica, by pokierować trochę dzieckiem, szczególnie, gdy zaczyna się gubić.
Jeżeli nauczysz go, że jesteś od tego by myśleć za niego, dbać o jego interesy, itp to niestety, ale będziesz musiała potem przez resztę życia to robić, bo biedne dziecko zawsze będzie wpadać w tarapaty i czekać, aż ktoś go wybawi z opresji ![]()
Przepraszam, że się wymądrzam na temat wychowania - mówię o swoich doświadczeniach, oczywiście w twoim przypadku może uda ci się znaleźć inny lepszy pomysł.
Mój syn ma problemy z zachowaniem.Od lat nie sprawdzam moim dzieciom zadań domowych,bo znam przykłady,gdzie rodzice całą podstawówkę odrabiali za dzieci lekcje,a później dzieci nie dawały sobie radę w gimnazjum.
Syn od najmłodszych lat lubi się popisywać i choć ma 16 lat coś Mu z tego zostało.Większość problemów z tym się wiąże.Czasem koledzy Go podjudzają,a On się na to nabiera.Oczywiście tłumaczyłam,że powinien używać swojego rozumu,ale i ten rozum nastolatka wciąż nie jest całkowicie rozwinięty.
Averyl,a Ty się nie przejmuj,że się wypowiadasz.Przecież o to tu chodzi.:D
bulinka_1969 a czy Twój syn ma jakieś obowiązki? Oczywiście prócz uczenia się i przechodzenia z klasy do klasy.
13 2013-05-15 14:56:31 Ostatnio edytowany przez bulinka_1969 (2013-05-15 14:58:30)
Mój syn często zajmuje się siostrą./Nie przeginam w tym./Poza tym pomaga ojcu w koszeniu i co drugi tydzień sprząta swój pokój /na zmianę z bratem/.Poza tym tak dorywczo potrafi sam od siebie bez proszenia wyjść przed dom,żeby pomóc mi z zakupami.Na zmianę wychodzą też z psem itp.
Jak napisałam o konsekwencji, to nie miałam na myśli policyjnego reżimu. Moim zdaniem nie każde zawinienie potrzebuje kary, nieraz przewinienie jest już elementem kary. Jak dziecko nie odrobi zadania i dostanie jedynkę, to chyba wystarczająca kara? Chociaż są różne dzieci, niektórym wydaje się, że szkoła nie jest konieczna, a "starzy" po prostu się czepiają. Chyba metody wychowawcze trzeba dostosowywać indywidualnie i jeszcze uzależniać od sytuacji, tutaj nie ma żadnych reguł.
Ja nie stosuję kar i nigdy nie biłam swoich dzieci.Nabroił w szkole,ma przez to problemy,to już jest kara.Ja mogę tylko podkreślić to słowami,uzmysłowić Mu to,bo chcę,żeby to do Niego dotarło.Dla mnie każdy nastolatek to też człowiek.Mnie też zdarza się coś źle zrobić,czy ktoś mnie za to bije,albo zabiera mi komórkę.Pamiętam jak byłam dzieckiem,zbiłam kiedyś termometr-niechcący,dostałam lanie.Czy ojciec wtłukłby matce za to,że zbiła termometr czy cokolwiek innego?
Ja nie stosuję kar i nigdy nie biłam swoich dzieci.Nabroił w szkole,ma przez to problemy,to już jest kara.Ja mogę tylko podkreślić to słowami,uzmysłowić Mu to,bo chcę,żeby to do Niego dotarło.Dla mnie każdy nastolatek to też człowiek...
Wiesz - ale to Ty piszesz, że masz problemy, więc jakby twój sposób nie do końca, akurat w tym przypadku, się sprawdza?
Bicie jest bezdyskusyjnie złe.
Darcie się (stosowane przez ojca) nie za mądre - zwyczajnie "adresat się wyłączy".
Ale twoje niekończące się gadanie przynosi jakiś efekt? Moja nastolatka uważa, że (nawet, jak się na głos tego nie powie) to jest to "trucie". Bo czyż nie powtarzasz uparcie a BEZSKUTECZNIE?
KARA ma swój cel - chyba najlepszą karą jest cofnięcie przywileju lub odebranie prawa. Szlaban na komputer, odebranie kieszonkowego BOLI. Chcąc tego uniknąć, bacznie się omija "zagrażające" (temu) zachowania.
Zwalanie winy za głupie popisy na "niedobre" towarzystwo, to zwyczajne zwalnianie z odpowiedzialności... A nieprzyjemności w szkole - to SZPAN i lans przed rówieśnikami (bo taaaaaaki odważny) a nie ŻADNA kara.
Bicie czy wydzieranie sie odpada.Wrzask ojca na nastolatka o byle co, o wszystko i o nic,bedzie stwarzac jeszcze wieksze pole do pokazania u syna wlasnego Ja,i coraz wiekszą chęc postawienia na swoim,chocby na zlość, na przekór.Chyba ze męza darcie sie przynosi oczekiwane efekty, w co wątpie
Osobiscie nie jestem przeciwnikiem przysrubkowania nastolatka zuchwalosci,czy samowolki,lub bezkarnosci,bo tak byc nie może i chlopak musi miec wpojone ,że ostateczne zdanie nalezy do rodziców.Jak najbardziej ma prawo wyrazic wlasne zdanie, wlasne poglądy, takze zupelnie odmienne, ale wy jako rodzice musicie przeprowadzic wyryfikacje, czy to ma sens co mowi,co robi ,czy was przekonał, czy nie.Jesli nie dajecie na cos zgody , to bądźcie w tym konsekwentni, a nie że jedno pozwala, drugie zabrania.Dobry i zły policjant-tak sie nie da
Sama czasami mam problemy z ujarzmieniem naszego stwora,bo nieraz bywa szkódna.Jeszcze nie nastolatka ani mlodzież,ale wkrótce,szybko czas leci. Po wlasnych obserwacjach widze,ze trzymanie wspolnego frontu z męzem to podstawa.Nawet jesli sie z czyms ze sobą w kwesti wychowania nie zgadzamy ,to sie omawia( nie przy dziecku) i do porozumieia sie dochodzi.
Jeśli na cos Młodocianin dostanie pozwolenie ,lub zakaz ,to druga strona nie zmienia decyzji partnera,ewentualnie na osobnosci mozna wykazac swoje wątpliwosci co do decyzji jednej strony,aby dosjc do ugody poglądowej na przyszlosc
mortisha, wszystko ok, ale jak masz męża furiata i wrzeszczy za byle co, to co wtedy? Mój np gdy któryś z synów przeklnie, karami sypie jak z rękawa, szlaban na neta na tydzień! A później widzi że gra online i nie reaguje, a jak mu mówię, że to nie wychowawcze, to mówi, że przecież nie jest potworem...
A jeśli chodzi o trucie, to mój starszy mówi że wolałby jakbym mu nastukała...a niestety mam do tego tendencje, tłumaczę, tłumaczę i tłumaczę, ale z drugiej strony jak inaczej? Wydrzeć się raz i dać karę, to wygląda w moich oczach jak wojsko, a przecież lepiej być przyjacielem dziecka niż dowódcą w domu....Szczerze wam powiem to mam nadzieję, że do tej dorosłości za wiele głupot nie zrobią, a dojrzewanie przecież w końcu przechodzi...
I mam takie pytanie, nie widzę emotek ani Code, jak to włączyć?
mortisha, wszystko ok, ale jak masz męża furiata i wrzeszczy za byle co, to co wtedy?
Przepraszam, że odpowiem na twoje pytanie, ale to trochę tak jak pytać się jak na kamienistej pustyni wyhodować piękne, soczyste pomidory. Wątek dotyczy wychowywania młodzieży, a nie wychowywania męża (to już jest poziomo bardzo zaawansowany
)
Nie przekonałyście mnie kobietki do karania.Ja też stosowałam kiedyś kary typu szlaban na kompa,czy na telewizor.To i tak nic nie dawało.Wiem,że gadaniem też nie pomogę od razu,ale może w końcu coś dotrze,albo tak jak Kasia napisała:dojrzewanie się skończy.
Anhedonia napisałaś,ze mój sposób się nie sprawdza,a który się sprawdza?Nie chciałabym,żeby moje dzieci słuchały,bo się mnie boją.Ja nie ględzę po kilka razy tego samego.Ja powiem raz wytłumaczę o co mi chodzi,a potem najwyżej wspomnę: pamiętasz co mówiłam?Dyskutuję z dziećmi jeżeli mają argumenty.
Tak do końca też nie mogę powiedzieć,że mój sposób się nie sprawdza,bo tego samego złego już nie robią,a więc jakieś wnioski są.Raczej muszę powiedzieć,że złe zachowanie wyskakuje impulsywnie bez przemyślenia.Ciągle inne i nowe.To jednak moim zdaniem jest prawo nastolatków.Mam znajomą,której syn jest w wieku mojego agenta.Zawsze był idealny.Na zebraniach znajoma doprowadzała nas do szału,bo na każdym pytała na głos nauczycielkę:a mój B...jak się zachowuje.Po czym następowała seria pochwał nauczycielki.Teraz B...rozrabia na równi z rówieśnikami i taka jest prawda.
Na obronę mojego sposobu wychowania powiem jeszcze,że mam jeszcze starszą córkę i jeszcze jednego nastolatka w gimnazjum i tu problemów nie ma.Młodszy syn potrafi się powstrzymać od wyskoków szkolnych.Nie jest bezkonfliktowy,ale panuje nad sobą.
Bulinka ja też nie stosuje kar! Uważam że nastolatkowi można powiedzieć że żle robi a jeśli to nie działa niech poniesie konsekwencje.Mój starszy syn ma 22 lata ale w wieku szesnastu lat był podobny do twojego,w szkole ciągle kłopoty ,bo ciągle był na nie.Wieczne konflikty z nauczycielami,telefony do mnie.Ja się nie wydzierałam tylko tłumaczyłam że jest już prawie dorosły i jak sobie narobi kłopotów to trudno, jego sprawa.Natomiast młodszy chodzi do liceum i jest ideałem pod względem zachowania.Więc jak to jest ? Przecież tak samo ich wychowywałam.Myślę że dużo zależy od charakteru dziecka i nie obwiniaj się że coś zrobiłaś nie tak.Nastolatkom trzeba tłumaczyć,rozmawiać a zakazy nie mają sensu. I tak zrobią co chcą.
No tak, na facetów to by i całego forum nie starczyło, jeśli chodzi o wychowanie ![]()
Nie chciałabym,żeby moje dzieci słuchały,bo się mnie boją.
I tu bulinka_1969 masz w 100% rację, ale jak moje ględzenie nie przynosi efektów, to jednak jakaś kara się przydaje, choćby dla podkreślenia mojego autorytetu.
Nastolatkom trzeba tłumaczyć,rozmawiać a zakazy nie mają sensu. I tak zrobią co chcą.
Dokładnie tak myślę.Jak ostatnio rozmawiałam z bratankiem męża,to właśnie takie wnioski wyciągnęłam.W prawdzie On dodał,że ględzenie też nic nie daje,ale przecież dziecko musi wiedzieć,jak my uważamy i że negujemy taka postawę,bo w końcu wyrośliby na bandziorów i jeszcze uważaliby,że myśmy tak chcieli.
24 2013-05-21 12:26:03 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-05-21 12:32:08)
Nie przekonałyście mnie kobietki do karania.Ja też stosowałam kiedyś kary typu szlaban na kompa,czy na telewizor.To i tak nic nie dawało.Wiem,że gadaniem też nie pomogę od razu,ale może w końcu coś dotrze,albo tak jak Kasia napisała:dojrzewanie się skończy.
Anhedonia napisałaś,ze mój sposób się nie sprawdza,a który się sprawdza?
...
Na obronę mojego sposobu wychowania powiem jeszcze,że mam jeszcze starszą córkę i jeszcze jednego nastolatka w gimnazjum i tu problemów nie ma.Młodszy syn potrafi się powstrzymać od wyskoków szkolnych.Nie jest bezkonfliktowy,ale panuje nad sobą.
Różne sposoby na różne "nielaty" działają.
WBREW pozorom TY TO najlepiej udowadniasz - twoje metody działają na starszą córkę i najmłodszego (czas pokarze, czy już "na zawsze") - ale nie działają na syna "problemowego". Ile jednostek nastoletnich, tyle mieszanek "genów"/stylów bycia i życia, radzenia sobie/charakterków.
TU nie chodzi o to "CZYJE górą"
Nikt Ciebie na zamierza przekonywać - MASZ problem, zadałaś pytanie, otrzymałaś odpowiedź.
A sprawdzają się (najczęściej): KONSEKWENCJA (którą piszesz, że stosujesz) i pozytywna motywacja (czyli nagroda - ALE za osiągnięcia, a nie by mu żal biednemu nie było). Czasem trzeba sięgnąć po karę w postaci odebrania tej nagrody/przyjemności.
Po co podchodzić do tematu, jak do kwestii niemal wojennej w skali "golono-strzyżono" - wynik dyskusji nie da lauru zwycięzcy - może za to, przecież coś ciekawego w codzienności "odmienić" (jeżeli JEST taka potrzebę
).
Powodzenia
Zbliża się koniec roku.Jakie dostaniemy świadectwa od naszych nastolatów?
Moja trójka prawdopodobnie zda.Córka będzie miała poprawkę z niemieckiego.Kobieta od zawsze ma problemy z językami,jest typowym ścisłowcem.Mam jednak nadzieję,ze sobie poradzi,bo do zaliczenie ma tylko jedno półrocze.
Najmłodszy gimnanazjalista to pewniak,a ten problemowy jeszcze podciąga oceny,ale,że to zdolny leń to mogę być raczej spokojna.
Tęsknię za czasami,gdy w podstawówce przynosili świadectwa z paskami.
Tęsknię za czasami,gdy w podstawówce przynosili świadectwa z paskami.
Ale po co Ci świadectwa z paskami?
Moim dzieciom od poczatku szkoły mówiliśmy, że oceny nie są tak ważne jak to co mają w głowie ( co zresztą potem "perfidnie" wykorzystywały przy okazji wywiadówek
).
Oceny bywały różne, różniste
Ale summa summarum dobrze wyszło. Nawet bardzo.
Nie chodzi mi konkretnie o pasek na świadectwie,chociaż nie ukrywam,że byłoby przyjemnie.Chodzi mi o sam fakt,że kiedyś nie musiałam sie martwić,czy dziecko zda,czy nie,a teraz właśnie tak jest.Na dodatek żadnych ambicji ocenowych nie przejawiają moje pociechy.Byle zdać taka jest ich domena.
Co do ocen, to ja zawsze byłam ambitna, sama chciałam mieć jak najlepsze stopnie, więc z tym problemu nie było. Nie wiem w sumie z czego to wynika. Ale poza tym może z mojego przykładu coś wysupłasz dla siebie ![]()
Moja mama jak jej się coś nie podobało, to zawsze krzyczała. Nie byłam jakaś bardzo nieposłuszna więc nie było to jakieś częste, ale zdarzało mi się jak każdemu dziecku. Jak byłam mała to bałam się tych krzyków, znosiłam je w milczeniu i byłam grzeczna trochę dla świętego spokoju. Z czasem już stały mi się zupełnie obojętne, czasem jedynie było mi przykro. Potrafiła się denerwować o rzeczy zupełnie nieistotne, jeśli nie była w humorze.
Mój tata dla odmiany jest zupełnie inny. Tłumaczył mi wszystko, a przede wszystkim od zawsze był tym od rozpieszczania
Nie czepiał się jakiś pierduł, co najwyżej kiwał z politowaniem głową jak robiłam coś mało rozsądnego. Pamiętam w całym swoim życiu dosłownie jakieś 5 przypadków, kiedy mój tata był na mnie zły o coś i to słusznie. I wcale nie musiał wtedy na mnie krzyczeć, ja to po nim widziałam, karał mnie symbolicznie. Widziałam, że go czymś rozczarowałam, że sprawiłam mu przykrość. I MNIE to strasznie bolało. Przez to jakie miał do mnie podejście, jak był (i jest) dobry, że szanował mnie i moje zdanie.
Ze mną rodzice byli konsekwentni, mimo że reprezentują zupełnie inne podejście do wychowania. Od małego miałam obowiązki, które musiałam wypełniać, co mnie wiele nauczyło.
Nie wiem czy nie weszłabym tacie na głowę, gdyby mama takie nie była. Ale gdyby tata taki nie był, to pewnie w pewnym momencie mama miałaby w domu porządny bunt.
Ja tez mam gimnazjaliste i szczerze gosc przegina. Glownie sie nie uczy. Tłumaczenie tez nic nie daje. Maz sie wydziera,zakazuje itp.totalna olewka. Syn przyjmuje wszystko. W domu mamy spokuj o co nie poprosi zrobi. Ale zachowanie i nauka w szkole porazka. Matma lezy mimo ze chodzil do dwoch kobiet na korki. No nie idzie przetlumaczyc. Kolesie tez nie zaciekawi. Bic nie bilam i tez nie bede bo to by oznaczalo ze braklo mi argumentow lub jestem slaba psychicznie. Moze cos mu z tego mojego gadania zostanie w jego glowie. Czasem noz sie w kieszeni otwiera
Ja mam co prawda jeszcze nie nastoletnie dziewczynki, ale ten watek jest chyba uniwersalny..
Chetnie skorzystam z Waszych doswiadczen.
U nas tak to wyglada:
Przede wszystkim - dzieci sa jak radary - wylapuja nasze, doroslych zachowania i najdrobniejsze bledy i wyciagaja wnioski. Wiec przed wszystkim przyklad.
Kary - tylko w ostatecznosci (ostatecznosci sie niestety zdarzaja). U nas sprawdza sie - naturalne wyciaganie konsekwencji. Jak cos zawalila, musi najpierw naprawic, zanim przejdziemy dalej. Chce ogladac flim, najpierw lekcje, jesli lekcje - to tzreba rozpakowac tornister.
Jak ma zachcianke, - tzreba na nia zasluzyc.
No i zawsze - po spieciu czy konflikcie jakims - przepraszamy, omawiamy, rozpracowujemy, wyciagamy wnioski na przyszlosc. Pierwsze pytanie - Co WTEDY nie tak zrobilas? 2 . - jak bys to TERAZ zalatwila?
jak byli mali tez tak robilam...w gimnazjum poprzewracalo sie w glowie.
Ale w gimnazjum maja wieksze potzreby przeciez - czyli wiecej chca od Ciebie jako rodzica. A jesli wiecej chca, to mozna tez wiecej wymagac, - czy to tak nie dziala?
Masz racje ale ze starszym synem przeszlam ten okres bezbolesnie . Mlodszy jest zupelnie inny. Wiem ze nawet gdybym miala ich wiecej kazde bylo by rozne. Poki co nie odpuszczam
Ja wiekszy problem mialam/mam ze starsza corka (8,5) - trudniej mi ją utrzymac w ryzach.
I bardzo madrze napisala Averyl, ze rozmowy - owszem, ale do pewnego momentu - mnie sie naiwnie wydawalo, ze dziecku to mozna wszystko pieknie wytlumaczyc, a ono bedzie spijac nauki z naszych ust jak nektar - nic bardziej blednego. Przylapalam sie na tym, ze ja gadam, gadam, a ona mechanicznie odpowiada, "tak, mamo", patrzac w dal, po czym robi dokladnie odwrotnie.
Uswiadomilam sobie wtedy, ze jesli nic z tym nie zrobie, to maly 8 brzdac bedzie sprytnie wodzil mnie za nos, osiagajac swoje cele - ku swojej szkodzie i ogolnej destrukcji rodziny
.
Zedeaga z moim synem jest identycznie.Jak poprosisz,żeby coś zrobił,to się nagada,ale zrobi.Moja młodsza córka 4,5 roku Go uwielbia,bo chętnie się z Nią bawi i to sam od siebie,a w szkole ciągle wyskoki i oceny katastroficzne.
Wyobraźcie sobie,że w tym wszystkim zgodziłam się na zamieszkanie w internacie.Oczywiście jeżeli dostanie się do tej szkoły,to ze względu na trudny dojazd ma tam zamieszkać.Ma jednak powiedziane,że po pierwszym wyskoku dojeżdża do szkoły.Mam nadzieję,że to Go chociaż trochę ustawi.
Co do naszego podejścia do naszej młodzieży,to w tej chwili ja jestem z tych tłumaczących,a mąż z krzyczących.
36 2013-06-20 17:05:19 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-06-20 18:42:02)
Zdaa.Oceny nie są tragiczne,ale zupelnie nieadekwatne do jej wiedzy i intelektu. Jest to bystre i inteligentne dziecie, często zadziwia wiedzą ponad programową jak na jej wiek, lecz w szkole przez nauczycieli jest nielubiana i za to ma zanizane oceny,za zachowanie , za antypatie.
Zachowanie poprawne , o maly wlos byloby nieodpowiednie (jak na I sem)tylko że sporo razy reprezentowala szkole na zawodach sportowych i zdobyla za kazdym razem I miejsce,wiec zostalo jej naciagniete na poprawne.
Ocenowo ponizej 4 nie zeszla (ma kilka bdb) ,ale moglby byc stokroć lepiej,tylko duzo w tym jej winy, że robi sobie wrogów z ludzi i ma wybitny talent do grania na nerwach ,jak widac nie tylko mi
mortisha, nie grzesz Kobieto ![]()
Nie ma ocen poniżej czwórki to się uczy wyśmienicie. Osobiście nauczyłam się cieszyć, jak jak moi synowie nie przynoszą pod koniec semestru wiadomości o zagrożeniu. A możliwości intelektualne mają żeby uczyć się dobrze. Tylko im się nie chce.... Już się boję , bo starszy w przyszłym roku zdaje maturę...
Kobiety, mówmy naszym wkurzającym nastolatkom, że ich kochamy, że są dla nas ważni, jedyni i niepowtarzalni, mimo, że czasem mamy ochotę je zamordować. Właśnie jestem po wizycie u psychologa z powodu stanów depresyjnych u młodszego syna. I pani psycholog uświadomiła mi, że mimo, że to juz "stary koń" to dalej potrzebuje wyartykułowanych wyraźnie zapewnień, że jest ważny, kochany i potrzebny. Mimo tego, że sprawia wrażenie, ze jest samodzielny i nie potrzebuje jakiś specjalnych pieszczot, a wręcz unika i złości się na próby bliższego kontaktu.
38 2013-06-21 09:27:50 Ostatnio edytowany przez malina.m (2013-06-21 09:31:02)
Dziecko rodzi sie z czysta karta.A to jak sie zachowuje to wpływ rodziny ,srodowiska.Oczywiscie w wieku dojrzewania dzialaja rowniez hormony.Warto sie przyjrzec i porozmawiac z dzieckiem kiedy zaczyn sprawiac problemy wychowawcze.Warto rowniez przyjrzec sie sobie czy nie za duzo wymagamy,jak traktujemy dziecko,jak człowieka czy jak obiekt ,ktory ma byc posłuszny ,spelniac nasze oczekiwania i robic to co my chcemy? Nie odbierajmy dzieciom prawa do złosci ,swojego zdania i bycia odrębna jednostka ![]()
Mortisha podobnie jest właśnie z moim synem.Jego postawa jest taka jakby lekceważył wszystkich nauczycieli.Tak Go większość odbiera i za to ma obniżane punkty z zachowania.Kiedyś Dyrektor powiedział mi,że On wie,ze to nie Jego zła wola,że to jest taka luzacka postawa,ale powinnam sama zrozumieć,że to jest źle odbierane i On na to nic nie poradzi.
Malina.m zastanawiam się,czy Ty masz dzieci w okresie buntu,bo te słowa Twoje to jakieś takie książkowe wyszły.Myślisz,że my nie rozmawiamy ze swoimi dziećmi,że nie staramy się wpoić im dobrych zasad?Moje dzieci akurat pod tym względem bycia odrębną jednostką mają aż nazbyt luzu,co nawet tutaj w początkowych moich wypowiedziach było piętnowane.Moim zdaniem młody człowiek ma prawo wyboru i ma prawo sparzyć się na własnych błędach,a my mamy prawo Go tylko przestrzegać.Jednak dzisiaj są czasy takie,że ten młody człowiek zrobi to co będzie chciał.My jednak będziemy spokojni w tym wypadku,że próbowaliśmy,żeby do Niego dotarło,ze ma zamiar zrobić źle.
No tak, czworka to teorytycznie dobra ocena jak sama nazwa mowi dobry, ale w tym sęk, ze niemal z wszystkich przedmiotow moglaby miec o stopnien wyzej ,zdecydowanie.O ile wiem,to z matmy wyzej niz 4 na koniec nie wyciągnie , z j.pol tez raczej nie ,to z reszty moglaby smialo, bez problemow,wystarczy tylko zmienić nastawienie do szkoly, do nauczycieli.Dla niej szkola to katorga, męczarnia, mordega,strata czasu,glupi ludzie,wariatkowo.
Miałaby z jednego przedmiotu celującu,lecz nie chcialo je sie brac udzialu w ogólnopolskim konkursie Nauk Przyrodniczych,miala na to olane (a wiedze ma ponad programową i bardzo duzą) więc tym sposobem wkurzyla dyrekcje.W tamtym połroczu brala udział w olimpiadzie wojewódzkiej i miala znakomite czolowe miejsce, w tym postanowila juz nie udzielac sie w niczym oprócz sportu,zadne naciski,prosby nie zmienily jej decyzji,zaparla sie że nie i spadajta.
Z ocen wychodzilo jej miedzy bdb a cel, ale ze odmowila udzialu jako reprezentant to ma za kare ta nizszą.Z w-f za to ze startowala w zawodach i olimpiadach sportowych to ma adekwatnie do wysiilku (cel) i tyle
Przekresla ją jej wlasne negatywne nastawienie, brak samoistnej wypracowanej motywacji i ambicji.Postawienie sobie bycie najlepszym ma tylko na treningach ,generalnie realizuje sie z pasją w sporcie,w innych dziedzinach zycia wszystko na odwal od niechcenia ,na odpierd... sie, a jak ktos naciska, czy wykazuje błąd to apokalipsa ,ziemia sie trzesie
Prawa do zlosci sobie nie da zabrac,nie ma takiej opcji,to jest awykonalne ,aby takiej prawo jej odebrac ,chodzący nerwus, choleryk,zlośnik ,a swoje zdanie ma i to konkretnie dobitnie potrafi je wyglosić,bez owijania w bawelnie, ( w szkole jest przez to stratna)bycie jawnie indywidualnym mając swoj honor i godnosc to jest jej myśl przewodnia
Ja wiem ,ze takie twarde okazy w zyciu mogą miec lepiej od osob słabych psychicznie,,bo mają twardą d... i sytuacje stresogenne, konfliktowe im nie groźne, ale tez nie zawsze to pozytek przynosi
mortisha, ale jakby miała się realizować z pasją i ambicją we wszystko to by szybko "na głowę" dostała. Nie można być bardzo dobrym we wszystkim, nawet jeżeli ma się ku temu odpowiednie zdolności. Ja bym sobie odpuściła marudzenie jej na ten temat.
Byłam kiedyś z moim synem na badaniu psychologiczno-pedagogicznym.Werdykt mnie zdziwił,bo psycholoszka powiedziała,że błąd tkwi w nas,bo tylko od Niego wymagamy,a nie dostrzegamy sukcesów.Dla mnie to było wtedy śmieszne,bo syn z wzorowego ucznia i świadectwa z paskiem stał sie uczniem wtedy ledwie trójkowym.Na dodatek to była jeszcze podstawówka 4-5 klasa,a więc jeszcze nie okres dojrzewania.Od jakiegoś czasu zaczęłam myśleć inaczej,bo nie liczą się oceny,ale to co ma w głowie.
Były egzaminy próbne w gimnazjum i syn uzyskał jedne z lepszych wyników.Były egzaminy końcowe i syn ma wyniki równe i wyższe wynikom osób,które mają świadectwa z paskiem.Idzie do zawodówki,a na pewno miałby szansę na technikom,bo z dużo gorszymi wynikami idą do techników.Jednak On chce iść do zawodówki.Powiedział,ze w zawodzie więcej się nauczy w zawodówce niż w technikum,a szkołę to On zawsze może potem skończyć.Na pierwszy wybór złożył zawodówkę,a na drugi technikum.Dziwne prawda?Ja jednak myślę,ze jak w czwartek okaże się,ze dostanie się tam gdzie chce,to postawię Mu wielkie lody i powiem,ze jestem z Niego dumna.
Jestem winna wyjaśnienia w tym wątku:
Otóż syn idzie do technikum.Został przyjęty w dwóch szkołach:w jednej do zawodówki /wybór internetowy/,w drugiej do technikum /wybór poza internetem/.Powiedział,że obudziły się w Nim resztki aspiracji i idzie do technikum.Do ostatniego momentu,a więc do dzisiaj czekałam na zabranie dokumentów z zawodówki i ostateczne dowiezienie wszystkich oryginałów do technikum.Prosiłam,żeby się jeszcze zastanowił.Zdecydował ostatecznie sam.Tak jak bardzo się cieszę,tak bardzo się boje o to,żeby sobie nie olał szkoły tak jak olał gimnazjum.
Co sądzicie na temat pracy nastolatków w wakacje.Ja mam trochę mieszane uczucia,ale moja cała trójca pracuje.Córka praktycznie pracuje od kiedy ukończyła szóstą klasę.Syn jeden i drugi /16 i 14 lat/poszli do pracy od tego roku.
Oczywiście nie pracują całe wakacje,tylko tyle ile chcą,a pieniążki są tylko i wyłącznie dla Nich.Nie daję dzieciom dużego kieszonkowego,ale dostają w miarę moich możliwości.Nie mogę im dać więcej,bo mnie nie stać.Córka za swoje pieniądze zawsze kupuje sobie odzież.Synowie widzę,że też zaczęli.
Jednak dzieci pracują ciężko.Córka /obecnie 18 lat/już drugie wakacje pracuje w szklarni przy pomidorach.Wiadomo latem temperatura dochodzi do 50 stopni.Synowie zbierają ogórki narażeni na zmiany pogody.Jak przychodzą zmęczeni do domu,to mam wyrzuty sumienia,że nie mogę im dać tych pieniędzy.Z drugiej strony wydaje mi się,że przyda im się to do oceniania wartości zarobionego pieniądza.
Czy jestem złą matką pozwalając dzieciom na pracę?
bulinka_1969, weź sobie jakiś młoteczek i stuknij się porządnie w główkę, może wybijesz sobie z głowy takie durne myśli, ze jesteś złą matką... Moim zdaniem jesteś nawet lepszą matką niż te, które ograniczają się tylko do dawania kieszonkowego i chronią swoje skarbusie do pełnoletności a nawet dłużej przed jakakolwiek pracą z obawy, że dziecina się spoci. Bardzo dobrze robisz, że dajesz dzieciom "wędkę" a nie rybę. Dzięki temu one nie tylko uczą się że pieniążki same z nieba nie spadają ale także uczą się praktycznie życia i nabierają pewności siebie, że będą umieli zapracować na swoje potrzeby. Dodatkowo gdy teraz wykonują cięższe prace, później nie będą wybrzydzać, że jakaś praca jest poniżej ich kwalifikacji, a że innej nie będzie to pobędą sobie na garnuszku u mamusi.
Moi synowie od paru lat noszą ulotki. I wiadomo, szkoda mi ich jak muszą to robić w deszcz czy mróz, wkurza mnie że jak są chorzy, czy wypadnie wyjazd to muszę ich zastąpić, ale jestem zadowolona z tego że to robią. To są niewielkie pieniądze, ale składają je sobie i wydaja na swoje hobby lub te rzeczy które wiedza, że ja bym im nie kupiła.
Tak, że ciesz się z tego, ze masz takie zaradne dzieci, których ja Ci szczerze gratuluję!
podobasz mi się bbasia...
End_aluzja... normalnie się zarumieniłam ![]()
...a mnie się oczy mokre zrobiły.Dzięki!
bulinko to tylko na twoim miejscu kazdy kto by mial tak pracowite dzieci ,zaradne,nie bojące sie wiecej wysilic,nie lekające sie zmęczenia fizycznego,mającx cel dorobienia sobie zaskorniakow a nie ciągle wyciągając łapska "mama daj" bylby niebywale dumny z takich udanych egzemplarzy
Widac ze dadzą sobie rade w zyciu bo są pomyslowe i kreatywne, tylko pogratulować udanych dzieci ,pod wgledem dzieci pracowitosci i braku zachlannosci brania garsciami od was powinnas chodzic dumna jak paw ,ze garną sie do dorabiania na swoj sposob, przy czym krzywda nikomu sie nie dzieje a efekty są i bedą owocujące ![]()
Nasza młodociana tez ma swoje odchylki,ale na pracowitosc narzekac nie mozemy, takze u bliskich nam osob (zaprzyjaznionych)i truskawki zbierala i jagody i pozeczki,sprzedawala na skup i do swinki skarbki szlo to co sobie zapracowala sumiennie .Ile razy sie mowilo aby az tak nie szalala,no ale lepiej ze aktywnie cos w wolnym czasie robila, niz przed kompem czy tv jak jej rowiesnicy
Pewną pułapką rozwiązań "siłowych" (krzyk, przemoc fizyczna, zakazy) jest stopniowalność kar, aż dochodzisz do punkt, w którym już nie da się bardziej nakrzyczeć, bardziej zakazać, co gorsza samo dziecko w pewnym momencie z szyderczym uśmiechem zapyta się "no i co zabijesz mnie teraz?"
O! To jakbym o mnie czytała! Dokładnie w tę pułapkę zapędziłam moich rodziców w wieku jakichś 13-14 lat.
Cud, że przeżyłam ![]()
Nastolatki to silna rasa.;) Tak myślę,ze chyba nie ma na Nich sprawdzonego lekarstwa.Najlepiej jest wg.mnie chwalić za ich przebłyski dobroci,rozmawiać i tłumaczyć przy wyskokach i czekać na lepsze czasy.:)
Nastolatki to silna rasa.;) Tak myślę,ze chyba nie ma na Nich sprawdzonego lekarstwa.Najlepiej jest wg.mnie chwalić za ich przebłyski dobroci,rozmawiać i tłumaczyć przy wyskokach i czekać na lepsze czasy.:)
Bulinko alez jest recepta i to jedna: madrzy rodzice.
pierwszy raz czytam ten topik, moge tylko powtorzyc masz cudowne dzieci. A dzieci maja cudownych rodzicow. Pozostanie ci teraz tylko obserwować jak wyfruwaja po kolei z domu i jak dobrze im sie powodzi. Jesli chodzi o mnie to ja dopiero teraz ogarniam temat
zdania nue zmienilem.
Co sądzicie na temat pracy nastolatków w wakacje.Ja mam trochę mieszane uczucia,ale moja cała trójca pracuje.Córka praktycznie pracuje od kiedy ukończyła szóstą klasę.Syn jeden i drugi /16 i 14 lat/poszli do pracy od tego roku.
Oczywiście nie pracują całe wakacje,tylko tyle ile chcą,a pieniążki są tylko i wyłącznie dla Nich.Nie daję dzieciom dużego kieszonkowego,ale dostają w miarę moich możliwości.Nie mogę im dać więcej,bo mnie nie stać.Córka za swoje pieniądze zawsze kupuje sobie odzież.Synowie widzę,że też zaczęli.
Jednak dzieci pracują ciężko.Córka /obecnie 18 lat/już drugie wakacje pracuje w szklarni przy pomidorach.Wiadomo latem temperatura dochodzi do 50 stopni.Synowie zbierają ogórki narażeni na zmiany pogody.Jak przychodzą zmęczeni do domu,to mam wyrzuty sumienia,że nie mogę im dać tych pieniędzy.Z drugiej strony wydaje mi się,że przyda im się to do oceniania wartości zarobionego pieniądza.
Czy jestem złą matką pozwalając dzieciom na pracę?
Nie,nie jestes zla matka.Jestes super.Cos czuje,ze nieraz "wpadne"do Ciebie po porade.Pozdrowka.
I po to trzeba było badań, profesorów, grantów, zawracania ludziom głowy, żeby stwierdzić: „zachować spokój, więcej wyrozumiałości i życzliwości” itp. banały? To są nauki znane od zawsze typu „dzieci szanujcie rodziców, rodzice szanujcie dzieci”. To może te naukowe tytany intelektu teraz zrobią badania typu „jak zachowywać się w pracy, w sklepie, w pociągu”. Wynik znam z góry: więcej uśmiechu, dobrego wychowania, wzajemnej pomocy. Nic, tylko stosować, bo na „badania naukowe” w tym zakresie to szkoda czasu.
55 2021-01-29 12:00:41 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-01-29 12:04:33)
Bez agresji i wspólny front obojga rodziców., to jest potrzebne.
No i pozwolić ponosić konsekwencje jeśli nie o życie idzie.
Żartujesz Bulinko? Pracowałam tak gdy miałam 16 lat. Nic im nie będzie. Czy docenią wartość pieniądza? Niekoniecznie
. Ale zdobędą świadomość że potrafią.